Droga Aniu,

Od kilku tygodni jem intuicyjnie i jedzenie przestało być w moim życiu na pierwszym miejscu. W końcu jest tak, że jem wtedy, kiedy jestem głodna, że posiłek przygotowuję dopiero wówczas, gdy robię się głodna.

Teraz dopiero widzę paranoję, w której byłam wychowana i którą powielałam, a mianowicie, że po zjedzonym śniadaniu zastanawiałam się już co zrobię do jedzenia na drugie śniadanie, a potem zabierałam się za przygotowywanie obiadu itd.
Jakby przygotowywanie posiłków- nie tyle dla mnie, co dla innych – było dla mnie jedynym celem.

Dotarło dla mnie, że robiłam tak samo jak moja matka, która okazywała nam miłość przez przygotowanie jedzenia – to był dla niej priorytet. Teraz do dla mnie absurd.
Tak samo jak absurdem jest dla mnie to, że przerywałam dzieciom najlepszą zabawę na placu zabaw czy w parku, bo przecież muszą zjeść obiad o 13tej… Albo to, że nie wyjdę z koleżanką na zakupy, bo o 15tej muszę zjeść posiłek. Albo to, że zarówno każde smutki i załamania zajadałam do momentu, aż nie mogłam się ruszyć i było mi niedobrze. Albo to, że radość również była powodem to obżarstwa. Teraz widzę jakie to było niedorzeczne.

Tydzień temu robiłam sobie podsumowanie roku, bo rok temu zaczęłam przygodę z rozwojem osobistym. Odsłuchałam notatki głosowe (które robię regularnie, aby zbierać myśli) sprzed kilku miesięcy, bodajże z kwietnia. Wdrażałam wtedy Twoje rady z bloga, ale miałam takie załamania, płakałam i wyłam na tych nagraniach, bo nadal miałam kompulsy i nie umiałam sobie z nimi radzić.

Słuchając tego teraz miałam wrażenie, że to ktoś inny. Z drugiej strony zastanawiałam się, że tak sobie sama utrudniałam i fundowałam stany załamania, a rozwiązanie było takie proste.
Od kilku tygodni jakby wszystko zniknęło. Wszystko stało się proste. Jem, gdy burczy mi w brzuchu, nie bacząc na godzinę, jem na co mam ochotę.
Tydzień przed okresem zjadam dwie tabliczki gorzkiej czekolady.

Codziennie się ruszam, ale wychodzi to naturalnie. Czasem nie jestem w ogóle głodna, ale potem zauważam, że to dlatego, że nadrabiam kcal sokami. A najlepsze jest to, że nie zajadam już ani smutków, ani radości. W ciągu ostatnich dwóch tygodni miałam masę problemów i zmartwień i… ani razu ich nie zajadłam.

Podsumowując rok, zobaczyłam ile rzeczy zrobiłam, ile celów osiągnęłam i tej radości również nie zajadłam! Ogólnie moje myśli już nie krążą tylko wokół jedzenia jak do tej pory. Jakiś czas temu zauważyłam, że te myśli były jak przyciszone radio, a teraz zamilkły – tak jak pisałaś na blogu. Od kilku dni nic już nie brzęczy. Taka cisza w głowie, że aż wręcz… pustka.

Ale zapełniam ją ciągle coraz to nowszymi tematami i planami. Jeszcze jest to dla mnie takie… nowe i dziwne. Stawiam się w nowych, często sprawiających dyskomfort sytuacjach i idę do przodu. Ostatnio wobec problemów zachowałam spokój i w końcu to ja byłam wsparciem dla męża, a nie jak zawsze- od dla mnie. Czuję, że zaczyna się coś nowego w moim życiu, czuję jakbym zamknęła za sobą jakieś drzwi i otworzyła nowe.

Chciałam się z Tobą tym podzielić, żeby wyrazić moją ogromną wdzięczność dla Ciebie i dla tego co robisz.
Życzę Ci wiele sukcesów oraz realizacji kolejnych planów.

Pozdrawiam,
Gosia