• gotowa

Gotowa

Zastanawiałam ostatnio, się jaki jest najważniejszy czynnik, potrzebny do tego, żeby skutecznie wyjść z bulimii czy innych zaburzeń odżywiania. Na przykład większość kobiet, które zgłaszają się do mnie na mentoring, potrafi stanąć na nogi w przeciągu kilku dni. Nasza praca trwa miesiąc, ale właściwie ostatni tydzień, a nawet dwa, to już tylko utrwalanie nowego, normalnego sposobu życia i jedzenia.
Co więc jest w nich takiego, że przy odrobinie pokierowania, szybko rzucają nałóg, który niszczył im życie przez wiele lat lub nawet dekad?

Myślę, że tym niezbędnym, najważniejszym elementem całej tej układanki jest gotowość do zmiany. To przesądza o wszystkim.

Mówi się, że żeby wyjść z nałogu, trzeba sięgnąć dna. Ja się z tym osobiście nie zgadzam. Widziałam już kobiety, które:

– Zachorowały – od „niewinnej” insulinooporności, przez wycięte fragmenty układu pokarmowego, do arytmii serca i totalnego kalectwa.

– Straciły wygląd – włosy, starte do kości zęby, paraliż nerwu twarzowego, słoniowacizna i inne przyjemności.

– Zostały porzucone przez męża z powodu bulimii. (Może ciśnie Ci się na usta „no tak, facet to świnia”, ale uwierz, że mieszkanie z bulimikiem może czasami wyglądać jak mieszkanie z czynnym alkoholikiem; wynoszenie sprzętów domowych na sprzedaż, robienie długów, awantury, przemoc).

– Zostały wyrzucone z pracy.

– Stoczyły się moralnie i społecznie (na przykład w prostytucję).

– Naraziły swoje dzieci na niebezpieczeństwo; czy to wymiotując w ciąży, czy przez niedopilnowanie. Raz napisała do mnie kobieta, której dziecko napiło się płynu do mycia naczyń (na szczęście nie wybielacza czy innego środka!) podczas gdy ona wymiotowała.

Te wszystkie dziewczyny na pewno sięgnęły dna, a nawet roztrzaskały o nie rodzinę, zdrowie, karierę – ale i tak to nie pomogło. Dalej w tym tkwią, dalej kupują tony jedzenia po to by nim wymiotować. Czy ktokolwiek ma prawo je potępiać? Absolutnie nie.
Po prostu motywacja do zmiany nigdy nie przyjdzie z zewnątrz, z zaistniałych okoliczności – chociaż nie wiadomo co by się działo. Ona musi przyjść ze środka – jako jedna, prosta decyzja: „Kończę z tym, jestem gotowa do zmian”. Oczywiście, to może stać się pod wpływem jakiejś tragedii, ale wcale nie musi.

I co się wtedy dzieje, kiedy zapadnie to postanowienie? Cała konstrukcja mentalna, która trzymała nałóg, pada w jednej chwili. Tak jak pisałam w niedawnym poście o myślach; to nie jest tak, że mamy gdzieś jakiegoś bulimicznego raka i trzeba go „wyleczyć”. Problemy z jedzeniem trzyma przy życiu tylko i wyłącznie nasz sposób postępowania, a on z kolei wypływa ze sposobu myślenia.
Kiedy to się stanie, wystarczy jedynie na nowo nauczyć się jeść (co wcale nie jest takie trudne, kiedy nie ma już strachu), a potem ciało z radością przejmie na powrót regulowanie naszych porcji poprzez mechanizm głodu i sytości. Nie będziemy już musiały robić tego umysłem. Uwolnimy więc i umysł i ciało.

Jak więc dojrzeć do tej decyzji?
Po pierwsze i chyba po ostatnie, przewartościuj całą swoją sytuację. Często dostaję takie listy:
„Hej, chciałabym z tego wyjść, ale nie chcę stracić figury, na którą tak ciężko pracowałam”, Albo:
„Czy masz dla mnie jakieś rady? Co sądzisz o poście Dąbrowskiej”.
Wtedy wiem, że nawet jak odpiszę coś mądrego, to prawdopodobnie nie trafi jeszcze na podatny grunt. Dlaczego? Bo ten grunt to nadal piasek na plaży. Ona tam siedzi i rozpaczliwie próbuje zbudować zamek w zasięgu fal. Ona jeszcze nie jest gotowa.

Przewartościowanie to zobaczenie tego, że budujesz taki zamek – czasami od wielu lat, w nadziei że tym razem się uda; że zmieścisz się w XS, że w końcu magicznie przeżyjesz na 1700 kcal, że osiągniesz inny rezultat stosując te same metody.

Ale wiesz co jest w tym wszystkim piękne? To może stać się w sekundę. Każda decyzja zapada przecież w sekundę.
Kiedy to zrozumiesz, droga powrotna do zdrowia otworzy się przed Tobą w całej okazałości. Zobaczysz na własne oczy, że jest ona krótka i prosta.
Potwierdzają to wszystkie osoby, które już są po drugiej stronie. Może nie było łatwo, ale no właśnie… prosto.

Nie ważne więc, ile masz lat i jaki jest twój „staż”. Moja najmłodsza mentee miała 13 lat i była tak zmęczona ED w którym trwała od roku, że przy moim niewielkim nakierowaniu, wyszła z tego raz dwa. Moja najstarsza mentee była po 70tce i dalej najważniejszą rzeczą było dla niej schudnięcie.
Naprawdę nie ma reguły.

Szkoda by było jednak stracić całe życie na budowaniu takiego zamku na brzegu morza głodu, prawda?

*

A Ty jesteś gotowa? Jesteś w stanie porzucić wszystkie swoje strachy, nadzieje, przekonania i przyzwyczajenia związane z zaburzeniami odżywiania?

2019-01-04T13:20:27+00:004 Styczeń, 2019|Kategoria: Psychologiczna rozkminka|Tagi: , , , |

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

wilczoglodna patronite

Jeżeli pomaga Ci to co piszę, wesprzyj mnie na Patronite i przyczyń się do dalszego rozwoju Wilczo Głodnej.

WSPIERAM

37 komentarzy

  1. Minnie Styczeń 4, 2019 w 1:42 pm - Odpowiedz

    Ja jestem niby gotowa, a na pewno zmęczona już tym wszystkim. Jest tylko jeden problem: jak zaczynałam przygodę z bulimia to byłam chudzinka w rozmiarze xs (i teraz już wiem, że to było niezdrowe), w pewnym momencie przestałam wymiotować, ale niestety nie przestałam jeść kończąc z waga 66kg przy wzroście 162. I chciałabym teraz jeść normalnie i nie liczyć kalorii, nie odchudzać się a jednocześnie bardzo nie chce tak wyglądać. Impas. I co teraz?

    • GabaKulka Styczeń 4, 2019 w 5:28 pm - Odpowiedz

      Mam identyczny wzrost i identycznie ważyłam. Jak przestałam wymiotować to waga spadła do 59 przy jakieś 2100 kcal. Treningu prawie nie było, pilnowałam tylko by po siedzącej pracy zrobić minimum 5x w tygodniu około 5 km w ciągu całego dnia albo na jednorazowym spacerze. W święta jadłam co chvialam. Dwa dni po waga utrzymywała die na 62 kg a teraz znowu jest 59. I czuje się super! Polecam wziąć się za siebie

      • Monika Styczeń 5, 2019 w 3:39 pm - Odpowiedz

        Ale wiesz, ze przy 59 na 162 wciąż jesteś zatluszczona?

        • Monika. Styczeń 5, 2019 w 4:07 pm - Odpowiedz

          I usuwanie mojego komentarza jest głupie. Nie piszę przecież, że dla wzrostu 162 jedyna słuszna waga to 40 kg, ale nie widzę też powodu, żeby GabaKulka się oszukiwała. Nie ma powodu do czucia się super, bo przy tak niskim wzroście w połączeniu z wagą bliską 60 wciąż jest oceniana przez otoczenie jako ktoś, kto lubi nadmiernie sobie pojeść i wciąż ma za dużo tkanki tłuszczowej. Spuściłaby z 7 kg i pewnie wyglądałaby ładnie.

          • Ilia Styczeń 5, 2019 w 8:53 pm

            Co miał wnieść ten komentarz? jak ktoś pisze że się czuje super to się czuje super, a nadwagi nie ma. Ale Ty wiesz lepiej jak ktoś ma się czuć w swoim ciele. Wyobraź sobie że nie dla wszystkich marzeniem jest XS jak zdrowieją. niektórzy chcą po prostu jeść zdrowo, nie rzygać i zajmować się czymś ciekawszym niż idealna dupa.

        • Wilczo Glodna Styczeń 6, 2019 w 3:07 pm - Odpowiedz

          Usunęłam Twój komentarz i napisałam wiadomość prywatną z prośbą o nie komentowanie, a przynajmniej o chwilę zastanowienia się. Tu są osoby, którym taki tekst może zniszczyć życie. Widzę jednak, że chęć wyzłośliwienia się na bogu ducha winnej, nieznanej Ci osobie, była silniejsza. Szkoda. Bardzo mi przykro, bo domyślam się jak Ci jest źle samej ze sobą, skoro robisz takie rzeczy. Niemniej jednak życzę powodzenia.

        • Gumiś Styczeń 6, 2019 w 3:15 pm - Odpowiedz

          Wg BMI, chociaż wiem, ze to nie zawsze jest najlepszy wskaźnik, waga 59 jest normą, ->BMI ok.22, nie można tu mówić o zatłuszczeniu, przecież nie każdy ma tendencje do odkładania tłuszczu, waga to niejedyny wykładnik. Mam koleżanki, które ważą nawet i 60-61, są umięśnione i wcale nie wyglądają na zatłuszczone. Nie można tak pisać do osób, które walczą z tym problemem, przecież to może cofnąć efekty wyłożonej pracy, a każdy taki komentarz nie pomaga. Też mam tyle wzrostu, kiedy przytyłam do 47kg i ktoś mi powiedział, że się „poprawiłam” – chociaż wiem, że to nie miało na celu zadnej złośliwości – przez dwa dni wcale nie chciało mi się jeść.

          • GabaKulka Styczeń 8, 2019 w 1:49 pm

            Wejdźcie sobie na mój profil na insta fitpomyslyjedzeniowe. Nie jestem wychudzona ale na pewno jestem szczupła. Wyszłam z tego bagna i może nie każdy dzień jest taki ze czuje się super ale coraz częściej w lustrze widze piękną kobietę i moja waga pokazuje ze w ogóle nie jest jej za dużo i nie ma się czym sugerować. Moniko, myśle, ze powinnaś się zastanowić nad sobą…

    • Monika. Styczeń 5, 2019 w 11:59 pm - Odpowiedz

      Przepraszam.
      Z powodu przewlekłych, beznadziejnych problemów z dziedziny innej niż odżywianie robię się beznadziejnie wściekła i złośliwa 🙁

      • Mal Styczeń 6, 2019 w 10:36 am - Odpowiedz

        To nie jest usprawiedliwienie. Każdy ma problemy a wystarczy pomyśleć zanim kliknie się wyślij. Takie komentarze i to do osoby, która dopiero wyszła z ED i jeszcze ma prawidłową wagę tylko przeszkadzają w zdrowieniu. Zwłaszcza że są wyjątkowo zgryźliwe. I jeszcze jedno – osoby z bulimią też mają masę innych poważnych problemów. Skoro nie masz problemów z jedzeniem to po co przychodzisz na forum dla takich osób? Podogryzać i dowartościować się? Pytanie retoryczne…

      • GabaKulka Styczeń 8, 2019 w 1:56 pm - Odpowiedz

        Zjedz zdrówo i porządnie zamiast napiszesz kolejny zgryźliwy komentarz. A na moim profilu na insta zobacz, ze daleko mi do zatłuszczone osoby -fitpomyslyjedzeniowe

  2. Anianowa Styczeń 4, 2019 w 2:18 pm - Odpowiedz

    ja jestem gotowa. Nadal kombinuję z jedzeniem, ale nie w kwestii ilość – tylko jakości. Obserwuję jak trawię mięso, jak warzywa, jak owoce, jak słodycze. Jak to wpływa na mój organizm? Jak się czuję następnego dnia? Jaki mam sen po danym jedzeniu? Czy budzę się zregenerowana i wypoczęta?
    Itd. Jem bez konkretnych pór karmienia, ani bez konkretnych pokarmów. Całe jedzenie jest dobre, bo daje mi energię do życia, zasila mój organizm.
    Nie dzielę pokarmów na dozwolone i zakazane. Jak mam ochotę na węglowodany to je jem, aż poczuję, że już jest ok.
    Jak chce mi się mięsa to również jem. Staram się dbać o jakość i świeżość produktów. Staram się jeść, to co lubię a nie tylko to, co jest zdrowe i „właściwe”. Właściwe jest to co podpowiada mi mój mądry organizm 🙂
    A lubię również warzywa 🙂 Brukselkę uwielbiam 🙂 Lubię orzechy, gorzką czekoladę 🙂 Lubię dzikie mięsko, czasem lubię sobie własnoręcznie przyrządzić koktajl owocowy 🙂 czy lody z bananów.
    Czuję cudowną wolność w głowie z takim podejściem.
    Dodatkowo, jak nie czuję głodu, to nie jem. Teraz jestem podziębiona, mam mniejszy apetyt i akceptuję to. Nie wmuszam w siebie nic. Odpoczywam, regeneruję się.
    Sport uprawiam w miarę regularnie, chyba że są dni, że ciało wyraźnie mówi mi : dziś leżymy i tego właśnie najbardziej potrzebuję. Wtedy mu to daję 🙂
    Nie mam stałego planu treningów. Jak mam ochotę na siłownie, to tam idę, jak na basen, to basen. Jak spacer to spacer.
    Czasem porządne wysprzątanie domu służy mi jako taki trening 😉
    Zgadzam się w pełni z Anią, że trzeba zaufać naturze i swojemu ciału. Ono nie chce leżeć na kanapie całymi dniami. Ono jak za dużo czasu spędzamy siedząc, zacznie się domagać ruchu, rozciągania, spaceru itd. Trzeba tylko to usłyszeć, zapytać się samą siebie czego potrzebuję?
    Wszystkie odpowiedzi są tak naprawdę w nas 🙂 Warto czerpać z mądrości innych ludzi, słuchać różnych opini, mieć otwartą głowę, ale ostatecznie my same czujemy, co jest nam najbardziej w danym momencie potrzebne.

    Powodzenia wszystkich dziewczynom w drodze do zdrowia 🙂

  3. Natalia Styczeń 4, 2019 w 5:15 pm - Odpowiedz

    Jestem gotowa!!! I już działam!!! Z Twoją pomocą Kochana!!! Wykupiłam kurs on line i codziennie zastanawiam sie dlaczego tak dlugo czekalam??? A moze tak jak piszesz, wcześniej to nie był mój czas? Nie ważne. Ważne to co jest TU I TERAZ!!! ŚCISKAM ❤❤❤

  4. Roma Wójcik Styczeń 4, 2019 w 6:48 pm - Odpowiedz

    Szkoda że. Domusia nie może przeczytać tak prawdziwego do bólu posta na pewno nie była jeszcze gotowa na zmianę i umarła w 2017 roku w mając niespełna 18 lat. Moja mkchama. Domusia

  5. niezapomiMajka Styczeń 4, 2019 w 7:40 pm - Odpowiedz

    A ja się zgadzam. Zdrowienie zaczęłam od uregulowania „diety”: 3 posiłki (nie wychwalane 5 i po trochę), jedzone do syta (ale nie przejedzenia). Na początku liczyłam kalorie (na oko), bo przerażała mnie ta ilość jedzenia, a potem okazało się, że zjadam na posiłek ok. 700-800 kcal i jestem najedzona, szczęśliwa, endorfinki, uśmiech na twarzy, zero wyrzutów sumienia. Niestety, u mnie to trwało kilka lat (plus 15 lat napadów), więc oczywiście, łatwo nie było. Rozumiem ten fenomen, Aniu – dziewczyny widzą w tobie mentorkę, widzą nadzieję i wierzą, że dadzą radę. Może to jest ta gotowość, o której piszesz.
    Ja doszłam do tego sama, kilka lat temu.

    NAJWAŻNIEJSZA RADA: żadnego obcinania kalorii.

    Wydaje mi się, że ty, Aniu, o tym pisałaś: może kilka dni na 1500 i będzie ok, ale w weekend poplyniemy, wpadnie po 5000 (w najlepszym wypadku) i tygodniowy bilans i tak będzie na plusie, i tym sposobem na 1500 nie schudniemy.
    Teraz już nie liczę kalorii, bo jem na czuja, ale kurczę – tyle mi to zajęło! Człowiek się boi tych głupich kalorii, ba, my kobiety wciąż dostosowujemy się do wymogów społeczeństwa, by być szczupłą, fit, idealną… Ideały nie istnieją. Ja tam jestem z siebie dumna, bo udało mi się wyjść z tego gówna, bez pomocy lekarzy (choć robiłam podstawowe badania, krew, tarczyca, nadnercza itd), bez psychoterapii. Wiem, że powinnam się kiedyś na nią wybrać, bo mam pewne zaburzenie lękowe, jednak jestem wredną su.ką i motywuję samą siebie. Daję radę.
    Trzymma kciuki za wszystkie Wilczyce (i Wilczków, bo na pewno tacy są).
    Aniu, to co robisz, jest wielkie.
    Mam pytanie: jak walczyć ze sflaczałym ciałem? Ruszam się, czasem ćwiczę dla przyjemności (ogólnie to leniuszek ze mnie), ale bulimia zostawiła ślady na ciele (a nastolatką dawno nie jestem): mam nadmiar skóry na brzuchu i piersiach, koścista klatka piersiowa, mało jędrne uda i całkowity brak tyłka. Nie chcę wpaść w inny nałóg – nie dążę do bycia SUPER FIT, ale kurczę, za głupot się płaci. Co robić z tym nadmiarem skóry? Bo naprawdę jest tego dużo. Oszczędzać na plastykę? Piersi nie pokazuję (bez stanika) nawet mężowi, bo nawet mnie są obrzydzają… HELP.

    • Anianowa Styczeń 4, 2019 w 8:00 pm - Odpowiedz

      niezapomiMajka, super komentarz, biorę sobie do serca: NIE OGRANICZAĆ KALORII 🙂
      A co do Twojego pytania o ciało i nadmiar skóry, trzeba je ujędrnić i zwiększyć udział tkanki mięśniowej w ciele – przy tej samej wadze będziesz wyglądała dużo, dużo lepiej 🙂 zapewniam 🙂
      Więc ja bym polecała trening siłowy i modyfikację diety, zmniejszenie ilość węglowodanów na rzecz białka i tłuszczu – ujędrnia, odmładza i poprawia elastyczność skóry. W tłustym mięsie masz naturalny kolagen. Źródło młodości. Ja jak zaczęłam jeść więcej białka to mam taki tyłek jakbym ćwiczyła 6x w tyg 🙂 A ćwiczę okazjonalnie, jak mam ochotę, zwykle stawiam na spacer. Mimo że mam kilka kg więcej, niż bym sobie życzyła kompozycja ciała jest boska dzięki dużemu udziałowi białka i tłuszczu w diecie.
      Oczywiście przy wychodzeniu z ED najważniejsze jest ZDROWIE i każdy powinien szukać swojej drogi do niego. Dla jednego to będzie jedzenie wege, dla drugiego paleo, a dla jeszcze innej osoby może ulubiony sport czy inna pasja.
      Także dzielę się tylko MOIM doświadczeniem 🙂 Możesz spróbować, mi to bardzo pomogło.
      Ale nie musisz oczywiście 🙂
      Najważniejsze, że jesteś zdrowa i że masz poukładane w głowie 🙂

      • niezapomiMajka Styczeń 5, 2019 w 3:27 pm - Odpowiedz

        Anianowa, dziękuję za komentarz 🙂 <3
        Siłowe lubię i ćwiczę, zauważyłam po nich ogromną poprawę składu ciała, jestem też silniejsza i bardziej wytrzymała, ALE skóra na brzuchu, piersiach i udach dalej dynda. Tu już chyba pomogą tylko zabiegi.Zazdroszczę młodym i jędrnym dziewczynom po ED. :/

  6. Aga Styczeń 4, 2019 w 10:24 pm - Odpowiedz

    26 grudnia obchodziłam 1 rok bez wymiotowania. Mam nadzieję że nigdy już więcej.

  7. Mama Dominiki i Wojtka Styczeń 4, 2019 w 10:55 pm - Odpowiedz

    Kochana jak zwykle w punkt.Mysle że moja
    Córcia nie dojrzała jeszcze do decyzji o leczeniu ..myślała że ma czas ..A niestety już go nie miała..Caluski kochana Aniu

  8. Magda Styczeń 4, 2019 w 11:23 pm - Odpowiedz

    Mówisz Ania, że można być i po siedemdziesiątce…tak jak niedawno gdzieś przeczytałam, że im dłużej zwlekamy i czekamy na „przyszłość”, tym krótsza ona będzie.

  9. Joanna Styczeń 5, 2019 w 1:07 am - Odpowiedz

    Z bulimią jak z kaźdym innym nałogiem. Kac moralny nie zwalczy problemu – za krótko trwa i ma za małą siłę przebicia. Nie zliczę, ilu miałam pacjentów alkoholików czy hazardzistów, którzy z powodu właśnie wyrządzenia krzywdy najbliższym decydowali się na leczenie. Po upływie miesiąca pełnego pasji bicia się w pierś rezygnowali z leczenia, bo kac minął i już się nie chce nad sobą pracować a alkohol w sklepie czeka. Motywacja wewnętrzna potrafi zdziałać cuda tylko trzeba umieć się zmierzyć z konsekwencjami. A to bywa dopiero trudne.

  10. Sara Styczeń 5, 2019 w 1:21 am - Odpowiedz

    Jejku ta choroba to poważny problem, życzę Wam wszystkim dużo zdrowia, trzymam kciuki, żebyście z tego wyszły. Wszystko będzie dobrze!

    • Monika. Styczeń 5, 2019 w 4:10 pm - Odpowiedz

      Nie. Choroby i poważne problemy to znajdziesz na różnych oddziałach w szpitalu (onkologia to klasyk, ale żołądek, płuca czy cokolwiek innego również może dać popalić). Tutaj panienki chciały wyglądać jak rusałki, a jeść jak prosiaki. Oszukiwać, szamać w maku i mieć płaski brzuch.
      To ohydne, gdy człowiek pomyśli o ofiarach głodu.

      • niezapomiMajka Styczeń 5, 2019 w 5:55 pm - Odpowiedz

        Według mnie bulimia i bed to nie choroby, tylko zaburzenia, bardzo podobne do nałogu (jak działa mozg i ta jego czesc odpowiedzialna za nagrody, o dopamine chyba chodzi) . I nie, osoby z bulimia to nie są wypinzdrzone panienki, ktorym w dupach sie poprzewracalo, denerwuja mnie takie trollowe komentarzr jak twoj.
        Dziewczyby (i chlopcy) czesto sa wrazliwi, moga byc perfekcjonistami, dążyć do jakichs idealow itd. Ja np. jestem niestala emocjonalne, mam humorki, ale jestem tez wrazliwa na krzywde innych, lubie pomagac, kocham sztuke, zawsze chcialam byc czyms wiecej niz tylko miesem. Wiec nie, „bulimiczki” to jie tępe dzidy skupione na plaskim brzuchu.

      • Mal Styczeń 6, 2019 w 10:46 am - Odpowiedz

        Monika Ty chyba zbyt dużo nie wiesz prawda? Kolejny Twój agresywny komentarz z gatunku nie wiem ale sìę wypowiem. Przyszlaś tu się pochwalić jaka jesteś super względem tych bulimicznych prosiaków? To mam nadzieję, że już Ci się zrobiło lepiej…

  11. Wiktoria Styczeń 5, 2019 w 4:35 am - Odpowiedz

    Ja po niemal 1,5 miesięcznym ciągu obżerania się dzień w dzień (a raczej noc w noc) powiedziałam sobie po prostu : „KONIEC. Nie chcę tak dłużej. Wiem, że nie będzie łatwo, ale skoro ignorowałem skutki uboczne BED to mankamenty zdrowienia też zniosę i nie poddam się.” Zwiększyłam trochę kaloryczność na codzień, dzięki czemu nie mam ochoty się obżerać i mam więcej siły na sport, który naprawdę lubię. Oczywiście, są nadal myśli, fantazje. wilk cały czas szepcze coś do ucha, ale od 8 tygodni (w ciągu 2 lat BED nigdy tyle nie wytrzymałam) po prostu śmieję się mu w pysk i nie wyobrażam sobie powrotu do starych nawyków. Wyrzuty sumienia na następny dzień chyba by mnie zeżarły żywcem. Życzę Wam wszystkim, dziewczyny i chłopacy, żeby i w Waszym życiu nadszedł taki moment, kiedy powiecie sobie dość, z jakimkolwiek zaburzeniem walczycie. Trzymam kciuki (za siebie też) !!! 😀

  12. Klaudia Styczeń 5, 2019 w 3:25 pm - Odpowiedz

    A mi ostatnio kolejny wykwalifikowany dietetyk polecil diete 1500kcal twierdzac usilnie ze ludzie teraz po prostu sie przejadaja,ze 1500kcal przy lekkiej aktywnosci fizycznej to praktycznie az naddto. Staralam sie powiedziec ze przeciez z 1200kcal potrzebujemy na same funkcjonowanie organow to te pozostale 300kcal z pewnoscia nie wystarczy przy dwojce dziecmi, pracy I cwiczeniach dwa, trzy razy w tygodniu. Jak grochem o sciane. Takich to mamy madrych doradzcow…

    • niezapomiMajka Styczeń 5, 2019 w 3:29 pm - Odpowiedz

      Olewać takich :dietetyków”! Przynoszą więcej szkody niż pożytku, niestety. Mnie kiedyś (po binge eating) polecono dietę… UWAGA 1200 kcal. Ważyłam chyba z 85 kg…

      • Mal Styczeń 6, 2019 w 10:48 am - Odpowiedz

        Mi dietetyk zaproponował dietę na poziomie 700 kalorii dziennie. I to nie jest żart

  13. Kasia Styczeń 6, 2019 w 12:39 am - Odpowiedz

    Może jakiś post z książkami na 2019? :))

  14. Gumiś Styczeń 6, 2019 w 8:49 am - Odpowiedz

    Czuję, ze gotowość we mnie narasta, trwa to 10 lat, jestem zmeczona tym, ael z drugiej strony cały czas boję się o wagę. Każdego dnia dostrzegam coraz więcej skutków ubocznych, codziennie narasta we mnie chęć pozbycia się tego. Myślę że to kwestia czasu. Super post.!

    http://anoreksjaoczamistudentki.blogspot.com

  15. Kamila S. Styczeń 7, 2019 w 11:41 am - Odpowiedz

    Cały czas piszę dziewczynom z Wilczego Stada właśnie o tej gotowości do podjęcia decyzji :” koniec z tym!” w odpowiedzi na pytania ” Jak z tego wyszłaś?”. Można próbować miliony razy ( i tak też robiłam ja podczas 20 lat siedzenia w anoreksji i bulimii),ale jeśli nie jest się gotowym, żeby całkowicie zostawić za sobą całe zaburzenia odżywiania…bez żadnych „może”, „ale”, etc. , zostawić absolutnie wszystkie schematy ed- to nie ma mowy o wyjściu z tego bagna ,nie ma też mowy o zasmakowaniu tak cudowniej przecież wolności.Drzwi zaburzeń odżywiania trzeba zamknąć za sobą całkowicie i raz na zawsze , nie zostawiając uchylonej furtki na ewentualne powroty.

  16. bitka Styczeń 7, 2019 w 6:08 pm - Odpowiedz

    Boję się że jak wyzdrowieję, to będę… nijaka. Taka przeciętna. Bulimia daje mi poczucie wyjątkowości. Straszne, wiem.

    • Ania Styczeń 8, 2019 w 5:05 pm - Odpowiedz

      Ja tez tak mialam.

      Czulam, ze cos jest ze mna nie z porzadku – i to bylo dla mnie, odziwo, wyjatkowe. Cos takiego jak sie jest artysta narkomanem. Wydawalo mi sie, ze jestem bardziej wrazliwa niz inni, wyjatkowa, pokrzywdzona i doswiadczona przez los. Towarzyszyl mi bol istnienia.

      Uwielbialam swoje rytualy i ‚wyszukany smak’, jesli chodzi o jedzenize (no i oczywiscie picie!). Mialam bardzo dobra prace, wiec sobie pozwalam na kaprysy. W sensie niekoniecznie opychlalam sie bochenkiem chleba, ale na przykad trzema daniami w restauracji. Uwielbialam wino (oczywiscie zrobilam pare kursow) i chlalam na rowni w kolegami z banku. Inne kobiety mowily, ze nie moga zjesc wszystkich trzech dan, ze nie pija w ciagu tygodnia albo tylko raz na jakis czas, bo nazajutrz pobudka o 6 rano i zasuw 12h (do kolejnych drinkow teamowych). Albo musialy wracac do swoich dzieci, ja oczywiscie rodziny nie mialam.

      Ja NAPRAWDE uwazalam, ze one sa nudne, ze prowadza zycie zwyklala, bo nie moga zjesc na raz trzech dan okraszonych butla wina. Natomiast ja bylam w moim mniemaniu ta, ktora zyla pelnia. Mogla kosztowac, pic na rowni z facetami i nie dotyczyly mnie zadne przyziemne sprawy.

      Tak bylo jeszcze 5 lat temu.

      Coz, jak sie mozesz domyslec – wszytko co dobre, szybko sie konczy. Z pracy wylecialam. Zero faceta. Moje mieszkanie prawie poszlo na licytacje, bo nie moglam za co placic kredytu. A zwyklaki jakos ciagnely i ciagna. Mozna powiedziec, ze przez jakies 2 (!) lata nie mialam ani grosza przy duszy i oczywiscie czepialam sie jakichkolwiek prac udajac, ze zawsze bylam np. asystentka. No i wtedy to dopiero marzylam, zeby byc jak te zwyklaki. Zeby moc sobie pozwolic na Ubera czy sukienke z Zary.

      Koniec koncow wszytko dobrze sie skonczylo – znalazlam nowa prace, ktora cenie. Mam nowe przyjaciolki, ktore sa raczej mamami, a nie party animals; Mieszkanie sprzedalam i stracilam na tym fortune, ale przynajmniej nie zostalam bankrutem.

      NO I NIE MAM BULIMII – to jest najwiekszy klejnot w tym wszystkiem!!!! Nie mialam wyjscia, bo siegnelam dna, trzeba bylo sie podzignac.

      Ani tez nie zostalam zwykleniem (w odroznieniu od tego, czego mozna sie spodziewac w puencie). Mam extra prace, gdzie jestem szanowana i mam jakas tam dobra reputacje. Rozkrecam wlasny biznes. Mam faceta, ktory jest kompozytorem (pisze o tym, bo on we mnie wspiera kreatywnosc i zycie z nim zdecydowanie nie jest nijakie). Naprawde Cie rozumiem, bo to wlasnie ten strach przed nijakoscia trzymal mnie przed powrotem do rzeczywistoci.

      Tak chcialam sie podzielic, ze naprawde kretywnosc jest duzo lepszym antidotum na nijakosc niz bulimia. Pomysl o tym poki jeszcze nie stracilas wszystkiego.

      Pozdrawiam.

    • Ilia Styczeń 9, 2019 w 7:32 pm - Odpowiedz

      To iluzja że cierpienie i choroba robi z Ciebie kogoś niezwykłego. Bulimia zabiera wszystko i sprawia ze staczasz się w nijakość – kończysz jako szarak bez zainteresowań, (poza odchudzaniem, fit dietami, maratonami żarcia i imprezami), z rozwalonymi relacjami i zdrowiem i nie ma w tym nic poetycznego.

      Jak dla mnie – nie widzę problemu w byciu szarakiem, co w tym złego jeżeli jesteś szczęśliwym szarakiem, ale jeżeli tak CI zależy na tym by być „kimś” . to bulimia skutecznie zabiera Ci tę szansę, po prostu nie znosi konkurencji i energetycznie wyssie z Ciebie wszystko, tak że kończysz jak wrak.

      Jest dużo sposobów by być interesującą osobą – wystarczy czytać, ogladać coś ciekawego, tak że można z Tobą porozmawiać na jakiś temat, znaleźć sobie hobby itd

  17. Kkk Styczeń 14, 2019 w 4:16 pm - Odpowiedz

    GabaKulka weszlam na instagram i jestes super wysportowana! A kilka przepisow ukradlam;)
    Pozdrawiam!

    • GabaKulka Styczeń 15, 2019 w 12:32 pm - Odpowiedz

      Cieszę się ! 😉

Zostaw komentarz