Ostatnio zauważyłam, że moje zęby robią się niemożliwe.
To co widzę w lustrze zaczyna przekraczać cienką granicę tego, co jestem w stanie tolerować.
Jedynki starte, postrzępione, pokruszone i przeźroczyste jak papier (ah te kwasy żołądkowe).
W dodatku, jako że kilka zębów mam martwych i wyrwanych, wszystko zaczęło na siebie napierać i krzywić się co raz bardziej.
I niech was nie zwiedzie, że na filmach moje zęby wyglądają jak milion dolców. To wszystko zasługa lamp z Allegro – 53 zł za sztukę.

W rzeczywistości jest masakra.

Poszłam więc do ortodonty.
Bardzo miła, starsza pani o ciepłych, ogromnych oczach wyzierających znad lekarskiej maski.
– Otwórz buzię… tak, dobrze… ojej, jakie połamane jedynki!
Miałaś wypadek?

– W sumie tak, proszę pani. Miałam wypadek. Trwał on 15 długich lat.
Wypadłam z drogi.
Wykoleiłam się.
Rąbnęłam głową w mur i leżałam nieprzytomna przez bardzo długi czas.
Zapomniałam kim jestem, błądziłam we mgle.
Zgubiłam się.
Straciłam szanse, pieniądze, relacje, zdrowie, wygląd.
I tak, moje jedynki też straciłam.

Mój wypadek nazywał się bulimią i rozpłatał mnie od góry do dołu.
A to co Pani widzi w moich ustach, to blizny po nim.

Ale JA przeżyłam.
Widzi pani?
Przeżyłam.

*

Oczywiście nie mówię jej tego wszystkiego.
Podaję tylko fakt:
Ik heb vijftien jaar lang een eetstoornis gehad.
Miałam przez piętnaście lat zaburzenia odżywiania.

Kobieta aż siada.

Ale widzi Pani, może i rozpuściłam wszystkie zęby, ale mój duch ma się całkiem dobrze.
Proszę się nie martwić.
Tak, tak, ze mną już wszystko ok, dziękuję.
Nie, nie byłam w szpitalu. Wyciągnęłam się sama.
Jak? Długo by mówić…

*

Ustalamy plan leczenia i już nie rozmawiamy o moich życiowych zakrętach.

Na koniec dostaję od niej za darmo moje zdjęcie rentgenowskie, które normalnie kosztuje sporo pieniędzy.
Widzę, że mi współczuje, chociaż wiem, że nie ma powodu.
Ja niczego nie żałuję, proszę pani.

Na zdjęciu widać czarno na białym, że żyję i ciągle jestem – miękkie tkanki otulają kości.
Ale też to, że tak nie będzie zawsze. Że ta kość przeżyje i mnie i rysy mojej twarzy.
Że to wszystko jest tymczasowe, że z prochu i w proch.

Kontempluję swoją śmiertelność, płacąc rachunek na 2500 euro.