Cześć Aniu,

Nasza znajomość zaczęła się jakieś 3 lata temu. Wpisałam wtedy w google „jak wyjść z bulimii” i wyskoczył mi Twój blog.
Teraz stwierdziłam, że chce się z Tobą podzielić moimi osiągnięciami, bo to też Twoje osiągnięcia

Choć od dwóch lat nie wymiotuję, to kompulsy nadal mi się zdarzały. Nie zjadłam miliona kalorii. Nie kupowałam sobie specjalnie jedzenia. Po prostu wyjadałam randomowe rzeczy w domu.

Już w sierpniu 2018 czułam się względnie normalnie. Ale nadal dużo myślałam o jedzeniu i dużo podjadałam. Potem się odrobaczyłam, o czym Ci już pisałam, co było krokiem milowym. (Przypis: Pasożyty w organizmie mogą powodować nieprzepartą ochotę na słodkie, a więc też warto się zbadać.) Jednak nadal czułam, że to nie to.

Wciąż miałam tak, że po zjedzeniu mojej ukochanej owsianki koło 9-10 już 2h potem byłam głodna i nie potrafiłam się najeść porządnie. We wrześniu, gdy zobaczyłam swój nowy plan na uczelni i się okazało, że mam codziennie na 8.00, to sobie pomyślałam, że te moje owsianki o 10 to się jakoś nie sprawdzą.

I nagle do mnie dotarło, że kurcze przez te 2 lata cały czas jestem głodna po śniadaniu i coś tu się nie sprawdza. Postanowiłam spróbować jeść tak, jak jadłam dawniej, gdy jeszcze miewałam dużo dobrych okresów. Małe, zrównoważone śniadanie (dwie małe kanapki i 2 jajka) przed wyjściem z domu i jakieś małe drugie śniadanie.

Zadziałało od pierwszego dnia! Widocznie te owsianki powodowały u mnie huśtawkę poziomu glukozy. Zabawne, że tak się upierałam przy tych późnych śniadaniach owsiankowych, mimo, że tak bardzo mi się to nie sprawdzało.

Ale! Dwa tygodnie temu miałam napad. Nagle popołudniu zaczęłam jeść i nie mogłam skończyć. Tak źle się po tym czułam!
Następnego dnia (oba te dni siedziałam większość dnia w domu) znów jakoś tak co chwilę myśli o jedzeniu. Stwierdziłam, że musiałam jakoś nie dojeść w ostatnich dniach. Przeliczyłam kalorie i faktycznie o 13 miałam dopiero 600 kalorii na koncie, a jadłam w ten sam sposób ostatnie parę dni!

Przez przypadek zaczęłam jeść rano mniej niż zwykle, bo aż tak nie głodniałam po tych nowych śniadaniach. Zaczęłam jeść trochę więcej w pierwszej połowie dnia i jak ręką odjął znów.
Bardzo się cieszę, że już na tyle ogarniam, że zamiast po kompulsie się „odchudzać”, to poszukałam przyczyny i ją znalazłam i usunęłam. Jednocześnie pokazało mi to, że gadzi nadal ma mnie na oku.

Teraz czuję się już zupełnie normalna. Przez ostatnie pół roku nie miałam też ani jednego wahania wagi. Cały czas jest stała. Cały czas się z nią dobrze czuje. Nie idealnie, ale w porządku. Potrafię się czuć piękna.

Walkę podjęłam dwa lata temu, we wrześniu. Wtedy przestałam ostatecznie wymiotować, bo chciałam wyzdrowieć dla chłopaka, z którym miałam za parę miesięcy zamieszkać.
Teraz mieszkamy razem już ponad rok, a ja się w końcu czuję zdrowa. Żyjemy naszym najlepszym życiem.

Ostatnio widziałam Twój filmik, w którym coś tam powiedziałaś na temat smutku, który się pojawia w bulimiczkach, gdy widzą, że jedzenie na talerzu się kończy i uświadomiło mi to, że już baaardzo długo nie miałam tego uczucia.
Chłopak też mnie nauczył trochę więcej luzu i elastyczności. Wychodzimy sobie czasem zjeść na miasto, czasem jakieś piwo wypijemy, a jak wracamy po całym dniu o 21:30 głodni, to jem kolację! O tak późnej porze!

Ale faktycznie. Teraz jem ile chcę i co chcę. Po prostu chce jeść, dopóki jestem głodna, a potem już nie chcę. No i zwykle chcę jeść zdrowe, odżywcze jedzonko. Tak sama z siebie, a nie że dieta każe.

Ściskam i pozdrawiam,
Kasia