Ciało moje umęczone dietami, wybacz mi.
Ciało bolesne, bez chwili odpoczynku, odpuść mi – jako że ja nie odpuszczałam Tobie.
Ciało napychane śmieciami, nie odwracaj się ode mnie chorobą.
Ciało traktowane bez godności, usłysz mnie.
Wysłuchaj mnie.

Najbardziej samotna istoto na Ziemi, umierająca z braku miłości.
Nie ochroniona i zdradzona przez jedyną osobę, której ufała – mnie samą.
Bezbronna, krucha lecz zdeterminowana by żyć.
Przeklinałam Cię, kiedy ratowałaś mnie – jedząc.
Kiedy nie chciałaś umrzeć z głodu, szłam na krucjatę przeciw Tobie.
Proszę, zmiłuj się nade mną.

Ciało urodzone do życia i do dawania życia,
leżące jak martwe na mecie kolejnego maratonu.
Ciało zdjęte z krzyża orbitreku, nieżywe ze zmęczenia.
Ciało wiszące jak trup nad kiblem.
Ciało karmione martwym jedzeniem, wiecznie głodne.
Zmartwychwstań i wróć do życia.

Stworzone na obraz i podobieństwo, a potem katowane, poniewierane, redukowane, zwalczane, zmuszane do srania i rzygania – upodlane.
Wybacz swojemu winowajcy, odpuść grzechy.
Przebacz, bo nie wiedziałam co czynię.

Dla swojej bolesnej męki, miej miłosierdzie dla mnie i mojego świata chorego.
Dla swojej bolesnej męki, miej miłosierdzie dla mnie i mojego świata wilczego.
Dla swojej bolesnej męki, miej miłosierdzie dla mnie…