Nie mam silnej woli. Jak często to mówisz? Założę się, że często.
Gdybyś tylko ją miała dawno byłabyś szczupła i bogata. Prawda?
Tak jakby silna wola była jakimś magiczną cechą, która rozwiązuje wszystkie problemy.
I z której niedostatkiem zmaga się, jakimś cudem, większość ludzi na tym świecie.

Narzekać na jej brak, to tak jakby narzekać, że nie jesteś teraz w stanie, tak jak stoisz, przebiec maratonu.
Mimo najszczerszych chęci, nie dasz rady. Nie jesteś na to przygotowana. Twoje mięśnie są za słabe. I popatrz, stoisz w jednym kapciu!
Jeżeli mimo to spróbujesz i padniesz na piątym kilometrze, czy będziesz winić za to swoje mięśnie? Nie!
Oczywiste będzie dla Ciebie, że wzięłaś na siebie za duży ciężar.
Jeżeli przebiegnięcie maratonu jest faktycznie twoim celem, to od czego zaczniesz?
Dowiesz się jak się do niego przygotować, zaplanujesz treningi i zaczniesz biegać.

To teraz słuchaj; silna wola i mięśnie działają dokładnie tak samo. I jeżeli chcesz, żeby działały lepiej, to musisz je ćwiczyć.

Na początku weź mały ciężarek, powiedzmy 1 kg.
„Dzisiaj będę przestrzegać pór posiłków, tak jak zaplanowałam. Jeżeli mam ochotę zjeść coś niekoniecznie zdrowego, (niech to będzie boczek) to to zjem, ale w porze mojego posiłku.”
To prostsze niż: „Od dzisiaj jem regularnie, super zdrowo, ćwiczę, biegam i gotuję.”
W ten sposób nadwyrężysz nie tylko mięśnie fizyczne, ale te mentalne! Wykończysz je!
Gdy nagle pojawi się jakaś niespodziewana pokusa (wpadnie koleżanka z ciastem) nie będziesz mieć już siły, żeby się jej przeciwstawić. Polegniesz na całej linii i znowu będziesz się zbierać z samego dna.
Dlaczego? Bo cały dzień walczyłaś ze sobą, żeby iść pobiegać, przestrzegać pór posiłków, odmawiać sobie słodyczy itd. Jesteś już strasznie zmęczona!

Potem weź ciężarek nieznacznie większy – 1,5 kg.
Gdy już zaczniesz przestrzegać, zupełnie bez wysiłku, pór jedzenia – gdy wejdzie ci to w krew i przestaniesz fantazjować o podjadaniu, pora na kolejne wyzwanie. Wyrzuć ze swojej diety ten nieszczęsny boczek (czy tam inną słabość).
Będzie to cięższe, niż podnoszenie lekkiego ciężarka, to oczywiste – ale cięższe tylko o pół kilo.
Bo do kilograma, który był na początku, zdążyłaś się już przywzyczaić. Czyli dźwigasz teraz 1.5 kg, ale odczuwalna różnica to tylko 0,5 kg.
Zwiększaj wagę ciężarka stopniowo. Znaj swoje limity i nie szarżuj.
Jest OK, być początkującą. Jest OK stawiać sobie małe wyzwania. Jest OK robić coś powoli, ale skutecznie, zamiast rzucać się z motyką na słońce.

Weź ciężarek jeszcze większy.
Bądź coraz lepsza, dąż do mistrzostwa. To tak jak z ćwiczeniem mięśni. Co z tego, że po miesiącu treningów będziesz w stanie dźwigać 3 kilo, jeżeli potem przestaniesz ćwiczyć. Twoje mięśnie powrócą do stanu pierwotnego. Nic nie zyskasz.

Zresztą silna wola jest tylko jednym z czynników, który determinuje twój sukces. Nie przeceniaj jej roli. Kolejne ważne elementy to plan, przygotowanie, wiara w sukces, zdolność uczenia się na błędach (najlepiej na cudzych), wytrwałość.

W tej grze wszystkie elementy są ważne, ale silna silna wola pomaga. Tak jak silne mięśnie pomagają w maratonach.

Wiesz skąd się wzięła nazwa maraton? Od tego nieszczęsnego gościa, Filippidesa, co to biegł z Maratonu do Aten, żeby ogłosić zwycięstwo wojsk greckich nad perskimi.
Udało się; przebiegł maraton bez przygotowania i to w sandałkach. Ale padł trupem.
Nie polecam.