• strażniczka

Strażniczka

Bardzo często daję moim podopiecznym takie zadanie: co pozytywnego dała Ci bulimia?
Zazwyczaj spotykam się z niedowierzaniem i natychmiastową reakcją: Jak to co?! Oczywiście, że NIC!

Ale pomyśl proszę jeszcze raz, zachęcam. Zrób wysiłek i zmień tę smutną narrację, która cieniem przesłania Ci życie. Opowiedz swoją historię na nowo, zamiast ciągle powtarzać: Zmarnowałam bezpowrotnie 5,10,15, 20 lat… Zobaczysz jaki ciężar spadnie Ci z barków.
Tak jak wielokrotnie wspominałam, każde negatywne zdarzenie może być dla nas albo porażką, albo lekcją.
Wybór należy tylko do Ciebie, a radzę go dokonać świadomie, bo od niego zależy.. hmmm… wszystko.

W tym duchu chciałabym pokazać Ci list mojej podopiecznej, Hani. Mimo młodego wieku jest ona niezmiernie świadoma siebie (ja w jej wieku byłam głupia jak koza) i bardzo pracuje nad przełamaniem starych schematów rządzących i jej życiem, i życiem całej rodziny. Przecież tak jak pamiętamy, zaburzenia odżywiania często wynosi się z domu.

To co uderza mnie w tym liście, to zmiana postrzegania bulimii jako wroga.
A to niezmiernie ważne. Oto dlaczego:
Bardzo często piszecie mi, że walczycie, albo że macie motywację do walki, albo że walka ta was przeraża itd.
A ja zawsze powtarzam: Ty kobieto przestań walczyć. To nie jest wojna, ani front pełen agresji i nienawiści.
Zresztą gdy walczysz ze sobą i jeżeli wygrasz, to kto przegra? Czyżby nie Ty sama?
Pisałam o tym dawno temu tutaj: Walka

Zamiast bojowych określeń; potyczek z czekoladą, desantów na lodówkę, i rozjeżdżających wszystko czołgów silnej woli, proponuję zawieszenie broni i błogi pokój ZMIANY.
Kochana moja Wilczyco, zmieniaj swój los cierpliwie i z miłością, tak jak rzeka niespiesznie wygładza kamienie, a wiatr nagina do swojej woli nawet najsilniejsze drzewa.
To wszystko dzieje się bez przemocy, na spokojnie, ale jednak się dzieje.
Wojna zostawia tylko wypalone chęci i zgliszcza jakiejkolwiek radości.

strażniczkaDrzewa w parku w moim rodzinnym Słupsku, gdzie wiatr zawsze wieje od morza.

Ale można pójść jeszcze o krok dalej, tak jak Hania. Można uczynić swojego wroga, przyjacielem.
Przeczytaj co ona zrobiła; postawiła bulimię na straży swojego dobrego samopoczucia!
W przeszłości, zawsze kiedy ona wracała, była dobitnym znakiem, że w życiu dzieje się coś złego.
Lakmusowy papierek.

A więc skoro wykonywała tę robotę tak znakomicie, dlaczego by nie pozwolić jej robić tego dalej.
O w ten sposób:
Bulimio, jeżeli zobaczę że mam myśli aby się głodzić, objeść lub w jakikolwiek sposób brutalnie ingerować w swoje ciało, to znaczy że muszę przyjrzeć się swojemu życiu, bo pewnie coś złego się w nim dzieje.
Od teraz Ty będziesz moją Strażniczką, dobitnym znakiem na to że natychmiast potrzebuję zmiany. Nie będę bać się Ciebie jako takiej, bo wiem że w Twoje objęcia już nie powrócę, ale bać się będę tych właściwych rzeczy: pozostania w pracy, której nienawidzę, pozostania w związku w którym się duszę, w nałogach, w starych pretensjach do całego świata.
Dziękuję Ci za to, że będziesz mi to pokazywać, mój Aniele Stróżu.

To jest dopiero zmiana perspektywy, co?

Kiedy przeczytałam ten list przypomniało mi się czego uczyli mnie na kursie pilota wycieczek (tak, miałam kiedyś taki pomysł). Jeżeli masz w grupie osobę, która podważa twój autorytet, kłóci się i jest trudna, daj jej jakieś (mniej lub bardziej) odpowiedzialne zadanie – policzyć uczestników, pomóc przy rozdawaniu biletów itd. Ktoś kto czuje się ważny, nie sprawia aż tyle kłopotu.

Druga historia, która przyszła mi na myśl, to opowieść mojej przyjaciółki, która w pewnym momencie życia nabawiła się strasznej fobii, że umrze. Poszła w końcu na terapię, a tam dostała zadanie: Boisz się śmierci? No to poproś ją o to, by od teraz się Tobą opiekowała.
Droga Śmierci, zabierzesz mnie tylko gdy będzie na to czas, bo jesteś moim dobrym duchem. Nie chcesz mnie skrzywdzić. Ufam Ci w pełni i już wiem, że nie ma się czego bać.
Przeszło jak ręką odjął.

Ma to sens? Jak sądzisz?

A teraz obiecany list:

Kochana!

Nasz związek był długi i burzliwy. Przez te parę lat niewątpliwie stałyśmy się nierozłączne. Byłyśmy ze sobą zarówno w chwilach szczęśliwych, jak i trudnych. To głównie w tych najtrudniejszych ty jedyna nigdy mnie nie opuszczałaś. Byłaś ze mną przypominając mi jak chwilowo uśmierzyć ból. I dlatego też brnęłam w to dalej i dalej… ciągle bojąc się Ciebie stracić w obawie przed samotnością.

Z czasem jednak każdy człowiek się zmienia. I ja też się zmieniłam. Pomimo tego, że zawsze ze mną byłaś, relacje nie polegają na tym, że jest się w nich, bo jest się komuś coś dłużnym.
Nie będę Cię dłużej oszukiwać. Poznałam kogoś innego. Są to moi przyjaciele. Stopniowo zaczęli Cię zastępować i chyba zadomowili się już na dobre. Nie chcę ich zaniedbywać i stracić na rzecz Nas.

Nie wiedzą o Twoim istnieniu. Nie, nie wstydzę się Ciebie, ale siebie w tej relacji.
Tego, że z mojej winy tak właśnie ona wyglądała, jak wyglądała. Na zawsze pozostaniemy częścią siebie, ale zdrowa relacja nie może opierać się na dominacji żadnej ze stron. Obie muszą być sobie równe. W naszej to ty dominowałaś.

Stopniowo uczyłaś mnie dzięki temu jak być „twardym”, jak czasem powiedzieć nie, kiedy JA czegoś nie chcę. Dałaś mi siłę do tego, żeby uporządkować swoje życie.
W tym najtrudniejszym właśnie momencie kiedy to w Londynie zalana jak nigdy łzami wracałam do hotelu po ostatniej w życiu rozmowie z K, odezwałaś się najmocniej, z dnia na dzień dając coraz silniejsze sygnały, że źle jest ze mną.

Dając do zrozumienia, że próby zmiany wyglądu, siebie, usilnego schudnięcia, treningu, głodzenia i tak nie wpłyną na jego uczucia do mnie, a tylko sukcesywnie będą niszczyć mnie od środka, żeby w końcu stworzyć ze mnie wrak człowieka.
Że to, co zawsze Rodzice mówili „jak dziewczyna jest gruba to żaden jej nie będzie chciał” jest nieprawdą. Przyczyną tu nie jest choroba ciała, lecz choroba duszy.

Znam Cię dobrze i wiem, że Ty zawsze będziesz czuwać i czekać na takie chwile. Dlatego też, od teraz będę traktować Cię jako Stróża mojego zdrowia. Każdy Twój odzew będę traktować jako sygnał, że w moim życiu źle się dzieje i trzeba podjąć odpowiednie działania. Przede wszystkim –stworzyć zdrową relację z jedzeniem, która będzie oparta na zaufaniu i zdrowym rozsądku.
Ty nie jesteś przyczyną tylko sygnałem, że coś się psuje. I za to też Ci dziękuję. Rozstajemy się w zgodzie.

Obranie różnych dróg nie będzie takie proste, bo zawsze jednak będą się one w jakiś sposób przeplatały. Muszę jednak powoli dać Ci odejść i ty mi też musisz na to pozwolić.

Hania

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2018-06-22T15:10:41+00:0022 Czerwiec, 2018|Kategoria: Psychologiczna rozkminka|Tagi: , , , , |

16 komentarzy

  1. Ja Czerwiec 22, 2018 w 6:34 pm - Odpowiedz

    Wow naprawdę to prawda. Ja bym nie miała anoreksji i bulimii gdyby moi przyjaciele mnie nie zostawili, ale tak się zafascynowałam odchudzanie, byciem chudym, że to mi zastąpiło ich, czułam się dobrze w swoim świecie, a ci przyjaciele wcześniej i ogólnie bliscy kiedy widzieli jak masakrycznie wyglądam i tak mieli to w dupie i czułam się w samotnie. Nadal czuje się samotnie, lecz dzięki temu poznałam nowa przyjaciółkę, która też chorowała i jest super, mimo że to znajomość przez internet to i tak się ciesze. Druga pozytywną rzecz to taka, że nie ważne czy jestem gruba, chuda, w normie to i tak nikogo nie interesuje to, a interesuje kogoś to jakim się jest człowiekiem, nie wiem czy jestem dobrym człowiekiem, czy takim sobie, bo mało mam przy sobie ludzi, rodzina, sąsiedzi, koleżankę że szkoły i przyjaciółkę, chciałabym mieć chłopaka, ale nikt się mną nie interesuje. Trzecia pozytywną rzecz to taka, tzn częściej jem słodycze, prawie codziennie, jakoś próbuje przestać, bo mam trądzik, próchnica się od tego robi i oprócz smaku, zależy jeszcze jaki słodycz, bo im droższe słodycze tym jakieś jeszcze fajne, do słownych przekąsek, aż mnie tak nie ciągnie, ale chodzi mi o to, że teraz już mam taką świadomość, że warto się odżywiać zdrowo, że zdrowe jedzenie nas leczy, albo nawet zapobiega chorobom. Poza tym zawsze kiedy mamy jakieś hobby, podoba nam się nowa bluzka, kochamy postać z serialu, to jesteśmy bardzo długi czas skupieni na tych rzeczach, no i jeśli znajdziemy nowa alternatywę, że diety, jedzenie nie będzie na pierwszym miejscu, tylko np. Gra w koszykówkę, spacery, praca, spotkania z bliskimi itp, to bd już wszystko ok. Ja ostatnio trochę więcej biegam, nie dużo czasu, bo 30 minut, wcześniej biegałem 1godz lub 1.5 godz, ale nie robiłam nigdy tego na siłę, tylko lubię bić rekordy i wgl to odstresowuje i fajnie się po tym czuje. W życiu spotka nas jeszcze wiele problemów, ale narazie musimy robić rzeczy w, których jesteśmy najlepsi i się z nich cieszyć.

  2. Magda Czerwiec 22, 2018 w 11:14 pm - Odpowiedz

    No w sumie jak zrobię z wroga przyjaciela, to jest jakiś sposób na rozbrojenie go.

  3. Ola Czerwiec 23, 2018 w 8:06 pm - Odpowiedz

    Ja raczej nigdy nie myślałam o zaburzeniach odżywiania jako o przyjacielu lecz jako najgorszym wrogu, wielokrotnie balansowałam na granicy po której przekroczeniu nie byłoby mnie. Miałam wiele szczęścia. Teraz patrząc wstecz , a muszę sięgnąć bardzo daleko, zaburzenia być może uratowały mnie przed innymi uzależnieniami albo zachowaniami, mogłam niszczyć się na wiele sposobów cpajac albo bóg wie co a poszłam w (nie)jedzenie. Może też popelnilabym samobójstwo a tak wybieralam za każdym razem słodką czekoladę albo głodówki w momentach gdy chciałam zniknąć. Dzięki zaburzeniom dostrzegłam jak wspaniałymi ludźmi się otaczam i że są ze mną na dobre i na złe. Dzięki zaburzeniom trafiłam na terapie której efekty widzę do dziś, jestem dojrzalsza, terapia absolutnie nie pomogła w zaburzeniach ale pozwoliła rozprawić się z innymi przeżyciami. Dzięki zaburzeniom poznałam cudowną Anię:*

    • Marta Czerwiec 29, 2018 w 9:43 am - Odpowiedz

      Prawda. Ile to razy chcę zacząć jeść, gdy potrzebuję przerwy w pracy, uspokoić myśli albo rozpracować jakąś emocję.

      Moja psycholog pomogła mi trochę oswajać się z napadami poprzez stwierdzenie: Ok, być może na tę chwilę nie dysponowałam lepszym narzędzeniem poradzenia sobie z sytuacją. Wydawało mi się, że to jest takie delegowanie odpowiedzialności, ale rzeczywiście – zaburzenia jakoś nas chronią przed „złem świata” czy raczej przed naszymi reakcjami, przed naszymi zabijającymi emocjami. I chyba dopóki nie zaczniemy siebie słuchać i stosować innych metod, będziemy sięgać po to, co znane.

  4. beadoctor Czerwiec 23, 2018 w 8:39 pm - Odpowiedz

    Ten post tyle prawdy ma w sobie, właśnie ostatnio dostałam taki odzew. I to w momencie kiedy jest tak ciężko na uczelni. Sesja, ciężkie egzaminy, walka o przetrwanie na trzeci rok. Właśnie teraz dostałam sygnał i dzięki Twojemu wpisowi – lepiej go zinterpretuję. Też wstydzę się siebie w tej relacji – dlatego nikt o tym nie wie… dlatego tą relacją się nie chwalę, ale wstydzę się też JEJ.
    https://przerwanomilekcjemuzyki.blogspot.com/

    • ktoś Czerwiec 24, 2018 w 2:00 am - Odpowiedz

      też jestem studentką medycyny i też na 3 roku, także łączę się w bólu 🙂

  5. Edyta P Czerwiec 25, 2018 w 7:17 pm - Odpowiedz

    wow,dziewczyny wiem co czujecie bo sama miałam ten weekend sesje i na szczęście jestem na III roku ,ale tyle jedzenia ile zjadłam przed sesją to głowa mała…już się śmieje chociaż to nie śmieszne,że „wszystkie drogi prowadzą do…lodówki”;) także dziewczyny jestem z Wami:)

    • beadoctor Czerwiec 25, 2018 w 7:41 pm - Odpowiedz

      Ciężko, ciężko bo uczę się, a wygląda to tak:
      pałeczki gram ujemne – znowu będę musiała coś zjeść
      tetracykliny – gruba jestem?
      Klebsiella pneumoniae – boje się zważyć.

  6. Ola Czerwiec 25, 2018 w 8:37 pm - Odpowiedz

    Dziewczyny, studia są ciężkie i stresujące, ale tak serio to dopiero zacznie się stres i ogrom pracy jak zaczniecie pracować. Nie warto marnować tak pięknego czasu jakim są studia na chorowanie..dacie radę!

    • Ktoś Czerwiec 26, 2018 w 5:04 pm - Odpowiedz

      Dzięki za słowa otuchy już jest coraz lepiej, czuje że wracam powoli do życi, oby tak dalej.

  7. Kasia Czerwiec 26, 2018 w 9:20 pm - Odpowiedz

    100 % prawdy…

  8. M. Czerwiec 28, 2018 w 6:22 am - Odpowiedz

    Aniu Kochana, płakać przez aparat ortodontyczny?! Przecież to jak biżuteria, oznaka, że dbasz i inwestujesz w siebie oraz swoje zdrowie. Ponadto, taki aparat odmładza!!!
    Sama planuję sobie taki sprawić, gdy tylko uzbieram pieniądze. I wiesz co? Będę się jeszcze częściej uśmiechać
    Nie widzę żadnego powodu do płaczu. Jesteś piękna i bardzo motywują mnie Twoje zdjęcia! Zabieram się za trening!
    Pozdrawiam cieplutko

  9. Marta Czerwiec 28, 2018 w 12:55 pm - Odpowiedz

    Od przyjaciół Boże strzeż z wrogami sobie poradzę…

  10. Edyta Lipiec 24, 2018 w 1:21 pm - Odpowiedz

    Cześć,

    Bardzo dziękuję za artykuł.
    Widzę podobieństwo w moim postrzeganiu siebie jak dazylam do tego aby chłopak z którym się spotykałam zachciał być ze mną. W sensie spotykał się ze mną tylko dla seksu, a ja chciałam czegoś więcej, nie mówiłam o tym na głos, bo byłam się, że mnie zostawi, dlatego próbowałam być idealna z wyglądu, charakteru, zartobilwa piękna blondyneczka.
    To była toksyczna relacja, teraz to juz wiem.
    Wiem, też, że przyczyniła się do obniżenia mojej niskiej samooceny. Wyrzadzila mi sporo krzywdy.
    Dziewczyny tak ważne jest żeby się wspierać.
    Pomagać i nie pozwalać facetom nami rządzić, albo spełniać ich potrzeb.
    Trzymajcie się i wiem, że każda z nas sobie poradzi.
    Gdyby ktoś chciał porozmowac zapraszam na maila.

Zostaw komentarz