Takie przekonania można nabrać patrząc na niektóre plakaty kampanii „Jedz ostrożnie”, które zawisły na ulicach polskich miast. Monstrualnych rozmiarów grubasy i hasła o żarciu, sugerują, że osoba otyła raczej ostrożnie nie je, a więc za swój stan może winić tylko siebie.
Czy na pewno?

Odkąd prowadzę Wilczo Głodną, czyli od ponad czterech lat, jestem w ciągłym dialogu z kobietami (mężczyznami oczywiście też, ale jest to mniejszość), które moją problemy z jedzeniem.
Zaczęłam dzielić się swoim doświadczeniem, z myślą o bulimiczkach – przecież sama nią byłam, ale szybko okazało się, że z tym co piszę, identyfikuje się o wiele szersza grupa osób.

Mamy więc tu i dziewczyny z anoreksją, sportoreksją, ortoreksją, anoreksją bulimiczną, uzależnieniem od przeżuwania, bingerki (moje słowo na kompulsywnie objadające się) i całą masą innych problemów.
W skrócie; są tutaj dietetyczne recydywistki, ofiary przekonania, że głowa może zarządzać potrzebami ciała. Nie, nie może.

I co? Ano spora część z tych osób ma z tego powodu nadwagę lub przekroczyła już próg otyłości. Jeżeli całe życie kombinujesz z jedzeniem, to masz dużą szansę, że takie będą tego konsekwencje.

I teraz uwaga; osoba otyła nie jest otyła dlatego, że jest głupia, leniwa, nieodpowiedzialna lub ma słabą wolę. Absolutnie nie! Z tego co widzę, to często właśnie ważące najwięcej mają wolę najsilniejszą; potrafią głodzić się miesiącami i zrzucić po 30 kg na raz, tylko po to, by doświadczyć gigantycznego efektu jojo, który po takiej głodówce jest nieunikniony.

No to dlaczego tak się dzieje? Dlaczego otyły jest otyły?
Z moich obserwacji wynika, że z kilku powodów:

Ofiary nawyków

Zaczyna się zazwyczaj od przekarmiających rodziców i babć lub po prostu od braku dobrych nawyków żywieniowych w domu.
Problem często też przechodzi z pokolenia na pokolenie, co można łatwo zauważyć obserwując dzieci „dużych” rodziców. Pamiętam jak do restauracji, w której pracowałam przed laty, przyszła bardzo otyła para z około dwuletnim dzieckiem. I oni temu dziecku zamówili frytki i colę.
Co chwila, któryś z moich kolegów podchodził do mojego baru i pytał „Tyyy, widziałaś stolik numer 5? Masakra, nie?”. Dla wszystkich w koło było jasne, że ta mała także, już niedługo, będzie miała problem.

Czy ci rodzice robili to świadomie? Nie, oni żyli w przeświadczeniu, że to co robią jest ok. Sami pewnie byli karmieni podobnie i nigdy nie połączyli oczywistych faktów.
Jeżeli Cię to oburza, pomyśl ile lat zajęło Ci by zrozumieć, że rzucasz się na jedzenie dlatego że się głodzisz. Przez ile lat byłaś przekonana, że jesteś chora psychicznie, a nawet brałaś na to leki!
Czasami najprostsze prawdy, najciężej jest dostrzec.

Czasami zaczyna się też trochę inaczej. Miałam kiedyś podopieczną, której mama wynagradzała brak ojca, zasypując ją słodyczami, albo inną, nad którą litowano się z powodu jej niepełnosprawności, a litość ta objawiała się pozwalaniem na wszystko, w tym na każde jedzenie. Różne są ludzkie historie, ale wszystko zaczyna się zazwyczaj od dobrych chęci. A że dobrymi chęciami piekło wybrukowane, to już inna sprawa.

Ofiary przemysłu spożywczego

Widziałaś na pewno nie raz w telewizji reklamę kremu czekoladowego, który polecany jest dla aktywnych dzieciaków, po to by mogły się dobrze uczyć i biegać za piłką, lub słodkiego jogurtu jako podstawę do budowy silnych kości.
Tutaj akurat nie trudno wykryć fałsz, ale co z resztą produktów, za które dałybyśmy sobie rękę uciąć, że są zdrowe? Prawda jest niestety brutalna; dzisiejsze jedzenie tworzy się po to, aby… przyniosło zysk producentowi. Na pewno czytałaś już o tym niejednokrotnie, albo widziałaś jakiś film dokumentalny. Cel jest prosty – uzależnić konsumenta od danego produktu i sprawić, aby ciągle przychodził po więcej.
Uzależniamy się więc grzecznie i patrzymy jak nasze pupy rosną od pustych kalorii. Dlaczego się tak dzieje? Pisałam dokładnie tu.

Może myślisz, że demonizuję, ale pomyśl tylko – jeżeli czytasz te słowa, to znaczy, że masz już pewną świadomość w temacie jedzenia. Większość ludzi jednak jej nie ma. Nie wierzysz? Popytaj swoich nie-fit znajomych lub ludzi na ulicy. To oni padają ofiarą tego szwindlu. Widzą reklamę jakiegoś „ulepka”, że to zdrowe i dobre dla dzieci i idą w to jak w dym. I znowu; nie ma co oceniać, trzeba edukować.

 

Ofiary norm społecznych

No dobrze, to mamy takie utuczone miłością czy ignorancją dziecko i co potem? Ano dziecko idzie do szkoły i zderza się z rzeczywistością, w której nie ma miejsca na „tłuściocha”. Szykany, przemoc, wyzwiska to codzienność takich osób. Ja osobiście nigdy tego nie przeżyłam, ale czytałam wasze listy – zawsze ten sam cichy dramat. Można powiedzieć, że dzieci są okrutne i nic się na to nie poradzi, ale co jeżeli cały świat jest przeciwko tobie, wraz z dorosłymi? Bardzo dobrze opisuje to w swojej książce „Śmierć Grubej Berty” Agnieszka Czerwińska.

Pomyśl teraz szczerze, jak Ty podchodziłaś do takich osób w podstawówce czy liceum? Jak podchodzisz teraz, kiedy widzisz kogoś takiego na ulicy? Całkiem możliwe, że mimowolnie oceniasz tę osobę.
Albo jesteś z tej drugiej strony? Sama nosisz duży rozmiar i widzisz te uśmieszki, kiedy wykładasz towar na kasie w sklepie, lub kiedy w gorący dzień jesz sobie – o boże kochany – loda. Taka gruba, a jeszcze żre.
Żyj a nie żryj, mówi plakat.

Podsumowując; twoje ciało ma mieścić się w akceptowane społecznie normy, a jak się nie mieści, masz przejebane.

Zaczynają się więc rozpaczliwe próby zmiany swojego wyglądu. I tutaj wpadamy na kolejną ścianę.

 

Ofiary przemysłu dietetycznego

Pierwsze pytanie brzmi: Co robić, aby stracić zbędne kilogramy?
Odpowiedź jaką słyszymy jest prosta: No jak to co? Przejść na dietę!
Pomogą w tym usłużnie media, które prześcigają się w nowinkach o wspaniałych, lecz niemożliwych do wykonania sposobach na schudnięcie.
No ale jak to? Ja nie dam rady żyć pół roku na kapuście? Ja nie dam rady jeść tylko twarogu? Ja nie wytrzymam na głodówce 1000 kcal? No pewnie, że dam radę i wytrzymam!

I tutaj schodzimy do kolejnego kręgu piekieł. Zamiast współpracować z własnym ciałem, próbujemy z nim walczyć, co jak już pewnie wiesz, po lekturze tego bloga – nigdy się nie uda.
Uwaga, powtarzam: WALKA Z WŁASNYM CIAŁEM JEST SKAZANA NA PORAŻKĘ. ZAWSZE.
Restrykcyjna dieta JEST właśnie taką walką.

Nie pomagają w tym często tak zwani specjaliści, którzy wyślą naszego grubasa na dietę 1200 kcal, w porywach do 1400 kcal.
Słyszałam takie historie już sto razy – na oddziale chorób metabolicznych NFZ serwuje się pacjentom z III stopniem otyłości właśnie taki jadłospis!

Co ciekawe ostatnio dyskutowaliśmy o tym na Wilczym Stadzie i wiele osób twierdziło, że to dobrze, bo te osoby muszą schudnąć jak najszybciej. To kwestia życia i śmierci.
Czyli co? Ta sama głodówka co doprowadziła Cię do jojo i ED, osobę otyłą odchudzi? W tym przypadku to magicznie zadziała? No ciekawe.
Pół biedy, jeżeli taki pogląd pokutuje u osób postronnych, ale niestety często lekarz zapisujący taką „kurację” także jest święcie o tym przekonany! Gdyby nie był, to by nie zapisał.

A potem wraca taka kobieta na kontrolę jeszcze grubsza i płacze, że ona naprawdę się tego trzyma i naprawdę nie podjada, ale nic nie chudnie (daaa, spowolniony metabolizm), a lekarz i pielęgniarka patrzą na nią jak na wstrętnego kłamczucha.
To akurat autentyczna historia mojej podopiecznej, która dopiero gdy zaczęła jeść normalnie, schudła.

Ofiary chorób

Ostatnim kręgiem naszego piekła jest choroba. Wieloletnia nadwaga i walka z nią doprowadziły człowieka do problemów z insuliną (w tym cukrzycy), hormonalnych, z krążeniem, ze stawami i Bóg wie czym jeszcze.
To tylko szczelniej zamyka go w błędnym kole, w którym i tak już tkwi. No bo jak tu „iść się poruszać”, skoro siadają kolana, albo „jeść intuicyjnie” skoro po większości produktów skacze cukier i senność zwala z nóg? Totalna bezradność i niemoc.
Niestety to smutna rzeczywistość wielu z nas.

Jak widzisz, otyłość to nie jest taka czarno- biała sprawa, gdzie mamy winnego i proste rozwiązanie typu „jedz ostrożnie”.
Osoba otyła została oszukana na wielu polach, a na koniec pozostawiona sama sobie. I kiedy już myśli, że to dobrze, i niech się wszyscy od niej odczepią, wtedy wpada na kolejny mur niezrozumienia, tym razem przystrojony pięknym plakatem.

A jeżeli zapytasz mnie czy otyłość to zaburzeni odżywiania, odpowiem z całą mocą, że tak. Przecież efekt jaki widzimy powstał właśnie przez zaburzone odżywianie, czyli takie którego nie wymyśliła dla nas Matka Natura.

*

Dużo napisałam tu o byciu ofiarą, ale trzeba pamiętać także o jednym; otyłość nigdy nie jest wyborem, ale wyjście z otyłości już tak. Każdy może go dokonać i przestać być ofiarą.

Dobra wiadomość jest taka, że Twoje ciało Ci w tym pomoże. Ono od dawna tylko czeka na to, byś pozwoliła mu się doprowadzić do prawidłowej, genetycznie zapisanej wagi. Ono nie ma żadnego interesu w tym, by być ważyć za dużo. No bo po co?
Problem zawsze tkwił w tym, że to co robiłaś do tej pory, zmuszało je do bycia właśnie takim.

Jeżeli chcesz zrobić w końcu coś innego, pozwól, że Ci pomogę. Zajrzyj do książki Wilczo Głodna lub Super Laska, przyjdź do mnie na kurs, mentoring lub po prostu czytaj tego bloga. Wszystko co piszę, powstaje właśnie z myślą o dietetycznych recydywistkach, którą ja sama też byłam przez długie lata.

A jaka jest Twoja opinia na ten temat?

Ps. I żeby nie było, że potępiam w czambuł całą kampanię, której to twórcy mieli zapewne… dobre chęci. Czuję jednak, że muszę wziąć w obronę te Wilczyce, którym takie podejście do tematu wyrządzi więcej krzywdy niż pożytku.