W mojej pracy spotyka mnie ciągle ogromny zaszczyt towarzyszenie dziewczynom w przebudzeniu się z koszmarnego snu, jakim jest nałóg bulimii, anoreksji, objadania się itd.
To jest naprawdę najpiękniejsze co może być; widzieć jak jednego dnia, ktoś czuje się totalnie zagubiony i bezsilny, a następnego dnia zaczyna żyć pełną piersią, wolny od swojego problemu.

A więc to było TAKIE proste? Naprawdę? To było wszystko podtrzymywane TYLKO moimi myślami, a ja nie muszę już ich pielęgnować? Wow!
Ale często zaraz po tym pierwszym uniesieniu, pojawia się smutna refleksja: Boże, zmarnowałam tyle życia na takie bezsensowne gówno i nikt mi już nie wróci tych lat, pieniędzy i szans. Co ja narobiłam!!!

I tak dziewczyny wpadają w czarną rozpacz. Nie na długo jednak, bo wtedy znowu pomagam im zmienić myślenie, opowiadając małą historyjkę. Chcesz ją usłyszeć?  Ależ proszę!

Wyobraź sobie, że Twoje życie toczy się w przeogromnym magazynie.
To skład wszelkich przedmiotów tego świata. Leżą tam miłość, przyjaźń, ważne związki, życiowe szanse, piękne chwile…
Jest tam naprawdę wszystko oprócz światła.

Poruszasz się więc po omacku w tych gęstych ciemnościach. Starasz się ze wszystkich sił na nic nie wpaść, ale to trudne zadanie. Czasami Ci się udaje, jednak bardzo często zrzucisz coś z półki; tu roztrzaskała się przyjaźń, tak huknęło złamaną karierą. Codziennie spadają z łoskotem finanse i słyszysz, jak kruszą się o podłogę.

Ty sama obijasz łokcie, ocierasz skórę, rozdzierasz sobie spodnie i bluzkę. Idziesz jednak do przodu, bo nie masz wyjścia. Łup łup łup, jak słoń w składzie porcelany.

I nagle – pod wpływem tego bloga lub pracy ze mną – zapala się światło. Światło rozumienia, błogosławione, wyczekane światło. W końcu jesteś wolna od swojego nawyku!
Rozglądasz się wokół i….

…i teraz posłuchaj mnie dobrze. Masz przed sobą dwie możliwości: możesz rozpaczać nad wszystkim, co potłukłaś przez ten czas, gdy nic nie widziałaś. Popatrz, ile pięknych rzeczy leży połamanych, zdeptanych, zniszczonych. Na żałowaniu ich można spędzić całą resztę życia – tyle tego jest!

Ale jest jeszcze druga opcja; możesz być wdzięczna za to, że światło się zapaliło. W końcu nie będziesz tłuc i rozwalać dalej. Zobacz, ile pięknych rzeczy jeszcze stoi całych! Teraz możesz iść świadomie do przodu i cieszyć się ich widokiem. Czy to nie wspaniałe?

A więc co wybierasz?

Żałowanie przeszłości jest właśnie jak płakanie nad tym co się potłukło; nad straconym czasem, czymś czego nie da się już naprawić – nad rozlanym mlekiem.
Po co jednak tracić chociażby jedną minutę na coś, co absolutnie nie ma sensu? No coś, co ograbi Cię z trwającej właśnie chwili?

Wybacz więc sobie wszystko co zrobiłaś w ciemnościach. Wszak nie widziałaś co czynisz.
Teraz zaś widzisz, a to ogromna łaska.
Bądź wdzięczna za światło.

*

Jeżeli potrzebujesz pomocy w zapaleniu tego światła, zgłoś się do mnie na mentoring. Warto.