• męka

Męka bezpańska

I Dzwoni budzik. Wraz z powrotem świadomości zapada wyrok; skazana na mękę.
Od posiłku do posiłku.

II Podnosisz się z łóżka i bierzesz swój krzyż; krzyż z noża i widelca.
Na aplikacji jeszcze rozkoszne zero – zero kalorii, zero w żołądku, zero siły. Uspokajający stan pustki; czystość.
Tata woła z kuchni na śniadanie, ale to wołanie w próżnię.
Ojcze, oddal ode mnie ten talerz.

III Pierwszy upadek. W końcu coś jesz, a każde jedzenie jest upadkiem samym w sobie. Z bólem wpisujesz w apkę 300 kalorii. O 300 za dużo.

IV Spotykasz matkę swoją . Zaniepokojona patrzy Ci w oczy i zaczyna od nowa swoje żałobne zawodzenie; Jadłaś coś? Zjedz coś. Jadłaś coś? Zjedz coś.
Od dawna nie powiedziała nic innego.

V Na forum trochę pomogą, te co dźwigają ten sam krzyż. One rozumieją jak boli każdy krok w drodze do idealnej sylwetki, do cierniowej korony królowej Instagrama z królestwa Niebieskiego Ekranu.
Niebieskie są Twoje usta.

VI Kolejna stacja; siłownia. Miejsce gdzie zamieniasz ostatnie siły na kości. Przychodzisz tam by palić się za grzechy jedzenia, w ogniu cardio.
Odbijasz swoją spoconą twarz w ręcznik. Ten ślad to dowód zbrodni dokonanej na sobie.

VII Wracasz do domu na chwiejnych nogach i upadasz po raz drugi; przed lodówką, przed kiblem, na kolana.

VIII Pocieszasz potem płaczącą dziewczynkę w lustrze, choć nie wybaczysz jej nigdy.
Mimo że nie wie co czyni.

IX A więc upadasz po raz trzeci. Po co się starać skoro i tak już się dokonało? Consummatum est.

X Stoisz z szat obnażona na wadze i to co widzisz pod stopami,

XI Przybija Cię to kompletnie.

XII Umierasz. Po prostu umierasz. Tak samo jak wczoraj i przedwczoraj i w zeszłym roku.

XIII Czujesz się jak z krzyża zdjęta. Boli umęczone ciało, boli storturowana dusza. Chcesz tylko spać.

XIV Schodzisz więc w sen jak do grobu.

Jutro znowu zrobisz to samo kółko.

Bezpańska męka, co nikogo nie zbawi.
Teraz i na wieki wieków.
Amok.

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2018-07-13T11:44:55+00:0013 Lipiec, 2018|Kategoria: Psychologiczna rozkminka|Tagi: , , |

42 komentarze

  1. Ola Lipiec 13, 2018 w 12:23 pm - Odpowiedz

    Dlaczego do chol…. w szkole nie ma takiego przedniotu jak odżywanie? Przecież to powinno być w podstawie programowej. Nawet ludzie, którzy nie mają problemu z ED często jedzą po prostu niezdrowo.

    W młodszych klasach, moi rodzice np. nie dawali mie pieniędzy, żebym nie kupiła paczki chipsów czy batona. Zatem śniadanie o 7:30, i później głodówka do 13-14. Już wtedy wyrobiłam sobie nawyk, żeby najeść sie zdrowo, po paru godzinach głodówki. Nikt mi powiedział, że można inaczej.

    • Wilczo Glodna Lipiec 13, 2018 w 2:29 pm - Odpowiedz

      Bo szkoła nie uczy niczego praktycznego, ani przydatnego. No dobra, pisanie i liczenie się przydaje. Reszta tak średnio.

    • ktoś Lipiec 13, 2018 w 8:06 pm - Odpowiedz

      akurat takich rzeczy to raczej rodzice powinni uczyć.

      • Ola Lipiec 16, 2018 w 7:47 pm - Odpowiedz

        No tak, w idealnym świecie. Mój tata był zawsze chudy, dawał mi słodycze i mówi „Ja jem i nie tyję”. A moja mama była zawsze na diecie 1000 kcal, albo tyła.

        Całe życie trwałam w przekonaniu: niektórzy są szczupli bo mają to w genach i moją jeść co chcą. A niektórzy muszą się non stop powstrzymywać i ciągle być na diecie.

    • Magda Lipiec 13, 2018 w 10:34 pm - Odpowiedz

      Masz rację Olu, nigdy o tym nie pomyślałam. Już w szkole wyglądało to fatalnie – rano śniadanie, później długo nic. Po lekcjach wyprawa po obiad w trojakach i zjadanie go zimnawego. Albo obieranie ziemniaków i żeby się ugotowały dopiero jak rodzice przyjdą z pracy. W międzyczasie coś tam się chyba jadło, podjadało…byle co i byle jak. Takie stan został mi do dzisiaj, jako stan normalny i dopiero teraz próbuję to zmienić z Ani pomocą…..a tekst piękny, tyle tu analogii do drogi krzyżowej. Tylko kto tutaj skazuje tę bohaterkę na śmierć? Ona sama?

  2. Michalina Lipiec 13, 2018 w 1:08 pm - Odpowiedz

    To jest takie mądre! I takie literackie 🙂

  3. Krysia Lipiec 13, 2018 w 1:14 pm - Odpowiedz

    Aniu Ty prowadzisz bloga o bulimii czy o anoreksji? Bo ostatnio wszystkie Twoje wpisy są o tej ostatniej…

    • Wilczo Glodna Lipiec 13, 2018 w 2:28 pm - Odpowiedz

      Prowadzę bloga o zaburzeniach odżywiania.
      Nie zauważyłam aby ostatnie wpisy były o anoreksji. Nawet ten o niej nie jest.

  4. Krysia Lipiec 13, 2018 w 3:34 pm - Odpowiedz

    To o czym jest? O czym jest zdanie „wpisujesz w apkę 300 kalorii”?
    Co Ty widzisz złego w złachaniu się na siłowni? Jest jeden warunek: po treningu należy się porządnie najeść. Bo inaczej nic z tego nie będzie. Ani radochy, ani sił aby to powtórzyć. Może to miałaś na myśli? Bo nie wierzę abyś zniechęcała dziewczyny do siłowni! Przy okazji:… co to jest ten cały Instagram czy jak mu tam?

    • Wilczo Glodna Lipiec 13, 2018 w 4:16 pm - Odpowiedz

      Ymmm… na śniadanie. Zresztą to tekst poetycki, słońce. Eh…

    • Wiktoria Lipiec 13, 2018 w 4:27 pm - Odpowiedz

      Fragment o lodówce i kiblu raczej wskazywałby na bulimię, aczkolwiek jest również coś takiego jak anoreksja bulimiczna. To naprawdę nie jest istotne o jakim konkretnie zaburzeniu jest tu mowa, bo wiele cech w każdym z nich jest wspólnych i nie trzeba być „zaszufladkowanym”, żeby zidentyfikować się z zachowaniem opisanym w tym poście. (W bardzo obrazowy i kreatywny sposób tak przy okazji, cała Ania ;))

      Za Wikipedią: Instagram – fotograficzny serwis społecznościowy hostingu zdjęć, połączony z aplikacją o tej samej nazwie, który umożliwia użytkownikom edycję zdjęć i filmów, stosowanie do nich filtrów cyfrowych oraz udostępnianie ich w różnych serwisach…

      PS
      Jestem ciekawa, czy pojawią się komentarze oskarżające autorkę posta o herezję i zbeszczeszczenie. XD

      • Ola Lipiec 13, 2018 w 4:56 pm - Odpowiedz

        Dokładnie. Ja nie mam anoreksji, a miewam myśli i zachowania typowo anorektyczne. Jedzenie staje mi w ustach ze strachu i nie mogę go przełknąć. Rezygnuję z postawionego przede mną obiadu czy wypluwam jedzenie. Również nie wiszę nad kiblem (zdarzyło mi się kilka razy w życiu), ale potrafie pójść 14 razy w tygodniu na trening. Do niedawna nie uważałam się za osobę z zaburzeniami odżywiania, bo przecież nie mam typowej anoreksji ani bulimii.

        Ania opisuje różne rzeczy i różne nieprawidłowe zachowania, żeby każdy znalazł coś dla siebie.

        • Wilczo Glodna Lipiec 13, 2018 w 5:06 pm - Odpowiedz

          Ojej, jest już lepiej, kochana?

          • Ola Lipiec 13, 2018 w 5:39 pm

            Tak, bo od 5 dni jem normalnie, bez bullshitu. Liczę jeszcze kcal, żeby wyszło 2000-2100 (bo nie wiem ile to jest). I dwa dni temu mama postawiła paczkę merci (normalnie zjadłabym całe pudło naraz), a ja… uwaga uwaga… nie miałam na to ochoty! Nie mówię „wytrzymałam”, mówię, „w ogóle tego nie chciałam”.

            Dodam, że nie przytyłam jeszcze ani grama, co było moją największą obawą przed zwiększeniem kaloryczności podstawowej diety.

          • Wilczo Glodna Lipiec 13, 2018 w 6:02 pm

            No i o to chodzi! Brawo!

      • Wilczo Glodna Lipiec 13, 2018 w 5:06 pm - Odpowiedz

        Voila, dziękuję :*
        Też na nie czekam 😀

  5. Olunia Lipiec 13, 2018 w 6:30 pm - Odpowiedz

    Wow, jakie to prawdziwe! Śliczne, poetyckie wręcz. Cudownie piszesz Aniu <3

  6. Olunia Lipiec 13, 2018 w 6:33 pm - Odpowiedz

    cudowny, prawdziwy… jakbym widziała siebie. Prowadzisz cudownego bloga Aniu <3

  7. Krysia Lipiec 13, 2018 w 6:58 pm - Odpowiedz

    Dziewczyny ja nie chciałam nikogo urazić, naprawdę. Tekst jest piękny, naprawdę, tyle tylko że ja w nim widziałam odbicie rasowej, 100% anorektyczki, naprawdę. Dlatego zapytałam o czym jest blog bo miał być głównie o bulimii, a tu ciągle o odchudzaniu i diecie, a ściślej – męczarniach na diecie 1000 kcal, katowaniu się na siłowni tylko po to żeby zrzucić parę kilo. Myślałam że to jest anoreksja, a bulimia to jest wtedy jak ktoś się po prostu obżera ponad miarę a potem idzie to zwrócić. Ja tak mam – normalnie jem „normalnie”, zdrowo, grubo ponad 2 tys kcal, dużo ćwiczę, bo po prostu kocham sport, od dziecka intensywnie trenuję, sport jest dla mnie tym czym dla Ani blog. Nigdy się nie odchudzałam, zawsze kochałam swoje ciało. Ale zabija mnie stres. To na niego reaguję obżarstwem. Myślałam że to jest bulimia. Ale na temat takich reakcji znalazłam raptem jeden wpis, reszta wszystko o odchudzaniu. Dlatego w końcu zaczęłam wątpić czy dobrze trafiłam. Dlatego zapytałam o czym w końcu jest blog. Sam wpis jest naprawdę piękny ale moim zdaniem nie jest on o bulimii a o rasowym przypadku anoreksji. Zresztą jedno i drugie paskudne. Na instagram naprawdę nigdy nie zajrzałam. Pozdrawiam i wszystkie dziewczyny trzymam kciuki

    • Wilczo Glodna Lipiec 13, 2018 w 8:49 pm - Odpowiedz

      Kochana, ale właśnie o to chodzi, że bulimia nie bierze się z sufitu. To nie jest tak, że sobie siedziałyśmy i nagle wpadł nam pomysł, „a rzygnę sobie”. To się wzięło z diety i z restrykcji.
      Tak podkreślasz tą miłość do sportu, a mi świta czy przypadkiem nie jesz za mało kcal po prostu, albo makro składników. Bo jeżeli jesz kilogram owoców, to tam np nie ma ani tłuszczów, ani węglowodanów złożonych. Wszystko ma swoją logiczną przyczynę i da się do niej dojść.
      A co do objadania sie na stres to polecam artykuł: http://wilczoglodna.pl/zajadac-stres/

      • Krysia Lipiec 14, 2018 w 6:17 pm - Odpowiedz

        Aniu ja wsuwam 2500 kcal dziennie – oprócz warzyw i owoców, kasze, strączki, grzyby, orzechy. Ja mam raczej w drugą stronę – patrzę czy nie dostarczam ZA MAŁO składników, żeby mieć siłę na następny trening. Muszę Ci wytłumaczyć jedną rzecz: Jestem właściwie od 7 roku życia wyczynowym sportowcem. Mój organizm jest przyzwyczajony do ekstremalnego wysiłku, tym bardziej Twój post mnie zszokował, bo rzadko spotykam taki demotywator do sportu. Po jego przeczytaniu zamiast iść na trening miałam ochotę rozsiąść się w fotelu z torbą jedzenia. A przecież sport jest piękny. I da się tak przedstawić. Pomijam bieganie po lesie o świcie, albo świeżo po burzy, nawet zwykłe zlachanie się na bieżni też może być piękne! Czujesz bicie serca. TWOJEGO serca. Kontakt z własnym ciałem, to wtedy najłatwiej nabrac miłości do niego. Powinnaś tak to przedstawiać a nie jako mękę. Natomiast niestety wiele lat temu wyrobiłam sobie taki nałóg jako odreagowanie na stres. Był taki okres w moim życiu że miałam go dużo a jedzenie naprawdę było JEDYNĄ dostępną opcją odreagowania. Prawdopodobnie nałożył się na to permanentny konflikt z moją matką na tle jedzenia, a konkretnie mięsa. Mnie od dziecka ciągnęło do weganizmu, a ona do dziś uważa że jak ktoś nie zje kotleta na obiad to wieczorem go zabiorą na sygnałach do szpitala, w nocy będą reanimować a nad ranem wywiozą nogami do przodu. Gdzie nawet nasz klubowy dietetyk sportowy ułożył mi wegańską dietę w której niczego nie brakowało, nastolatce w okresie intensywnego rozwoju… Wychowałam się zatem bez mięsa i bez słodyczy (okazyjnie po zawodach wsuwałam ciacho, a jakże :-), i na tym tle był zawsze konflikt z moją mamą według której „jeść normalnie” to wsuwać biały chleb z masłem i kiełbasą, tłustego kotleta na smalcu na obiad, blachę tłustego ciasta na deser i kiełbasę na ciepło na kolację. Pomijam weganizm, ale taka dieta rozwali każdego sportowca. Pamiętam Aniu pierwszy raz. Leżałam w szpitalu lecząc kontuzję. Wiesz jakie jest jedzenie w szpitalach. Odwiedzili mnie rodzice. Jak zawsze przywieźli torbę kiełbasy i słodyczy, pomimo że prosiłam ich o owoce. I jak zawsze usłyszałam od mamy że „MA NADZIEJĘ że już nie wrócę do sportu” i że teraz wreszcie „ZACZNĘ JEŚĆ NORMALNIE”. Kiedy pojechali, zjadłam wszystko co przywieźli i poszłam zwrócić. I tak mi już zostało. Do dzisiaj. Pomimo że nadal jestem aktywna, zmieniłam tylko dyscyplinę z uwago na brak czasu na treningi o stałych godzinach na drugim końcu miasta, mam NIESAMOWICIE WSPANIAŁĄ pracę, niestety mam męża tyrana który delikatnie mówiąc… nie ułatwia mi wyjścia z ED. Nie mam możliwości odejścia od niego bo jestem za bardzo zadłużona z powodu ED. I błędne koło się zamyka. Jedyne co mogę zrobić to nauczyć się radzić sobie z tą sytuacją, z emocjami, z matką która się śmiertelnie obraża jeśli nie odmówicz jej tłustego i niezdrowego jedzenia (może powiesz że ortoreksja, Aniu mi to jej tłuste żarcie zwyczajnie nie smakuje i nie służy, poczęstuję się ciastem które zrobi ale to jej nie wystarcza, mam zjeść wszystko i prosić o dokładkę, a jak nie to się obraża), z mężem, ogólnie na każdą sytuację stresową tak reaguję. Nie wiem już co mam robić żeby się tego pozbyć…

        • Anucha Lipiec 16, 2018 w 12:59 pm - Odpowiedz

          do Krysi: Dziewczyno! nie warto dla dobrego samopoczucia innych ludzi poświęcać siebie. Kiedy ja przestałam jeść ciężko i tłusto moja matka i teściowa były permanentnie obrażone, ale byłam konsekwentna. Mówi się trudno, nie mogę sobie szkodzić, żeby one były zadowolone. Po kilku miesiącach obie się przyzwyczaiły, zawsze jak jestem z wizytą mam przygotowane gotowane chude mięso i jakieś warzywa. Nikt o nic nie pyta do niczego nie zmusza, bo wiadomo, że nie ma sensu, bo ja nie ustąpię.

          Co do formy wpisu, wydaje mi się jak najbardziej adekwatna, wie to jednak tylko ten, kto nie może się wyrwać z piekielnego kręgu ED. To nawet gorsze niż Męka Pańska, bo to nikogo nie zbawia. Cierpienie, które nie ma celu.

        • tt Lipiec 21, 2018 w 6:06 pm - Odpowiedz

          sport jest piękny, ale nie w tedy kiedy po 10h pracy fizycznej idziesz cwiczyc 2h, a zjadlas 300kcal i dwa razy rzygalas, albo rzygasz dzien w dzien, niezaleznie od ilosci kalorii i twoje serce ledwo zipie….a tak często robia bulimiczki…ja przynajmniej tak robie

    • tadziwacza01 Lipiec 19, 2018 w 3:07 pm - Odpowiedz

      Jezusie, przecież istnieje pierdylion podtypów bulimii, jest nawet anoreksja bulimiczna. Osoba z bulimią NIE MUSI wymiotować, nie musi się nawet „przeczyszczać” (istnieje coś takiego jak bulimia atypowa). Spalanie nadprogramowych (napadowych) kalorii na siłowni, głodowanie czy picie tabletek przeczyzszczających to też bulimia. Bo to jest zaburzenie psychiczne, czyt. najważniejsza jest głowa czy tam nasz umysł. To tu powstaje zaburzenie i różne chore techniki odżywiania.
      Nie trzeba ważyć 40 kg, żeby mieć anoreksję.
      Wszystkie zaburzenia odżywiania rodzą się w głowie (z róznych przyczyn), dlatego w kryteriach diagnostyki zawsze są pytania o stan emocjonalny (czyli np. nadmierne skupianie się na jedzeniu, karanie siebie jedzeniem, uczucie ulgi duchowej po wymiotach czy czystym dniu itd).

  8. Edyta P Lipiec 13, 2018 w 8:12 pm - Odpowiedz

    NIE DA SIĘ W SKRÓCIE OPISAĆ O CZYM JEST BLOG ,BO POSTÓW MASZ DUŻO WIĘC NAJPIERW POCZYTAJ A PÓŹNIEJ ZDECYDUJ CZY JEST COŚ DLA CIEBIE..I WŁAŚNIE TO NIE O ODCHUDZANIU TYLKO O ZDROWYM PODEJŚCIU DO SIEBIE,WAGI,INNYCH I ITP.JA TEŻ LUBIĘ SPORT I JEST CZĘŚCIĄ MOJEGO ŻYCIA A JAK MAM STRES TO OBJADAM SIĘ NA POTĘGĘ,WIĘC WIEM O CZYM MÓWISZ.JESTEM PEWNA,ŻE NA BLOGU WIELE RZECZY DO CIEBIE TRAFI.POWODZENIA!

  9. Ania Ania Lipiec 14, 2018 w 1:59 am - Odpowiedz

    U mnie dokladnie tak bylo. Od switu do nocy – jedna mysl. A raczej – jeden ciag – co zjesc, jak zjesc, gdzie sie porzygac. Zawsze spozniona, bo po drodze na silke, na spotkanie (nawet jesli to mial byc lunch lub kolacja) musialam znalezc zarcie, a pozniej jeszcze toalete. Pozniej 3 litry wody, bo mnei suszylo i od nowa. Jak juz sie wzielam za wychodzenie z tego bagna, to w pierwszym etapie w ogole nie umialam jesc – nie wiedzialam, co to jest porcja i mialam jeszcze nalog jezenia non-stop. Chyba mialam tez niezaspokojony glod. Tak wiec to, co pisalas powyzej to dzien powszedni w trakcie zaburzen, jak rowniez dosc dlugo po wyjsciu. Na pewno jest duzo latwiej, jesli sie od razu je normalnie.
    Mnie pomoglo to, ze odwodzilam te mysli, im efektywniej to robisz, tym mniej Cie one nachodza. Takze rozpoczecie dnia od medytacji powoduje, ze skupiasz sie zupelnie na czyms innym. I jak zerwiesz ciag od razu przy pierwszym ogniwie, to latwiej jest tez zerwac kolejne.

  10. beadoctor Lipiec 14, 2018 w 8:10 am - Odpowiedz

    Kiedyś sama na swoim blogu wspomniałam jak bardzo mnie to męczy…ciągłe czekanie na posiłki. Uczę się i myślę – Boże znowu będę musiała coś zjeść. Do ostatniego posiłku prawie wcale nie mogę się skupić na niczym. Czekam aż wybije punkt 19.00. Potem już ulga, że już dzisiaj nie będę musiała nic zjeść.
    Twój post pięknie odzwierciedla moje uczucia. Z każdym Twoim wpisem uświadamiam sobie, jak bardzo mnie to męczy. Jedyne miejsce, gdzie zapominam o tym jest szpital, pacjenci…wtedy czuję się potrzebna i wiem, że muszę walczyć o siebie by móc walczyć o innych!

  11. Kiti Lipiec 14, 2018 w 9:02 am - Odpowiedz

    Może nie odniosę się do portu, choć bardzo dobry. Dziękuję Ci, Aniu! Dzięki Tobie jestem normalnym człowiekiem, i jem normalnie 🙂 i tak właśnie miało być zawsze, ale ubzduralam sobie, że będę jakaś wyjątkowo perfekcyjna. Ciągle dokręcałam śrubę, najlepiej gdyby w apce było minus 200kcal, może byłabym z siebie zadowolona. Pięknie schudłam (wcale nie było z czego i tylko 5kg), A bulimia pojawiła się…nie wiem skąd. To znaczy teraz już wiem. Psychoterapia dwa lata (pomogła na ten cholerny perfekcjonizm, ale z jedzeniem wciąż roznie). Trafiłam do Ciebie, krok po kroku mu zdrowiu. Najpierw przestałam rzygać, jak się objadłam, ponosiłam konsekwencje… na wadze więcej niż przed dietą… W sumie ciągle chciałam się odchudzać, więc napady pojawiały się… lubię ćwiczyć, wiem, że muszę odpowiednio jeść, ale jakoś ta śruba… cóż, krok po kroku. Paradoksalnie kolejną osobą, która miała na mnie bardzo pozytywny wpływ, jest Ewa Chodakowska. I połączyłam Was w jedno – moja filozofia to: zero papierosów (tez był z tym problem), zdrowe i zbilansowane posiłki, baaardzo rzadko alko (I tak nie lubię, więc to nie restrykcja), ćwiczenia dla radochy i dobrego samopoczucia (zmieniłam motywację z wyglądu na zdrowie) i patrzeć na siebie z miłością. I oczywiście pamiętam, że to droga, wciąż cieszę się jak dziecko ze zgubionych kg (bo Ania ma rację i waga się stabilizuje, gdy jemy normalnie), patrzę w lustro, co je zobaczę w zasięgu (czy brzuch jest płaski… I muszę sobie tłumaczyć, że nie zawsze musi byc). Takie tam smaczki zostały. Ale kocham Cię, uwielbiam, jestem przeszczęśliwa, że tu trafiłam. Mam 4 dzieci, w tym 3 córki, teraz wiem, co chcę im przekazać, jaką postawę, a gdy będą starsze, pokażę im Twojego bloga ku przestrodze. Jeszcze raz dziękuję! I pisze w komentarzu, żeby wszyscy przeczytali, że to jest prawda, ma sens i nie czekajcie dłużej żyjąc w tym syfie!

  12. Monia Lipiec 14, 2018 w 1:16 pm - Odpowiedz

    Bardzo piękny tekst. Tak literacko. Dzieki

  13. Ana Lipiec 16, 2018 w 12:30 am - Odpowiedz

    Będę pierwszą osobą, która to napisze, ale wyrażę swoje zdanie. Post zawiera wiele prawdy, aczkolwiek forma, którą wybrałaś, jest według mnie nie na miejscu. Zbyt dużo aluzji religijnych, właściwie cały opis zaburzeń odżywiania porównałaś do drogi krzyżówej i to lekko mnie oburza. Sama cierpię na różne zaburzenia, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy coś takiego. Mnie osobiście nie podoba się ten post ani trochę, wręcz czuję niesmak po przeczytaniu go. Nie chcę nikogo obrażać, piszę tylko, co myślę. Niektóre Twoje posty do mnie przemawiają, inne nie, ten natomiast odrzucił mnie i spowodował konsternację.

    • Marzena Lipiec 18, 2018 w 8:52 pm - Odpowiedz

      Szkoda każdej kobiety, która trafi tu na podobne posty i zrezygnuje z czytania pozostałych, BARDZO wartościowych. Też czuję żal.

  14. Joanna Lipiec 16, 2018 w 10:54 am - Odpowiedz

    Ana, każdy nosi swój własny krzyż i przechodzi swoją własną drogę krzyżową. Dla jednego będzie to życie z chroniczną depresją, dla innego żałoba, dla jeszcze kogoś innego doświadczenia związane z przemocą domową, dla kolejnego otyłość i można tak wymieniać bez końca. Tutaj są to zaburzenia odżywiania. I nie ma co się oburzać. Każdy dźwiga ciężary.
    Ps. Mnie ten wpis się nie bardzo podoba, ale będę go bronić:)

  15. Ana Lipiec 16, 2018 w 11:33 am - Odpowiedz

    Joanna, poprawię się, porównanie może i słuszne, ale forma bardziej nie na miejscu według mnie 😉 Wiem, jaki to ból i cierpienie zarówno psychiczne jak i fizyczne, ale tak jakoś te stacje kojarzą mi się tylko z Bogiem i nie podchodzi mi to.

    • Wilczo Glodna Lipiec 16, 2018 w 12:41 pm - Odpowiedz

      Tak, miało kojarzyć się z Bogiem. Dla mnie Bóg to nie abstrakcyjny starszy pan na tronie, którego absolutnie nie można urazić tekstem obrazem czy innym wolnym wyrażeniem myśli, ale energia obecna w każdej chwili mojego życia. Nie będę się tu rozwodzić bo o moich duchowych poszukiwaniach mogłabym pisać drugiego bloga, w każdym razie to co chcę powiedzieć, to to że Bóg nie stoi na piedestałach, ale jest w każdym z nas. W tradycji katolickiej mówi się nam że Jezus cierpiał za nas, ale mam wrażenie że dla większości ludzi to tylko puste słowa. Ja to traktuję dosłownie – Bóg, który cierpi za nas i w nas, kiedy robimy sobie krzywdę, kiedy odwracamy się od natury, czyli od niego. Nie siedzi naburmuszony w niebiosach o to że Gruszczyńska bluźni.

  16. Joanna Lipiec 17, 2018 w 8:03 am - Odpowiedz

    Kiedyś – a dokładnie w maju 2007 roku -genialna terapeutka i tzw. bioenergoterapeutka zadała mi pytanie: ‚czym jest energia, która przez nas przepływa, jeśli nie Bogiem?’ Od tego jednego pytania zmieniło się moje postrzeganie świata.

  17. kociaq Lipiec 17, 2018 w 10:41 am - Odpowiedz

    A ja powiem tak-o ile wiersz z tym ciałem umęczonym jakoś mi się nie spodobał, to to jest bardzo udane. Fajnie,że w kwestii pisania poezji/ prozy poetyckiej też się rozwijasz. Jestem osobą wierzącą, ale nie uważam,żeby tutaj ta aluzja była nie na miejscu – przecież w chrześcijaństwie chodzi też o to,żeby widzieć Boga w drugim człowieku. W sobie chyba raczej też. A ja przyszłam,żeby się pochwalić – w ciągu ostatniego roku dobiłam te ostatnie 2 kg do wagi sprzed choroby, a dzięki ksiażce „Ja wersja 2.0” pozbyłam się ciągnącego się za mną „ogona”, mającego postać picia zdecydowanie za dużej ilości napojów light. Bardzo dziękuję za pomoc w postaci tej książki!!!

    • Wilczo Glodna Lipiec 18, 2018 w 7:19 pm - Odpowiedz

      Przede wszystkim w sobie <3

  18. Monika Lipiec 17, 2018 w 2:16 pm - Odpowiedz

    Dla mnie bomba! Baaardzo podoba mi się tekst. Masz niesamowitą lekkość pisania. Każde zdanie trafia w punkt. Abstrahując od talentu – najważniejsze, że Twoje posty są skuteczne!!! Robisz kawał roboty, gratulacje i podziękowania za uratowanie życia 🙂

  19. Marzena Lipiec 18, 2018 w 6:25 pm - Odpowiedz

    Popierasz swoje tezy konkretną wiedzą z biochemiI, anatomii, neurologii, psychologii itd. Dlaczego zatem lekceważysz teologię i historię. Ukrzyżowany Jezus to nie starszy pan na tronie ani kosmiczna energia afirmacji, to postać jak najbardziej historyczna, bliska wielu także dziewczynom czytającym blog. Nie będzie się mścił na Tobie za takie teksty ktoś, kto Cię nieprzytomnie kocha.. Tylko jaki sens ma robienie komuś przykrości ( inna Czytelniczka-„Jestem ciekawa, kiedy pojawią się komentarze oskarżające o bezczeszczenie”) Co te porównania wnoszą, stawianie siebie w miejscu Boga? Niewierzącego to nie obejdzie, wierzącego zrani. Czy nie to jest problem nałogowców (także mój), że od rana do wieczora jestem JA, MOJA waga, MÓJ posiłek, MÓJ deserek, MÓJ cellulitis, MOJE włosy, zęby, paznokcie, MÓJ krzyż. Czy nie chodzi o to, żeby dorosnąć, zobaczyć właściwą skalę. A porównywanie depresji, wymiotów i dolegliwości przy obżarstwie z rzymskimi torturami i wbijaniem gwoździ to nie jest właściwa skala. My, ludzie z zaburzeniami żywienia stoimy pod krzyżem, na krzyżu jest Ktoś inny.

    • Wilczo Glodna Lipiec 18, 2018 w 7:20 pm - Odpowiedz

      Nie zgadzam się całym sercem wprost. Ale tak jak pisałam już wcześniej, to nie temat na ten blog. Poproszę więc o jedno; uszanuj moje postrzeganie duchowości w ten sposób. Z góry dziękuję :*

      • Marzena Lipiec 18, 2018 w 9:01 pm - Odpowiedz

        To nie temat na ten blog. Ujęłaś sedno sprawy. Dobre żywienie, mądre dbanie o ciało i bycie dla siebie dobrym, o tym jest ten blog, prawda? Tego szukam u Ciebie. Od duchowości mam Ojca Adama Szustaka, jest w tym lepszy i bardziej wyluzowany:)
        Dużo Ci zawdzięczam, jesteś dla mnie ważna,

  20. podczytuąca55 Lipiec 19, 2018 w 3:14 pm - Odpowiedz

    A mnie się bardzo podobało. Mimo wszystko nikt nie może narzucać nam wiary (w domyśle: katolickiej, bo Polska), więc nie widzę tu nic zdrożnego. Teks i porównania świetne.
    Kiedyś byłam osobą wierzącą (mniej religijną), chodziłam nawet do kościoła, ale wszystko z przymusu (lekcje religii w szkole). Jak dorosłam i przestałam bać się śmierci i dnia sądu ostatecznego, poczułam sie wolna.
    Wyzwolona.
    Szanuję osoby wierzące, sama jestem agnostyczką (nie ateistką) i ten teks był świetny.
    Dziękuję, Aniuś 🙂

Zostaw komentarz