• terapia

Terapia, a zaburzenia odżywiania

Oj temat kontrowersyjny. Jednak tym razem nie będę wkładać kija w mrowisko.

Jeżeli czytasz regularnie mojego bloga, to wiesz, że na temat bulimii i ED mam pogląd zupełnie odwrotny niż cały mainstream. Uważam, że bulimia to uzależnienie powstałe w wyniku długotrwałej diety, a nie choroba psychiczna. Tak jak każdy inny nałóg (alkohol, seks, narkotyki) przekształca się ono w końcu w emocjonalną protezę i pomaga radzić sobie z innymi trudnymi sytuacjami, jakie nas spotykają. Jednak jest to jego funkcja wtórna, a powstała tak, jak opisuję tu. Nikt przecież nie pomyślał sobie któregoś dnia: „Tak mi źle, że zwymiotuję”. Na początku zawsze jest kombinowanie z jedzeniem.

Jeżeli kiedykolwiek spróbowałaś „mojego” podejścia (podejścia Matki Natury i zdrowego rozsądku), wiesz że daje ono szybkie efekty. W skrócie: przestajesz się głodzić = przestajesz się objadać. Wtedy można zając się naprawianiem wszystkich innych chorych schematów, którymi kierujesz się w życiu. Robi się na to przestrzeń i czas.
No dobrze, ale co z terapią, na którą tradycyjnie, od lat wysyła się osoby cierpiące na ED? Co z lekami? Przecież niektóre z was mówią, że to działa.

Pod moim ostatnim postem pojawiły się dwa komentarze, gdzie dziewczyny opisują jak terapia pomogła im w uporządkowaniu spraw w życiu, a w efekcie w pozbyciu się Wilka. No i co ja na to?
Ja na to, że NIE PRZECZĘ. Absolutnie jestem zdania, że mądry, empatyczny terapeuta może tutaj dużo pomóc; może Cię zmotywować do zmiany, pokazać palcem jak bardzo czarno-biało myślisz, uświadomić Ci, że odchudzając się, niczego w życiu nie ugrasz, ani nie poczujesz się w żaden sposób lepiej.
W wyniku tej współpracy może nastąpić w Tobie potężna zmiana, która przekona Cię do jedzenia i….teraz czas na to co głosi, Brain over Binge, Bulimia Help Method, Eat Like a Normaln Person i także Wilczo Głodna; czyli TRZEBA JEŚĆ.
Bo bez tego nic z terapii nie wyniknie. Nic a nic.

Zgadzam się w 100% ze zdaniem Robin Noorwood, terapeutki uzależnień, autorki bestsellerowej książki o nałogu toksycznych relacji „Kobiety, które kochają za bardzo”:

„Kolejnym niepowodzeniem tradycyjnej terapii jest pogląd, że uzależnienie od substancji lub zachowania to tylko symptom, a nie podstawowy problem. To on musi być zaadresowany w pierwszej kolejności, jeżeli jakkolwiek praca nad sobą ma przynieść rezultaty. Często jest tak, że pacjent może dalej praktykować swój nałóg, podczas gdy terapia skupia się na odkryciu powodów takiego zachowania. To podejście jest absolutnie na opak i totalnie nieefektywne. Jeżeli alkoholik jest uzależniony od alkoholu, jego podstawowym problemem jest uzależnienie od alkoholu i na tym trzeba się skupić. Picie musi się skończyć, zanim inne aspekty życia zaczną się poprawiać. Szukanie podświadomych powodów picia, w nadziei że znalezienie ich sprawi, że alkoholizm ustanie, nie działa.”

Nic dodać, nic ująć.
Pamiętam, jak ja chodziłam na wszelkie terapie, na których ani słowem nie było wspominane jedzenie. Siedziałam tam i burczało mi w brzuchu z głodu, a jak tylko wracałam do domu, rzucałam się na lodówkę. Mało tego; czułam się usprawiedliwiona, bo przecież chodzę na terapię, leczę się, robię coś. Wiadomo, że to mus potrwać i nie przestanę objadać się z dnia na dzień. No to co? No to siup!

Nie rozumiałam jednej rzeczy: nawet najbardziej szczegółowa analiza życia, schematów postępowania, lęków i traum nie nałoży nikomu śniadania na talerz. Musisz to zrobić SAMA. A aby to zrobić, musisz wiedzieć, że właśnie w tym tkwi problem. A jak masz to wiedzieć, skoro nikt o tym nie wspomina?
Tego właśnie, moim zdaniem, brakuje w „klasycznej” terapii. Skupia się ona tylko na pierwszym kroku: gotowość do zmiany, ale nie mówi nic o tym JAK tę zmianę wprowadzić.
Takie są moje personalne doświadczenia oraz doświadczenia dziewczyn z którymi koresponduję, a są ich tysiące (11 000 maili na samym wilczoglodna@gmail.com).
I to właśnie od nich słyszę takie historie: Od roku, dwóch, trzech, trzynastu (moja rekordzistka) kopię wraz z terapeutą w swojej psychice. Dużo zrozumiałam, poradziłam sobie z wieloma nieprzyjemnymi rzeczami w moim życiu, stałam się lepszym człowiekiem, ale dalej nie mam zielonego pojęcia jak jeść.

Często też słyszę, że terapeuci odmawiają wręcz rozmowy o jedzeniu, twierdząc że to tylko przykrywka prawdziwego problemu (tak jak to było u Ani). Wynika to ze wspomnianego wyżej przekonania, że jak tylko znajdziesz przyczynę bulimii (na przykład przed czym uciekasz w jedzenie), to problem rozwiąże się sam.
I ja, tak samo jak Robin Norwood, buntuję się przeciwko temu podejściu. No bo JAK to się niby ma stać, skoro jesteś przekonana, że 1600 kcal to odpowiednia dawka dla dorosłej osoby?
A przecież taki komunikat jest wszechobecny. Dziewczyny są autentycznie zdziwione tym, że powinny jeść minimum 2000 kcal! Że w ogóle mogą jeść jak normalny człowiek i nie przytyć.
Ok, pewnie bywają też terapeuci, którzy zdają sobie z tego sprawę i mówią to swoim pacjentkom. Chwała im za to i oby było ich jak najwięcej!
Często jednak niestety słyszę historię, że ktoś latami szukał traumy, której nie było, albo dowiedział się na koniec, że „symbolicznie rzyga na całe zło tego świata”. No dobrze, ale co dalej?

Po raz kolejny proszę; nie zrozum mnie źle. Nie potępiam w czambuł wszystkich terapeutów jak leci. Potępiam niedorzeczne metody – bez względu na to, kto je poleca. Jak dla mnie mogą one pochodzić od samego papieża, ale jeżeli są bez sensu to nic tego nie zmieni.
Leków jako takich także nie potępiam. Kilka moich podopiecznych osobiście wysłałam do psychiatry, bo podejrzewałam u nich depresję, albo inne poważne problemy. Sama miałam kilka przypadków depresji w rodzinie i wiem jakie to niebezpieczne.
Ale znowu: leki pomogą Ci podnieść nastrój, czy pozbyć się lęków, ale nie włożą Ci magicznie kolacji do buzi.

Ja także, jak wiele z was, byłam na lekach. Dostałam je w 2000 roku, pod koniec dziesięciominutowej wizyty u psychiatry. To była totalna pomyłka, już nie wspominając o tym, że leki były na obniżenie apetytu! Efekt był taki, że nie chciało mi się jeść do 16stej, a potem włączał się instynkt samozachowawczy, który mnie do tego jedzenia zmuszał i zaczynał się atak żarcia.
Poza tym dostałam radę: Jeżeli chce Ci się jeść, zamiast tego wypij szklankę wody z cytryną. Miałam wtedy zaledwie 16 lat, a słysząc to, nabrałam przerażającej pewności, że w takim razie nikt mi nigdy nie pomoże.
Niestety czytam tę historię codziennie na nowo; dziewczyny na lekach tak silnych, że przesypiają pół dnia, a przez drugie pół… są na Dukanie, Dąbrowskiej czy innym dietetycznym wynalazku. (Nie mam nic przeciwko Dąbrowskiej jako takiej, ale to nie jest dieta odchudzająca, a już na pewno nie rozwiązanie dla ludzi z ED).

Chcę tutaj zapewnić, raz i na zawsze, że NIE JESTEM przeciwnikiem terapii. Dowód? Sama niedawno odbyłam takową – od sierpnia do października 2017.
Miałam bardzo ciężką sytuację rodzinną i nagle straciłam kilka punktów oparcia w moim życiu. Poczułam, że muszę pilnie udać się po pomoc.
Zgłosiłam się do terapeutki online. Nasze cotygodniowe sesje były dość intensywne. Pomiędzy nimi miałam różne zadania domowe, które chętnie wykonywałam.
Bardzo dużo mi to dało. Poza rozwiązaniem podstawowego problemu, z jakim się zgłosiłam, zrozumiałam także jak wiele duchów z przeszłości niepotrzebnie ciągnę za sobą.
Zrobiłam porządek z moim stosunkiem do rodziców, z moimi napadami złości, które miałam od zawsze (tak, tak) i wieloma innymi ważnymi sprawami. Przekonałam się, że na wiele rzeczy mogę wpłynąć, a nie że „tak mam” i koniec. Przewartościowałam także kilka niezmiernie istotnych spraw.
Jakość mojego życia bardzo się poprawiła i z całą mocą mogę powiedzieć, że stałam się bardziej świadomym siebie i zadowolonym człowiekiem. Jestem za to bardzo wdzięczna mojej mądrej terapeutce.
Po tych, nareszcie pozytywnych doświadczeniach, polecam terapię KAŻDEMU. Zawsze znajdzie się coś, nad czym można popracować i uczynić życie łatwiejszym.

Niemniej jednak podkreślam, że jeżeli chcesz wyciągnąć się z bulimii czy kompulsywnego objadania, sama terapia, bez idących za nią zmian w jedzeniu, niczego nie załatwi. Zgadasz się ze mną?

Napisz mi proszę co sądzisz i jakie są Twoje doświadczenia. Uczmy się od siebie nawzajem.

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2018-01-26T15:51:40+00:0026 Styczeń, 2018|Kategoria: Bulimia i kompulsy|Tagi: , , , |

34 komentarze

  1. Lenka Styczeń 26, 2018 w 4:17 pm - Odpowiedz

    Aniu ty piszesz ze na poczatku wychodzenia z ed jest jedzenie ok rozumiem to tylko ze ty piszesz zeby jesc co 3 godziny itd a ja jestem czesciej glodna i jestem wychudzona to mam co chwile jesc czy co 3 godziny… Nie chce zeby sens mojego zycia polegal na tym by co chwile byc przy lodowce a z drugiej wiem ze mam co najmniej z 15 kg do przytycia tylko ze ledwo cos zjem a zaraz bym cos dolozyla albo wypila….

    • Gabakulka Styczeń 27, 2018 w 11:53 am - Odpowiedz

      Ania napisała o tym post wcześniej, jeść co 3 godziny mają osoby, które mają nadwagę. Ty nie masz emocjonalnego głodu, możesz częściej dopóki nie dojdziesz do odpowiedniej wagi. Wtedy wprowadź jedzenie co 3 godziny

    • Dorka Styczeń 28, 2018 w 6:50 pm - Odpowiedz

      Witaj Linka mam tak samo, wychodzę z dość sporej niedowagi już w ciągu miesiąca przytyłam 5kg jestem ciągle głodna jem co chwilkę, boję się że to się przerodzi w kompulsyw, ale obecnie nie potrafię nad tym zaponaowac

      • Agata Styczeń 28, 2018 w 9:33 pm - Odpowiedz

        Miałam dokładnie tak samo i po dojściu do prawie prawidłowej wagi to ustaje. Jedzenie staje się jedną z wielu codziennych czynności. Nie jedyną i nie siedzi juz aż tak w głowie.

  2. Joanna Styczeń 26, 2018 w 4:18 pm - Odpowiedz

    Podpisuje się rękami i nogami!
    U mnie wymioty skończyły się w październiku 2015 (blog i grupa na FB bardzo mi pomogly/). Na terapii wylądowałam 2 miesiące później, bo prawidłowe jedzenie pozwoliło w końcu zobaczyć prawdziwe problemy i życie stało się nieznośne. I tak mogłam mając bulimię ze sobą mogłam pracować nad całą resztą. Skończyłam w lutym, rok temu i śmiało powiem, że 2017 to był najwspanialszy rok mojego 30 letniego życia :)) wszystkie wcześniejsze terapię prowadzone kiedy bulimia szalała na całego to było wielkie nieporozumienie które ani nie naprawiało życia – bo zwyczajnie go nie miałam, ani nie „leczylo” z bulimii.

  3. Justyna Styczeń 26, 2018 w 4:28 pm - Odpowiedz

    Masz rację. Mi roczna terapia pomogła na wiele rzeczy, ale nie na ed. To sprawdza się po wyjsciu z zaburzen. Takie mam zdanie.

  4. Karolina Styczeń 26, 2018 w 6:12 pm - Odpowiedz

    Chodziłam na terapie na której słyszałam to o czym doskonale wiem – a wiec do czego prowadzą wymioty, ze nie pozbywam się całego jedzenia , jak powinnam jeść , ile , co itp. Oczywiście ze wszystkiego doskonale zdawałam sobie sprawę, niekiedy miałam przekonanie ze mam większa wiedzę na temat zdrowego odżywiania niż sama terapeutka bo ten temat miałam opanowany do perfekcji . Jej porady zeby przeczytać książkę lub posłuchać muzyki .. No super naprawdę ale jeśli osoba mająca bulimię kilka lub naście lat tylko i wyłącznie wyjdzie z tego sama . I takie tez były słowa mojej terapeutki na ostatnim spotkaniu , ze na ten moment jej rola się kończy przekazała mi wiedzę na temat zdrowego i mądrego jedzenia a to co ja z tym zrobię należy TYLKO do mnie . Z bulimii nie wyszłam . Mam wrażenie ze wiele osób myśli ze terapia to dotknięcie magiczna różdżka i nagle po kilku tyg gadania wyjdziemy zdrowe niestety nic bardziej mylnego , jeśli same nie weźmiemy się w garść nikt nas z tego nie wyciągnie …

  5. Agnieszka Styczeń 27, 2018 w 6:27 am - Odpowiedz

    Moje doświadczenia z terapiami było identyczne. Terapeuci, były to wykwalifikowane, empatyczne osoby, głównie lekarze z doświadczeniem. Jednak wszyscy zapomniał o jednym o tym, że mam problem z jedzeniem. Na każdej z przebytych terapii musiałam opowiadać o relacjach przeszłych obecnych itd. A nikt z nich nie pytał, jak jej, jak sobie z tym radzę. A nie radziła sobie. Wprost, jakby był to temat tabu. A ja aż miałam ochotę krzyczeć, tak tego potrzebowałam. Gdy nieraz odważył się, a to nie było łatwe, że chcę o tym właśnie mówić, najczęściej dostawałam namiar na dietetyka. A ja nie chciałam, żadnej diety. Jadłam zawsze i to powyżej zapotrzebowania i na tym polegał problem. Mam tylko nadzieję, że Twojego bloga czytają też terapeuci i będą potrafili zmienić swoje praktyki. Wtedy jest szansa, że ich pomoc stanie się w końcu realna. Na myśl, że miałabym znowu iść na terapię i opowiadać o tym co mi się stało w dzieciństwie … o … nie … a jeżeli właśnie coś się kiedyś stało … To conajmniej pierwszy rok terapii, z każdym, tylko tym chcieli się zajmować, bo przecież problem jeszcze nie przepracowany, a o jedzeniu nic. Objawy się nasilały. Mówisz to, że jest gorzej z jedzeniem i słyszysz, że to normalne bo pracujesz nad przeszłością. .. efekt przerywana trapia, bo masz dość i z przerażenia, że jest gorzej niż przed … moja rada … Terapeuci zaczynajcie od uczenia nas właściwych nawyków żywieniowych i pytajcie o czym chcemy mówić, a z czasem wprowadzające też inne elementy. ..

  6. M Styczeń 27, 2018 w 7:14 am - Odpowiedz

    Moja psychoterapeutka na jednej z pierwszych wizyt powiedziała, że nie będziemy rozmawiać o jedzeniu, bo to tylko skutek innych problemów. No i nie rozmawiałyśmy. A ja trzymałam się moich 1500 kcal i średnio 2 razy w tygodniu z nawiązką odrabiałam braki pustosząc lodówkę.

  7. Lena Styczeń 27, 2018 w 9:58 am - Odpowiedz

    Aniu, trafiłam na Twojego bloga jako jedna z pierwszych. Zaburzenia odżywiania miałam już wtedy za sobą, ale tak ważnym odkryciem było dla mnie to, o czym mówiłaś głośno jako jedna z nielicznych osób w Polsce (a prawdopodobnie jedyna). Twoje poglądy na przyczyny ED i skuteczność terapii wpisują się dokładnie w to, do czego sama powoli doszłam. Akurat niedawno opisałam to w artykule dla magazynu Szajn, pozwoliłam sobie nawet wspomnieć o tym, jak ważne było dla mnie odkrycie Twojego bloga: https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=2006649882684444&id=1577804395568997

    Pozdrawiam Cię serdecznie!!

  8. Klaudyna Styczeń 27, 2018 w 3:48 pm - Odpowiedz

    Ja jestem terapeutą. Z bulimią żyłam przez lata. W tym czasie przeszłam terapię własną. Rozwinęłam się, zrozumiałam wiele spraw. Z jedzeniem nic się nie zmieniało.
    Teraz wiem, ze to była pułapka. Wyjaśnię:
    Chodzenie na terapię podczas której zajmujemy się przyczynami naszych emocjonalnych problemów jeśli jednocześnie głodzimy się i objadamy na zmianę, przypomina sprzątanie podczas huraganu 😉

    Jednocześnie jeśli nie pochylisz się nad swoim wnętrzem, swoimi emocjami, nawet gdy ogarniesz temat zaburzeń odżywiania, to szybko wpakujesz się w inne bagno. Taki paradoks:) Ale wszystko ma swój czas.

    Rozumiem to tak:

    Praca z emocjami, która polega na refleksji i wglądzie w siebie. Nie jest możliwa jeśli podstawowe potrzeby nie są zaspokojone. Kiedy podstawowy rytm twojego ciała jest zaburzony. Kiedy nie potrafisz jeść, czyli jednej z najbardziej pierwotnych, podstawowych rzeczy przynależnych do bycia człowiekiem. Jesteśmy takimi istotami, które są skłonne do refleksji, ale nie w momencie gdy sufit wali się na głowę. To tak jakbyś pojechała do Afryki i zagłodzonym dzieciom, na dzień dobry, serwowała psychoterapię. One tej psychoterapii potrzebują, bez wątpienia.Potrzebują tego, by poradzić sobie z piekłem, przez które przeszły. Ale przede wszystkim potrzebują jeść. Psychoterapia w piekle nie ma racji bytu.
    Inny przykład: osoba po wypadku komunikacyjnym – połamane kości, krew, ból, szok. Jak można jej pomóc? Czy Pogotowie przyjeżdża z psychoterapeutą na pokładzie, których chce z nią rozmawiać o emocjach i relacjach? No nie… Psychoterapia i tutaj będzie potrzebna, by przepracować tę traumę. Kiedy kości się już pozrastają.
    Doświadczenie bulimii czy innych zaburzeń odżywiania samo w sobie jest traumatyczne. To doświadczenie trzeba uleczyć. Nie ważne nawet co spotkało cię wcześniej. Jeśli głodziłaś się, objadałaś, nienawidziłaś siebie, doprowadzałaś do tego, że twoje życie waliło się z powodu jedzenia – to jest wystarczający materiał na psychoterapię. Trzeba będzie posprzątać po tym huraganie. Oczywiście, jeśli masz na to ochotę i chcesz żyć pełniej. Ale nie ma takiego obowiązku. Bo i tak jesteśmy doskonałe. Takie, jakie jesteśmy. Da się to zrozumieć, jeśli nie jest się głodnym;)

    • Patka Styczeń 30, 2018 w 7:44 am - Odpowiedz

      Zgadzam się w 100%. Jako zaburzona przez 19 lat. Nawet , na samym początku kariery bulimicznej, wylądowałam w szpitalu gdzie bardzi chętnie rozmawiano że mną o mamie, takie, bracie, a nawet dziadkach, umieszczając mnie jednocześnie w pokoju z anorektyczkami(Ja wtedy miałam fazę podwójnego balona, więc te szkielety już prawie nie chodzace były dla mnie bohaterkami, których silna wolę niejedzenia podziwialam). Poza tym dostałam dietę pt. Gotowane na parze chude biusty kurze + surówki bez niczego. A do tego mogłam sobie urządzać spacery po mieście, z których ochoczo korzystałam, zaopatrujac się w hipermarketach w pięknie opakowane pseudojedzenie. Tak pięknie spędzone dni często konczylam z głową w kibelku pod czujnym okiem personelu szpitalnego. Podczas ponad miesięcznego pobytu przytylam jeszcze więcej i nadal nikt mi nie powiedział jak mam zacząć jeść. Za to dowiedziałam się że muszę odseparowac się od rodziny i wtedy będę happy. Dodam, że jednocześnie zaliczalam głębokie czarne doly na przemian z kolorowymi gorkami, czego nikt z fachowców nie zatrybil. Wszystko to oczywiście było wynikiem wzajemnego oddziaływania. Ale po tylu latach zaburzeń wszelakich i doświadczeniu z większością diet tego świata, wiem, że zaczyna się od podstaw i uporządkowania ciała, żeby później zabrać się za psyche. Pozdrawiam Was wszystkie i wyjdziecie z tego, tylko uwierzcie, że możecie:)

  9. Anna Styczeń 27, 2018 w 8:06 pm - Odpowiedz

    Nie mam klasycznej bulimii, nie portrafię wymiotować, robię coś gorszego- żuję i wypluwam jedzenie. „Odchudzam się” od 9 lat, z ” nałogiem” walczę od 7. Boję się przytyć, całą swoją wartość przekładam na kilogramy. Im ich mniej tym wartość większa. Nienawidzę tego, a jednocześnie nie potrafię się od tego uwolnić, uspokokajam się a po całej „akcji” dręczą mnie wyrzuty sumienia i tak w kółko. Nie wien czy to się kiedyś skończy.

    • Marta Luty 2, 2018 w 8:53 am - Odpowiedz

      Czy gorszego? Konsekwencje bulimii lub objadania bez przeczyszczania są chyba gorsze i bardziej obrzydliwe, co niestety znam z doświadczenia. Post o Twoim nałogu chyba również pojawił się u Ani 🙂

      Pozdrawiam i życzę, żebyś odnalazła moc do wyjścia z tego 🙂

  10. Pati Styczeń 28, 2018 w 8:19 am - Odpowiedz

    Bulimia jak każda choroba „uzależnieniowa” ma swoje stadia. Są dziewczyny, które wymiotują kilkanaście razy dziennie i są takie, które to robią raz na dzień czy tydzień. To w jakim stadium jest choroba i z jakim nasileniem przebiega (nie u każdej z nas przecież tak samo!) ma duże znaczenie w kontekście dopasowania metody leczenia. Moim zdaniem do tego problemu należy podchodzić holistycznie i potrzebna jest współpraca kilku lekarzy poczynając od internisty, po dietetyka a kończąc na terapeucie i grupach wsparcia. Czy w Polsce jest to powszechne zjawisko? Nie. Nie ma na to pieniędzy to przede wszystkim. Na to nakłada się brak wiedzy i doświadczenia niektórych specjalistów i to też jest poważny problem. Ale metody terapii ciągle ewoluują, są nowe badania i w tej dziedzinie naprawdę duże się dzieje więc nie warto opierać swojego zdania o terapii jeśli doświadczałyście jej kilkanaście lat temu. Dla mnie ten „spór” o sensowność terapii i to co jest ważniejsze objaw czy przyczyna to konflikt typu co było pierwsze jajo czy kura. Każda z nas jest w innej sytuacji i to do tej sytuacji powinna być dopasowana droga leczenia.Jeśli zaburzenie szaleje i ciało już nie daje rady to oczywistym jest, że najpierw trzeba się z nim uporać ale potem jak już się stan zdrowia uspokoi można pomału ale z mega dużym wysiłkiem dojść do tego etapu by zobaczyć skąd to wszystko się wzięło, a nie wzięło się przez dietę.
    Terapeuta nie jest bogiem to też człowiek tak jak każdy z nas. Wiele osób mówi że terapeuci są do „bani” że nie rozumieją ich i całą za to odpowiedzialność zrzucają na tego człowieka a na pytanie czy powiedziałeś/powiedziałaś jakie masz pretensje/zarzuty/zdanie wobec przebiegu terapii odpowiadają że nie! Po prostu przerywają terapię – jest to łatwe rozwiązanie ale niedojrzałe. My też jesteśmy w tym procesie i tez bierzemy za niego odpowiedzialność w jakimś stopniu. Jeśli nie mówimy o tym co nas boli naprawde, nie „krzyczymy” w gabinecie że chcemy o tym i o tym rozmawiać albo poprzestajemy na tym że terapeuta powiedział że nie będziemy rozmawiać o jedzeniu to jak mamy dalej pójść z tematem?

  11. B Styczeń 28, 2018 w 4:20 pm - Odpowiedz

    Gdyby ktoś się jeszcze wahał, czy spróbować metody Ani, niech prześledzi komentarze (w tym mój) i spróbuje, warto.

    Dwa miesiące temu w jednym z Twoich wpisów trafiłam na słowa (parafrazując) „Spróbuj, co ci szkodzi, najwyżej nie sprawdzi się i będziesz mogła wrócić do tego, co tak dobrze się sprawdza – głodówki i objadanie. W tę samą noc przeczytałam większość Twoich wpisów od deski do deski i spróbowałam.
    Na początku zapisywałam każdą spożytą porcję (wyrzuciłam z głowy nazwę „posiłek”), ale tylko mnie to nakręcało na myślenie o jedzeniu, a kalkulator i tak mam w oczach, więc spróbowałam bez. Na początku było ciężko, bo puchłam, bo przez większą ilość jedzenia brzuch był wiecznie ogromny, a jelita padły po ponad 10 latach głodu, kompensacji i zmuszania ich do pracy środkami przeczyszczającymi. Psychika też siada (bo ‚na pewno z dnia na dzień skoczę o kilka rozmiarów w górę i ogólnie już powinnam zacząć zamawiać ubrania tylko z internetu’ ;)). Wpadki były – chyba dwie, ale nie dałabym sobie ręki uciąć, bo pierwszy raz nie starałam się ich odpracować. Po miesiącu złapałam się na tym, że już nie pamiętam, kiedy szukałam sobie okazji do objedzenia się. Po dwóch się rozpłakałam, bo codziennie chodzę do toalety – i to nie po to, żeby wymiotować. Śmiać mi się chce i płakać, że po dwóch miesiącach jedzenia 2-2,5 tys. kilokalorii jestem równie szczupła (a nawet szczuplejsza), co po katowaniu się 1/4 tej ilości. Nadal nie powiem, żebym była fanką siebie i swojego ciała, przede mną długa droga. Wyjście z bagna i uciszenie wilka nie rozwiąże innych problemów, ale pozwoli mieć siłę, żeby z nimi walczyć.
    Dziękuję.

    • Marta Luty 2, 2018 w 9:02 am - Odpowiedz

      Gratuluję! Trzymam za Ciebie kciuki 🙂
      Powiesz coś więcej o jelitach? Ja chyba też zniszczyłam sobie ich zdrowie, boję się badać, kupiłam mocny probiotyk i czekam, chcę sprawdzić, czy gazy i inne nieprzyjemności staną się mniejsze.

      W dodatku 3 miesiące temu rzuciłam mięso i większość nabiału, jem więcej owoców i warzyw oraz strączkowych, co prawdopodobnie potęguje to, co dzieje się w jelitach.

      • B Kwiecień 12, 2018 w 7:07 pm - Odpowiedz

        dopiero przypadkiem natrafiłam na komentarz – dziękuję! Z brzuchem wciąż mam problemy – bywa, ze przez dwa tygodnie jest OK, ale tylko zjem coś dziwnego, do czego jestem nieprzyzwyczajona i mecze się kolejny tydzień ze wzdęciami. Mimo to liczę, ze z czasem się unormuje, bo i one widzę, ze są o wiele mniejsze. Priobiotyk tez brałam, wydaje mi się, ze pomógł. Mieso i owoce jem, warzywa także (nawet brokuły, fasolkę i pochodne, bo jako dziecko nie miałam z nimi problemu i staram się tego trzymać). Próbowałaś siemienia lnianego? Kisiel z dwóch łyżek działa cuda na czczo już po tygodniu, dwóch.
        Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło!

        • B Kwiecień 12, 2018 w 7:14 pm - Odpowiedz

          probiotyk*

  12. Katarzyna Styczeń 28, 2018 w 5:11 pm - Odpowiedz

    Aniu ja trochę nie w temacie ale chciałam o cos zapytać.
    Jak skończę jeść i wiem że to już koniec posiłku to ogarnia mnie wielki smutek, że to już koniec posiłku, że już nie mogę zjeść więcej bo się najadłam, że teraz trzeba czekać dopiero aż pojawi się głód i tak kurde smutno mi strasznie z tego powodu.
    Czasem w mojej głowie są myśli typu „jest dobrze wytrzymałam kolejny dzień” takie poczucie że się trzymam, tak czuję że coś mnie omija, że czegoś mi brakuje a ja w tym wszystkim jakoś „wytrzymuje”, że z jednej strony chciała bym zjeść więcej ale z drugiej po co jak już się najadłam i taki mi się przykro robi.
    Jem odpowiednio bez restrykcji, więc nie wiem właśnie jaki może być powód tego wszystkiego.

    • Wilczo Glodna Styczeń 29, 2018 w 1:18 am - Odpowiedz

      Umierający nałóg. Pisałam o tym kiedyś w poście „Po czym poznam, że jem kompulsywnie” Przeczytaj kochana.

      • Katarzyna Styczeń 29, 2018 w 5:26 pm - Odpowiedz

        „Umierający nałóg” – Aniu nawet nie wiesz jakiego pozytywnego kopa dały mi te słowa 🙂
        Mój nałóg umiera! Nareszcie 🙂

        • Marta Luty 2, 2018 w 9:02 am - Odpowiedz

          Ha, cudowne! 😀

  13. Edyta P. Styczeń 28, 2018 w 6:57 pm - Odpowiedz

    Kasia ja mam dokładnie tak samo..ale wierze,że stosunek do jedzenia może się zmienić,że zacznie być paliwem a nie sensem życia.Co do terapii to byłam na jednej i pomogła w niektórych sprawach,ale objadam się dalej.Jedno wiem na 100%-wtedy jadłam stanowczo za mało..

  14. Ania Styczeń 28, 2018 w 9:27 pm - Odpowiedz

    Przeszłam bardzo intensywną terapię – psychodynamiczną, 5 razy w tygodniu. Mam za sobą też 2 terapie indywidualne, które trwały po 1.5 roku. Wiem sporo o sobie, o mechanizmach, mam dużą samoswiadomosc. Bardzo. Dzięki terapiom.
    Nikt jednak nie powiedział mi jak mam nauczyć się jeść.
    Ciągle emocje, emocje, emocje… A ja sie balam po rystrykcyjnych dietach zjeść normalny obiad, nie wyliczony, na zwyklym oleju slonecznikowym a nie kokosowym.
    Nikt mi nie powiedział jak mam sobie poradzić z obsesja jedzeniową, planowaniu ciągłym posiłków, myśleniu tylko o jedzeniu i dostosowywaniu życia pod jedzenie.
    Nikt nie zapytał mnie co jem w ciągu dnia i ile.
    Nikt nie pomógł mi z moimi chorymi przekonaniami, że na sniadanie musi byc posiłek bialkowo tluszczowy, nie weglowodanowy. Chcialabym zjesc owsianke na pierwszy posilek albo chociaż kromkę do tej ciaglej jajecznicy…. ale nie mogę, nie umiem. Takie niby proste – a takie trudne.
    Znam swoje emocje, wiem co wypelniam jedzeniem, co zajadam …. rozpracowalam to.
    Niby nie mam napadow tak często, niby normalnie żyje – ale potwor jedzeniowy ciagle we mnie. Nie umiem normalnie jeść, ciagle wydaje mi sie ze za duzo jem, ciagle ta presja w glowie ze przytyje.
    Niby normalne życie – a ciągła walka.
    Myślę o wizycie u psychodietetyka. Wolałabym byc na rystrykcyjnej diecie, wiedziec ile moge zjeść, kiedy i co i miec spokojna głowę – moge glodowac, moge jesc ciagle kurczaka … ale wiem, ze nie przytyje.
    Nie mam intuicji jedzeniowej. Nie znam uczucia najedzenia… ile bym nie zjadla to jestem glodna. Zaburzone łaknienie.
    Czasem mam juz dość tego zmagania… niezrozumienia. czasem sie poddaje.

    • Ceep Calm Luty 11, 2018 w 12:40 pm - Odpowiedz

      Aniu, spokojnie, mam dziś ogromny głód, tak jak Ty to opisujesz. U mnie to, że zjem, a za chwilę znów jestem głodna, wynika z tego, że zrobiłam sobie ujemny bilans energetyczny przez ćwiczenia na czczo.
      I co teraz mam zrobić? Nic szczególnego, zachowuję spokój i jem, wszystko pozostawiam naturze. Jestem głodna–> jem. I tyle. Nawet do głowy mi nie przyjdzie, żeby się poddać. Tak daleko zaszłam, że nie mam zamiaru cofać się.
      Mój organizm mówi mi sam ile jedzenia, ile kcal potrzebuję i tyle. To zdrowy rozsądek 🙂
      Jestem spokojna i bezpieczna. Wiem o tym.
      A z nałogu wyszłam dzięki Pani Ani i jej cyklowi postów „jak jeść normalnie”. Tam jest m.in. o tym, jak nauczyć się jeść, o tym, że każdy ma swoją idealną, zaprogramowaną wagę i o tym, że właśnie nasz organizm sam wie ile ma jeść.
      Dlatego Ty również zachowaj spokój, myśl pozytywnie i polecam gorąco cykl tych postów.
      https://wilczoglodna.pl/jak-jesc-normalnie-odchudzanie/
      Mocno ściskam i jestem z Wami całym sercem. Wierzę w Was!

  15. Asia Luty 1, 2018 w 8:25 pm - Odpowiedz

    Najmądrzejsze podejście do leczenia bulimii i terapii z jakim się spotkałam! Dzięki Aniu, nie chcę zapeszać, ale u mnie chyba coraz lepiej 🙂 Na razie tyle, ale to dzięki tobie, bo ty uświadomiłaś mi istotę problemu.

  16. psycho Luty 6, 2018 w 8:03 pm - Odpowiedz

    dużo zależy od tego na jakaiego terapeutę trafisz… Ja jestem psychoterapeutą i zawodowo interesują mnie tematy, o których piszesz. Uważam, że taka terapia ma sens jeśli trafisz do osoby, która specjalizuje się w takich przypadkach i ma duże doświadczenei w tak delikatnym temacie. Są przecież kursy tego typu http://www.fundacja-wroclaw.org/kursy/modul-terapia-zaburzen-odzywiania-sie-poznan-51, które poruszają szczegółowo temat terapii osób z zaburzeniami odżywiania.

  17. Kamila Luty 7, 2018 w 11:00 pm - Odpowiedz

    Czytając Twoje wypowiedzi i artykuły mam wrazenie ze twoja choroba nigdy nie istniała a znalazlas sobie latwy i prosty sposób na zarobek. Przepraszam, ale również chorowalam dlugie lata i czytajac wypowiedź że bulimia to nie zaburzenie a uzaleznienie gorszej glupoty przeczytac nie moglam.
    Weszlam na Twoją stronę przez przypadek, ale to jest az przykre że osoba ktora przeżyła podobno 15lat walki z zaburzeniami odżywiania zarabia na pomocy innym.

    • Wilczo Glodna Luty 8, 2018 w 12:28 am - Odpowiedz

      Kochana, to zostań na dłużej i poczytaj co mam do powiedzenia. Potem oceń.

  18. Ceep Calm Luty 11, 2018 w 12:41 pm - Odpowiedz

    Aniu, spokojnie, mam dziś ogromny głód, tak jak Ty to opisujesz. U mnie to, że zjem, a za chwilę znów jestem głodna, wynika z tego, że zrobiłam sobie ujemny bilans energetyczny przez ćwiczenia na czczo.
    I co teraz mam zrobić? Nic szczególnego, zachowuję spokój i jem, wszystko pozostawiam naturze. Jestem głodna–> jem. I tyle. Nawet do głowy mi nie przyjdzie, żeby się poddać. Tak daleko zaszłam, że nie mam zamiaru cofać się.
    Mój organizm mówi mi sam ile jedzenia, ile kcal potrzebuję i tyle. To zdrowy rozsądek 🙂
    Jestem spokojna i bezpieczna. Wiem o tym.
    A z nałogu wyszłam dzięki Pani Ani i jej cyklowi postów „jak jeść normalnie”. Tam jest m.in. o tym, jak nauczyć się jeść, o tym, że każdy ma swoją idealną, zaprogramowaną wagę i o tym, że właśnie nasz organizm sam wie ile ma jeść.
    Dlatego Ty również zachowaj spokój, myśl pozytywnie i polecam gorąco cykl tych postów.
    https://wilczoglodna.pl/jak-jesc-normalnie-odchudzanie/
    Mocno ściskam i jestem z Wami całym sercem. Wierzę w Was!

  19. Katarzyna Marzec 10, 2018 w 9:12 pm - Odpowiedz

    cześć! cierpiałam na binge eating ponad 2 lata. napady miałam bardzo regularne – 1 a na nawet 2 razy w tygodniu. trafiłam na terapię, która nic nie dała (mi dała bardzo dużo, ale nic nie pomogła w kwestii napadów obżarstwa). uważam, że przyczyną moich napadów były diety. głodzenie się, potem rzucanie na jedzenie i powrót na dietę. dopiero po roku terapi dostałam skierowanie do psychiatry, który przepisał mi tabletki revia (naltrekson, w polsce znany jako adepend). proszę nie mylić tylko zastosowania z tzw. terapią w niskich dawkach!!! naltrekson jest substancją pomocniczą w leczeniu alkoholizmu i wykazuje bardzo dobre działanie w leczeniu bulimii i binge eating. mi ten lek pomógł od razu. po ok. roku odstawiłam go zupełnie. od prawie dwóch lat nie mam ŻADNYCH napadów obżarstwa. rozumiem, że Pani strona jest swego rodzaju reklamą własnych usług, ale proszę nie usuwać mojego komentarza. na swoim przykładzie przekonałam się, że jest skuteczna możliwość leczenia tego zaburzenia i jeśli są wśród Pani czytelników osoby, które od wielu lat walczą z binge to może warto spróbować takiej formy leczenia. pozdrawiam

  20. Agnieszka Sierpień 13, 2018 w 5:27 pm - Odpowiedz

    Co jeżeli nigdy nie stosowałam diety i nigdy się nie głodzę…

  21. […] też o tym pisałam milion razy. Całe moje podejście zawiera się w tym poście: https://wilczoglodna.pl/terapia-a-zaburzenia-odzywiania/ Ja nie neguję nic z tego co mówisz. Wiem, że niektórym […]

Zostaw komentarz