• kim będę

Kim będę bez wilka?

Kim będę bez bulimii? Co będę robić w swoim życiu? Przecież nic nie umiem, nic nie potrafię. A tak to przynajmniej byłam w czymś dobra, w odchudzaniu….

Dostałam niedawno list od Zuzy, która właśnie z takimi dylematami się mierzy. Zaburzenia odżywiania zabrały jej naprawdę już wszystko – zdrowie (wycięto jej część przewodu pokarmowego), urodę (jej chudość przeraża nawet ją samą), relacje z bliskimi, szanse na macierzyństwo, na karierę.
A mimo to, trzyma się ich kurczowo. Bo jeżeli je puści – to wpadnie w próżnię i chyba zacznie wątpić w swoje własne istnienie. Tak to przynajmniej jest „jakaś” – prymuska odchudzania i autodestrukcji, a bez tego?
Ona czuje, że świecie w którym już nic nie zostało, musi się czegoś chwycić, chociażby brzytwy.

Czy Ty masz czasami takie myśli? Ja kiedyś żyłam z nimi każdego dnia.
Miałam już 30 lat i niczego w życiu nie osiągnęłam – nie miałam ani wykształcenia, ani kariery, ani majątku (za to dużo długów), ani perspektyw, ani nic.
Niczego nie potrafiłam, niczego nie umiałam. I tutaj nie przesadzam. Jedyne co, to znałam dwa obce języki i miałam jakieś pojęcie o szyciu.

Jedzenie było więc moim jedynym zajęciem. Było czymś co pozwalało mi zapomnieć o moim pustym życiu. Byłam jak pijak z Małego Księcia.

Następną planetę zajmował Pijak. Te odwiedziny trwały bardzo krótko, pogrążyły jednak Małego Księcia w głębokim smutku.
– Co ty tu robisz? – spytał Pijaka, którego zastał siedzącego w milczeniu przed baterią butelek pełnych i baterią butelek pustych.
– Piję – odpowiedział ponuro Pijak.
– Dlaczego pijesz? – zapytał Mały Książę.
– Aby zapomnieć – odpowiedział Pijak.
– O czym zapomnieć? – zaniepokoił się Mały Książę, który już zaczął mu współczuć.
– Aby zapomnieć, że się wstydzę – stwierdził Pijak, schylając głowę.
– Czego się wstydzisz? – dopytywał się Mały Książę, chcąc mu pomóc.
– Wstydzę się, że piję – zakończył Pijak rozmowę i pogrążył się w milczeniu.

Twoja kompulsja i nałóg tak szczelnie wypełnia Ci czas, że nie zostaje ani chwila na refleksję i konfrontację z prawdą. A prawda brzmi tak: zawaliłam.

Ale wiesz co się stanie, jeżeli w końcu staniesz z nią oko w oko? Okaże się, że nie jest ona taka straszna! No dobra; zawaliłaś i masz już 30 albo 40 albo i 60 lat, ale przed Tobą jeszcze kilka dekad życia (chociaż tego nigdy nie wiemy, bez względu na to ile lat mamy). Jeszcze można dużo zrobić, wiele się nauczyć, coś osiągnąć.

Ja mam teraz lat 34. Zmarnowałam z nich 30! A przez te 4 lata stworzyłam bloga, pięć książek, dużą internetową społeczność, mój – w końcu zdrowy – związek i w sumie wszystko co mam.
A to tylko z jednego powodu – zamiast skupiać się na tym co straciłam (ponad 6/7 życia!) skupiłam się na tym, co mogę zyskać.
Zadałam sobie pytanie „kim będę bez bulimii” i zamiast martwić się, że nikim, wymyśliłam siebie na nowo.

Nie wiedziałam jednak, że tak się to wszystko potoczy. Mogłam równie dobrze robić coś mniej porywającego; na przykład rozwinąć swoją karierę w przemyśle odzieżowym. Przecież w przededniu założenia bloga, dostałam pracę w tym sektorze. Albo zrobić karierę w gastronomi – wyszkolić się na super baristę i pracować w przytulnej kawiarni, wieczorem zaś czytać książki.
Mogłam równie dobrze zostać sobie szeregowym pracownikiem w jakiejś firmie. ALE byłabym szeregowym pracownikiem BEZ bulimii. I to się liczy.

Tak właśnie napisałam do Zuzy: Ok, może już nigdy nie będziesz najlepsza w niczym i może Twoje życie upłynie na byciu przeciętną. Może i nie będziesz miała pomysłu na rozwój, ani nawet na wieczór i będziesz gapić się w sufit przez trzy godziny. No i co z tego? To się gap. Świat się nie zawali.
Ale przynajmniej nie będziesz wymiotować i niszczyć swojego zdrowia.

Jednak wiesz co się pewnie stanie? I te słowa kieruję już do Ciebie:
Kiedy w końcu porzucisz lęk przed tym, kim będziesz bez zaburzeń odżywiania i odważysz się z nich wyjść, zobaczysz że odpowiedzi na to pytanie pojawią się same. Nagle zaczną przychodzić Ci do głowy nowe pomysł i siła na ich realizację, zaczną pojawiać się ludzie na Twojej drodze, których normlanie byś nie spotkała, bo siedziałaś w domu, otworzą się niepojęte możliwości.
Dostaniesz nową szansę,obiecuję. Bo masz w swoim życiu więcej do zrobienia niż przytycie i schudnięcie jednej tony lub zjedzenie dwóch milionów kalorii i zwrócenia z tego połowy.
O nie, moja kochana, Ciebie stać na więcej.
Wierzysz mi?

*

Mały edit: Ten tekst napisałam prawie trzy miesiące temu, ale z jakiejś przyczyny nie opublikowałam go. Czułam, że to jeszcze nie czas. Teraz wiem dlaczego. A to dlatego, że historia Zuzki ma swój dalszy ciąg, o którym musicie usłyszeć.
Zuza zdecydowała się przyjść pod moje skrzydła i wyjątkowo została pod nimi aż dwa miesiące (normalnie mentoring trwa miesiąc). W tym czasie odwaliła kawał spektakularnej roboty nad sobą – przełamała się i zaczęła jeść, wyciszyła kompulsje, przybrała na wadze (to było bardzo potrzebne), zaczęła na powrót oddawać się swoim motoryzacyjnym pasjom bez obawy, że zemdleje za kółkiem, zaczęła stawiać granice i mówić „nie”, postawiła pierwsze kroki na drodze do prawdziwego partnerstwa ze swoim mężem. Teraz jest gotowa aby podjąć terapię w tym kierunku.
Słowem – cuda. A to wszystko dlatego, że zaryzykowała i podjęła wyzwanie odkrycia siebie na nowo.

Teraz Twoja kolej, kochana.

*
A jak to było u Ciebie? Podziel się swoimi doświadczeniami. Czy Ty też boisz się utraty „wilczej” tożsamości?

2018-09-28T18:49:18+00:0028 Wrzesień, 2018|Kategoria: Psychologiczna rozkminka|Tagi: , |

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

15 komentarzy

  1. beadoctor Wrzesień 28, 2018 w 7:04 pm - Odpowiedz

    Właśnie dzisiaj cały dzień mam tego typu refleksje. Trwa to tak długo – gimnazjum, liceum, studia, że nie potrafię sobie wyobrazić innego myślenia niż codzienne wyrzuty sumienia, lęk przed tyciem. Nawet sama kilka minut temu wrzuciłam o tym post. Boli mnie to strasznie, jak uświadamiam sobie, że porzuciłam dwóch super chłopaków, tylko dlatego, ze ciągle chcieli zapraszać mnie na coś do jedzenia, albo to, że nie mogłam skupić się na nauce, bo ciągle było albo jedzenie, albo rzyganie. Może dostałabym się na swoje studia rok wcześniej, a zamiast poświęcać godzin na myślenie o jedzeniu i oszukiwanie, przeznaczyłabym je na naukę? Mam nadzieje, że dostanę super kopa i to cholerstwo zniknie.

    • Eee? Wrzesień 29, 2018 w 6:51 pm - Odpowiedz

      Po co dajesz link do bloga jak jest on zablokowany dla innych ludzi?

      • beadoctor Wrzesień 30, 2018 w 6:13 pm - Odpowiedz

        Jej, przepraszam, ciągle zmieniam te ustawienia na publiczne, ale cały czas zmienia mi się chyba automatycznie na prywatne

  2. Zuza Wrzesień 28, 2018 w 9:47 pm - Odpowiedz

    Właśnie to poczucie pustki nie pozwala mi tego zostawić i iść dalej. Chcę z tego wyjść, ale nie wiem czym mam zapełnić ten czas, który zyskam nie objadając się, nie kompensując, nie szukając kolejnej diety. Od pięciu lat moje życie kręci się wyłącznie wokół tego ile zjadałam. Wykształcenie, przyjaciele, rodzina, hobby, zostawiłam wszystko dla żarcia…Czuję, że relacja ja-jedzenie to ostanie co mi zostało. To chyba jak z toksycznym partnerem kiedy dokładnie wiesz jak Cię niszczy, ale bez niego czujesz się nikim..I tak tkwię w tym związku tracąc wiarę, że mogłabym jeszcze wszystko w swoim życiu zmienić.

  3. Lucy Wrzesień 29, 2018 w 5:31 pm - Odpowiedz

    Beadoctor. Mam to samo. Gimnazjum, liceum, cale studia. Niby mam dwa kierunki, niby zaczelam trzeci. Niby mam fajnego chlopaka i fajnych przyjaciol. Obecnie mam 25 lat, jestem po studiach i nie wiem co dalej. Mam nadal tozsamosc wilka. Na razie moje życie to jedzenie i liczenie . Ile zjem, co zjem , gdzie zjem, jedzenie, tycie, dieta, glodowka i tak w kolko. Myślałam ostatnio nawet, ze udalo mi sie rzucic to w cholere ( zaczelam robic prawo jazdy, zajelam sie czyms, podjelam poszukiwania pracy ) ale wystarczylo kilka imprez pod rzad ( wiadomo – przy stole ) aby zaczac sie obzerac i mieć znowu wyrzuty sumienia. Mam nadzieje, ze tym razem byl to naprawde ostatni raz i zaczne miec ze sama soba dobre relacje, jesli chcialabys sie skontaktować i porozmawiac to odpisz 🙂

    • beadoctor Wrzesień 29, 2018 w 6:04 pm - Odpowiedz

      U mnie z imprezami to jest tak, że jak wiem, ze zbliża się wigilia to dwa dni wcześniej już jem dużo mniej niż normalnie i więcej ćwiczyć, żeby w razie czego, jakbym musiała zjeść więcej, miała co uzupełniać. Suma summarum i tak zawsze zjadam mniej niż planowałam, a wyrzuty sumienia przy rodzinnym stole dopadają mnie dużo szybciej. W tym miesiącu nie miałam napadów, po prostu wymiotowałam po jedzeniu

  4. K Wrzesień 29, 2018 w 6:43 pm - Odpowiedz

    Kiedy pojawiły się prawdziwe, związane z innymi dziedzinami życia problemy, moje ed bawią mnie niemalże do łez.

  5. :) Wrzesień 29, 2018 w 6:53 pm - Odpowiedz

    Aniu jesteś wielka !!!!! 🙂 :*

  6. Marzena Październik 2, 2018 w 9:11 pm - Odpowiedz

    Przez kawał życia myślałam głównie o tym, co przed chwilą zjadłam albo co zaraz będę jadła. Patrzyłam ciągle w dół na swoje „grube” nogi. Czułam, że życie przecieka między palcami. Chciałam świat oglądać, wąchać, słyszeć i dotykać. Przeżywać coś a nie przeżuwać. Dzięki Bogu, trafiłam na filmy z Anią i te stare tęsknoty nabrały kształtu. Znów lubię siebie i świat. Bóg jest dobry i zawsze ma wspaniały plan B, kiedy nawet coś spapram.

    • Wilczo Glodna Październik 3, 2018 w 10:08 am - Odpowiedz

      Dziękuję :*

  7. alicja Październik 2, 2018 w 11:19 pm - Odpowiedz

    jakbym czytała, swoje myśli, obawy, uczucia ubrane w słowa. Ale dalej się boję, boję się tego pozbyć, pozwolić sobie pomóc, bo kim bez tego….no właśnie. Boję się

  8. Diuretyczka Październik 3, 2018 w 2:40 pm - Odpowiedz

    Chciałam się pochwalić spektakularnym( jak dla mnie) sukcesem!! Przestałam brać leki odwadniające. Z dnia na dzień. Na początku nastawiłam się pozytywnie ze organizm poradzi sobie z nadmiarem wody i trochę mu pomogę używając mniej soli i mniej się objadając. Oczywiście zaczęłam bardzo puchnąć, nogi jak baloniki, twarz i nawet ramiona… ale nie poddałam się 😉 najgorszy etap trwał jakieś 2 tygodnie. Dziękuje Aniu 😉

  9. pogodzona Październik 6, 2018 w 10:13 pm - Odpowiedz

    Chciałam si pochwalić tym, że… polubiłam swoją przeciętność 😉 Kiedyś chciałam się wyróżniać, buntowałam się (mając 25+!), wymyślałam różne sposoy, żeby być zauważoną… farbowałam się na szalone kolory, robiłam piercing, szokowałam ubiorem i muzyką… teraz jestem miłą spokojną pogodzoną ze sobą panią ok. 40-tki, a bunt wyrażam w inny sposób – walcząc o swoją wolność osobistą, wyznaczając granice i ucząc się kochać siebie. 🙂

Zostaw komentarz