Gruba świnia to moja ulubiona obelga, którą zwykłam siebie raczyć.
Proste: tym właśnie jestem i tym jest moje ciało.

Nienawidziłam go przez całe lata.
Dlaczego ono jest takie jakie jest? Leniwe, z cellulitem, ociężałe, napuchnięte i zawsze o te 3-10 kg na plus? (Zależy w jakiej fazie jojo byłam).
Dlaczego nie może być zwinne, szczupłe, silne, w ruchu?
Wstrętna, słaba, galareta..

Tak bardzo chciałabym żeby było inne.
Ja wtedy byłabym inna. (szczęśliwa, atrakcyjna…)
To było moim największym marzeniem: być po prostu inna.

Do tego stopnia oddzieliłam się od swojego ciała, że uwierzyłam, iż jest ono osobnym bytem, który wiedzie swoje niezależne ode mnie życie.
Bo ja – moja świadoma część – chce być piękna i wolna. Ale to wstrętne głupie ciało wszystko sabotuje.

Wiele lat zajęło mi zrozumienie prostej prawdy:
Moje ciało ani mnie nie sabotuje, ani nie robi mi na złość.
Ono po prostu jest produktem mojego umysłu.
Myśli doprowadziły mnie do podjęcia takich, a nie innych wyborów (o! kubeł lodów, MUSZĘ go zjeść!)
A ciało tylko posłusznie na te myśli reagowało.
Bo jak inaczej? Samo miało się kierować, wbrew mojej woli, do warzywniaka zamiast do cukierni?

Przecież wszyscy rodzimy się tacy sami – mamy dwie nóżki, dwie rączki i jedną głowę. (Jeżeli mieliśmy tyle szczęścia, bo nie każdy go dostąpił.) Startujemy z tym samym wyposażeniem.
Więc dlaczego jeden staje się szczupły i silny, a drugi otyły i zmęczony?
Geny? Sporo od nich zależy, ale bez przesady. To zbyt łatwa wymówka.
Dzieje się tak poniważ podejmujemy różne wybory.
Małe codzienne „nic nie znaczące” decyzje:
poleżę pięć minut – poćwiczę pięć minut
na lunch zjem pączka – na lunch zjem kanapkę pełnoziarnistą.
I tyle.

Nie trzeba wielkich rzeczy: jedzenia super zdrowo cały czas i siedzenie na siłowni przez długie godziny.
To chodzi o mentalność: dobro mojego ciała jest zawsze wysoko na liście moich priorytetów i pamiętam o nim w każdym momencie, a nie tylko jak jest już na prawdę źle, albo z okazji początku roku (miesiąca, tygodnia, sezonu)

To co widzisz w lustrze jest konsekwencją wczorajszych wyborów; czy jesteś za chuda, za gruba, czy w sam raz. To tylko i wyłącznie rezultat twoich myśli.
Chcesz widzieć coś innego? Podejmij inne wybory dzisiaj. Nie jutro i nie za tydzień.

W samym ciele nie ma nic, co specjalnie chce Ci dokuczyć.
Wręcz przeciwnie! Plan Matki Natury zakłada, że będziemy sprawni i zdrowi – po to by przeżyć i przekazać życie dalej. Gdyby nasi przodkowie wyglądali jak współcześni Amerykanie, nas na pewno by nie było.

Widoczne efekty nie pojawią się od razu. Tak samo jak nie widać ciąży przez pierwszych kilka tygodni i tak samo jak złamana noga nie zrasta się przez noc. Jemu zawsze trzeba dać czas.
Czas to jeden z zasobów które masz.
Drugi zasób to właśnie ciało.
Tylko to posiadasz na tym świecie. Ani mniej, ani więcej.
Ciało i czas.

Od tego jak będziesz się obchodzić z tymi dwoma, zależy jakość twojego życia.

Twoja fizyczna powłoka nie jest twoim wrogiem (a już na pewno nie jest grubą świnią czy głupią suką) – jest naczyniem na twój świadomy umysł i twoją duszę; powłoką właśnie.
To po prostu narzędzie. Dzięki niemu możesz odcisnąć swoje piętno na tym świecie.

Spójrz na to inaczej, ono trwa zawsze wiernie przy Tobie; pomimo tego wszystkiego co z nim robisz.
Wytrzymało diety, głodówki i maratony na siłowni.
Wszystko zniosło bez skargi.
I to pomimo tego, że odrzucasz je jako coś obcego, nigdy mu nie dziękujesz i traktujesz jak oczywisty banał, a nie jak cud, którym jest. (Zobacz jak to wszystko genialnie działa! Arcydzieło natury!)
Ono się nie poddaje; serce bije, nerki pracują, płuca oddychają. Układ nerwowy reaguje na każdy bodzieć:
Idę pobiegać, idę się objeść.
Jeżeli ktoś tu jest ofiarą, to tylko ono.

Twój wygląd zewnętrzny odzwierciedla Twoje wybory.
Twoje wybory odzwierciedlają Twoje myśli.
Na swoje myśli masz wpływ. Możesz je świadomie zmienić.

To czym musisz się teraz zająć to zdyscyplinowanie umysłu a nie karanie ciała.