Gdybym miała porównać swoje życie do jakiejś książki, byłaby to “Jedz, módl się, kochaj”.
Bohaterka, która czuła ogromną pustkę, zmagała się z depresją, poszukiwała sensu, aż wreszcie nie wytrzymała i postanowiła zmienić swoje dotychczasowe życie. To byłam ja.
Pierwszym krokiem jaki zrobiła był rozwód z mężem, którego przestała kochać. Ja też tak zrobiłam; wzięłam rozwód z wilkiem, z którym byłam związana przez 12 długich lat.
I jak ona, wyruszyłam w podróż, żeby odnaleźć siebie.

Pamiętam, że pod koniec podstawówki kolega powiedział mi, że jestem gruba. Właśnie w tej chwili w głowie dziewczynki, która zaczęła dojrzewać zapaliła się lampka. Moja sylwetka zmieniła się, ale nie zwracałam na to uwagi, aż do tej chwili. Pamiętam dobrze ten moment, kiedy wróciłam do domu i zobaczyłam fałdki, piersi, które zaczęły rosnąć, tłuszcz, wszędzie tłuszcz.
Wtedy właśnie taką siebie ujrzałam – gruba beczka. Koleżanki są chude, jak patyki, a ja mam cycki. Coś potwornego!

Wspaniałym rozwiązaniem wydawało się długie bieganie i jedzenie małych ilości każdej potrawy. Przecież po wakacjach chcę zszokować całą moją klasę.
Małe porcje jedzenia zamieniłam na dietę jogurtową. Jedyne trzy jogurty dziennie. Schudnąć, schudłam. Cel osiągnięty.

Wakacje się skończyły, wszyscy zwrócili uwagę na moja zmianę. Pierwszy dzień szkoły okazał się być pierwszym dniem, kiedy dostałam ataku kompulsywnego objadania się. Nie mogłam się ruszyć z przejedzenia. Co się stało z moja wolą? Kiedy stałam się taka słaba? Czy wszyscy zauważą, że przytyłam? Ile muszę biegać, żeby to wszystko spalić? Mogę zjeść jeszcze ten listek sałaty?

Te pytania zadawałam sobie przez kolejne lata trzy lata gimnazjum. Powtarzam ten schemat, znany myślę, każdej wilczogłodnej osobie; atak + głodówka + katorżnicze ćwiczenia.
W szkole średniej znalazłam cudowny sposób na schudnięcie – PRZECZYSZCZANIE SIĘ. I to w całej okazałości; wymioty + tabletki przeczyszczające. Pięć lat, pięć długich lat trwałam w tym błędnym kole.

Nie otrzymałam cudownego życia, wielkiej miłości i żadna magia się nie zadziała. Przecież nie wymagałam dużo od świata. Chciałam być tylko 10 kilo lżejsza.
Jedyne co dał mi wilk to Hashimoto, problemy z wahaniem glukozy, nerwicę i depresję. Moje serce było tak słabe, że spacery z psem urosły do rangi niewykonalnych. Z tych ciemnych czasów pamiętam, że w najgorszym momencie zwróciłam się do mamy, która wiedziała o problemie: “Pomóż mi, bo jestem za słaba, żeby sobie sama z tym poradzić”.

Psycholodzy, psychiatrzy, psychotropy miały okazać się cudownym remedium. Wizyty i tabletki pomagały tylko na chwilę. Ataki wracały, a ja się pogodziłam z takim życiem. Zaczynałam mnóstwo, stale nowych planów. Był tylko jeden problem; skąd wygłodniała dziewczyna z rozwalonym układem hormonalnym, jelitami, żołądkiem i słabym sercem może mieć siłę na cokolwiek? Wydawało mi się, że wszyscy coś robią z swoim życiem. Tylko nie ja. Nienawidziłam siebie.

Wszystko się zmieniło, gdy pojechałam na wakacje z koleżanką. Ona zajadała się pysznościami kuchni Bałkańskiej, a ja ciągle w głowie liczyłam kalorie. Wypijała przepyszną gorąca czekoladę a ja raczyłam się wodą. Tańczyła na plaży, śpiewała, korzystała z uroków pięknego miejsca. Ja siedziałam obok niej głodna i zła na cały świat.

Pewnego dnia naszego pobytu nagle zobaczyłam, że można być wolnym od liczenia kalorii i przejmowania się wyglądem. WOLNOŚĆ. Ona była obok mnie, przez cały ten czas, a ja nie widziałam jej aż do tego dnia. Poczułam się jakbym się obudziła z bardzo dziwnego snu.

Po powrocie natrafiłam na bloga Ani, przeczytałam wszystkie wpisy i obejrzałam filmiki na YouTube. Otworzyła mi oczy. W szczególności poruszył mnie tekst o wydatkach na wilka. Obliczyłam dokładnie, że miałabym teraz wystarczająco oszczędności na wymarzone podróże. A tak miałam tylko długi.
Obiecałam sobie, że już nigdy nie wyląduje w toalecie. Zaczęłam jeść więcej, zgodnie z zapotrzebowaniem mojego organizmu. Przechodziłam nawet przez extreme hunger. Wiem, że muszę jeść aż do momentu, kiedy poczuję, że mam dość. Ćwiczę bo lubię. Nauczyłam się radzić sobie z porażkami (miałam parę ataków, po rozpoczęciu nowej drogi). Zrozumiałam, że jedzenie ma odżywiać moje ciało. Rozmiar przestał mieć dla mnie znaczenie. Sama nie mogę w to uwierzyć!

Pierwsze kroki były bardzo trudne, musiałam wyjść z strefy komfortu, zmienić nawyki. Zmieniłam też całkowicie podejście do innych. Przestałam oceniać ludzi pod kątem wyglądu. Dzięki temu nie oceniam też siebie. Zaakceptowałam swoją przeszłość. Wierzę, że z ciemności można przejść tylko w jasność.

Dziękuję, dziękuję Aniu z całego serca. Teraz wiem, co to znaczy miłość do samej siebie dlatego przesyłam ją każdej zagubionej duszy.

Po stokroć DZIĘKUJĘ.

Aga