„Denerwować się, to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych.”
Ernest Hemingway

Koleżanka powiedziała kąśliwą uwagę, szef nadwyrężył moje nerwy, a na koniec mój autobus spóźnił się pół godziny. No to co teraz? Lodówka. Przecież inaczej się nie uspokoję!

Ile razy słyszałam to od moich Wilczyc.Ile razy sama tak postępowałam…
Objadanie się jako lek na całe zło, który powoduje całe zło, na które trzeba się objeść, które spowoduje więcej zła, na które też się objemy.
Nic tylko czekać na następny spóźniony autobus, po to żeby zatoczyć kolejne błędne koło.

Ten autobus, to jeszcze najmniejszy pikuś.
Większym problemem są ludzie, którzy wyprowadzają nas z równowagi.
Mamy im za złe, że nie potrafią zamknąć swojej szacownej jadaczki w odpowiednim momencie.
No cóż. Ludzie mówią rzeczy, które bolą i denerwują. Taka już ludzka natura.
Ale czy to jest powód, żeby zadawać sobie ból?

Teraz spójrz jeszcze raz na cytat rozpoczynający tekst. Czy to nie jest najprawdziwsza prawda?
Czy fakt, ze ktoś myśli i opowiada bzdury, nie jest wystarczającą karą dla niego samego? To ta osoba, będzie musiała do końca żyć w swojej ciasnej głowie, pełnej mitycznych stworów i zabobonów.
Ale Ty? Dlaczego ty z tego powodu poświęcasz swój tak ciężko wypracowany progres?

Niestety nawet nasi bliscy, mogą czasami mówić i robić nieprzyjemne rzeczy. I to wcale nie oznacza, że musi na tym cierpieć nasz spokój ducha .
Wiesz… ludzie nie znają siebie; nie wiedzą skąd przychodzą ich emocje, ani jak sobie z nimi radzić. Gniew ogarnia człowieka, a on się mu poddaje i krzyczy. Jak dziecko.
Bo tak jak dziecko, jest niedojrzały emocjonalnie. Niezależnie od wieku.
To samo tyczy się złośliwych uwag, krzywdzących komentarzy… Ten kto je wygłasza, zazwyczaj czuje się bezradny wobec życia, a swoją frustracje wyładowuje na innych.
Ogarnia mnie smutek i współczucie dla kogoś kto cały czerwony krzyczy na swoje dziecko, lub obraża panią w sklepie, za źle wydaną resztę. Wiem, że widzę osobę zagubioną.
Ale ty? Dlaczego lecisz z tego powodu do kuchni? To ta osoba nie odrobiła życiowej lekcji, nie ty.

Mam na to swój sposób: wyłączam fonię i patrze na taką scenę jak na film przyrodniczy „Homo Sapiens w miejskiej dżungli”. Wykrzywiony człowiek macha rękami i miota się z kąta w kąt.
Wada tego rozwiązania jest taka, że zaczynam się śmiać, co czasem rozwściecza jeszcze bardziej obserwowany obiekt.

*

„Nikt nie może sprawić, żebyś poczuł się gorszy, bez twojego przyzwolenia.”
Eleonora Roosavelt

Kiedyś pod wywiadem, który ze mną przeprowadzono, pojawił się taki komentarz:
„Nie zrozumiem takich durnych bab. Nawet ta paniusia (w sensie ja), „czysta” jest głupia jak but. Nie żre się po to żeby rzygać.”
Przeczytałam to i od razu pomyślałam: Ok, mam dwie opcje.
Opcja A:  Zapłonąć świętym oburzeniem, że jakim prawem ktoś podsumowuje w ten sposób lata moich cierpień i walki. Mogłam zasmucić się, zezłościć, rozpłakać….
A najlepiej to pocieszyć się teraz jedzeniem, bo skoro i tak jestem głupia, to co mi zależy.
Opcja B:  Zrozumieć, że ta osoba nigdy nie zadała sobie trudu wyjścia poza horyzont tego co zna. Że nigdy nie przeczytała, chociażby jednego artykułu o uzależnieniach. A skoro pisze takie komentarze, to chyba nie ma nic lepszego do roboty…
Wybrałam opcję B i poczułam współczucie dla tego człowieka. A potem poczułam coś jeszcze. Pomyślałam, że dobrze, że on nigdy nie był w piekle nałogu. Przynajmniej jemu zostało to oszczędzone. I zdałam sobie sprawę, że mimo wszystko dobrze mu życzę.

Czego uczy ta sytuacja?
Że nie jest ważne co ludzie do nas mówią, ale to co MY mówimy do siebie.
Widzisz: to samo wydarzenie (negatywny komentarz), a jak różne wnioski! I jaka różnica w moim samopoczuciu.

Nie mamy wpływu na spotykające nas wydarzenia, ale zawsze mamy wybór reakcji na nie.
Więc błagam; zlituj się nad sobą i przestań  siebie karać za czyjąś głupotę.