Bulimia i anoreksja niszczą nasze zdrowie. To wiemy.
Nie? Małe przypomnienie: siadają hormony (tarczyca, przysadka mózgowa, jajniki), siada serce z powodu braku elektrolitów, narządy przestają prawidłowo funkcjonować, pojawia się refluks, zgaga, problemy z jelitami, problemy z insuliną (insulinooporność, cukrzyca), psują się zęby, cera, wypadają włosy, kości się odwapniają (osteoporoza) i tak dalej.

Także cierpi na tym nasze zdrowie psychiczne – czujemy się uwięzione w swoich ciałach i życiach, rozpadają się nasze relacje, poczucie własnej wartości, nasze finansowe bezpieczeństwo (ja na bezsensowne żarcie wydałam dziesiątki tysięcy złotych) itp.

No i na koniec, cierpi nasz umysł. Po prostu zmieniamy się w chodzące, otępiałe Zombie.
Zauważyłaś to?

*

Pomysł aby napisać ten post przyszedł mi kiedy szukałam czegoś w moich papierzyskach i natrafiłam na plik starych świadectw szkolnych.
Zetlałe, nieważne już papierki potwierdzające ukończenie kolejnych stopni edukacji.
Pamiętasz jak za nie dostawało się kilkadziesiąt złotych w nagrodę, ewentualnie po dupie ze karę.

Ja akurat po dupie nigdy nie dostałam, bo od góry do dołu miałam same piątki. No może za wyjątkiem matematyki, która opornie mi szła i polskiego z którego miałam okrągłe 6.
Czwarta, piąta, ósma klasa – zawsze elegancki pasek i dumni rodzice.
(Tak tak, chwalę się ocenami z podstawówki.)

Nigdy nie byłam jednak kujonem. Nie miałam też ambicji, aby być najlepszą w klasie (nie byłam), czy wygrywać olimpiady (nie wygrywałam). Nauka po prostu przychodziła mi łatwo – ot, przeczytałam i wiedziałam.

A potem są świadectwa z liceum – z polskiego dalej bez zmian, ale reszta to same tróje, jakaś czwórka i jedna dwója.
Ze średniej 5.3 w ósmej klasie spadłam na średnią 3.5. Pamiętam jak się z tego śmiałam z przyjaciółką, że to dokładna odwrotność.
Ale jakoś nikt mi tego nie miał za złe; no tak, najlepsze liceum, poziom jest o wiele wyższy niż w podstawówce, więc może być ciężej.
Potem przyszły wakacje, a ja o sprawie zapomniałam.
Aż do teraz.

Bo teraz, trzymając oba świadectwa w ręku, po raz pierwszy uderzyła mnie prosta prawda: To nie poziom szkoły poszybował w górę. To mój osobisty poziom poleciał w dół na łeb, na szyję.

*

Zaczęłam się na serio odchudzać w wakacje pomiędzy ósmą a pierwszą klasą liceum. Chciałam wyglądać ładnie, tak żeby wszyscy mnie podziwiali i chcieli się ze mną zaprzyjaźnić. Marzyłam o pierwszym chłopaku i romantycznym pocałunku. No ale nie osiągnę tego będąc „gruba”. No halo!

Jednak zamiast pocałunku, w pierwszym semestrze miałam już anoreksję, kiedy to straciłam okres i połowę włosów, w drugim – wpadłam w bulimię.

Niestety nie zrekonstruuję tego czasu, bo prawie nic z niego nie pamiętam. Nie posłużę się też pamiętnikiem, który pisałam regularnie od dwunastego roku życia.
Tamten okres jest jedną wielką białą plamą – dosłownie – białe kartki. Ostatni wpis z marca 2000 roku dotyczy tego, jak to miałyśmy z przyjaciółką bekę z księdza na rekolekcjach, a kolejny – z grudnia – o tym że mam bulimię i nie chcę żyć.
Kontrast jest szokujący.

Ale mniejsza o to. Teraz rozumiem, że moje stopnie się pogorszyły, ponieważ nie mogłam się skoncentrować. Mój wymęczony dietą mózg nie przyjmował żadnej wiedzy, bo jedyne o czym myślał to to, czego dzisiaj NIE zjeść.

Pamiętam jak dosłownie zasypiałam na matematyce, bo byłam tak strasznie słaba. Koleżanka szturchała mnie w bok i kazałam uważać, bo znowu dostanę pałę. A ja nie mogłam utrzymać uwagi nawet przez chwilę.
Pamiętam jak siedziałam non stop pod kaloryferem i było mi tak strasznie zimno. Miałam fioletowe usta i dygotałam.
Jak jadłam jeden posiłek dziennie – suchą bułkę po szkole.
Jak rano otwierałam oczy i chciało mi się wyć na myśl o kolejnym dniu.

No i jak ja się miałam czegokolwiek nauczyć w takim stanie?

*

Jestem przekonana, że liceum skończyłam tylko dlatego, że wyjechałam do USA na wymianę i tam zdałam maturę, na której wystarczyło umieć dodawać.
Serio. W Polsce bym to zawaliła.

Do egzaminu na studia nawet nie podeszłam, bo nie byłam w stanie zapamiętać niczego. Ba! Nie byłam w stanie zastanowić się, co ja bym chciała robić w życiu.
Poszłam do zwykłej szkoły pomaturalnej.
Ja wzorowa uczennica, nadzieja rodziny – skończyłam bez dyplomu wyższej uczelni.
Nie zrobiłam go nigdy.

I to nie dlatego, że bozia nie dała mi rozumu. Nie, ja po prostu zgłupiałam, przestałam czytać, interesować się czymkolwiek. Stałam się żywym trupem na diecie tysiąc kalorii.
Rozumiem to dopiero od niedawna. Wcześniej wydawało mi się, że to były moje „niezależne wybory”. Hahaha.

*

Teraz czytam listy od was i widzę w nich siebie.
Piszesz mi, że nie możesz nauczyć się na najprostszy egzamin. Łapiesz się na tym, że czytasz jedno zdanie po kilka razy i nie wiesz o co chodzi.
Żalisz się, że cały dzień oglądasz głupie seriale – po prostu byle co – czasami po kilka razy ten sam odcinek. Gapisz się i jesz.
Nie myślisz.

Czytam opowieść o przerwanych studiach, zawalonych maturach, złamanych życiach.
Widzę kobiety, które kiedyś błyszczały, robiły coś fajnego, a teraz wegetują, żyją ułamkiem swoich możliwości, durnieją i patrzą w ścianę bo nie wiedzą co ze sobą zrobić.

Przecież niedożywiony, czy chociażby pozbawiony glukozy mózg nie jest w stanie wykrzesać z siebie światła. Pogrąża się we mgle i gaśnie.

Przypuszczam też, że brak składników odżywczych, po latach powoduje nieodwracalne zmiany. Takie mam smutne wrażenie korespondując z niektórymi weterankami – są zagubione, zdziecinniałe jakby, nie rozumieją moich najprostszych zaleceń czy wyjaśnień. Po kilka razy w miesiącu pytają mnie dokładnie o to samo.
Naprawdę przypomina mi się moja babcia w początkowej fazie Alzhaimera…

A przecież to są młode kobiety! Tylko chyba zbyt wiele neuronów zdołały sobie wymordować.
Ciarki mi przechodzą na myśl, że też mogłam stać się taka, że Ty, kochana, będziesz tak kiedyś do mnie pisać.

Bo powiedz mi, ile punktów IQ będzie kosztowała Ciebie ta mrzonka, ta pogoń za wydumanym rozmiarem XS?
Ile lat przesiedzisz z paką chipsów na kolanach i tępym wzrokiem wbitym w telewizor?

*

A czy Ty masz takie doświadczenia? Czy zauważyłaś, że odkąd jesteś „na diecie cud”, jakby ciężej Ci się myśli?