Chciałabym dzisiaj zacytować dyskusje, jaka toczyła się ostatnio na Wilczym Stadzie.
Często widzę takie wpisy, ale jeden z komentarzy, jaki pojawił się w odpowiedzi, był naprawdę godny uwagi. Poruszył on kwestię jeszcze tutaj nie omawianą.

Wpis brzmiał tak:

Wczoraj czułam się wyjątkowo dobrze ze sobą. Tak jak wcześniej pisałam, zaczęłam w końcu pracować nad samooceną. Wystroiłam się elegancko – nie w za duże worki – a w koszulę i spodnie z wysokim stanem.
Wszyscy mówili, że wyglądam świetnie. Nawet wstawiłam zdjęcie na Instagrama (co ostatnio nie jest zbyt częste) i co? Po chwili moja „koleżanka ” napisała do mnie na prive, że wyglądam jakbym była w ciąży.

Momentalnie zniszczyło mi to dobry nastrój, a nad ranem skończyło się zwróceniem posiłku. Znowu wszystko poszło się brzydko mówiąc jebać. Teraz jak o tym myślę to żałuję, że w ogóle przejęłam się słowami tej dziewczyny. To nie pierwszy uszczypliwy komentarz z jej strony. Nie raz krytykowała mój makijaż, kiedy wszyscy wokół się nim zachwycali.
Kochane i kochani, miejcie wyjebane w takie teksty, bo niektórzy ewidentnie chcą nas tylko upodlić i zniszczyć to, na co ciężko pracujemy, by samemu poczuć się lepiej.

*

No tak, zgadzam się. Miejmy – za słowami autorki – wyjebane. To w ogóle osobny temat, o którym jeszcze napiszę, bo nie mogę patrzeć, jak oddajemy stuprocentową władzę nad sobą, ludziom, których ani nie lubimy, ani nie cenimy (a w tym wypadku komuś kto me ewidentne problemy ze sobą). Tak jakby te osoby były tego choć trochę warte.
Ale ja nie o tym. Ja o tym, o czym mówi poniższy komentarz do tego wpisu.

*

Myślę, że podchodzisz do tematu od złej strony. Przynajmniej tak to brzmi w moim odczuciu – odczuciu osoby, która wypracowała sobie samoocenę nie do zdarcia, po tylu latach walki o dobre samopoczucie. Już w drugim zdaniu wspominasz, że „wszyscy mówili, że wyglądasz świetnie”.
A co, gdyby tak nie powiedzieli? Co, gdybyś na starcie usłyszała negatywną opinię na temat swojego stroju?

Samooceny nie zbudujesz na robieniu czegoś (ubieraniu, malowaniu się) dla innych. Jeśli zrobiłaś to dla siebie samej, to super, ale w takim wypadku myśl o ocenie innych nie powinna zaprzątnąć ci głowy. Fajny strój sprawia, że czujemy się dobrze, to prawda, ale nie powinien mieć aż takiego znaczenia. To samo z naszą wagą.
Wysoka samoocena (moim zdaniem) bierze się ze środka. To takie uczucie, że nieważne czy jesteś w dresie, czy spocona, czerwona i śmierdząca biegniesz dziesiąty kilometr przez centrum Berlina (to ja), czy siedzisz w szpilkach za 500 zł w drogiej restauracji, czy przytyłaś 3 kg – wiesz, że jesteś tak czy siak za*ebista.

To nie jest w żaden sposób atak, ale zastanów się, czy wstawianie zdjęć na Instagrama w ogóle jest jakąkolwiek oznaką… poprawy samooceny? Ja mimo tego, że czuję się ze sobą bardzo dobrze i uwielbiam swój wygląd, nie posiadam Instagrama i nie czuję ŻADNEJ potrzeby wstawiania gdziekolwiek moich zdjęć. Uważam, że celem mediów społecznościowych, a zwłaszcza Instagrama, jest budowanie sobie fałszywego poczucia własnej wartości na podstawie serduszek i komentarzy randomowych osób, które nie mają absolutnie żadnego znaczenia w prawdziwym życiu.
Ja doszłam do wniosku, że nie potrzebuję jakiegokolwiek udowadniania, że jestem super, albo że super się ubieram, bo sama dobrze o tym wiem.

*

Trochę głupio tak zakończyć ten post, ale nie wiem co jeszcze właściwie miałabym tutaj dodać? Myślę, że ten krótki wpis oddaje całą prawdę. Jeżeli poczucie WŁASNEJ wartości budujemy na ocenie INNYCH, to nie jest to poczucie własnej wartości i kropka. To jest najwyżej poczucie dopasowania się do tych chorych, narzuconych, wyśrubowanych norm społecznych, które ten problem – w pierwszej kolejności – stworzyły.

A Ty co sądzisz na ten temat? Czy też oddajesz swoje poczucie wartości w ręce innych?