Zastanawiałaś się kiedyś nad tym aspektem swoich zaburzeń odżywiania?
Każdy wie, że tkwiąc w nich robimy sobie ogromną krzywdę; marnujemy czas, zdrowie, życiowe szanse, energię, potencjał z jakim przyszłyśmy na ten świat itd. I to wszystko jeszcze za własne pieniądze; TONY pieniędzy.

Ale jak nasze zaburzenia wpływają na tę planetę? Przecież to też nie jest obojętna kwestia.
Bo zobacz, tak wiele z nas tutaj stara się żyć i wybierać świadomie. Jemy albo wegańsko, albo kupujemy dobre, sprawdzone jedzenie bio, eco i organic. Wspieramy humanitarne traktowanie zwierząt, racjonalne gospodarowanie zasobami naturalnymi i zdajemy sobie sprawę z wagi segregowania śmieci. Być może wspieramy nawet jakąś organizację proekologiczną.
Jesteśmy pokoleniem świadomym faktu, że Matka Ziemia ledwo zipie od nadmiaru toksyn, jakimi człowiek ją zatruł i staramy się przyłożyć do poprawy stanu rzeczy.

A potem przychodzi taka bulimia i nagle zapominamy o wszystkich naszych pięknych ideałach. W czym jest problem?

Zmarnowane jedzenie

Wygląda to mniej więcej tak: Raz na czas postanawiamy wziąć się w garść. Od teraz TYLKO zdrowa, perfekcyjna dieta, żadnych śmieci, żadnego utwardzonego oleju palmowego.
Idziemy na zakupy i zaopatrujemy się w tonę warzyw, owoców i innych cudownych produktów spożywczych.
Wszystko idzie super przez dwa dni, a potem ktoś nas poczęstuje jedną małą, niewinną czekoladką i idealny plan się WALI.
Zdrowa dieta leci w kąt, a my tracimy zainteresowanie jarmużem, z którego można zrobić sobie zdrowe, naturalne chipsy. Kij z tym! Lecimy po prawdziwe i co z tego, że napakowane chemią?
Wpadamy więc w ciąg żarcia, a zdrowe jedzenie gnije sobie po cichutku w lodówce.
Potem, kiedy już się opamiętamy i znowu podejmiemy postanowienie poprawy, nasze pomidory zdążyły spleśnieć, a sałata zwiędnąć. Wszystko trzeba wyrzucić i zacząć od nowa.

Zmarnowanie śmieciowe jedzenie

Po pierwsze; to, że jedzenie jest bezwartościowe, wcale nie znaczy, że trzeba je marnować, prawda?
Ale jest coś jeszcze, co nie daje mi spokoju; kupując je, wspieramy producentów tej żywności. Dosłownie zasilamy naszymi własnymi pieniędzmi firmy, z których polityką i etyką wcale się nie zgadzamy.
Owoce naszej pracy zawodowej, nasz talent, wykształcenie i umiejętności, idą pośrednio w finansowanie na przykład badań nad tym, która kombinacja smaku jest najbardziej uzależniająca dla konsumenta. (Naprawdę robi się takie badania i jest to wiedza warta miliony.)
No i my się do tego przykładamy. A potem same uzależniamy się od tego wyprodukowanego z naszą pomocą żarcia. I koło się zamyka.
Chcesz tak?

Alkohol

Osoby cierpiące na zaburzenia odżywiania często po niego sięgają. Uważam, że dzieje się tak z dwóch przyczyn. Raz; znieczulamy się w ten sposób, by choć na chwilę przestać myśleć o tym jak to jesteśmy grube, beznadziejne i że znowu się nie udało.
Dwa; osłabiamy kontrolę. Kiedy jesteśmy wstawione, wszystko nam jedno czy zjemy czekoladę. Wtedy w końcu możemy się napchać do woli, bo głosik naszego zdrowego rozsądku zasnął pijany. Hulaj dusza, piekła nie ma.

Życie zwierząt hodowlanych

Jeżeli objadamy się produktami odzwierzęcymi, dosłownie przyczyniamy się cierpienia innych istot. I uwaga, nie lobbuję tu na rzecz weganizmu, bo daleko mi do nawracania KOGOKOLWIEK na jakąkolwiek dietę. Pomyśl jednak, ile niepotrzebnych jajek, mleka czy mięsa wrzuciłaś w siebie przez te lata?
Jak niepotrzebnie napędza to machinę rzeźni i nieludzkiego traktowania zwierząt hodowlanych.
I żeby nie było, że wyciągam oskarżycielski palec w Twoją stronę. Ja też przyczyniłam się mocno do tego stanu rzeczy.

Leki

Może jeszcze nie tkwisz w tym tak długo, by mieć już konkretne problemy ze zdrowiem (no dobrze, prawdopodobnie faszerują Cię już psychotropami), ale uwierz; jeżeli nie zrobisz czegoś z tym teraz, czekają Cię problemy hormonalne, gastryczne, problemy z sercem, z płodnością, z poziomem cukru we krwi. A to wszystko będzie wymagało leczenia.
Leki nie dość, że kosztują, to także zaśmiecają naszą planetę. Czy myślisz, że przemysł farmaceutyczny jest taki czysty i sterylny? Może tylko we wnętrzu laboratorium, ale na zewnątrz produkuje tonę śmieci.
Najpierw więc walczysz ze swoim ciałem, a potem próbujesz je naprawić. A oba te działania przyczyniają się do zaśmiecania i zatruwania środowiska naturalnego.

Poprawianie sobie humoru zakupami

Widzę to i u moich podopiecznych i pamiętam ze swojego doświadczenia. Moje życie w czasach bulimii było ograniczone i puste. Nie miałam siły do tego, by wyjść do ludzi, czegoś się nauczyć, skorzystać z nowych możliwości, wybić się ponad swoją marną egzystencję. Istniały dla mnie tylko dwa pocieszacza: alkohol i zakupy.
Nowa bluzka nie wymaga wysiłku, nie zadaje pytań; jest ładna, tania i dostępna na jedno kliknięcie „kup teraz” i już człowiek czuje się lepiej, już życie nie jest takie okropne.
No tak, wyprodukowała ją firma płacąca głodowe pensje swoim pracownikom, gdzieś w Bangladeszu, ale kto by o tym myślał.
Teraz tylko schudnąć, żeby ciuch leżał jeszcze lepiej i szczęście gotowe.

*

I tak od ataku do ataku, od dnia do dnia, od lat. A przecież te wszystkie zachowania produkują niewyobrażalne tony śmieci.
Pomyśl tylko – te opakowania po cukierkach, ciastkach, chipsach i czekoladach, te puste puszki i butelki po alkoholu, te zwierzęta zabite po to byśmy miały czym się obżerać, te substancje chemiczne, te góry ciuchów, sprzętów i innych rzeczy, które ostatecznie wylądują na wysypisku…

Przecież wszystko co robimy przekłada się także na stan naszego domu, jakim jest Ziemia.
A teraz pomyśl, że zamiast ciągłego pompowania energii, pieniędzy, kreatywności i życia w ranienie siebie i swojego środowiska, przeznaczasz ją na coś konstruktywnego.
Zastanów się nad tym, zanim kolejnym razem powiesz sobie, że nie potrafisz inaczej.

*

Polecam Ci artykuł w magazynie „Vege”, gdzie także poruszam tę sprawę.