Hejka,

Ostatni raz pisałam do Ciebie 12 grudnia 2018 roku (miałam wtedy 16 lat) z pytaniem co mam zrobić i odpisałaś mi, że na Twoim blogu jest wszystko, co odpowiada na moje pytania.
Powiem szczerze, że w tamtym momencie nie była to satysfakcjonująca mnie odpowiedz, bo wydawało mi się, że bloga już czytałam. Owszem czytałam, ale bez wgłębienia się i stosowania rad do mnie samej.
Wynikało to głównie ze strachu.

Próbowałam skończyć z ciągłym głodzeniem i objadaniem (głównie samymi świństwami) plus zwracaniem tego… Ale nie skończyłam, bo powtarzałam wciąż te same schematy.
Udałam się do dietetyczki i uwaga, co dostałam? Dietę 1500 kcal! Czyli po ciągłych dietach, kolejna dieta.
Potrafiłam wytrzymać na niej tydzień, żeby po raz kolejny mieć napad na jedzenie i co zrobić? Zwrócić je albo na następny dzień jeść o wiele mniej. Jak się czułam wtedy? Okropnie. Uważałam, że jestem beznadziejna, bo nawet na zwykłej niby nie restrykcyjnej diecie nie potrafię wytrzymać. A co robiłam przed każdą wizytą? Nie jadłam dzień wcześniej, żeby waga pokazała mniej.

Mimo iż moja przygoda nie trwała tak długo jak Twoja, to mnie wykańczała. Wszystko inne przestało mieć dla mnie znaczenie. Byłam humorzasta, odtrącałam moich bliskich, liczyła się tylko waga i kalorie. Przestałam chodzić do dietetyczki i powiedziałam sobie, że muszę wziąć się w garść.

Zaczęłam jeść i nadal wracałam do Twojego bloga, ale moim błędem było to, że nadal bałam się jeść powyżej 2000 kcal. Jadłam 1700 kcal plus ćwiczyłam i w konsekwencji rzucałam się nadal na jedzenie, ale progresem było to, że przestałam je zwracać. Wtedy zazwyczaj zajmowałem czymś myśli.

Oczywiście nie mogę powiedzieć, że już nigdy potem nie zwymiotowałam. Zdarzały się upadki, ale nie poddawałam się. Szkoda tylko, że nie czerpałam kalorii z tych lepszych źródeł, no ale na błędach człowiek się uczy.

Obecnie ważę 66 kg (nie jest to najwięcej w swoim życiu, bo w okresie wychodzenia bałam się wchodzić na wagę, a po ubraniach wiem, że ważyłam więcej) I paradoksem jest to, że teraz czuje się ładniej i mam większą pewność siebie, niż jak miałam 10 kg mniej, gdzie czułam się jak największy śmieć.

Obecnie jem w większości zdrowo. Zdarzają się też produkty niezdrowe, ale nie zamierzam ich w 100% ograniczać. Jesteśmy ludźmi i jedzenie jest dla nas, a nie my jesteśmy dla jedzenia. Ćwiczę i pierwszy raz sprawia mi to przyjemność, bo nie skupiam się wyłącznie na liczbie spalonych kalorii. Zaczynam powoli widzieć efekty w swoim ciele, ale najważniejsze jest to, że psychicznie czuję się super!

Teraz patrzę na zdrowie, a nie na cyferki. Będę chciała wrócić do mojej wagi od której zaczynałam czyli 60 kg. Ale to w swoim czasie – powoli, jedząc normalnie i ćwicząc rozsądnie, a mój organizm sam do niej wróci.

Bardzooo dziękuję za Twój blog, który był oparciem dla mnie.