Uwaga, za chwilę przeczytasz jeden z najważniejszych artykułów, jakie do tej pory napisałam. Jest on tak samo istotny jak seria o Gadzim mózgu, Normalnym jedzeniu czy jeszcze kilka innych postów podlinkowanych tu i tu. Właściwie te wszystkie artykuły wskazują na jedną prawdę, o której mówię od dawna, ale dopiero teraz, ja sama, pojęłam ją w pełni całą duszą i sercem. Czytaj więc uważnie.

Odkurzałam niedawno moją półkę z książkami i w rękę wpadło mi moje pierwsze dzieło, od którego wszystko się zaczęło „Wilczo Głodna. Jak wyjść z kompulsywnego jedzenia i nie zwariować?” (drugie wydanie dostępne tu).
Rozczuliłam się trochę nad upływającym czasem (to już ponad cztery lata!) i nad tą młodszą wersją samej siebie, siadającą po raz pierwszy do komputera z zapałem i entuzjazmem, który nie wygasł po dziś dzień.

Zaczęłam kartkować książkę i znalazłam w niej taki oto cytat:

„…termin „powrócić do zdrowia” okazuje się jak najbardziej trafny. Zdrowie nigdzie sobie nie poszło. Jest tutaj nadal, a Ty, posługując się tym przewodnikiem, odnajdziesz do niego drogę powrotną”.

Oraz

„Tyle, że mój problem nie był natury fizycznej. Nie miałam zatrucia pokarmowego. To moja głowa była zatruta i to moją głowę trzeba było leczyć. Przyznam szczerze, że ciało radziło sobie wyjątkowo dobrze z tym codziennym koszmarem”

Czytając to doznałam olśnienia. Nagle zrozumiałam JAK to się stało, że wyszłam z bulimii dosłownie z dnia na dzień, po piętnastu latach bezskutecznej walki z nią. Zdjęłam ją jak starą, niewygodną rękawiczkę, jak coś czego już nie potrzebuję. Hop i do widzenia, finito, żegnaj forever.
Oczywiście musiałam się potem nauczyć jeść jak człowiek i tak dalej, ale bulimiczką, przestałam być w sekundę. Mało tego, ja wiedziałam, że to koniec. Wiedziałam to z pewnością nie z tego świata, absolutną, niepodważalną.

Było to zawsze dla mnie wydarzenie trącące trochę magią i nigdy nie potrafiłam go dobrze wytłumaczyć. Jakaś łaska boska, czy cholera wie co?
I czytając teraz ponownie moją pierwszą książkę, znalazłam w niej odpowiedź na to pytanie. Poczułam się trochę tak, jakbym umieściła tam zaszyfrowaną wiadomość do samej siebie z przyszłości, do Ani która dopiero dojrzeje do tego by pojąć co się stało.

Ok, co ja takiego tam napisałam? Dwie rzeczy:

1. Jestem i zawsze byłam zdrowa.

Dotarło do mnie, że w każdym jednym dniu mojego uzależnienia, w każdej najczarniejszej sekundzie mojego życia… ja byłam zdrowa. Tak samo jak słońce świeci na niebie nawet w najbardziej pochmurny dzień, tak samo moje zdrowie „nigdzie sobie nie poszło”.
Po prostu straciłam je z oczu, bo między mną a nim, wzniosłam mur myśli określany mianem „bulimia”. Wierzyłam w ten mur całym sercem. Jak miałam nie wierzyć, skoro stał solidny jak skała tuż przed moim nosem? A ja waliłam w niego zapiekle głową, zamiast po prostu pójść sobie w inną stronę, tam gdzie go nie ma.
Zdrowie zaś i harmonia były nadal we mnie, w pełni obecne, naturalne i wrodzone. Bębniły palcami w stół i patrzyły na zegarek czekając, aż się w końcu opamiętam.

myśli

Moje ciało zawsze wiedziało co robić – jak oddychać, pompować krew, wytwarzać hormony. I to wszystko z najdoskonalszą precyzją, której nasz „mądry” umysł nie byłby w stanie odtworzyć nawet w połowie procenta. Skaleczona skóra zabliźniała się, infekcje i choroby były zwalczane, połamane kości na powrót zrastały się w twardą jedność. I to bez mojej świadomej interwencji, bez mojego „robienia czegoś” w tym kierunku.

I na tej samej zasadzie, mój organizm zawsze wiedział co robić, w każdej minucie mojej „choroby”. Był tylko jeden problem:

2. To moje myśli były chore

To one podtrzymywały i karmiły moją bulimię. No bo co innego? Jakiś bulimiczny rak, guz?
Coś tak ulotnego jak myśl, może Cię zniewolić, zgnoić, a nawet zabić… jeżeli dasz im nad sobą władzę. To aż śmieszne, gdyby nie to, że straszne.

Rozumiesz dlaczego to takie ważne? Takie rewolucyjne? Ano dlatego, że wychodzi na to, że jedyne co musisz zrobić, aby wygrzebać się ze swojego doła, to zmienić myślenie. Tylko tyle.
I tak, oczywiście, Ty też musisz – tak jak i ja kiedyś – nauczyć się jeść od nowa, wyrobić dobre nawyki itd, ale to wszystko przyjdzie samo, jeżeli zejdziesz sobie z drogi.
To będzie KONSEKWENCJĄ zmiany myślenia. Tak samo jak goi się rana, jeżeli przestanie się ją jątrzyć paluchami.
Ciało powie Ci dokładnie czego potrzebuje. Zresztą ono ZAWSZE Ci to mówiło, ale Ty go nie słuchałaś. Słuchałaś szumu w swojej głowie.

A więc idąc tym tropem Ty nie musisz nic ROBIĆ, aby być zdrowa. Ty musisz przede wszystkim przestać myśleć, że jesteś chora.

I nie dołuj się, jeżeli to co mówię, jeszcze Ci nie „klika”. Po prostu korzystaj dalej z rad, które daję Ci na blogu, rób konsekwentnie to co trzeba, a jestem przekonana, że w końcu kliknie.

Tymczasem przykład: Pamiętasz mój niedawny artykuł o Natalce, co straciła pamięć i zapomniała, że miała bulimię? Z jej głowy wyleciały wszelkie mity, strachy i wierzenia na temat jedzenia. Zapomniała nawet, że trzeba być szczupłą w dzisiejszym świecie oraz co to w ogóle oznacza. Ze stanu „robienia” (odchudzanie się, walczenie z własnym ciałem, zażeranie itd) przeszła w stan „bycia”. Po prostu bycia. Pozwoliła odwiecznej inteligencji działać, a natura przywróciła ją do równowagi raz dwa.

Po artykule posypały się komentarze, w stylu „o takiej to dobrze”, „ja też bym tak chciała”.
A wiesz, że możesz? Bardzo krótko opowiem Ci dlaczego:

  • Bo myśli można wybrać

Pomyśl teraz o różowym słoniu. A teraz o tańczącym niedźwiedziu, który śnił Ci się trzy dni temu i w którego istnienie, w tym śnie, nie wątpiłaś. A teraz o wilku, co rujnuje Ci życie. A teraz znowu o słoniu.
Brać, wybierać, decydować! Sęk w tym, że na jedne z myśli reagujesz rozbawieniem, na inne strachem a na jeszcze inne nie reagujesz wcale. Niemniej jednak to wszystko, to są tylko myśli.

  •  Myśli nie są rzeczywistością.

Ostatnio moja młoda podopieczna zapytała mnie zdesperowana: „Ania, ale skąd mam wiedzieć, które z moich myśli są prawdziwe!?” Podobno żaden terapeuta nie potrafił odpowiedzieć jej odpowiedzieć na to pytanie.
No to ja jej na to: „Żadne myśli nie są prawdziwe. Wszystkie są iluzją”. One są jak obłoki na niebie. Czy obłoki są prawdziwe? No widać je i w ogóle, ale nie da się ich ani dotknąć, ani złapać, ani zatrzymać, ani zmierzyć.
A jak polecisz samolotem do nieba, to zobaczysz że nie ma czegoś takiego jak „obłok” jako taki. Jest tylko fenomen atmosferyczny – biało za oknem. Dlaczego by więc po prostu ich nie podziwiać, bez strachu i lęku. Przecież:

  •  Żadna myśl nie może Cię ani do niczego zmusić, ani Cię skrzywdzić.

Oczywiście, pod warunkiem, że nie zaczniesz działać pod jej wpływem.Bo to jest tak:

Myśl + działanie = rzeczywistość.

Przykład:
„Jestem samotna i nikt mnie nigdy nie pokocha” + odmawiam wszelkich propozycji randek = jestem samotna i nikt mnie nigdy nie pokocha
„Nic mi się nie uda” + nawet nie próbuję = Nic mi się nie udaje.
„Mam bulimię” + jem czekoladę zamiast obiadu, bo od jutra dieta = mam bulimię

NOWA myśl + działanie = NOWA rzeczywistość.

„Można mnie kochać” + rozglądam się i jestem otwarta na nowe znajomości = znajduję odpowiedniego mężczyznę. Jeżeli mężczyzna nie jest odpowiedni, wracam do kroku pierwszego.
„Mogę osiągnąć sukces” + próbuję do skutku = osiągam sukces (ale niekoniecznie taki jaki zaplanowałam pierwotnie)
„Nie mam bulimii” + jem obiad i nie przechodzę na żadną dietę (ergo; jem normalnie) = nie mam bulimii.

Widzisz już o czym mówię?
Myśli kreują Twoją rzeczywistość, ale tylko te, pod których wpływem DZIAŁASZ. Równie dobrze możesz mieć myśl typu „ukradnij to”, ale nie zareagujesz na nią, bo nie identyfikujesz się z jej treścią. Nie JESTEŚ złodziejem.

Tak samo jest z zaburzeniami odżywiania. Jeżeli przestaniesz identyfikować się z myślami, które ten nawyk podtrzymują (zeżryj to, obetnij kalorie, pomiń posiłek, od jutra dieta – dzisiaj wyżera), zobaczysz nagle, że masz (i zawsze miałaś) WYBÓR. Możesz na nie zareagować, ale wcale nie musisz. Jeżeli zaś tego nie robisz, to w tym momencie JUŻ jesteś wolna. Już nie JESTEŚ chora. Chmura przepływa, a słońce zdrowia świeci, tak jak świeciło od zawsze.

Jeżeli zaś będziesz tak postępować w KAŻDYM momencie, zdrowie stanie się nową normą.

Na koniec zostawię Cię z taką refleksją: Między Tobą a zdrowiem jest mur Twoich myśli. Ja Cię uczę jak przez niego przeleźć i wylądować po drugiej stronie. I tak, robiąc to wszystko osiągniesz zamierzony efekt.

myśli

Ale co by się stało, gdyby ten mur po prostu obejść? Zdać sobie sprawę z tego, że to nie żaden „mur” tylko kupa starych, niepotrzebnych cegieł w Twojej głowie?