Motywujące świadectwa moich dziewczyn, które skończyły kurs online. To działa i wszystko się DA.

Agnieszka

Cześć dziewczyny 🙂
Rzadko się udzielam, ale muszę to napisać, bo się tymi odczuciami ujarałam wręcz 😀

Dziś piątek, wzięłam sobie urlop, wróciłam do domu rodzinnego (niegdyś jeden wielki zapalnik) na weekend. Zjadłam porządne śniadanie i usiadłam sobie na balkonie w piżamach i słuchałam muzyki.
I tak zaczęłam myśleć, że to niesamowite, bo to już prawie 5 tygodni odkąd się nie obżarłam. Początkiem roku wytrzymałam jakoś z 6 tygodni, ale co tu dużo mówić – czułam, że to walka z samą sobą – do tego stopnia, że przez pierwsze dwa tygodnie po prostu płakałam z tego powodu, taka byłam wymęczona. No ale koniec końców moje starania szlag trafił, bo wróciłam do domu i stwierdziłam, że a to dom, a to mi się nudzi, a to słynne „należy mi się coś od życia” i bach, poszło.

Tak na początku mnie tknęło dołączając do grup na Fejsie, że moje BED to po prostu pikuś, ale każdy ma jakieś tam swoje dno… Ja poczułam to tak konkretnie w chwili gdzie stuknęło już 3 lata, a ja miałam X atak i podczas niego po prostu tak się rozpłakałam… Że już nie mogę, że sama nie wiem o co chodzi, dlaczego tak się dzieje…
Aż w końcu po raz drugi wylądowałam na blogu Ani trafiając na posty o tym ile powinno się jeść, itd. I nagle szok – taki, że aż nie mogłam do końca zrozumieć tych postów, które nie chciały mi dać spokoju i do których wróciłam po kilku dniach.

No i wykupiłam kurs, nauczyłam się wielu rzeczy. Że nic się samo nie dzieje, że zawsze mam WYBÓR, że to po prostu uzależnienie, że jak wieczorem mam ochotę się objeść to znak, że po prostu zjadłam podczas dnia trochę za mało, że mogę się odseparować od tych natrętnych myśli, że mogę powiedzieć gadziemu, żeby spadał. Dużo by wyliczać.

Raz wróciłam z pracy i nie miałam co ze sobą zrobić i pomyślałam, że świadomie idę do sklepu po słodycze i zrobię sobie ucztę. Ale za chwilę pomyślałam, czy to jest to czego chce? No nie. No to dobra, mam gorzką czekoladę 90%, zjem trochę i zobaczę czy właśnie o to mi chodzi. Zjadłam 2 albo 3 paski i stwierdziłam, że NIE, wcale tego nie chcę, nie mam na to ochoty! Fakt, że jak zjadłam to poczułam ulgę i tyle. Zebrałam się i pojechałam na zakupy KOSMETYCZNE do galerii.

Nie, te 5 tygodni nie było idealnych. Raz poszłam na pizzę, często nie jem do momentu uff tylko wpycham resztę dania do żołądka, a to wjedzie łyżka miodu ze słoika, pasek czekolady, itd. Ale waga i tak spadła o ponad 1 kg i w sumie nie obchodzi mnie, że wolno itd. Już nie o to chodzi.
Wiem, że będzie jeszcze ciężko, że to początek zmian na lepsze, że mogę upaść jeszcze nie raz…
Ale mogę, chce i co najważniejsze – robię.

Zadziało się tak wiele pozytywnych rzeczy, że dziś jestem zdumiona i nie jestem w stanie wszystkiego wyliczyć. @Anula Gruszczynska, jesteś niesamowita. Tak się cieszę, że na Ciebie trafiłam <3

A wy dziewczyny nie poddawajcie się, bo to co na nas czeka jest warte tego wszystkiego. Będzie cudownie! Jestem z Wami <3

*

Kamila

A to moja druga kursantka, z bardzo długą, bolesną historią nie tylko zaburzeń odżywiania, ale i życia. Przyszła do mnie w bardzo, ale to bardzo złym stanie. Wiele lat diety, skrajne niedożywienie, codzienne ataki, chaos w głowie, totalny paraliż.
Ten list dostałam od niej siedem tygodni po rozpoczęciu kursu.

Cześć Aneczko kochana!

Musiałam do Ciebie napisać,bo w końcu udało mi się zrobić dokładnie to,co powinnam już dawno,dawno temu.
Odpuściłam Ania…ale tak pozytywnie odpuściłam – swoją chorą kontrolę, wieczne liczenie kalorii. Zostawiłam za sobą obsesję chudości, zaczęłam słuchać swojego ciała i jeść tyle, ile mi podpowiada – tak jak mówiłaś. I wiesz co? Czuje tak ogromną ulgę, że ciężko mi to nawet opisać słowami.

Sama wiesz, jak bardzo byłam przerażona, że przytyję, jak bałam się przestać kontrolować to co jem, wrzucić jakikolwiek luz. Ten strach mnie paraliżował. Niby jadłam tyle, żeby pokryć to swoje nieszczęsne zapotrzebowanie, ale to nie starczało, głód nie mijał.
W końcu poddałam się temu, co dyktuje mi ciało, jego potrzebom i po prawie 20stu latach poczułam się wolna:) Rozumiesz to? W końcu jem do momentu,kiedy poczuje sytość, a nie małe, skrupulatnie wyliczone porcje!

Początkowo był strach, bo przecież na pewno urosnę w tempie ekspresowym, stanę się wieeelllkim potworem. Teraz ten strach odchodzi coraz dalej. W jego miejsce pojawia się radość.
Nawet nie wiem ile kalorii wczoraj zjadłam, nie liczę i w sumie mam to gdzieś. Ważne, że w końcu byłam najedzona. Tak zwyczajnie.
Weszłam dziś na wagę (tak, tak wiem -nie powinnam). I wiesz co? Nie przytyłam ani grama. Ba! Waga zaczęła powoli spadać w dół!

To takie dziwne i nowe uczucie nie myśleć ciągle o jedzeniu.
Wiem, że jeszcze daleka droga przede mną. Mam wiele pracy nad sobą, ale dziś mija 7 tygodni- tych czystych, bez wymiotowania, głodzenia się, napadów. Nie wiesz nawet jak bardzo jestem Ci wdzięczna za nie!! Nie dałabym rady bez Ciebie.

Wszystko jest teraz takie inne i nowe. Zaczynam budować swoje życie od nowa, cegiełka po cegiełce. Zaczynam myśleć, że zasługuję na szczęście.
Tyle lat byłam w tym emocjonalnym i chorobowym więzieniu, że zapomniałam nawet jak to jest żyć, ale po raz pierwszy w życiu nie boje się już.
Dałaś mi niesamowitą siłę Słońce! Kiedy było trzeba tuliłaś mocno i wspierałaś, a w momentach, kiedy potrzebowałam zderzenia z rzeczywistością – potrafiłaś mnie sprowadzić na ziemie (czasem wręcz dość brutalnie hahaha).
Z Twoja pomocą zaczynam odzyskiwać swoje życie, odzyskiwać szczęście i po malutku uczyć się siebie samej. DZIĘKUJĘ!!!!!!!

Ściskam Cię bardzo mocno Czarodziejko :*

*

A jak Tobie idzie? Pochwal się i zmotywuj inne dziewczyny, albo sama daj się zmotywować, jeżeli jeszcze jest ciężko.
Dasz radę.

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com