Droga Aniu,

Właśnie skończyłyśmy naszą ostatnią rozmowę telefoniczną mentoringu. Powiedziałam Ci, że nie spodziewałam się tego jak mentoring przebiegnie i dalej jestem tym lekko zdziwiona. Zanim zdecydowałam się na pracę z Tobą byłam przekonana, że ze mną jest coś nie tak, bo na co dzień jadłam według dietetyków i trenerów za dużo, a na ich „lekkiej i przyjemnej diecie” byłam ciągle wściekle głodna. Opierając się na ich opinii myślałam, że Twoja metoda nie zadziała, bo przecież według ich obliczeń powinnam być syta i zadowolona. To skąd te napady obżarstwa? Może po prostu jestem zwykłym obżartuchem i żadna Gruszczyńska mnie nie wyleczy?

Nigdy nie wymiotowałam, nie głodziłam się jakoś strasznie (tak przynajmniej myślałam) i byłam na najzdrowszej diecie świata według pewnych guru dietetycznych na youtube, która eliminowała prawie do zera jeden z makroskładników i obniżała drugi. Byłam sobą sfrustrowana.

Po tym jak się z Tobą skontaktowałam i umówiłam na mentoring poinformowałam męża, że zaczynam kolejną „dietę” z kolejną „dietetyczką” (za dużo by wyjaśniać chłopu ideę Wilczogłodnej więc skróciłam opis do dietetyka). Powiedziałam też, że nie wiem czy to podziała, ale chcę spróbować. Ten zrezygnowany zgodził się, bo wiedział jaka jestem zafiksowana na puncie tego co jem.

Tak gwoli wyjaśnienia, jesteśmy młodym małżeństwem i odkąd mój mąż mnie zna – jestem na diecie, albo po kryjomu się obżeram. Nie raz widział mnie płaczącą z powodu wagi, albo wściekłą bez powodu, bo mu przecież nie powiem, że przed chwilą zjadłam całe pudełko lodów i paczkę ciastek. Przyzwyczaił się do tego, że nigdy nie wiadomo co będę jadła, bo to zależy od tego jaką nową super dietę właśnie znalazłam.

Wtedy Ty pojawiłaś się, wyciągnęłaś do mnie rękę i w prosty, ciepły sposób wyjaśniłaś swoją metodę, którą już znałam z Twojego bloga, ale jako wielki obżartuch w swoim mniemaniu, nie chciałam się jej podjąć bez nadzoru. Byłam przekonana, że widząc zdjęcia tego co jem bez ograniczania, stwierdzisz, że no faktycznie jestem bezwstydny pasibrzuch, który dogadza sobie owsiankami z daktylami i orzechami i mam iść na operację zmniejszenia żołądka, co też oczywiście uwzględniałam, jako opcja po Wilczogłodnej.

Jak już pisałam wcześniej, byłam u wielu specjalistów, którzy niby podchodzili indywidualnie do klienta, a tak naprawdę wprowadzali do kalkulatora moją wagę i wzrost przepisując mi głodówkę na schudnięcie. Mimo, że nie jesteś dietetykiem, jako jedyna uwzględniłaś mój tryb życia i budowę ciała, która jest mocna i umięśniona. Powiedziałaś mi, że trenując tyle co ja i pracując fizycznie nie ma co się dziwić, że mam nieco większe zapotrzebowanie niż inni. Jestem zła, bo specjaliści od siedmiu boleści pozwolili mi uwierzyć, że mam nienormalny apetyt, ale też wdzięczna, że wyjaśniłaś mi, że jest ze mną wszystko w porządku. Pewnie słyszałaś to nie raz, ale nie masz pojęcia jaką czuję ulgę, że nie muszę wycinać sobie 3/4 żołądka, żeby być zdrowym.

Pozwalam sobie na jedzenie czego i ile chcę dopiero od ponad miesiąca i czuję, że to początek drogi, którą mi wytyczyłaś. Ku mojej uldze okazało się, że mówiłaś prawdę – nie będę jadła dniami i nocami słodycze. To nie jest co chcę – serio! Szok! Naturalnie sięgam po normalne produkty, czasem też słodycze, ale bez zbytniej podniety jak kiedyś. Mogę je zjeść dziś, mogę jutro i za tydzień, nie ma co się obżerać na zapas. Czuję się…normalnie. Tak pewnie czują się naturalnie szczupłe osoby. Mam nadzieję, że wkrótce i ja dołączę do tego grona.

Dałaś mi mapę i kompas, a teraz pora iść już samej. Dalej mam wrażenie, że moje sygnały sytości i głodu są dosyć mętne i czasem zastanawiam się czy nie jem za dużo, ale dzięki Tobie ufam, że organizm sam się wyreguluje, bo przecież żaden, nawet najlepszy kalkulator nie może równać się z tą niesamowitą, precyzyjną i doskonałą maszyną jaką jest nasze ciało. Za dużo nakombinowałam się w swoim życiu. Mam teraz inny cel – dobre życie w małżeństwie i coraz lepsze wyniki sportowe, które dzięki wystarczająco energetycznej diecie – są coraz lepsze!

A waga? Może też w końcu spadnie. Efekt samoregulacji ciała w moim przypadku nie jest szybki, ale na pewno będzie trwały. Tu, moim zdaniem, jest najtrudniejszy etap – ufanie w 100% ciału i przestanie czytać głupich porad dietetyków. Ciało samo się wyleczy, jak po skaleczeniu, chyba, że będę ciągle rozdrapywać strupka, albo znowu zaczynać nowe diety.

Dziękuję Ci Aniu za to, że jesteś. Wiem, że Wilczogłodna to Twoje dziecko i nie potrzebujesz wielkiej zachęty, żeby o nie dbać, ale nawet najwspanialsza matka świata czasem potrzebuje pochwały i nagrody. Jesteś wspaniała i dobra. Nie znam Cię osobiście, ale zawsze sprawiałaś wrażenie, że cieszysz się na kontakt ze mną i zależy Ci na moim dobru. Wśród ogromnego szumu w dziale „dieta”, który przez tyle lat śledziłam w internecie, Twój głos wyróżnia się i lśni blaskiem prawdziwego złota. Prawda, którą głosisz jest prosta, przez co może czasem niezrozumiana, albo niepotrzebnie przekombinowana, ale wystarczy z Tobą popracować przez miesiąc, by ta prosta prawda jedzenia ile się chce, głównie nieprzetworzonej żywności, w końcu do nas – kombinatorów – dotarła.

Dziękuję!

Marta

*

Jeżeli Ty też już masz dosyć i czujesz, że to Twój czas na to by rozpocząć pracę ze mną, serdecznie zapraszam: https://wilczoglodna.pl/mentoring/. Teraz jest możliwość płatności na raty. Szczegóły pod podanym linkiem.