Zrób mały test i zobacz pod którą Wilczą kategorię bulimii i kompulsów podpadasz.

Pierwsza
Czytasz sobie tego blogaska,ale problem cię prawie nie dotyczy.
Bulimia? Nieee. Kilka razy ci się przytrafiło zwrócić to co zjadłaś, no…kilkanaście. I parę razy nałykałaś się też pastylek na szybszą kupę.
Ale to by było na tyle. Reszta jest pod kontrolą.
Co prawda, zdarza ci się też objeść do nieprzytomności i jakby bez kontroli, ale takie rzeczy dzieją się rzadko.

Druga
Lubisz jeść słodycze, tłuste przekąski, chipsy. Masz do nich prawdziwą słabość. Czasami jesteś tak zmęczona lub smutna, że pozwalasz sobie na zjedzenie całej paki jakiegoś przysmaku. Na pocieszenie.
Oczywiście nie uśmiecha ci się zmieniać rozmiaru na większy, więc wszystko zwracasz, przeczyszczasz się, albo ćwiczysz. Ale do tego musi być dobry powód; nuda, przygnębienie, złość.
Poza tym, gdy zjesz pierwszy kawałek czegoś słodkiego, nie możesz się powstrzymać przed sięgnięciem po następny i następny.
Uważasz, że masz problem z samokontrolą i trochę cię to martwi. Wiesz jednak, że gdybyś się postarała, to dałabyś radę się zdyscyplinować.

Trzecia
Czujesz, że jedzenie to twój słodki narkotyk- przyjaciel i wróg zarazem. Ono zawsze jest pod ręką i nigdy cię nie ocenia. Daje ci poczucie błogiego wytchnienia, sprawia, że na chwilę zapominasz o problemach.  Jest jeszcze ten przyjemny haj i poczucie, że możesz wszystko.
Lubisz być sama w domu, bo wtedy możesz wyprawiać sobie swoje sekretne uczty. Czujesz się po nich, co prawda, okropnie i masz ogromne poczucie winy, ale tylko do następnego razu.
Potem przymus objedzenia się wraca, a ty wpadasz w niego głową w dół.

Widzisz siebie w którymś z tych trzech obrazów?

Te opisy to kolejne stadia wchodzenia w kompulsywne zachowania – w Wilczy Głód.

Bulimia to choroba postępująca.

Jeżeli dzisiaj masz atak raz w tygodniu, za jakiś czas będzie on przychodził co drugi dzień, potem codziennie, kilka razy dziennie, a potem praktycznie cały czas.

Ja cię nie straszę, ja informuję.

Bulimia rozwija się zawsze w jednym kierunku i nie ma to nic wspólnego z twoją silną czy słabą wolą.

A potem jest tak:
Nie ma nic, jest  tylko choroba.
Znika twoje życie; szkoła, praca, znajomi, rodzina, przyjaciele, ukochany. Wszystko usuwa sie na drugi plan. Najpierw trzeba się najeść.
Myślisz o jedzeniu cały czas; co by tu zjeść, skąd wziąć pieniądze, kiedy zjeść, jak zostać w domu sama, co zrobić z opakowaniami.
Następnie; jak to zwrócić, gdzie, jak ukryć ten fakt.
A potem; jestem słabą, głupią szmatą. Tak mi źle! Pocieszę się więc czekoladą…. I tak w kółko.

Choroba izoluje i przejmuje kontrolę nad wszystkim.

Zaczynasz rezygnować z wyjść i spotkań, bo musisz się objeść. (Nie, nie mam ochoty iść do kina, idźcie sami, ja zostanę w domu.)
No chyba, że będzie tam jedzenie. To już inna sprawa.
Gdy idziesz na przyjęcie, to nie idziesz tam dla ludzi. Idziesz tam dla jedzenia.
Zaczynasz ranić swoich bliskich, byleby tylko dali ci w spokoju pochłonąć słodycze.

Raz mój chłopak zaskoczył mnie wizytą, akurat gdy zabierałam się za pójście do toalety.
Zrobiłam mu szybką awanturę pod jakimś wymyślonym pretekstem i wyrzuciłam z domu. Musiałam dokończyć napoczętą pakę wafelków, a potem je  zwrócić.
Nic mnie nie obchodziło co on czuje. Liczył się tylko mój bezdenny, wilczy głód.

Takich sytuacji było mnóstwo.

Powoli przestajesz być sobą, ale nawet tego nie dostrzegasz. Bulimia zabiera cie wszystko, co było dla ciebie ważne.
Kolorowy obraz dziewczyny, którą byłaś, rozmywa się coraz bardziej za każdym pociągnięciem sedesowej spłuczki.

Z tobą niestety, nie będzie inaczej. Ta choroba ma swoje prawa i nie przeskoczysz ich. Jedyne co możesz zrobić to zawrócić. Dzisiaj; tylko dzisiaj, powiedz jej nie.
A jutro znowu nie i znowu nie nie nie. Każdego dnia od nowa.
Z bulimii wychodzi się codziennie, krok za krokiem i skupiając się tylko na tym jednym dniu.

Dlaczego o tym piszę; bo chcę, żebyś miała świadomość, że na żadnym etapie bulimii nie zagrzejesz za długo miejsca.
Za kilka lat ockniesz się w szponach choroby- totalnie zniszczona fizycznie, psychicznie, emocjonalnie i finansowo.
Sorry.

Wspominam o tym, bo zdarza mi się rozmawiać z dziewczynami, które dopiero zaczynają i są przekonane, że jak schudną to rzucą ten nałóg. Nic bardziej mylnego.

Nie idź dobrowolnie w paszczę wilka.
A jeżeli wilk cię już capnął, to mam dobrą wiadomość; wyrwanie się z tego bagna jest możliwe.

Obiecuję.