• myśli

Myśli i bulimia

Uwaga, za chwilę przeczytasz jeden z najważniejszych artykułów, jakie do tej pory napisałam. Jest on tak samo istotny jak seria o Gadzim mózgu, Normalnym jedzeniu czy jeszcze kilka innych postów podlinkowanych tu i tu. Właściwie te wszystkie artykuły wskazują na jedną prawdę, o której mówię od dawna, ale dopiero teraz, ja sama, pojęłam ją w pełni całą duszą i sercem. Czytaj więc uważnie.

Odkurzałam niedawno moją półkę z książkami i w rękę wpadło mi moje pierwsze dzieło, od którego wszystko się zaczęło „Wilczo Głodna. Jak wyjść z kompulsywnego jedzenia i nie zwariować?” (drugie wydanie dostępne tu).
Rozczuliłam się trochę nad upływającym czasem (to już ponad cztery lata!) i nad tą młodszą wersją samej siebie, siadającą po raz pierwszy do komputera z zapałem i entuzjazmem, który nie wygasł po dziś dzień.

Zaczęłam kartkować książkę i znalazłam w niej taki oto cytat:

„…termin „powrócić do zdrowia” okazuje się jak najbardziej trafny. Zdrowie nigdzie sobie nie poszło. Jest tutaj nadal, a Ty, posługując się tym przewodnikiem, odnajdziesz do niego drogę powrotną”.

Oraz

„Tyle, że mój problem nie był natury fizycznej. Nie miałam zatrucia pokarmowego. To moja głowa była zatruta i to moją głowę trzeba było leczyć. Przyznam szczerze, że ciało radziło sobie wyjątkowo dobrze z tym codziennym koszmarem”

Czytając to doznałam olśnienia. Nagle zrozumiałam JAK to się stało, że wyszłam z bulimii dosłownie z dnia na dzień, po piętnastu latach bezskutecznej walki z nią. Zdjęłam ją jak starą, niewygodną rękawiczkę, jak coś czego już nie potrzebuję. Hop i do widzenia, finito, żegnaj forever.
Oczywiście musiałam się potem nauczyć jeść jak człowiek i tak dalej, ale bulimiczką, przestałam być w sekundę. Mało tego, ja wiedziałam, że to koniec. Wiedziałam to z pewnością nie z tego świata, absolutną, niepodważalną.

Było to zawsze dla mnie wydarzenie trącące trochę magią i nigdy nie potrafiłam go dobrze wytłumaczyć. Jakaś łaska boska, czy cholera wie co?
I czytając teraz ponownie moją pierwszą książkę, znalazłam w niej odpowiedź na to pytanie. Poczułam się trochę tak, jakbym umieściła tam zaszyfrowaną wiadomość do samej siebie z przyszłości, do Ani która dopiero dojrzeje do tego by pojąć co się stało.

Ok, co ja takiego tam napisałam? Dwie rzeczy:

1. Jestem i zawsze byłam zdrowa.

Dotarło do mnie, że w każdym jednym dniu mojego uzależnienia, w każdej najczarniejszej sekundzie mojego życia… ja byłam zdrowa. Tak samo jak słońce świeci na niebie nawet w najbardziej pochmurny dzień, tak samo moje zdrowie „nigdzie sobie nie poszło”.
Po prostu straciłam je z oczu, bo między mną a nim, wzniosłam mur myśli określany mianem „bulimia”. Wierzyłam w ten mur całym sercem. Jak miałam nie wierzyć, skoro stał solidny jak skała tuż przed moim nosem? A ja waliłam w niego zapiekle głową, zamiast po prostu pójść sobie w inną stronę, tam gdzie go nie ma.
Zdrowie zaś i harmonia były nadal we mnie, w pełni obecne, naturalne i wrodzone. Bębniły palcami w stół i patrzyły na zegarek czekając, aż się w końcu opamiętam.

myśli

Moje ciało zawsze wiedziało co robić – jak oddychać, pompować krew, wytwarzać hormony. I to wszystko z najdoskonalszą precyzją, której nasz „mądry” umysł nie byłby w stanie odtworzyć nawet w połowie procenta. Skaleczona skóra zabliźniała się, infekcje i choroby były zwalczane, połamane kości na powrót zrastały się w twardą jedność. I to bez mojej świadomej interwencji, bez mojego „robienia czegoś” w tym kierunku.

I na tej samej zasadzie, mój organizm zawsze wiedział co robić, w każdej minucie mojej „choroby”. Był tylko jeden problem:

2. To moje myśli były chore

To one podtrzymywały i karmiły moją bulimię. No bo co innego? Jakiś bulimiczny rak, guz?
Coś tak ulotnego jak myśl, może Cię zniewolić, zgnoić, a nawet zabić… jeżeli dasz im nad sobą władzę. To aż śmieszne, gdyby nie to, że straszne.

Rozumiesz dlaczego to takie ważne? Takie rewolucyjne? Ano dlatego, że wychodzi na to, że jedyne co musisz zrobić, aby wygrzebać się ze swojego doła, to zmienić myślenie. Tylko tyle.
I tak, oczywiście, Ty też musisz – tak jak i ja kiedyś – nauczyć się jeść od nowa, wyrobić dobre nawyki itd, ale to wszystko przyjdzie samo, jeżeli zejdziesz sobie z drogi.
To będzie KONSEKWENCJĄ zmiany myślenia. Tak samo jak goi się rana, jeżeli przestanie się ją jątrzyć paluchami.
Ciało powie Ci dokładnie czego potrzebuje. Zresztą ono ZAWSZE Ci to mówiło, ale Ty go nie słuchałaś. Słuchałaś szumu w swojej głowie.

A więc idąc tym tropem Ty nie musisz nic ROBIĆ, aby być zdrowa. Ty musisz przede wszystkim przestać myśleć, że jesteś chora.

I nie dołuj się, jeżeli to co mówię, jeszcze Ci nie „klika”. Po prostu korzystaj dalej z rad, które daję Ci na blogu, rób konsekwentnie to co trzeba, a jestem przekonana, że w końcu kliknie.

Tymczasem przykład: Pamiętasz mój niedawny artykuł o Natalce, co straciła pamięć i zapomniała, że miała bulimię? Z jej głowy wyleciały wszelkie mity, strachy i wierzenia na temat jedzenia. Zapomniała nawet, że trzeba być szczupłą w dzisiejszym świecie oraz co to w ogóle oznacza. Ze stanu „robienia” (odchudzanie się, walczenie z własnym ciałem, zażeranie itd) przeszła w stan „bycia”. Po prostu bycia. Pozwoliła odwiecznej inteligencji działać, a natura przywróciła ją do równowagi raz dwa.

Po artykule posypały się komentarze, w stylu „o takiej to dobrze”, „ja też bym tak chciała”.
A wiesz, że możesz? Bardzo krótko opowiem Ci dlaczego:

  • Bo myśli można wybrać

Pomyśl teraz o różowym słoniu. A teraz o tańczącym niedźwiedziu, który śnił Ci się trzy dni temu i w którego istnienie, w tym śnie, nie wątpiłaś. A teraz o wilku, co rujnuje Ci życie. A teraz znowu o słoniu.
Brać, wybierać, decydować! Sęk w tym, że na jedne z myśli reagujesz rozbawieniem, na inne strachem a na jeszcze inne nie reagujesz wcale. Niemniej jednak to wszystko, to są tylko myśli.

  •  Myśli nie są rzeczywistością.

Ostatnio moja młoda podopieczna zapytała mnie zdesperowana: „Ania, ale skąd mam wiedzieć, które z moich myśli są prawdziwe!?” Podobno żaden terapeuta nie potrafił odpowiedzieć jej odpowiedzieć na to pytanie.
No to ja jej na to: „Żadne myśli nie są prawdziwe. Wszystkie są iluzją”. One są jak obłoki na niebie. Czy obłoki są prawdziwe? No widać je i w ogóle, ale nie da się ich ani dotknąć, ani złapać, ani zatrzymać, ani zmierzyć.
A jak polecisz samolotem do nieba, to zobaczysz że nie ma czegoś takiego jak „obłok” jako taki. Jest tylko fenomen atmosferyczny – biało za oknem. Dlaczego by więc po prostu ich nie podziwiać, bez strachu i lęku. Przecież:

  •  Żadna myśl nie może Cię ani do niczego zmusić, ani Cię skrzywdzić.

Oczywiście, pod warunkiem, że nie zaczniesz działać pod jej wpływem.Bo to jest tak:

Myśl + działanie = rzeczywistość.

Przykład:
„Jestem samotna i nikt mnie nigdy nie pokocha” + odmawiam wszelkich propozycji randek = jestem samotna i nikt mnie nigdy nie pokocha
„Nic mi się nie uda” + nawet nie próbuję = Nic mi się nie udaje.
„Mam bulimię” + jem czekoladę zamiast obiadu, bo od jutra dieta = mam bulimię

NOWA myśl + działanie = NOWA rzeczywistość.

„Można mnie kochać” + rozglądam się i jestem otwarta na nowe znajomości = znajduję odpowiedniego mężczyznę. Jeżeli mężczyzna nie jest odpowiedni, wracam do kroku pierwszego.
„Mogę osiągnąć sukces” + próbuję do skutku = osiągam sukces (ale niekoniecznie taki jaki zaplanowałam pierwotnie)
„Nie mam bulimii” + jem obiad i nie przechodzę na żadną dietę (ergo; jem normalnie) = nie mam bulimii.

Widzisz już o czym mówię?
Myśli kreują Twoją rzeczywistość, ale tylko te, pod których wpływem DZIAŁASZ. Równie dobrze możesz mieć myśl typu „ukradnij to”, ale nie zareagujesz na nią, bo nie identyfikujesz się z jej treścią. Nie JESTEŚ złodziejem.

Tak samo jest z zaburzeniami odżywiania. Jeżeli przestaniesz identyfikować się z myślami, które ten nawyk podtrzymują (zeżryj to, obetnij kalorie, pomiń posiłek, od jutra dieta – dzisiaj wyżera), zobaczysz nagle, że masz (i zawsze miałaś) WYBÓR. Możesz na nie zareagować, ale wcale nie musisz. Jeżeli zaś tego nie robisz, to w tym momencie JUŻ jesteś wolna. Już nie JESTEŚ chora. Chmura przepływa, a słońce zdrowia świeci, tak jak świeciło od zawsze.

Jeżeli zaś będziesz tak postępować w KAŻDYM momencie, zdrowie stanie się nową normą.

Na koniec zostawię Cię z taką refleksją: Między Tobą a zdrowiem jest mur Twoich myśli. Ja Cię uczę jak przez niego przeleźć i wylądować po drugiej stronie. I tak, robiąc to wszystko osiągniesz zamierzony efekt.

myśli

Ale co by się stało, gdyby ten mur po prostu obejść? Zdać sobie sprawę z tego, że to nie żaden „mur” tylko kupa starych, niepotrzebnych cegieł w Twojej głowie?

*

Przypominam o weekendowych warsztatach ze mną, na których nauczę Cię jak radzić sobie z myślami i jak wrócić do swojego naturalnego dobro-stanu. Chętna? Zapraszam!

Uwaga, ilość miejsc ograniczona!

Zapisz się teraz

2018-12-14T20:36:03+00:0014 Grudzień, 2018|Kategoria: Psychologiczna rozkminka|Tagi: , , |

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

wilczoglodna patronite

Jeżeli pomaga Ci to co piszę, wesprzyj mnie na Patronite i przyczyń się do dalszego rozwoju Wilczo Głodnej.

WSPIERAM

31 komentarzy

  1. Marta Grudzień 14, 2018 w 8:59 pm - Odpowiedz

    Dziękuję Aniu za te słowa!

  2. Agata Grudzień 14, 2018 w 9:18 pm - Odpowiedz

    Ale to było piękne. I mądre. Brawo!!!
    Ja właśnie w ten sposób wyzdrowiałam. Zmieniłam myślenie. I jak się okazuje, to nie jedzenie było dla mnie problemem, tylko chore myśli o nim i o sobie. Dziękuję Aniu :*

    • Wilczo Glodna Grudzień 14, 2018 w 10:16 pm - Odpowiedz

      Dziękuję <3

  3. Speranza Grudzień 15, 2018 w 5:10 am - Odpowiedz

    Wszystko niby rozumiem.. ale jedno mi się kłóci.
    Jedz kiedy jesteś głodny- organizm wie ile potrzebujesz
    Z jedz wg zapotrzebowania kalorycznego na prawidłową wagę.

    Czy to aby nie jest tak, że o tą drobną różnicę (u mnie 100kcal) organizm też się upomni, potraktuje to jako deficyt?

    Może szukam dziury w całym, ale niby robię jak mówisz, a idzie średnio

    • Julia Styczeń 3, 2019 w 10:31 pm - Odpowiedz

      Aahh, mam to samo.
      Wszystko mi sie zgadza, ale właśnie nie wiem, do którego z tych dwóch stwierdzeń mam się stosować. Bo jeśli mam sporą nadwagę, nie mam pojęcia ile wynosi moja idealna wga i w dodatku rozciągnięty żołądek, to troche słabo ufać mojemu zaburzinemu zresztą mechanizmowi głodu i sytości, bo sie okaże, że tak zjem 2800 kalorii, a nie… Właśnie nie wiem, ile powinnam jesc, bo jako że gdy bylam dzieckiem miałam nadwage, potem niedowage z powodu odchudzania, a teraz znowu nadwage to ja nie znam mojej idealnej wagi. Ale wracając do problemu: jeśli z kolei zdam się na liczenie kalorii i załóżmy, będę potrzebowała 2200, to znowu mam odczucie, że jest to praktyka kłócąca się z naturą i znowu wprowadzi mnie w ortoreksje albo podobną rzecz…

  4. Domi Grudzień 15, 2018 w 8:12 am - Odpowiedz

    Cześć Aniu i dziewczyny. Może trochę nie na temat do tego posta ale nie wiem już co robić. Moja historia jest taka, że jakoś 3 lata temu zaczęłam historie z odchudzaniem- głodówki, objadanie, sport i tak w kółko. W końcu miałam dość i zgłosiłam się po plan dietetyczny do Pani dietetyk, która tez obiecała mi pomoc przywrócić miesiączkę i nauczyć się jeść a przy tym ładnie wyglądać (cudowna kobieta) . Wszystko szło super jednak zaczęłam bardzo ograniczać ten plan, jeszcze więcej ćwiczyć w efekcie czego waga zaczela spadać a moje zdrowie coraz bardziej się psuć (problemy z sercem itd, raz moje tętno spadło do 29- mam zegarek biegowy który to weryfikuje. Wiem ze tak było bo jeszcze nigdy tak zle się nie czułam, zasypiałam niemal ze na stojąco). Wtedy tez pojawił się pierwszy napad- jadłam jadłam i jadłam- wszystko co miałam pod ręka. Do tej pory tych napadów było już chyba z 5. A zawsze myślałam ze mnie to nie dotyczy. Po każdym napadzie bardzo dużo cwicze- ostatnio jak się tak objadlam (raczej zdrowe rzeczy, trochę tylko cukierków) to poszłam na orbitrek i pomimo treningu rano biegałam do momentu aż licznik kalorii nie pokazal ze spaliłam 1000. Chce wrócić do mojego planu żywieniowego (2300- jestem bardzo aktywna i treningi mam codziennie) ale już nie potrafię- zaczynam jeść zgodnie z planem tak jak wcześniej a potem uświadamiam sobie ze jednak jestem głodna, strasznie głodna, cały czas glodna no i jem. Po przeczytaniu Twoich wpisów staram się temu nie opierać ale nie potrafię bo bardzo boje się ze będę w końcu gruba kula jak dwa lata temu jeśli się nie opamiętam. Ale mój organizm jest po prostu chyba już zmęczony (był czas kiedy myślałam ze nie dojdę do domu z przystanku bo tak mi było ciężko) i głodny. Ale waga rośnie i czuje się coraz grubsza. Czy to się kiedyś skończy i będę jadła normalnie? Jak człowiek? Jest jakaś nadzieja? Bo póki co to jest jedno wielkie błędne koło. Napady, spalanie, napady, brak snu, spalanie, czasem zjadam zgodnie z planem ale potem znowu jest napad. Nie mam już siły, ciagle płacze, kiedyś nawet nie treningu- tracę siły mimo ze jem chore ilości żarcia. Pomocy

    • Karolina Grudzień 15, 2018 w 9:27 am - Odpowiedz

      Z własnego doświadczenia ponieważ moja historia jest bardzo podobna tylko ze ja nigdy nadwagi nie miałam myśle ze przede wszystkim powinnaś dac organizmowi odpocząć od aktywności fizycznej , jeśli to naprawdę lubisz nie musisz rezygnować ale trening codziennie ?! To przynosi więcej szkód niż pożytku i Wlansie dlatego jesteś wiecznie głodna słaba i bez chęci do życia . Ogranicz aktywność jedz zgodnie z planem chyba ze czujesz ze potrzebujesz więcej to dożuć posiłek i nie martw się bo uwierz jeśli będziesz w tym tkwiła bedzoe tylko gorzej a przybranie na wadze to nic w porównaniu z tym z czym zmagają się bulimiczki . Teraz z perspektywy czasu uwierz wolałabym być 10 kg grubsza i mieć spokojna glowe

      • Wiecznie głodna Grudzień 15, 2018 w 10:06 am - Odpowiedz

        siedzę w tym już trzy lata, tez nigdy nadwagi nie miałam, najwiecej ważyłam 59 kg przy wzroście 161 cm. Dwa tygodnie temu było 46,6 a teraz już się wolę nie ważyć bo w tydzień z 46 przybrałam do 49 kg. Muszę mieć ten trening codziennie ponieważ to jest taki cały cykl na różne partie. Czasem robię dwa dziennie bo te treningi są rano a wieczorami mam biegowe. Nie mogę z nich zrezygnować ale nie chce też jeść tyle jedzenia. Mam już dość Naprawdę

        • Aga Grudzień 15, 2018 w 5:33 pm - Odpowiedz

          U mnie intensywne, częste treningi powoduje zwiększenie kortyzolu co powoduje rozdrażnienie i większą chęć rzucenia się na lodówkę. Gdy zaczęłam sluchac swojego organizmu zauwazyam, że treningi co drugi dzień są dla mnie najlepsze. Po dniu treningowym potrzebuje jeden dzień regeneracji.

        • Karolina Grudzień 15, 2018 w 5:54 pm - Odpowiedz

          Ale Ty widzisz co piszesz ? Przepraszam nie chce nikogo atakować ale kur.. 46 kg ? Serio ? Przytyłaś bo zjadłaś normalnie i woda się zgromadziła itp Twój metabolizm zwolni do zera bo nikt normlany nie pociągnie na takiej wadze naturalnie bez katowania

        • Gumiś Grudzień 15, 2018 w 8:00 pm - Odpowiedz

          Z tym zwolnieniem metabolizmu to racja…ja przez to przechodziłam…aż w pewnym momencie wpadłam w straszny hipometabolizm, mimo jedzenia 600 kcal potrafiłam tyć… później okazało się, że to też liczne zaburzenia hormonalne, wtórne do mojego zachowania.. zapraszam na bloga
          http://anoreksjaoczamistudentki.blogspot.com

      • Agata Grudzień 18, 2018 w 10:06 pm - Odpowiedz

        Matko, mam bardzo podobnie i nie wiem co z tym zrobić, nie wiem kiedy się to ustabilizuje. Tzn. Ja uwielbiam ćwiczyć, kocham to! Jak ćwiczę odżywiają się prawidłowo, samo przychodzi, wszystko jest idealnie j czuje się BOSKO ( nie stosuje żadnych głosowej, nie liczę kalorii po prostu idzie bez obsesji) ale po kilku dniach muszę zrobić choćby 1 dzień wolny od treningu bo mięśnie są zmęczone a wtedy moja głowa jakby wariowala i pochłaniam duzzzoooo jedzenia. To nawet nie jest głód a apetyt. Nie wiem jak to ułożyć w głowie. Niestety ja byłam bardzo gruba a teraz jestem tylko nieco gruba ale boję się, że będę znów bardzo gruba. Byłam wtedy nieszczęśliwa… teraz jestem dużo mniej bo tylko w dni nie treningowe. Czuje się jak wariatka.

  5. Kaska Grudzień 15, 2018 w 4:58 pm - Odpowiedz

    Wiecznie Głodna…ustaw trening inaczej. 4 razy w tygodniu- inaczej podziel czesci ciala ;).Organizm musi sie regenerowac. Jrsli nie dasz mu szansy,bedzie szalał. Regeneruja sie wlokienka miesniowe, sciegna…to trwa. Na to potrzeba energii. Dlatego tak bardzo odczuwasz glod. Cialo chce sie odbudowac. Naprawde nie potrzeba cwiczyc 7 razy w tygodniu.

  6. Gumiś Grudzień 15, 2018 w 7:57 pm - Odpowiedz

    Tak naprawdę do ja nie wiem czy ja kiedykolwiek czułam się chora… zwykle to słyszałam, że sobie coś wkręcam, albo, że po prostu muszę pozbyć się tej głupoty – i może jest w tym jakaś racja…ach..czasami to bywa skomplikowane.
    Natłok myśli – coś co mam ciągle…na szczęście moja medycyna czasem mnie od tego ratuje, chciałabym kiedyś zajmować się zaburzeniami odżywiania jako lekarz – pomóc wszystkim tym, którzy się zagubili wyjść ze wszystkich zdrowotnych konsekwencji, żeby mieli poczucie, że lekarz rozumie ich problem, nie opieprzy za głupotę, tylko wesprze i pomoże!

    http://anoreksjaoczamistudentki.blogspot.com

  7. kasia Grudzień 16, 2018 w 4:09 pm - Odpowiedz

    Fakt,bulimia nie jest zaliczana do chorób,ale jest zaburzeniem psychicznym.Twoje myśli były chore,ale i Ty skoro pozwoliłaś nimi sobą kierować.
    Ja 5 lat nie mam objawów bulimii,ale nigdy nie powiem,że jestem zdrowa i że już do końca życia nie będę miała nawrotu.Ja mogę założyć,że nie chcę już wracać do wilka,ale nie wiem co będzie za 10 lat.

    Z bulimii nie da się wyjść z dnia na dzień!!!

    • Wilczo Glodna Grudzień 17, 2018 w 2:49 pm - Odpowiedz

      Kochana, to jest coś w co Ty wierzysz i będziesz przez to przekonanie żyć do końca życia w strachu przed nawrotem. A przecież to nie rak, na Boga, że sobie wróci SAM. To MY „wracamy” bulimię przechodząc na dietę na przykład.
      Ja Ci mówię, że możesz być wolna już teraz i na zawsze. To tylko Twoje przekonania nie pozwalają Ci tego zobaczyć.
      Ściskam mocno i powodzenia <3

  8. Patrycja Grudzień 16, 2018 w 5:10 pm - Odpowiedz

    Polecam poczytać o terapii schematów,można zrozumieć bliżej jak działa mózg i że zmiana jest możliwa ale wymaga wiele pracy. Cuda,olśnienia i magię pozostawmy szarlatanom i wróżkom.

  9. Zosia Grudzień 16, 2018 w 10:06 pm - Odpowiedz

    Nie jestem w pelni przekonana co do pokonania przez blogerke i autorke problemow z odzywianiem. Wydaje mi sie ze po prostu zmienily one forme. Autorka nadal jest skupiona na jedzieniu – publikowanie postow zwiazanych ze zdrowym odzywaniem sie i trybem zycia wydaje mi sie byc ich zastepcza forma, oczywiscie znacznie zdrowsza.

    • Ilia Grudzień 17, 2018 w 3:15 pm - Odpowiedz

      przecież to nie jest blog o zdrowym odzywianiu ani o fitnessie. to jest blog o wychodzeniu z bulimii i zdrowych nawykach. Serio, nie mogę się dopatrzeć tej zastępczej formy o której mówisz. Jakby Ania z diet przeszła na blog o robieniu rzeźby to rozumiem. Ciężko mówić o wyjściu z bulimii bez dotykania tematu ćwiczeń, jedzenia zdrowego. Chyba szukasz dziury w całym

  10. patrycja Grudzień 17, 2018 w 11:13 am - Odpowiedz

    Też się nad tym zastanawiam.Zwłaszcza niepokojące są ćwiczenia 4 razy w tygodniu! To zawodowcy trenują 5-6 razy w tygodniu.Mam wrażenie że to wciskanie sobie kitu że robie to dla zdrowia i lepszego samopoczucia pod spodem może skrywać lek i obawe przed przytyciem i poczucie winy że zjadło się za dużo wiec teraz trzeba odpracować swoje- to jest ciągle zaburzone myślenie dziewczyny.Ta Pani nie ma wkształcenia ani medycznego ani psychologicznego,a bierze się za leczenie Waszej duszy! Na dzień dobry powinno Wam się zapalić czerwone światło.

    • Ilia Grudzień 17, 2018 w 3:19 pm - Odpowiedz

      Można ćwiczyć i 6 razy, po pół godziny, niezbyt intensywnie. Można zarzynać się i wtedy nawet 3 razy na tydzien rozreguluje organizm. jako osoba, która skorzystała z Ani metody powiem Ci, że nie ma szans, aby przejmować się tak wagą i wyglądem jak sugerujesz, że robi to autorka bloga. Po prostu pojawiaja się inne priorytety i wygląd robi się nagle trzecioplanowy. Mam wrażenie że albo nie wiesz o czym mówisz i chcesz sobie potrollować albo jesteś sama niewyleczona i nie umiesz sobie wyobrazić, że mogą być po wyzdrowieniu inne priorytety niż dupa i płaski brzuch

    • Inka Grudzień 17, 2018 w 11:09 pm - Odpowiedz

      Myślę, że żeby pomóc bulimiczkom uporać się z „rzygowym dziadostwem” ważniejsze jest doświadczenie aniżeli wykształcenie, o którym piszesz. Tak było w moim przypadku. Przyszła Pani Gruszczyńska powiedziała, że można „żyć w ogóle” i normalnie i w dodatku pokazala jak to zrobić i… Cud. Obudziłam się. A zewsząd tylko słyszałam „choroba nieuleczalna”, „farmakologia”, „nie da rady samemu” etc., więc nawet nie próbowałam próbować.I nagle ..objawienie! Nie dość, że zobaczyłam że nie jestem odosobniony przypadkiem to w dodatku, że nie jestem przypadkiem beznadziejnym no i jeszcze dostałam wskazówki co robić żeby było lżej odejść od beznadziejne go nawyku. W końcu żyje od kilku miesięcy.
      Czy nadal wiedza psychologiczna i doświadczenie medyczne są priorytetem w „leczeniu” z bulimii? 🙂

      • Wilczo Glodna Grudzień 19, 2018 w 7:19 pm - Odpowiedz

        Kochana, jestem z Ciebie dumna! Brawo. :*

  11. Kate Grudzień 19, 2018 w 12:44 pm - Odpowiedz

    Aniu post jak zawsze w punkt! Przeczytałam kilka razy i zaczęłam stosować te rady i kurcze widzę różnice w zahowaniu na plus oczywiście a to tylko dlatego że skupiłam się na zmianie myślenia.
    Do tej pory robiłam odwrotnie. Skupiała się na zmianie zachowania a ono jest skutkiem natomiast przyczyną jest myślenie. Zmieniając myślenie zmienia się moje zachowanie, takie to proste.
    Dziękuję Aniu bardzo pomógł mi ten post :*

  12. Marta Grudzień 19, 2018 w 3:20 pm - Odpowiedz

    Aniu mówiłaś wcześniej że bulimia to nie choroba psychiczna jak nam wmówili psychologowie dokładnie śledziłam twoje posty i mówiłaś że to co jemy i nasza chęć odchudzania to to wywołało bulimię teraz mówisz dokładnie na odwrót. Czy zrewidowałas swoje przekonania?

    • Wilczo Glodna Grudzień 19, 2018 w 7:17 pm - Odpowiedz

      Kochana, jak to na odwrót? Mówię dokładnie to samo. Tak, bulimia to nie choroba psychiczna i tak, wywołało ją nasze odchudzanie. A odchudzanie (akcję) wywołały nasze myśli (muszę się odchudzać, bo coś tam). Gdzie widzisz tu sprzeczność, słońce?

  13. Zosia Grudzień 25, 2018 w 2:27 pm - Odpowiedz

    Ja tez zauwazylam duzo sprzecznosci pomiedzy tym co mowila P. Anna Gruszczynska w przeszlosci a mowi teraz. Niestety teraz zaczyna mi to pachniec tanim couchingiem. Bulimia to zaburzenie psychiczne, prosze sprawdzic klasyfikacje ICD-10. Owszem zmiana jest mozliwa ale wymaga duzo wysilku, zmiany schematow myslenia, reakcji emocjonalnych i zachowania. To wszystko tworzy “nas” a czary mary “moje mysli sa chore ale ja jestem zdrowa” to jakas bzdura. Nie wiem, czy jest to gdzies poruszone na blogu ale zaburzenia odzywiania czesto wspolistnieja z zaburzeniami osobowisci typu borderline czy osobowosc historioniczna. To nie jest choroba ale “ zaburzenie psychiczne, którego istotnymi cechami są głęboko zakorzenione, trwałe, nieprzystosowawcze wzorce relacji ze środowiskiem, myślenia o nim i postrzegania go, ukonstytuowane tak dalece, że powodują trudności w funkcjonowaniu społecznym i behawioralnym”. Moze dlatego tak trudno to wyleczyc ? I moze jednak podejscie holistyczne jest wazniejsze niz skupianie sie na ukladaniu wegsnskiego jadlospisu 2000kcal traktowane jako wyleczenie ?

  14. Wycieczka Życioznawcza Grudzień 31, 2018 w 5:15 pm - Odpowiedz

    Różnie u mnie bywało i wiem, że różnie też jest z chęcią zrozumienia i naprawienia czegoś. Święta spędzałam u rodziców, więc nie miałam ochoty zajeść samotności. Ale wtedy coś pyknęło. Bo przecież niejedne święta spędziłam już z Wilkiem. A te – jakoś mogłam bez. Oczywiście były momenty tego specyficznego wejścia w mały trans, ale bilans jest pozytywny.

    Parę dni urlopu u rodziców też przysłużyły się do takiego skontaktowania się z sobą samą… ale potem ten post. Dziękuję.

    Negatywne wypowiedzi wynikają pewnie z niezrozumienia… hm… niektóre rzeczy w niektórych stanach świadomości są jakby poza zasięgiem. Wiem, jak to jest. I nie wiem, czy mnie rozumiecie.

    Pozwalam sobie zostawić link do moich śmiesznych wyrwanych z duszy refleksji ;)), w których nawiązałam do tego posta.

    • Wilczo Glodna Grudzień 31, 2018 w 5:42 pm - Odpowiedz

      Kochana,

      Trafiasz w punkt w stwierdzeniu: niektóre rzeczy w niektórych stanach świadomości są jakby poza zasięgiem.
      Właśnie dlatego nikogo nie przekonuję, bo to łapie się w lot, albo nie. Czasami to jeszcze nie ten czas.
      Pozdrawiam kochana!

  15. Gotowa - Wilczogłodna Styczeń 4, 2019 w 1:20 pm - Odpowiedz

    […] nałóg, pada w jednej chwili. Tak jak pisałam w niedawnym poście o myślach; to nie jest tak, że mamy gdzieś jakiegoś bulimicznego raka i trzeba go […]

Zostaw komentarz