Wczoraj na Wilczym Stadzie, jedna z was wrzuciła artykuł o Justynie Kowalczyk, która to opowiada, że dziennie jada i 6000 kcal, po to aby… być Justyną Kowalczyk.
Daje do myślenia, co? Przecież taki codzienny, intensywny trening spala masę kalorii. Oczywiście ten artykuł znalazł się na forum po to, by otworzyć nam nasze Wilcze oczy. Tak często trenujemy jak dzikie i jemy 1600 kcal. Wiadomo jakie to głupie i nieodpowiedzialne, prawda?
No właśnie, a jeżeli nie wiadomo? Co, jeśli dostałyśmy taką dietę od słynnego „profesjonalisty”, który sam ma sylwetkę jak milion dolarów?

Pod artykułem rozwinęła się dyskusja na ten właśnie temat.
Ja nigdy nie korzystałam z usług dietetyka, ani nie prosiłam o pomoc celebrytów. Robiłam jedynie nasze Wilcze jadłospisy, ale to bezpieczne rozpiski. Poza tym nigdy nie trzymałam się kurczowo podanych tam ilości. Jak byłam bardziej głodna, to jadłam więcej, a jak nie miałam ochoty na dany produkt, to zamieniałam go na inny.
Wiem jednak, że wiele z was korzysta z pomocy gwiazd fitnessu. Doświadczenia jakie macie w tym zakresie, są bardzo do siebie podobne.
Często przychodzą do mnie dziewczyny na mentoring z takimi rozpiskami. Zazwyczaj jest to głodówka, lub coś w ten deseń. Nigdy osobiście nie widziałam tam diety powyżej 2000 kcal (aczkolwiek nie przeczę, że to się zdarza).

I teraz podzielę się moimi wnioskami, jakie mi się nasunęły.
1. Gwiazdy fitenssu kłamią.
2. My oczekujemy od nich tych kłamstw.
Już wyjaśniam co mam na myśli.

Zarzucanie komuś kłamstwa to ciężkie oskarżenie, ale myślałam o tym naprawdę długo i dochodzę do wniosku, że to musi być to.
No bo popatrz, taki dietetyk, dając Ci dietę 1200 kcal jest jakoś tam przekonany, że robi dobrze. Tak się nauczył w szkole i tak zaleca swoim podopiecznym. Sam może nigdy nie próbował przetrwać na takiej kaloryczności. Przecież nie musiał mieć nigdy problemów z wagą, tak jak na przykład ortodonta, nie musiał mieć nigdy krzywych zębów.

Całkiem możliwe więc, że on wierzy w to, że ta dieta działa. Ba! Ma na to dowody empiryczne ; przychodzi babka przy kości, a wychodzi lasencja. To, że ona tam się zaraz obeżre, to już nie jest jego odpowiedzialność. Widocznie ma słaby charakter, czy zajada stres. Trzeba ją wysłać w takim razie do psychodietetyka, albo Bóg wie gdzie. On swoją pracę już zrobił najlepiej jak umiał, w najlepszej wierze. Tak przynajmniej zakładam.

I proszę, nie obrażaj się, jeżeli jesteś sama dietetykiem, albo trafiłaś na bardziej światłego przedstawiciela tej profesji. Ja nie chcę nikogo wyśmiewać.
Ja po prostu przytaczam esencję kilku tysięcy historii, które w swoim życiu czytałam. To naprawdę często tak wygląda i naprawdę nie uważam, że taki dietetyk jest głupi czy ograniczony. On zdobył tę wiedzę od swoich profesorów i nigdy nie pomyślał, że może nie wszystko się tu zgadza. A to że niektóre z tych założeń, po prostu nie działają w praktyce (lub doprowadzają do tragedii), to nie jego wina.

Ale co z takim sportowcem – celebrytą? Nie chcę tu rzucać nazwiskami, bo i tak każdy wie o kogo chodzi. Przecież te kobiety (i mężczyźni) mają sukcesy na koncie, wspaniałe, mega wyrzeźbione sylwetki. Nie wyskoczyły one właśnie ze szkolnej ławy ze świeżym dyplomem! One zeszły z sal gimnastycznych i z medalowych podium. Mają za sobą lata treningu i prawdziwego sportu na najwyższym poziomie.
A skoro tak jest, to WIEDZĄ, że 1600 kcal na „zrobienie masy” to jakiś żart, że 1200 kcal, to wpędzanie ludzi w zaburzenia odżywiania, a przynajmniej w jo-jo. Zaś dawanie karmiącej matce 1500 kcal, powinno być karalne jako próba podwójnego morderstwa. Serio.
A jednak to robią.

Przecież jedna z czołowych fitneserek, w którą wpatrzona jest masa kobiet, twierdzi, że je 1200 kcal, dwa razy na rok robi post i coś tam jeszcze, czego nie pamiętam, bo kiedy to czytałam, tak mi skoczyło ciśnienie, że musiałam się położyć.
Przecież to jawne kłamstwo. Każdy kto chociaż trochę poczytał na ten temat, wie że to niemożliwe. Jeść zapotrzebowanie kaloryczne dwulatka ma po pierwsze utrzymać dorosłą kobietę przy życiu, po drugie wykształcić takie mięśnie? Litości!

Dlaczego więc to robią? No tak tak, kasa.
Ale dlaczego by nie wykorzystać swojej pozycji autorytetu i nie zacząć głośno mówić, ile naprawdę powinno się jeść? Ile one same jedzą (tak jak Kowalczyk)? Przecież mogłyby uratować tyle istnień, oszczędzić ludziom tyle frustracji i cierpienia, a i tak swoje by zarobiły.
A może nie? Może pies z kulawą nogą by nie przyszedł do nich po poradę?
Coś mi się wydaje, że właśnie tak by było.

Dlaczego? Bo my właśnie tego oczekujemy; diety 1600 kcal. Oj nie, to za dużo! My chcemy mniej. Im mniej tym lepiej, bo jak będzie mniej, to SCHUDNIEMY WIĘCEJ I SZYBCIEJ! Płacimy za EFEKTY, a nie za morały na temat właściwego żywienia.
My same nakręcamy ten rynek.
I mówiąc „my”, nie mam na myśli czytelniczek tego bloga, czy Ciebie konkretnie. Mam na myśli nas – konsumentów treści „fit”, nas – dbających o wygląd, nas – społeczeństwo jako takie.

Przecież od dziecka mówiono nam, że właśnie tak trzeba jeść, aby schudnąć i wyglądać dobrze. I jak to? Nagle ktoś mówi odwrotnie?
Przecież taka osoba nie miałaby w ogóle klientów. Wszyscy poszliby do innej gwiazdy, która się nie wygłupia z jakimiś wywrotowymi teoriami, lecz daje stare dobre 1500 kcal przy pięciu treningach w tygodniu.

Z przykrością obserwuję, jak nasza własna ciemnota wymusza taką dynamikę. A nie znalazła się jeszcze na tyle odważna celebrytka, aby głośno powiedzieć „Ludzie, mylicie się”.
Kto zaryzykowałby swoje „dobre imię” i miliony na koncie?

Kiedyś śledziłam i kochałam jedną taką. Polubiłam ją, jak miała ona 32 tysiące fanów na Facebooku (pamiętam jak dziś!), a ja sama tkwiłam po uszy w bulimii. Było dla mnie szokiem kiedy zobaczyłam, jak namawia do jedzenia praktycznie wszystkiego (i makaron, i orzechy i tłuszcz, WOW!) i to w sporych ilościach. To dało mi bardzo do myślenia i naprowadziło mnie na właściwą drogę.
Lecz czasy się zmieniły, ona ma teraz miliony fanów i sprzedaj ludziom dietę 1000 kcal. To smutne.

*

Mam jeszcze jedną teorię, ale da się ją obalić w sekundę: Może te sławy po prostu nie wiedzą, co robią zatrudnieni przez nich współpracownicy? No bo przecież to nie jest tak, że to ta gwiazda siedzi osobiście i układa ludziom diety.
Ale to słaba teoria, co?

A Ty co o tym wszystkim myślisz?

*

Na koniec pokażę Ci kwiatek, który właśnie wczoraj posłała mi moja dawna podopieczna. No po prostu kropka nad „i” do tego artykułu.
W III gimnazjum na technice, miała ona cały semestr poświęcony żywieniu człowieka. Jako jedno z zadań jej klasa dostała ułożenie diety 1000 kcal.

 

Magda dostała szóstkę.
Gratulujemy.