Zombie

Bulimia i anoreksja niszczą nasze zdrowie. To wiemy.
Nie? Małe przypomnienie: siadają hormony (tarczyca, przysadka mózgowa, jajniki), siada serce z powodu braku elektrolitów, narządy przestają prawidłowo funkcjonować, pojawia się refluks, zgaga, problemy z jelitami, problemy z insuliną (insulinooporność, cukrzyca), psują się zęby, cera, wypadają włosy, kości się odwapniają (osteoporoza) i tak dalej.

Także cierpi na tym nasze zdrowie psychiczne – czujemy się uwięzione w swoich ciałach i życiach, rozpadają się nasze relacje, poczucie własnej wartości, nasze finansowe bezpieczeństwo (ja na bezsensowne żarcie wydałam dziesiątki tysięcy złotych) itp.

No i na koniec, cierpi nasz umysł. Po prostu zmieniamy się w chodzące, otępiałe Zombie.
Zauważyłaś to?

*

Pomysł aby napisać ten post przyszedł mi kiedy szukałam czegoś w moich papierzyskach i natrafiłam na plik starych świadectw szkolnych.
Zetlałe, nieważne już papierki potwierdzające ukończenie kolejnych stopni edukacji.
Pamiętasz jak za nie dostawało się kilkadziesiąt złotych w nagrodę, ewentualnie po dupie ze karę.

Ja akurat po dupie nigdy nie dostałam, bo od góry do dołu miałam same piątki. No może za wyjątkiem matematyki, która opornie mi szła i polskiego z którego miałam okrągłe 6.
Czwarta, piąta, ósma klasa – zawsze elegancki pasek i dumni rodzice.
(Tak tak, chwalę się ocenami z podstawówki.)

Nigdy nie byłam jednak kujonem. Nie miałam też ambicji, aby być najlepszą w klasie (nie byłam), czy wygrywać olimpiady (nie wygrywałam). Nauka po prostu przychodziła mi łatwo – ot, przeczytałam i wiedziałam.

A potem są świadectwa z liceum – z polskiego dalej bez zmian, ale reszta to same tróje, jakaś czwórka i jedna dwója.
Ze średniej 5.3 w ósmej klasie spadłam na średnią 3.5. Pamiętam jak się z tego śmiałam z przyjaciółką, że to dokładna odwrotność.
Ale jakoś nikt mi tego nie miał za złe; no tak, najlepsze liceum, poziom jest o wiele wyższy niż w podstawówce, więc może być ciężej.
Potem przyszły wakacje, a ja o sprawie zapomniałam.
Aż do teraz.

Bo teraz, trzymając oba świadectwa w ręku, po raz pierwszy uderzyła mnie prosta prawda: To nie poziom szkoły poszybował w górę. To mój osobisty poziom poleciał w dół na łeb, na szyję.

*

Zaczęłam się na serio odchudzać w wakacje pomiędzy ósmą a pierwszą klasą liceum. Chciałam wyglądać ładnie, tak żeby wszyscy mnie podziwiali i chcieli się ze mną zaprzyjaźnić. Marzyłam o pierwszym chłopaku i romantycznym pocałunku. No ale nie osiągnę tego będąc „gruba”. No halo!

Jednak zamiast pocałunku, w pierwszym semestrze miałam już anoreksję, kiedy to straciłam okres i połowę włosów, w drugim – wpadłam w bulimię.

Niestety nie zrekonstruuję tego czasu, bo prawie nic z niego nie pamiętam. Nie posłużę się też pamiętnikiem, który pisałam regularnie od dwunastego roku życia.
Tamten okres jest jedną wielką białą plamą – dosłownie – białe kartki. Ostatni wpis z marca 2000 roku dotyczy tego, jak to miałyśmy z przyjaciółką bekę z księdza na rekolekcjach, a kolejny – z grudnia – o tym że mam bulimię i nie chcę żyć.
Kontrast jest szokujący.

Ale mniejsza o to. Teraz rozumiem, że moje stopnie się pogorszyły, ponieważ nie mogłam się skoncentrować. Mój wymęczony dietą mózg nie przyjmował żadnej wiedzy, bo jedyne o czym myślał to to, czego dzisiaj NIE zjeść.

Pamiętam jak dosłownie zasypiałam na matematyce, bo byłam tak strasznie słaba. Koleżanka szturchała mnie w bok i kazałam uważać, bo znowu dostanę pałę. A ja nie mogłam utrzymać uwagi nawet przez chwilę.
Pamiętam jak siedziałam non stop pod kaloryferem i było mi tak strasznie zimno. Miałam fioletowe usta i dygotałam.
Jak jadłam jeden posiłek dziennie – suchą bułkę po szkole.
Jak rano otwierałam oczy i chciało mi się wyć na myśl o kolejnym dniu.

No i jak ja się miałam czegokolwiek nauczyć w takim stanie?

*

Jestem przekonana, że liceum skończyłam tylko dlatego, że wyjechałam do USA na wymianę i tam zdałam maturę, na której wystarczyło umieć dodawać.
Serio. W Polsce bym to zawaliła.

Do egzaminu na studia nawet nie podeszłam, bo nie byłam w stanie zapamiętać niczego. Ba! Nie byłam w stanie zastanowić się, co ja bym chciała robić w życiu.
Poszłam do zwykłej szkoły pomaturalnej.
Ja wzorowa uczennica, nadzieja rodziny – skończyłam bez dyplomu wyższej uczelni.
Nie zrobiłam go nigdy.

I to nie dlatego, że bozia nie dała mi rozumu. Nie, ja po prostu zgłupiałam, przestałam czytać, interesować się czymkolwiek. Stałam się żywym trupem na diecie tysiąc kalorii.
Rozumiem to dopiero od niedawna. Wcześniej wydawało mi się, że to były moje „niezależne wybory”. Hahaha.

*

Teraz czytam listy od was i widzę w nich siebie.
Piszesz mi, że nie możesz nauczyć się na najprostszy egzamin. Łapiesz się na tym, że czytasz jedno zdanie po kilka razy i nie wiesz o co chodzi.
Żalisz się, że cały dzień oglądasz głupie seriale – po prostu byle co – czasami po kilka razy ten sam odcinek. Gapisz się i jesz.
Nie myślisz.

Czytam opowieść o przerwanych studiach, zawalonych maturach, złamanych życiach.
Widzę kobiety, które kiedyś błyszczały, robiły coś fajnego, a teraz wegetują, żyją ułamkiem swoich możliwości, durnieją i patrzą w ścianę bo nie wiedzą co ze sobą zrobić.

Przecież niedożywiony, czy chociażby pozbawiony glukozy mózg nie jest w stanie wykrzesać z siebie światła. Pogrąża się we mgle i gaśnie.

Przypuszczam też, że brak składników odżywczych, po latach powoduje nieodwracalne zmiany. Takie mam smutne wrażenie korespondując z niektórymi weterankami – są zagubione, zdziecinniałe jakby, nie rozumieją moich najprostszych zaleceń czy wyjaśnień. Po kilka razy w miesiącu pytają mnie dokładnie o to samo.
Naprawdę przypomina mi się moja babcia w początkowej fazie Alzhaimera…

A przecież to są młode kobiety! Tylko chyba zbyt wiele neuronów zdołały sobie wymordować.
Ciarki mi przechodzą na myśl, że też mogłam stać się taka, że Ty, kochana, będziesz tak kiedyś do mnie pisać.

Bo powiedz mi, ile punktów IQ będzie kosztowała Ciebie ta mrzonka, ta pogoń za wydumanym rozmiarem XS?
Ile lat przesiedzisz z paką chipsów na kolanach i tępym wzrokiem wbitym w telewizor?

*

A czy Ty masz takie doświadczenia? Czy zauważyłaś, że odkąd jesteś „na diecie cud”, jakby ciężej Ci się myśli?

2018-05-29T19:24:37+00:0029 Maj, 2018|Kategoria: Bulimia i kompulsy|Tagi: , , |

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

21 komentarzy

  1. Ewelina Maj 29, 2018 w 8:11 pm - Odpowiedz

    Podpisuje się tutaj całym swoim sercem.
    Ja z kolei miałam trochę inaczej bo podczas anoreksji bardzo dużo zaczęłam się uczyć, codziennie kilka/kilkanaście godzin, miałam najlepszą średnią w szkole, ale i tak egzaminy gimnazjalne zawaliłam i zastanawiałam się dlaczego, dopiero potem uświadomiłam sobie ze to wszystko przez brak składników odżywczych. Gdy poszłam do liceum zmagałam się ze skutkiem dwuletniego wygładzania- kompulsami. Naprawdę NIC się nie uczyłam, nie umiałam kontrolować tego co wkładam do ust, obżerałam się przed szkołą i po szkole organizowałam jeszcze większe uczty, potem po obżarstwie do późnej nocy oglądałam seriale. Na szczescie nic nie trwa wiecznie i w końcu mój organizm przestał się domagać takiej ilości jedzenia. Obecnie chodzę do drugiej klasy, jem odpowiednio i przestałam interesować się jedzeniem i nierealnymi marzeniami o upragnionej wychudzonej sylwetce.
    Teraz zwracam się do Was dziewczyny. Z racji mojej sytuacji powinnam już zacząć myslec o wyborze studiów. Zastanawiałam się nad dietetyką, ale czy to naprawdę jest dobry kierunek dla osób po ED?
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie 😉

    • Asia Maj 29, 2018 w 8:20 pm - Odpowiedz

      Cześć Ewelina! też zmagałam się z bulimią około 3 lat. Obecnie kończę gimnazjum i idę na profil biologiczno-chemiczny. Bardziej jednak niż o dietetyce myślę o psychologii, ewentualnie psychodietetyce. Myślę, że to nawet lepiej, że można poznać swoje złe nawyki od naukowej strony, tak jak pokazuje nam to Ania. To na pewno pomoże już nigdy nie wrócić do tego typu zachowań. Ja chciałabym właśnie pomagać w przyszłości takim osobom jak ja, które nie widzą dla siebie żadnej nadziei. Pamiętaj więc, że jeśli chcesz robić coś całe życie to musisz poczuć do tego pasję i wiedzieć na 100% , że ,,to jest to”. Oczywiście mogę nie mieć całkowitej racji, ale po co robić coś, czego potem będziesz żałować? Pozdrawiam, Asia 🙂

  2. Asia Maj 29, 2018 w 8:28 pm - Odpowiedz

    O taak, zauważyłam to już dawno! przez wiele miesięcy szkolnych moje życie koncentrowało się na tym co zjadłam, co zjem albo czego nie zjem. Na lekcjach usypialam, wracałam do domu i szłam spać, ale byłam równie zmęczona.Odcięłam się od znajomych, przestałam angażować się w konkursy czy po prostu brać udział w lekcji, mimo że zawsze to uwielbiałam. Nie potrafiłam jednak znaleźć przyczyny.. Usprawiedliwiałam moje gorsze oceny natłokiem zajęć, choć tak naprawdę nie robiłam nic. Wtedy też zaczęły się myśli typu ,,życie jest bez sensu”, ,,jestem głupia i beznadziejna, a do tego jeszcze gruba” etc. Kiedy zaczęłam odżywiać się zdrowo (zaczęłam od diety Chodakowskiej, która publikuje przepisy co tydzień) wszystko znikło jak za dotknięciem różdżki. Oczywiście z nadrabianiem zaległości, zarówno lekcyjnych jak i towarzyskich, trochę mi schodzi, ale wierzę, że wszystko idzie już w dobra stronę. Teraz umiem spojrzeć na to z dystansem i doceniam fakt,że to przytrafiło się właśnie mi. Można powiedzieć, że to tylko złe odżywianie, ale ja widzę w tym coś więcej. Bo nic w życiu nie przytrafia się bezsensownie. Dlatego też jestem wdzięczna losowi z całego serca, że zesłał mi bulimię, a potem Ciebie, Aniu. Jesteś prawdziwą dobrą wróżką! Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy, choćby przypadkowo na ulicy.

  3. Kasia Maj 29, 2018 w 8:51 pm - Odpowiedz

    A ja właśnie nie widzę poprawy mimo zdrowego jedzenia.
    Jem codziennie minimum 2000 kcal zdrowego nieprzetworzonego jedzenia czasem więcej ale nigdy mniej, a mimo to cały czas czuję się właśnie taka otępiała, bez życia, nic mi się nie chce nawet tych głupich seriali oglądać a o czymś kreatywnym nawet nie mówię, najchętniej leżała bym całymi dniami, nie chce mi się żyć.
    Tak jest cały czas, a w sumie nie cały bo jedynie dobrze się czuję taka pełna sił i mam ochotę coś zrobić, coś poczytać, pouczyć się, poćwiczyć kiedy jem dużo tak około 3000 kalorii albo więcej. Tylko pilnuje się żeby tyle nie jeść bo przytyje, a wagę mam w normie. Tylko już czasem nie wytrzymuje trzymać się i jem. Wtedy właśnie wychodzi 3000 kalorii.
    Więc chyba mi już takie otępienie zostanie. Już zawsze będę zombie.

    • k Maj 30, 2018 w 8:53 pm - Odpowiedz

      Trzymaj się kochana. U mnie dokładnie to samo. Ponad rok z radami Ani, napadów brak, ale nie widzę, żeby życie było przez to lepsze, bo ciągle jestem za gruba (górna granica normy, to nie moja genetyka na pewno), ciągle tylko na tym koncentruję uwagę, mimo, że ciało już dawno zdrowe, to w głowie swoje

    • Monika Czerwiec 1, 2018 w 12:19 pm - Odpowiedz

      Hej! Mysle ze nie musisz być zombie. Tylko zacznij słuchać swojego ciała. Wiem ze to trudne bo sama się z tym zmagam Ale myślę ze to jest warte tego wysiłku. Mamy na szali chęć do życia, zdrowie, energię i te kilka kilogramów ktore mogą wcale nie przyjść a jeśli organizm ich potrzebuję to i tak będzie sie ich domagał dokąd ich nie dostanie. Ja myślę ze wybór jest prosty i jedniczesnie trudny. Wczoraj czytałam artykuł który dał mi do myślenia. Przeczytaj może i tobie coś da. trzymaj się! http://your-eatopia.squarespace.com/blog/2015/1/12/minniemaud-method-and-temperament-based-treatment.html?rq=Water method trial

    • Ola Sierpień 15, 2018 w 5:30 pm - Odpowiedz

      Kasia, a może brakuje Ci witaminy D? Dużo ludzi w PL ma niedobory (mało słońca). Ja zaczelam regularnie suplementować od jesieni do wiosny i to bardzo pomaga na takie depresyjne otępienie i niechęć robienia czegokolwiek.

  4. Maria Maj 29, 2018 w 8:53 pm - Odpowiedz

    Ach tak. Znam ten temat. Mam 28 lat zaraz i dopiero wychodzę z tego amoku. Wciąż został mi odruch w stresie, że oglądam filmy dokumentalne i sięgam po jedzenie. Bardzo łatwo zostać w tym bezsensownym oglądaniu seriali z kanapka pod ręką, szczególnie kiedy nigdy się nie zaznalo tego blyszczenia „zanim”. Ja mam jedynie porownanie z opowiesci ojca, jaka ta bylam rozesmiana szesciolatka. Dopiero po ponad 20 latach zaczynam ja przypominac.

  5. Lena Maj 29, 2018 w 10:05 pm - Odpowiedz

    Ja nie jadłam – znaczy „dieta” 500 kcal dziennie. Do liceum średnia zawsze powyżej 5. Na studiach nie dało się powyżej, więc po prostu 5, później się pogorszyło na (o zgrozo!) 4,96. Potem przyszło niejedzenie i żeby w ogóle zdać musiałam stanąć na rzęsach, a ratunek średniej przyniosło wyłącznie jechanie na dobrej opinii. Jak znów zaczęłam jeść to jednak wcale nie było lepiej. Mózg zaczął pracować, ale i psyche też – brak akceptacji tego co się dzieje sprawił, że nadal były ogromne problemy ze skupieniem, nauką, czymkolwiek.
    Z zainteresowaniami też nagle wszystko się obróciło o 180 stopni. Kochałam czytać, grać na instrumentach, śpiewać, oglądać seriale kryminalne. Co po tym zostało? Fascynatka kaloryczności kiełków lucerny, uprawiająca marszo-biegi i treningi cardio od mądrego trenera, który mimo tego, że znał moją wagę mi je opracował (szczerze tego nienawidziłam, ale traktowałam jak hobby) oraz programy o jedzeniu. Oglądałam Master Chefa, Ugotowanych, Puszyści kontra Szczupli i hit tamtego okresu: „50k kcal challange!”, bo jak nie wolno jeść to fajnie chociaż pooglądać jak ktoś zjada wszystko, na co się samemu ma ochotę.
    Reasumując – racja, zombie. Nie było we mnie niczego „ze mnie”, nawet cechy osobowości się nagle zmieniły.

  6. Agnieszka Maj 30, 2018 w 9:36 pm - Odpowiedz

    Jak się dużo je tzn. gdy nawyki nami rządzą to wszytko idzie źle, jak napisałaś

  7. Agnieszka Maj 31, 2018 w 12:36 am - Odpowiedz

    O tak wszystko prawda!
    Ja zaczęłam swoją dietę między pierwszą a drugą klasą liceum. Z perspektywy czasu myślę, że starałam się żeby wszystko było normalnie ale nie było. Zawsze marzyłam o medycynie ale przez mój otępiały mózg i bulimię nawet nie podeszłam do egzaminów chociaż szansę miałam , bo uczyłam się pomimo wszystko dużo i z efektem. Ale zupełnie przestałam wierzyć w siebie…
    Teraz po prawie 20 latach bulimi i przerzyganym życiu, dopiero zaczynam się jakby budzić z tego marazmu. Od 1,5 roku jestem czysta i jem normalnie. Lekarz już nie zostanę ale staram się cokolwiek zmienić żeby uwierzyć w siebie i mieć satysfakcję z życia. Kilka dni temu złożyłam wypowiedzenie w pracy, której nienawidzę i w której męczę się już trzeci rok. I wierzę że teraz będzie tylko lepiej!

    • Wilczo Glodna Maj 31, 2018 w 9:43 am - Odpowiedz

      Brawo! Powodzenia kochana :*

  8. Kasia Maj 31, 2018 w 9:52 am - Odpowiedz

    Ja nie zauważyłam spadku sprawności intelektualnej. Trudności ze skupieniem wynikały u mnie z tego, że non stop się zamartwiałam, myślałam o wadze i miałam kiepski nastrój. Ciężko w takiej sytuacji się skupic na pracy czy tryskać energią.

  9. Maj 31, 2018 w 1:01 pm - Odpowiedz

    To jest coś, czego żałuję najbardziej w swoim życiu. Wpakowałam się w bulimię w trzeciej klasie liceum, aczkolwiek początkowo nie przeszkadzalo mi to w nauce, pod warunkiem ze w trakcie nauki moglam sie objadac, a potem to zwracac. Na studiach (moich wymarzonych juz od gimnazjum) bylo to samo: swietne wyniki, stypendia itp ale kazdej nauce towarzyszylo objadanie sie i wymiotowanie. W wyniku tego gówna stracilam jakiekolwiek zainteresowanie studiami, moimi wczesniejszymi pasjami i w ogole czymkolwiek co wczesniej wydawalo mi sie ciekawe. Po licencjacie 3 razy ppdchodzilam do magisterki, ale zawsze rezygnowalam. Przez 8 lat stracilam wszystkie zainteresowania i umiejetnosci, ktore posiadalam – przez zaniedbanie. I oto jestem: prawie zdrowa, 25letnia, ladna kobieta, ktora jeszcze 10 lat temu miala sto milionow planow i checi, a teraz nie umiem zabrac sie za nic z tych rzeczy, ba, dalej nie umiem znalezc ani pasji, ani sensu.

  10. beadoctor Czerwiec 1, 2018 w 12:32 am - Odpowiedz

    Ten wpis tak idealnie oddaje to co mi się przytrafiło i to co dzisiaj czasami odczuwam…. Jedzenie utrudnia mi naukę. Wszystko muszę podporządkowywać jedzeniu, plan nauki, myślę kiedy zjeść, kiedy nie. Jak długa będzie przerwa między posiłkami. https://gdyperfekcjonizmzabija.blogspot.com/

  11. Ilia Czerwiec 1, 2018 w 2:21 pm - Odpowiedz

    Też borykałam sie z tym problemem, mentalna mgła, 0 zainteresowań, myśli skoncentrowane tylko na tym jak zrobić głodówkę abo jak się objeść po kryjomu, 0 kontaktów towarzyskich, 0 bodźców, ciężko w tak jałowym środowisku, żeby mózg dobrze funkcjonował. Wydaje mi się że nawet bardziej od niedoborów witamin i minerałów uszkadza mózg właśnie ta otępiająca pustka, którą sobie fundujemy i odcięcie się od wszystkiego co przynosi jakąkolwiek stymulację. Ja unikałam spotkań, wyzwań, wegetowałam w pracy. Niby coś czytałam, chodziłam do teatru nawet, ale ogólnie czułam się jak za jakąś szybą.

    Aniu jak na osobę z bulimią to i tak świetnie funkcjonowałaś – nauczyłaś się jezyków i szybkiego czytania, jeździłaś po świecie. Jeszcze niedawno napisałabym Ci że pewnie zaszłabyś jeszcze dalej niż dziś, gdybyś nie miała tych zaburzeń, ale dziś nie jestem tego pewna, że Twoje świetne oceny w liceum przełożyłyby się na rzeczywisty sukces zawodowy. OStetecznie wiele wzorowych uczennic kończy na znienawidzonych, nudnych posadach, więc chyba faktycznie nie warto patrzeć wstecz

  12. Eunika Czerwiec 2, 2018 w 1:23 pm - Odpowiedz

    W samo sedno Ania!

  13. Gabriela Czerwiec 2, 2018 w 4:32 pm - Odpowiedz

    Tak tak , jeszcze raz tak. U mnie jest identycznie . Studia skończyłam cudem, uczyłam się po kilkanaście godzin i nadal nie mogłam zapamiętać wielu rzeczy. Już od gimnazjum miałam problemy z nauka bo dość wcześnie zaczęłam cierpieć na depresje i nerwice, w domu miałam wariatkow, po rozwodzie rodziców nadal tak było, bulimia i anoreksja zaczęły się po pierwszym roku studiów choć zadatki na ED miałam chyba od zawsze. Po studiach wyprowadziłam się z rodzinnego miasta i zaczęłam pracować . Nie chciałam kontynuować nauki no bo po co , to za dużo mnie kosztuje . Przestałam walczyć o moja pasje czyli spiewanie . Czuje się otępiała nawet teraz po latach gdy coraz lepiej idzie mi walka z bulimia (ale ciagle jest walka i są porażki). Czuje jak duży kawał mnie został zmarnowany i to bezpowrotnie i nie da sie tego naprawić . Rok temu związałam się z toksyczna osoba, facet w końcu zaczal mi mówić, ze jestem nieinteresująca nieinteligentna i nudna, bez pasji, po prostu głupia . A mnie się nie chciało żyć i nie raz nie mogłam wstać z łóżka, wiedzy i informacji po prostu nie przyswajalam. 70 procent tego co czytalam
    Szlo sru w zapomnienie . On nie rozumiał jak to jest żyć z tym gownem w przeplatance diet i rzygania . Niczego nie rozumiał i w końcu wmówił mi, ze naprawdę jestem pusta i bezwartościowa Pomimo ze tak wcale nie było !!! Dlatego teraz widze jak dużo choroba mi zabrała ale wiem, ze moje życie nie jest stracone a już na pewno nie jestem tępa i bezwartościowa …..

  14. Kate Czerwiec 3, 2018 w 9:04 am - Odpowiedz

    Nie jest łatwo być zdrowym jak nie ma się oparcia w rodzinie.Zaczęło się w 2 liceum anoreksja kontynuowaną do czasu studiów przechodzacą w bulimię ciagnącą się do 2016. Łącznie 14 lat zaburzeń odzywiania. Życie przerzygane i poucinane kaloriami. Wyszłam z tego bagna na jesień 2016. Od tamtej pory zmieniłam swoje życie, zaczęłam realizować swoje cele. Jednak rodzina nie wierzy w to co robię i nie wierzy że to przyniesie dochody. To ciężka branża ale mnie to kręci. Tylko na płacz mnie zbiera jak słyszę po co Ci to, nie będziesz miała klientów itp. Dołuję się wtedy i staję w miejscu. Odechciewa mi się życia i jem…przytylam 2 kg i bardzo źle się z tym czuję. Nie umiem tego zrzucić i znów się czuję gruba. Czemu życie jest jednak takie trudne? Jak już jest dobrze to znajdzie się coś że zaczyna być znów źle. Czy tylko ja tak mam ?:(

  15. Karina Czerwiec 9, 2018 w 3:59 am - Odpowiedz

    Jem 600-800 kalorii chyba całe życie i nie mam takich objawów…każdy organizm jest inny.
    Czułam się jak zombie gdy jadłam z 200-400 na próbę.
    Ale nie dałam rady tego wytrzymać. Jak zjem więcej jak 1000 to czuje się strasznie.
    Nie wiem ale mam mega dziwny organizm
    Możesz nie wierzyć, ale na 800 kaloriach czuje się świetnie i myślę bardzo lekko . Jeden dzień głodówki też raz na jakiś czas mi się zdarzał i czułam przypływ energii.

    • bumiś Lipiec 5, 2018 w 3:03 am - Odpowiedz

      Trollom dziękujemy…

Zostaw komentarz