Wygrałam konkurs życia!

Pewnie pamiętacie, że jakiś miesiąc temu Ania ogłosiła konkurs, a wygraną była miesięczna współpraca. Zakończyłyśmy właśnie mentoring, a ja chciałam podzielić się z Wami swoją historią.

Nie ukrywam, że ta wygrana to było moje spełnienie marzeń! Kiedy Ania ogłaszała konkurs pomyślałam, że jest to dla mnie szansa. Trochę jednak zwlekałam z wysłaniem zgłoszenia. Tyle razy ponosiłam porażkę i tkwiłam w zaburzeniach, że myślałam, że tak będzie zawsze… Jednak jakiś wewnętrzny głos mówił, że powinnam to zrobić. Może uznacie to za dziwne, ale myślę, że to mój Anioł Stróż, który nie mógł patrzeć jak cierpię. Zebrałam się w końcu w sobotę i wysłałam zgłoszenie. Ku mojemu zaskoczeniu wygrałam! Od razu chciałam się umówić z Anią na rozmowę i w końcu coś zmienić!

Chcę, tak pokrótce napisać o mojej historii. W zaburzeniach odżywiania tkwiłam jakieś 6 lat. Na początku chciałam po prostu się odchudzić i lepiej wyglądać. Miałam wtedy pewnie z 10 kg nadwagi. Na początku ograniczałam słodycze, jadłam mniej i mniej. W końcu wylądowałam z wagą 55 kg przy wzroście 170. Otoczenie patrzyło na mnie z niepokojem. Niektórzy żartobliwie mówili o mnie przecinek. Ja oczywiście bardzo się cieszyłam z tej chudości i sądziłam, że ludzie mi jej zazdroszczą. Podobałam się chłopakom. Wydawało mi się, że tylko chudość da mi powodzenie u płci przeciwnej. Poznałam wtedy ówczesną miłość życia. Udawałam przed nim normalną dziewczynę, a wewnątrz bałam się, że jak przytyje to mnie zostawi. Tak też się w końcu stało, ale z zupełnie innego powodu. Po rozstaniu nie mogłam sobie poradzić. Dopadło mnie kompulsywne objadanie się.

Tak, zaczął się mój problem. Organizm upomniał się o swoje po latach głodzenia. Moje dni przeplatały się nie jedzeniem, a potem jedzeniem wielkich ilości słodyczy i chipsów.
W między czasie zaczęłam biegać. Pokochałam ten sport, ale mam wrażenie, że i w tym aspekcie życia zaczęłam przesadzać – 5, 10, 21 km, biegi ultra po 50, 70 km. Zdarzało mi się robić dwa treningi biegowe dziennie po 10 km. Organizm nie wytrzymał zatrzymał się okres. Uzależniłam się od gum do żucia i pepsi. W ostatniej fazie moje ukochane bieganie było zmorą. Nie umiałam wyjść na zewnątrz. Przytyłam i myślałam, że już nie ma dla mnie ratunku…

W ten pamiętny poniedziałek, kiedy po raz pierwszy rozmawiałam z Anią czułam się jak dziecko we mgle. Nie wiedziałam jak powinna wyglądać porcja. Moje posiłki były bardzo monotonne… Ja tego kompletnie nie widziałam. To wszystko uświadomiła mi Ania. Jak się okazało do tej pory jadłam może z 1000 kalorii i dlatego mam napady. Przez cały dzień jadłam 2 jajka, jogurt, wafle ryżowe i jabłka. Byłam bardzo zagubiona. Kompletnie nie wiedziałam co mogę jeść, a już tym bardziej ile. Dostałam złotą radę, aby słuchać ciała. Bałam się tego, bo tak naprawdę w ogóle nie ufałam swojemu organizmowi.

Rozpoczęłyśmy mentoring. W międzyczasie uczestniczyłam w konferencjach, imprezach i nie ukrywam, że trochę się tego obawiałam. W takich sytuacjach w przeszłości nie radziłam sobie. Zaufałam swojemu ciału! Nawet nie wiecie jaką poczułam ulgę, kiedy na imprezie mogłam zjeść co chce i pić co chce. Najdziwniejsze było dla mnie to, że nie rzucałam się ani na słodkie, ani na alkohol. Normalnie na nic!

Po wkroczeniu na właściwe tory zdarzało mi się budzić w nocy i jeść, a także często męczyły mnie sny o jedzeniu. W głowie krążyły też myśli, że może jem za dużo. Ania zawsze cierpliwie uspokajała i naprowadzała na właściwe tory moje piętrzące się myśli.

Najlepsze było to, że wróciłam do sportu! Ania nauczyła mnie ile jeść, kiedy biegam.
Wbrew pozorom nauka jedzenia dała mi jeszcze kilka innych plusów: polubiłam siebie, jem kiedy jestem głodna, a nie wtedy kiedy wypada, spełniam swoje zawodowe marzenia (pod koniec mentoringu dostałam awans!), a nawet gotuje. Wszyscy się dziwią, bo jak to ja się śmieje zostałam kucharą! Oczywiście królują u mnie tylko szybkie dania.

Zmieniłam się także fizycznie. Nie wiem czy mam mniej kilogramów, ale zmniejszyła mi się trochę chomicza twarz, a niektórzy twierdzą, że odmłodniałam. Śmiałyśmy się z Anią, że jest lepsza niż lifting.

Życie pisze naprawdę niesamowite scenariusze! Odczuwam ogromną wdzięczność za otrzymaną pomoc. Wiem, że życie to nie tylko jedzenie i wygląd. Ten jeden poniedziałek rozpoczął moją przemianę – już nie wegetuje, a żyje!

Buziaki,
Magda

*

A kiedy Twoja kolej? Zrób to dla siebie i umów się ze mną na intensywną pracę na mentoringu.