Dopóki nie nauczymy się kontrolować Wilka, będziemy go zabierać ze sobą wszędzie; do szkoły, pracy, na wakacje, do naszego związku i w końcu do łóżka też.
No właśnie, jak to jest? Czy jakakolwiek intymna relacja jest możliwa w takim dziwnym trójkącie?
Coraz częściej przekonuję się, że wasze doświadczenie w tym względzie, jest bardzo podobne do mojego.
Piszecie mi: Nie wyobrażam sobie, ze ktoś miałaby mnie tknąć…

I powiem wam, że czułam się dokładnie tak samo. Gdy byłam w najgłębszej bulimicznej otchłani, nie było mowy o jakimkolwiek seksie. Ba! Nawet dotykanie nie wchodziło w grę – czułam się gruba, ciężka i odrażająca. Nie chciałam kalać partnera moim ciałem.
Okropne prawda? Na samo wspomnienie mam ciarki.
Wszystko zmieniało się o 180 stopni, gdy popadałam w okresy głodzenia się; czułam się tak silna, pewna siebie i taka pusta w środku. Chciałam więc, żeby ktoś mnie wypełnił, nadał mi sens i formę. To było też zupełnie fizyczne odczucie. Chciałam zagłuszyć się drugim człowiekiem.
Dlatego „wynagradzałam” wszystko mojemu partnerowi; kupowałam fikuśną bieliznę, ubierałam się wyzywająco, organizowałam wieczory przy świecach. Było mi wszystko jedno czy on tego chciał czy nie. Ja tego chciałam!
Może czułam podświadomie, ze ten dziki haj na głodzie zaraz się skończy i znowu pogrążę się na długo w ciemność. I znowu: „Zgaś, światło, nie patrz na mnie i precz z łapami!”

Był także czasy, gdy byłam singielką. I działo się dokładnie to samo. W okresach „grubych” siedziałam w domu, pogrążona w depresji. W okresach „chudych” szalałam na imprezach upojona alkoholem i własną mocą nad sobą.
Z chęcią rzucałam się przelotne romansiki, romanse. Dawałam się podrywać, obściskiwać i całować…
Bez potwierdzenia ze strony mężczyzn, że jestem atrakcyjna i godna pożądanie, w ogóle tego nie czułam. Musiałam ciągle przeglądać się w ich oczach, jak w lustrze. Bo w swoim własnym lustrze, nie widziałam kobiety.
Widziałam obiekt, który ma tu za dużo, tam nie równo, a tu za mało. Wybrakowaną rzeczą, którą trzeba zmienić: skatować, zagłodzić, a najlepiej odessać z tych „pokładów” tłuszczu (Sprawdzałam nawet ceny takiego zabiegu, na szczęście nie było mnie na niego stać.)
Kobietą czułam się tylko wtedy, gdy nieznajomy obserwował jak zalotnie zaciągam się papierosem, a potem podchodził i pytał czy się czegoś napiję. To smutne, ale i śmieszne; ja wystrojona jak choinka, królowa świata – głodna i chuda, z przyzwoleniem kiwam głową i powoli mówię; Jasne, wódka z colą light.
A pod tą całą maską pewnego siebie wampa, pod perfekcyjnym makijażem i dopasowaną kreacją, kryła się przerażona, zaszczuta dziewczynka.

Wiele lat potem zrozumiałam, że muszę się nią zaopiekować. Ona ciągle czeka na mnie, taka bezbronna i zapłakana. Muszę zaopiekować się sobą samą! To takie proste, ważne odkrycie…
Dałam sobie miłość, uwagę i przestałam się bać.
Teraz jestem prawdziwą kobietą i odkryłam, że to wcale nie oznacza, noszenia dopasowanych dżinsów, wypinania tyłka i obserwowania spod rzęs, czy ktoś patrzy. To oznacza zamieszkanie na 100% w swoim kobiecym ciele. Bez zmieniania go, walczenia z nim, bez traktowania jak kawałka mięsa.
Jestem dla siebie dobra i łagodna. Nie handluję sobą za miłe słowo i odrobinę uwagi.
Sama je sobie daję.
Moje ciało już nie musi być „jakieś”. Nie trenuję go, żeby było wyrzeźbione, trenuję je żeby było silne. Nie odżywiam zdrowo i umiarkowanie, po to żeby było szczupłe. Robię to, żeby było zdrowe.
A szczupła sylwetka i zarysowane mięśnie są tego miłym skutkiem ubocznym.

Wracając do tematów łóżkowych: Chyba we wszystkich językach świata, seks w związku to „kochanie się”. Związek dusz i ciał. Najpiękniejsza harmonia, będąca początkiem każdego życia.
Ale wszystko po kolei; po to żeby móc się kochać najpierw trzeba pokochać siebie. Tam gdzie Wilk wskakuje do łóżka, nie ma zbyt wiele miejsca na miłość.