Ostatnio na blogu pojawiła się ważna seria o tym jak jeść, że tak powiem, normalnie. Spotkała się ona z bardzo pozytywną reakcją, a statystyki bloga poszybowały w górę.
Dostałam tonę maili, że posty otworzyły wam oczy na prawdę. Bardzo mnie to cieszy.
Teraz nastał czas, by wcielić tę wiedzę w życie, co także masa czytelniczek zaczęła robić. Skąd to wiem?
Bo dostałam kolejną tonę listów z powtarzającym się problemem.
Mniej więcej takim:

Zrobiłam tak jak mówisz – wyliczyłam swoje zapotrzebowanie i staram się wobec niego jeść. Nic nie obcinam, jem jedzenie nieprzetworzone, ale to jakby nie wystarcza. Mam ogromne parcie by jeść jeszcze więcej. O co chodzi?
Prawie Zdemotywowana

Albo tak:

Od kilku dni jest dobrze. Nie wymiotuję, jem regularnie. Stanęłam na wagę a tu X kg więcej! Co robię nie tak???
– Przerażona

Dlatego muszę jak najszybciej napisać o powszechnych trudnościach jakie Cię czekają, żebyś mi się tu nie zniechęciła. Była by to ogromna strata, bo przecież w końcu jesteś na dobrej drodze.

Czego oczekiwać gdy zacznę jeść normalnie?

Jesteś, moja droga, w tym wilczym kołowrotku, na pewno kilka ładnych lat. Jeżeli miałaś szczęście i trafiłaś tu wcześniej – kilka miesięcy.
Możliwe, że zapomniałaś już co to jest normalne jedzenie, dlatego zrobimy szybką powtórkę.

Normalne jedzenie to zaprzestanie:

1. Diet eliminacyjnych – wyrzucenie węgli, tłuszczy, grup pokarmów.
2. Restrykcji kalorycznych – jedzenie mniej niż potrzebuje twój organizm.
3. Manipulacji godzinami posiłków: Jem tylko od piania koguta do słońce w zenicie. Jem tylko o wyznaczonych godzinach, jeżeli spóźnię się o minutę – wszystko przepadło. Jem co X godzin, nawet jeżeli przerzucę tonę węgla i będę mdlała z głodu, to i tak nie zjem wcześniej.
4. Kompensacji – przeczyszczania, wymiotowani i katowania się ćwiczeniami.
5. Tendencji ortorektycznych – spożywanie tylko super czystego jedzenia.

O czymś jeszcze zapomniałam? Myślę, że to wszystko.
Zwróć uwagę, że normalne jedzenie polega głównie na zaprzestaniu robienia czegoś. Natura sama się zatroszczy o to, abyś jadła dobrze. Jedyne co powinnaś robić ze swojej strony, to wybierać w większości produktów nieprzetworzonych. Ja stosuję tutaj zasadę 9 do 1. (Powiedzmy, że na dziewięć zdrowych wyborów trafi mi się jeden niezdrowy – np cola light – moja słabość) Ale jeżeli u Ciebie jest to 8 na 2, to też jest ok. Grunt to ani nie świrować, ani nie żywić się syfem.

Ok, postanowiłaś wejść na tę ścieżkę, więc wracamy do pytania: czego oczekiwać?
Przede wszystkim tego, że twoje ciało, umysł i duch wrócą do równowagi. Po jakimś czasie zaczniesz dobrze wyglądać (cera, włosy, paznokcie, błysk w oku), twoja waga unormuje się (koniec z jojo), przestaniesz ciągle myśleć o jedzeniu i w ogóle zrobi się po prostu normalnie.

Jednak zanim to nastąpi, musisz przeskoczyć dwie zupełnie naturalne, jednak dosyć przerażające (strach ma wielkie oczy) przeszkody:

Wahania apetytu

Tak jak udowadniałam w poście o pseudojedzeniu: większość osób z zaburzeniami odżywiania – czy to anoreksja, bulimia, czy kompulsywne objadanie się – jest dramatycznie niedożywiona.
Twoja waga nie ma tu nic do rzeczy. Możesz mieć 100 kg nadwagi i nie dostarczać sobie żadnych wartości odżywczych (co zazwyczaj właśnie otyłością skutkuje). Możesz też mieć normalną wagę – jak przeciętna wilczyca przeczyszczająca się, ale jako że odżywiasz się w większości słodyczami (które i tak zwracasz), każda komórka ciał błaga o odżywienie.

Dlatego na początku procesu możesz mieć wahania apetytu.
Obserwuję to na mentoringu u większości z moich podopiecznych. Dzieje się tak z dwóch powodów:

1. Niedożywienie
Organizm rozpaczliwie próbuje uzupełnić braki, które zafundowały mu długie lata diet, przeplatanych obżeraniem się bezwartościowym jedzeniem. Jeżeli teraz zjesz więcej (wartościowego jedzenia), to nie znaczy, że odłoży Ci się to w biodrach. Nie! Wszystko zostanie wykorzystane na odbudowanie tkanek. Jak pamiętamy z tekstu o eksperymencie w Minnesocie, głód powoduje, że nasze organy zmniejsza swoją objętość. Serce, krew, mięśnie i cała reszta, potrzebują teraz odnowy. To jest właśnie priorytetem dla organizmu, nie zaś konwertowanie wszystkiego w sadło!

2. „Spanikowany” instynkt samozachowawczy.
W momencie, kiedy pojawia się jedzenie mózg dostaje informację „Zjeść teraz, bo potem nie będzie!”
Przez tak wiele lat nauczył się funkcjonować w tym trybie i nic dziwnego że znowu tak reaguje. Jeżeli na tym etapie nie będziesz wydzielać sobie jedzenia z linijką, ciało bardzo szybko załapie komunikat : Wszystko jest ok, energii pod dostatkiem. Nie trzeba jej rozpaczliwie poszukiwać i gromadzić.
Taką kolej rzeczy potwierdzają eksperymenty na ludziach (eksperyment głodowy w Minnesocie) i na zwierzętach. Głodzone szczury po ponownym uzyskaniu dostępu do jedzenia przez pewien czas się nim objadały, po czym wszystko wróciło do normy.

Nie martw się, jeżeli apetyt na początku będzie zachowywać się dziwnie i Twoje wyliczone zapotrzebowanie kaloryczne wcale nie będzie Ci wystarczało.
To zupełnie normalne.
Oczekuj tego zwłaszcza jeżeli masz mocną niedowagę. Ciało jak najszybciej chce wrócić do swojej normy. Ono wie, że zostało wytrącone z równowagi i wie dokładnie w którym momencie ją załapie.
Jeżeli zadbasz o to, by posiłki były pełnowartościowe, ten etap szybko minie.

Wiem, doskonale wiem, że to trudne i przerażające, ale nie próbuj z tym walczyć: Ja jestem mądrzejsza i nie zjem więcej niż ta porcja. Zjedz więcej jeżeli tak czujesz ŻOŁĄDKIEM, nie głową. Jedz dopóki nie poczujesz „uff”. Tak, żeby nie było wątpliwości czy „jeszcze jestem głodna, zobaczę za 20 minut”, czy nie, ok?
Tylko nie zrozum mnie źle. To nie chodzi o to, by jeść czekoladę po obiedzie „bo tak czuję”, czy żeby nagle zacząć się objadać!
Chodzi o to, by w końcu posłuchać trochę dokładniej swojego ciała.

Ja w ten sposób odkryłam na przykład, że śniadania i II śniadania powinny być większe. Kiedyś zjadłabym lekko i upierała się, że to wystarczy, bo tak wyliczyłam, podczas gdy mój organizm się z tym kategorycznie nie zgadzał. Teraz rozumiem, że jest to jak najbardziej zasadne – ciało wie, że jest rano, że jeszcze 16 godzin bycia na nogach, że potrzebuje tej energii. Z kolei okazało się, że na kolację prawie w ogóle nie jestem głodna. Właśnie wtedy czas na lekki posiłek. Organizm bezbłędnie wyczuwa, że idziemy spać.

I naprawdę, po raz kolejny – nie martw się – to wszystko się wyreguluje. Po prostu oddajemy kontrolę nad tym co jemy, tam gdzie jej miejsce – ciału. Nie bój się, ono nie zrobi Cię w balona (dosłownie i w przenośni).
Jeżeli przez pierwsze dni zauważysz, że masz ochotę na więcej niż wyliczyłaś w swoich tabelkach, zaufaj temu. Jest tylko jeden warunek: nie ładuj słodyczy i innych bezwartościowych produktów! Zjedz coś odżywczego, co ma wartość dla twojego organizmu. Inaczej będzie on się w dalszym ciągu domagał jedzenia i po prostu przytyjesz.

Z tego co obserwuję, fala wzmożonego apetytu przetacza się w pierwszym tygodniu. Nie panikuj jednak, jeżeli trwa u Ciebie dłużej. Każdy organizm jest inny.
I nie bój się, tak nie będzie zawsze! Nie zepsułaś swojego ciała, mimo że na wiele lat zaburzyłaś jego procesy. Ono jest mądrzejsze, bardziej odporne niż Ci się wydaje i wróci do siebie szybciej niż myślisz.

Puchnę! Ratunku!

To jest dopiero zmora.
Od początku prowadzenia Wilczej spotykam się z tym problemem:
„Tyję!!! Przytyłam w trzy dni 3 kg! Mam brzuch jak w ciąży!”

Po pierwsze: kochana – tak na chłopski rozum- jak ktokolwiek mógłby przytyć trzy kilo w trzy dni, czy dwa kilo w jeden dzień? No pomyśl; to jest fizycznie niewykonalne.
Żeby przytyć 1 kg trzeba zjeść dodatkowe 7000 kalorii! DODATKOWE – czyli ponad swoje zapotrzebowanie. No błagam, chyba tyle nie pochłonęłaś, prawda?
To tylko opuchlizna, a opuchlizna to nie tłuszcz. Opuchlizna to WODA.

Zawsze Ci to powtarzałam, kiedy pisałaś do mnie spanikowana, ale teraz mogę zaoferować Ci naukowe wyjaśnienie, dlaczego się tak dzieje. Znalazłam je w książce „The Bulimia Help Method” Richarda i Ali Kerr
(Swoją drogą, to niesamowite, bo jej autorzy mówią dokładnie to samo co ja, łącznie ze stosowaniem metody 3/3/3 na samym początku i unikaniem zapalników.)
A oto one:

Twój metabolizm był przez bardzo długi czas niemiłosiernie spowolniony. Teraz kiedy zaczynasz jeść, wszystko dłużej zalega w żołądku i jelitach produkując gazy.

Do tego, jeżeli jesz więcej węglowodanów niż do tej pory, (co jest konieczne) twoje ciało wytwarzają więcej enzymów trawiennych. To one powodują, że Twoje nerki zatrzymują sól i wodę, które to przedostają się do przestrzeni międzykomórkowych i tam się gromadzą.
Można temu zaradzić jedząc na początku więcej kalorii z tłuszczy. Ale, na Boga, nie wyrzuć teraz na dobre węgli! Już ja Cię znam i wiem, że ta myśl właśnie zaświtała Ci w głowie. Nie! Po prostu, jeżeli puchniesz, zmień proporcje tych dwóch makroelementów.
Co jeszcze możesz zrobić? Jedz sześć mniejszych posiłków, co trzy godziny (3/3/3) pij herbatę imbirową lub miętową (nie senses!), staraj się nie używać soli, ćwicz (nie, nie masz się katować).
Także chciałabym Cię prosić o jedno: nie waż się teraz. Tak, prawdopodobnie będzie więcej na wadze (chociaż nie u każdego), ale jeszcze raz: to jest woda, nie tłuszcz. Nie opinaj się też dżinsami i paskami.
Uwierz, każda z nas przez to przechodzi. Puchną nam brzuchy, ręce, nogi i nawet wargi! Po prostu musisz to zaakceptować, jako naturalną część procesu.
Pamiętaj, że spuchnięte ciało to nie jest grube ciało. To ciało które się regeneruje.

Rzadko, bo rzadko powiększają się także węzły chłonne. Spokojnie, to też normalne.
Mogą też wyjść różne nietolerancje, czy uczulenia. Niektóre produkty żywnościowe, tak długo nie zostawały w twoim żołądku więcej niż pięć minut, że Twój organizm mógł się na nie uwrażliwić.

Jak długo to potrwa? Od dwóch do sześciu tygodni. Jeżeli trwa dłużej, zgłoś się do lekarza. Możliwe, że to właśnie objaw jakiejś nietolerancji.

Przypomnę po raz kolejny: Warto po prostu przeżyć ten krótki czas dyskomfortu. Bo czym jest nawet i sześć tygodni w porównaniu do 60 lat życia w wolności?

To co, gotowa? Jak coś, to pytaj!

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com