Dzisiaj prezentuję list Pauli, która zmagała się z bulimią przez pół swojego życia.
Kiedy się do mnie zgłosiła, pomyślałam sobie „O rany, będzie ciężko” – obsesja na punkcie wagi, brzucha, kalorii, wyglądu, strach przed jedzeniem, problemy żołądkowe, nienawiść do siebie i cała masa innych kwiatków.

Na początku faktycznie szło opornie, aż do jednej naszej rozmowy, gdzie dotknęłam Paulę w czuły punkt: „Karzesz się jedzeniem/niejedzeniem. A czy ukarałabyś w ten sposób swoje dziecko?” I coś kliknęło. Fizycznie wręcz poczułam jak w głowie mojej podopiecznej wszystko wskakuje na właściwe miejsce.

Czy od tego czasu poszło jak z płatka? Nie. Nie raz miałyśmy cięższe momenty, ale mimo wpadek i potknięć, Paula wstawała i parła do przodu.
Czasami z dnia na dzień następowała taka zmiana, że aż łapałam się za głowę. Na przykład: Jednego dnia był straszny problem, by zjeść lody na mieście (bo co z posiłkami, co z kaloriami?), a za dwa dni widzę że wjeżdżają lody bez najmniejszego zająknienia o tym – jako deser, a nie posiłek, czy jego część. No po prostu kroki milowe!

Pozwólcie, że oddam jej głos:

Kochana,

Chciałam Ci jeszcze raz podziękować za wszystko co zrobiłaś i robisz dla Nas! Dla Osób które chociaż w najmniejszym stopniu zmagają się z zaburzeniami odżywiania.
Postanowiłam, że w ramach podziękowań na koniec napisze taki list do Ciebie.

Decyzja o mentoringu była jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Podjęta właśnie teraz w wieku 26 lat. Czy za późno? Nie wiem, może i szkoda tych 13 lat życia w zaburzeniach odżywiania, ale wiem też, że czas w którym zdecydowałam się na ten krok był jedną wielką metamorfozą w moim życiu. Jak wiesz nie byłam tą bulimiczką, która rzyga po kilka razy dziennie i głodzi się na przemian uprawiając sport w każdej postaci do wycieńczenia. Ten etap udało mi się chociaż trochę załagodzić podczas terapii u psychologa, która jak się teraz okazało była czymś w rodzaju rozmów z Gadzim Mózgiem. Ale jednak wciąż siła z jaką gadzi do mnie mówił była większa. Niby potrafiłam się zdrowo odżywiać (zdrowo i mało jak teraz na to patrzę) potrafiłam nie wymiotować.. mój rekord w ciągu tych 13 lat to lekko ponad miesiąc czasu. Z jednej strony czułam się do dupy z tym, że nawet w tej bulimii już nie potrafię być „idealna”, że wcale nie rzygam jakoś dużo bo przecież inne dziewczyny potrafią więcej, a z drugiej pytałam siebie „Co Ty dziewczyno pierdzielisz? Idealna w rzyganiu? Przecież Ty chcesz z tym skończyć.”

Jakiś czas temu trafiłam na Twojego bloga. Na początku czytałam go z doskoku. Potem obejrzałam parę filmików. Ale wciąż wydawało mi się to takie nierealne i odległe. Dopiero jak poszłam do pracy, tam jedna z dziewczyn ( Pozdrawiam Cię Asiu! ) zapytała: „Widziałam, że obserwujesz Wilczogłodną…” Już wiedziałam, że Ona mnie zrozumie. Jak się okazało też zdarzało jej się objadać kompulsywnie, też czuła że czasami traci kontrolę nad jedzeniem i że jest to jej obsesją. Jak to w pracy, codziennie coś tam gadałyśmy. To Ona jako pierwsza namówiła mnie do mentoringu. Zawsze większe zmiany w moim życiu odbijały się napadami i rzyganiem. Myślałam, że to sposób na stres… owszem ale to był nawyk! Mój mózg zakodował że w taki sposób najlepiej pozbyć się stresu. A przecież stres towarzyszy nam codziennie. Więc co? Mam już tak do końca życia? W sumie nawet miałam już myślenie, że się z tym pogodziłam…że już do końca życia wymiotowanie będzie jak mycie zębów. Nie umiałam nawet zrozumieć dlaczego bliscy, którzy o tym wiedzieli reagowali z taka troską? Przecież dla mnie to była codzienność coś normalnego…. NORMALNEGO!?

Kolejną Osobą jak wiesz, był mój Chłopak, któremu tak naprawdę zawdzięczam.. nawet nie wiem czy to się da jakoś zliczyć w każdym razie bardzo dużo. To On ostatecznie namówił mnie na mentoring. Poznał mnie już z tą chorobą. Chciał poznać jak wygląda ta obsesja. Rozmawiał, pytał, czytał Twoje posty. Nie zmuszał do jedzenia. Chciał słuchać tego co mówię. Nie zawsze też potrafiłam jasno wytłumaczyć pewne schematy myślenia w tej chorobie. Za to Twoje wpisy były rewelacyjnym źródłem wiedzy i możliwości zrozumienia tego uzależnienia dla osoby, które nie ma z tym styczności. Zwłaszcza że pewnie jak każda z nas czytając Twoje wpisy zastanawia się jak to jest możliwe, że to o czym piszesz jest jakby Twoim scenariuszem? Dowiadujesz się, że ten sposób myślenia jest takim samym schematem u większości osób z ED.

Wracając. Gdyby nie mój Chłopak, jego wsparcie, wyrozumiałość i cierpliwość, byłoby ciężej. Nie chce mówić że to by się nie udało, ale na pewno było mi dzięki temu łatwiej. Miłość osoby, która Cie akceptuje taką jaką jesteś pomimo choroby i jest w stanie przejść przez to z Tobą, to jedna z największych motywacji.

Na początku zastanawiało mnie jak 30 dni moze zmienić 13 lat schematu. Przecież tyle razy próbowałam. Ale jak sama powiedziałaś: Po Mentoring często sięgają już Osoby, które w żaden inny sposób nie poradziły sobie z tym gównem.
Powiem Ci, że to powinien być PIERWSZY krok do wyjścia z ED, a nie ostatni! Jestem kolejnym Twoim małym cudem. Tak moge to tak nazwać. Nie dlatego że przeszłam mentoring, ale dlatego że zobaczyłam że sie da! Teraz wszystko zależy ode mnie. Czy osiądę na laurach i wrócę do schematów? Możliwe że będę miała podknięcia, ale wiem jak sobie z tym radzić. 30 dni to czas, w którym można wyrobić nawyk, a konsekwencja pozwala go kontynuować. Tak jak byłam konsekwentna przez 13 lat w ED, tak teraz będę konsekwentna w życiu…życiu, a nie istnieniu…
Mała zmiana jedzenia, a ile drobnych zmian w życiu. Nagle okazało się, że sport może być przyjemnością, a nie sposobem na schudnięcie. Bo pomimo że uwielbiam sport, w pewnym momencie był to sposób na spalenie kcal, a więc obsesja – zero przyjemności, sam stres.

Nagle spotkania z przyjaciółmi stały się kolorowe, zaczęłam w nich uczestniczyć, a nie przez cały czas myśleć o tej tabliczce czekolady i chipsach na stole. Zaczęłam dostrzegać to, co się w około dzieje, zaczęłam mieć czas na spacer, na książkę, na film, bo myślenie o jedzeniu już nie zaprząta mi głowy.
Czy moje ciało się zmieniło? Czy schudłam, przytyłam? Nie wiem. Dalej nie uważam że jest idealne, dalej widzę ten gruby brzuch, duże uda, poliki jak u chomika… Ale wiem, że to tylko schemat myślenia i że nie to jest najważniejsze. Potrafię już po jedzeniu (kiedy ten brzuch jest naturalnie większy) wyjść do ludzi bez napiętego brzucha i stresu, że ktoś zauważy, że on jest większy niż rano. Zaczęłam z nim rozmawiać, dotykać, śmiać się z nim. I wiesz… on naprawdę odpowiada. To niesamowite!

Obsesja jedzenia, która na każdym kroku niszczyła mi życie jak tylko mogła…. I nagle wyrzucenie tego myślenia zmienia życie w każdym detalu. Pytanie jak to zrobić? Zacząć jeść! Banalne? No nie do końca! Bo jak zacząć jeść? Przecież to są węgle, tłuszcze, calorie! To tuczy, bedziesz gruba bla bla bla… Ale kurcze… Teraz naprawdę rozumiem co miałaś na mysli mówiąc, że dbając o swoje ciało i jedząc zdrowo nie przytyjemy, a co lepsze – nie będziemy miały napadów! Oooo taaak! To był szok! To też mnie zastanawiało przed mentoringiem. Jak to możliwe, że nie ma się napadu?? A no tak! Jak organizm dostaje wszystko czego potrzebuje, to nawet ta cała półka ze słodyczami w sklepie nie robi na Tobie wrażenia! Rozumiesz? Przejść przez półkę z Milką bez ani jednego obsesyjnego pytania w głowie? Bez walki z samą sobą czy może po nią jednak sięgnąć ? Jeszcze miesiąc temu myślałam że to niemożliwe. No jak widać możliwe! Można żyć zdrowo! Można żyć i traktować jedzenie jako coś dobrego! Normalnego! Można żyć jak kiedyś, jak beztroskie dziecko które kończy posiłek jak jest najedzone i sięga po jednego loda czy batonika, a nie 1 kg słodyczy.

Kurcze, chyba się rozpisałam.. Zapewne nieskładnie, bo to zlepek myśli, które do tej pory powodują, że czuję się podekscytowana i szczęśliwa! Mimo to i tak nie jestem w stanie zawrzeć wszystkich zmian jakie dokonały się podczas mentoringu! Jedno wiem; WARTO! Nie wiem jak Ci podziękować! Na pewno chciałabym kiedyś osobiście móc Cię uścisnąć i podziękować! (Zapraszam więc do Wrocławia :D )

Ps. Czekam na książkę, gdzie zbierzesz wszystkie swoje, wpisy które do tej pory wydałaś! Już szykuje dla niej honorowe miejsce!
Bo wiesz..? Myslę, że ona będzie motywacją i częścią układanki życia każdej z osób po mentoringu. Taki symboliczny klucz do wolności, szczęścia, miłości, życia.

Dziękuję!
Paula

Paula zgodziła się odpowiedzieć bezpośrednio na wasze pytania, jeżeli macie jakiekolwiek: polaczek92@gmail.com

I jeszcze słowo ode mnie: Kochana, wykonałaś kawał dobrej roboty! Brawo!