I Dzwoni budzik. Wraz z powrotem świadomości zapada wyrok; skazana na mękę.
Od posiłku do posiłku.

II Podnosisz się z łóżka i bierzesz swój krzyż; krzyż z noża i widelca.
Na aplikacji jeszcze rozkoszne zero – zero kalorii, zero w żołądku, zero siły. Uspokajający stan pustki; czystość.
Tata woła z kuchni na śniadanie, ale to wołanie w próżnię.
Ojcze, oddal ode mnie ten talerz.

III Pierwszy upadek. W końcu coś jesz, a każde jedzenie jest upadkiem samym w sobie. Z bólem wpisujesz w apkę 300 kalorii. O 300 za dużo.

IV Spotykasz matkę swoją . Zaniepokojona patrzy Ci w oczy i zaczyna od nowa swoje żałobne zawodzenie; Jadłaś coś? Zjedz coś. Jadłaś coś? Zjedz coś.
Od dawna nie powiedziała nic innego.

V Na forum trochę pomogą, te co dźwigają ten sam krzyż. One rozumieją jak boli każdy krok w drodze do idealnej sylwetki, do cierniowej korony królowej Instagrama z królestwa Niebieskiego Ekranu.
Niebieskie są Twoje usta.

VI Kolejna stacja; siłownia. Miejsce gdzie zamieniasz ostatnie siły na kości. Przychodzisz tam by palić się za grzechy jedzenia, w ogniu cardio.
Odbijasz swoją spoconą twarz w ręcznik. Ten ślad to dowód zbrodni dokonanej na sobie.

VII Wracasz do domu na chwiejnych nogach i upadasz po raz drugi; przed lodówką, przed kiblem, na kolana.

VIII Pocieszasz potem płaczącą dziewczynkę w lustrze, choć nie wybaczysz jej nigdy.
Mimo że nie wie co czyni.

IX A więc upadasz po raz trzeci. Po co się starać skoro i tak już się dokonało? Consummatum est.

X Stoisz z szat obnażona na wadze i to co widzisz pod stopami,

XI Przybija Cię to kompletnie.

XII Umierasz. Po prostu umierasz. Tak samo jak wczoraj i przedwczoraj i w zeszłym roku.

XIII Czujesz się jak z krzyża zdjęta. Boli umęczone ciało, boli storturowana dusza. Chcesz tylko spać.

XIV Schodzisz więc w sen jak do grobu.

Jutro znowu zrobisz to samo kółko.

Bezpańska męka, co nikogo nie zbawi.
Teraz i na wieki wieków.
Amok.