Poniżej publikuję tekst, który napisałam już przed rokiem, ale nigdy nie miałam śmiałości go wrzucić. Dalej nie mam, boję się. No ale cóż, odwaga to nie brak strachu, ale działanie pomimo niego.
Jest to najbardziej osobisty tekst, jaki kiedykolwiek napisałam, ale opublikuję go, aby pokazać Ci gdzie byłam, a gdzie jestem teraz. I że Ty też możesz TU być, chociaż jeszcze jesteś TAM.
Dobra, oddaję głos Sobie, bo Ja już jestem totalnie rozklejona, a słabo się pisze we łzach.

O czym marzyłam w najczarniejszych momentach swojego nałogu?
O wyzdrowieniu?
Nie, już nie. Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że jest to absolutnie niemożliwe.
Miałam tę twardą pewność, którą Ty czasami też masz – że nigdy, przenigdy z tego nie wyjdę.
I nawet nie śmiałam mieć nadziei. Tak ja Ty teraz.
Na ale o czymś musiałaś marzyć? Przecież każdy o czymś marzy, do cholery.
No dobrze, powiem Ci o czym.

Idę sobie parkiem, jest pełnia lata. Wszystko w kwiatach liściach i słońcu. Jest pięknie, ale ja tego nie widzę. Idę do domu, szybkim nerwowym krokiem, biegnę prawie. Boże, żeby nikogo tylko nie spotkać, bo zabiję. Wszystkich zaraz pozabijam.
Na ramieniu zwisa ciężka czarna torba.
A ja, mimo że biegnę uginam się do ziemi pod jej ciężarem.
I tak; mam marzenia.

Marzę o tym, że któregoś dnia coś mi się stanie, ze pęknie mi coś w środku i zawiozą mnie do szpitala. Położą w białym czystym łóżku, z dala od tych ciągłych, natrętnych decyzji: co zjeść, czego nie jeść, co kupić do jedzenia, za co to kupić, skąd wziąć znowu pieniądze, jak się z tym schować, jakie kłamstwo wymyślić…
Przyjdzie rodzina i przyjaciele i będą mnie głaskać po głowie, a potem rozmawiać szeptem na korytarzu, a ja będę zasypiać, w zupełnej błogości, kołysana ich głosami. I nic a nic nie będzie już TRZEBA.

Albo, że któregoś dnia, mój chłopak znajdzie zakopane w śmieciach setki tysięcy papierków po cukierkach i wytarga mnie za ubranie i nakrzyczy, a potem zabierze mi wszystkie pieniądze i karty do bankomatu i już nigdy, przenigdy mi nie uwierzy, że jestem głodna.

Albo, że mnie gdzieś zamkną, ubezwłasnowolnią, zabiorą mi swobodę w krzywdzeniu się jedzeniem.
Ze postawią nade mną kogoś, która będzie za mnie decydował o posiłkach. I dadzą mi terapeutę, który oświadczy mi łagodnie: Została Pani oficjalnie ułaskawiona od kary swojego życia. Proszę się już niczym nie martwić. My za Panią załatwimy wszystkie formalności.
Proszę tu podpisać, że dożywotnio zrzeka się Pani swojej wolności na rzecz świętego spokoju.
O tu. Dziękuję.
To ja dziękuję doktorze! Ocala mnie pan, przed największym zagrożeniem! Przede mną samą!
A potem siedzimy, żartujemy w przyjaznej atmosferze i ten doktor pyta:…I naprawdę nikt nie zauważył, że ja jest Pani kompletną świruską? Waniliowo- truskawkową samobójczynią? Mistrzynią kolosalnego kłamstwa?
No nie! Wyobraża Pan sobie? Zorientowano się dopiero gdy napisałam maila do wszystkich ludzi jakich kiedykolwiek w życiu znałam i walnęłam wielki post na Facebooku, o coś w ten deseń:
Ludzie, zamknijcie mnie gdzieś, błagam! Ja już nie daję rady tak się bać. Jestem chora na strach , ból i kruche ciasteczka. Zabierzcie mnie i schowajcie na zawsze!
Dostałam dużo lajków i serduszek na Insta.
I zadzwoniła Kaśka i powiedziała, że chyba muszę sobie urlop wziąć, bo mi odbija. Tak muszę.
Od życia. W psychiatryku.

Marzyłam, ze coś mnie rozboli tak na śmierć, i że wsadzą mnie w taki duży skaner, a potem lekarz zawoła mnie do siebie i zdławionym głosem oznajmi: Mam dla pani złe wieści….
A ja się rozpłacze, ale nie ze smutku. Rozpłaczę się z ulgi , że w końcu stało się najgorsze i już się nie muszę bać! Wytną mi coś, pozszywają, a potem surowo przestrzegą: „Jeżeli pani nie przestanie…”
A ja będę szczęśliwa, że teraz to się wreszcie skończy raz na zawsze. I będę leżeć w izolatce wśród kwiatów i baloników od znajomych taka słaba i chuda.
I będzie mi wszystko, kurwa, jedno.

O tym marzyłam biegnąc do domu przez czerwcowy, oszalały od życia park. Nie widziałam ani liści, ani słońca. Gdyby ktoś mnie wtedy spotkał i zaczepił, zabiłabym go.
W ręku ściskałam torbę… nie, ja wlekłam tę torbę, cięższą niż cokolwiek innego.
Torbę słodyczy dla Wilka.