Tekst znowu dość długi, ale jeżeli niesamowicie motywujący. Jest też tutaj mowa o wielu schematach, które Ty pewnie też widzisz u siebie. Przeczytaj koniecznie!

*

Aniu,

Kilka zdań ode mnie, chociaż muszę przyznać, że nie jestem zbyt wylewną osobą. Właśnie mam ‚szklanki w oczach’ jak do ciebie piszę hehe.

Jesteś najmądrzejszą i najwspanialszą osobą, którą znam. Przyznam, że nie wierzyłam w to, czy będą jakieś efekty. Zwłaszcza jak pierwszy raz do ciebie napisałam, dwa lata temu to niby chciałam tej pomocy, a jednak ciągle miałam wymówki, że za drogo, że mnie nie stać. No ale było mnie stać na wycieczki do sklepu po słodycze, he…

Zrobiłam sobie najlepszy prezent urodzinowy, bo 30 maja 2019 to było dwa dni po moich urodzinach. Wtedy postanowiłam kolejny raz się do ciebie zgłosić. Tym razem byłam już zdecydowana.
Dziękuję Ci za ten miesiąc, za dobre słowa, ale też za opieprz. Za uświadomienie mi wielu rzeczy i za podejście do mnie. Za wskazówki i za to, że byłaś przy mnie.

Czasami proste rozwiązania wydają się najlepsze. Bo przecież wystarczy jeść, jeść zgodnie z zapotrzebowaniem i się nie głodzić, a organizm nie będzie domagał się słodyczy. I już teraz czuję, że jak pójdę do tego sklepu i będę trzymała w ręku Nutellę czy czekoladę z myślą, żeby się nażreć, to chyba mi ta ręka uschnie, haha.

Nie boję się ‚gorszego dnia’, jestem świadoma, że może zdarzyć się jakaś gorsza chwila, bo byłoby to za piękne, gdyby od teraz wszystko zmieniło się o 180 stopni. Ale nie żyje w strachu. Nie czuję się podporządkowana pod jedzenie. Nie mówię o sobie źle. Nie mówię o swoim ciele źle. Czytam książkę, która od ciebie dostałam i pracuje nad sobą i swoimi nawykami (ćwiczeń i nie jedzenie z tv czy telefonem).

Przestałam też rozpamiętywać to moje 10 lat z Ed. Nie zmienię przeszłości, ale mam wpływ na teraźniejszość i przyszłość.

Dziękuję!
Ania

*

Moje podsumowanie po mentoringu

Dwa lata. Dwa lata potrzebowałam, aby zdecydować się na mentoring. Pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga w 2017 roku. Dowiedziałam się wtedy wielu rzeczy, których nikt mi nie wytłumaczył, gdy zgłaszałem się po pomoc. A zgłaszałam się do lekarzy pierwszego kontaktu, psychiatrów i psychologów na NFZ oraz wydałam tysiące złotych na prywatnych lekarzy, terapię, leki i dietetyków.

Nikt nigdy mi nie powiedział, że przyczyną moich problemów jest głodzenie się. Ja sama przez 8 lat mojego życia byłam przekonana, że to jakaś siła wyższa o tym decyduje. Bo jak wytłumaczyć pół roku silnej woli, ćwiczeń, motywacji, dbania o siebie a później nagle jeden dzień, jakby nadeszło jakieś tsunami i to wszystko szlag trafiał?

I zaczęły się wycieczki do sklepów, jedzenie do momentu, w którym było mi niedobrze ale i tak w siebie wpychałam wszystko, bo tak sobie zaplanowałam. Jedzenie opakowań ciastek i czekolad w tramwaju, bo nie mogłam się doczekać aż dojadę do domu.

Obsesyjnie myślenie o jedzeniu, co zjem jak wyjdę z pracy. Tony zjedzonych słodyczy w samotności, w swoim pokoju, a później płacz i znienawidzenie siebie. Brawo! Obiecywałaś sobie, że już nigdy nie doprowadzisz się do takiego stanu i co? Gruba świnia.

Oczywiście grube świnie nie chodzą na siłownię i nie spotykają się ze znajomymi, więc jedyną rozrywką jest organizowanie wielkiej uczty i popijanie piwkami lub prosecco.
Dwa lata temu nie zdecydowałam się na mentoring, ale za to przeszłam twój kurs online. Każde zadanie wykonałam skrupulatnie, robiłam notatki, ale co z tego wyniosłam? No właśnie. Wyniosłam z kursu niewiele, bo po prostu chciałam nadal żyć w swoim świecie. Tak było łatwiej. Jest Ci trudno, jest Ci źle, idź do sklepu nażryj się.

30 maja 2019 roku w końcu zdecydowałam się na mentoring. Serio, zawsze jak czytałam listy od twoich mentee myślałam, że to niemożliwe, żebym kiedykolwiek ja napisała coś podobnego. Bo jak to w miesiąc się zmienić? Nie ma takie opcji… A jednak!
Zaczęłam w strachu, że już nigdy nie będę mogła zjeść słodyczy, że każdy dzień to będzie walka ze sobą „zjeść czy nie zjeść”, a ty mi tłukłaś do głowy, że najedzone ciało nie potrzebuje nadprogramowych kalorii i słodyczy. Przełom nastąpił jakoś po dwóch tygodniach mentoringu. Zostałam zaproszona na kolację, która składała się z 3 dań.

Po rozmowie z tobą stwierdziłam, że pierwszy raz od tych dwóch tygodni zjem deser. Zjadłam przystawkę, po której byłam już najedzona. Później z wielkim żalem odsunęłam talerz po zjedzeniu 1/3 najpyszniejszej porcji risotto. Ale dlaczego? Bo byłam już pełna i wiedziałam, że więcej nie wcisnę. Po chwili każdy zamawia deser a ja… Uwaga… Odmawiam!

Z całą świadomością odmawiam deseru, bo zwyczajnie nie mam ochoty i jestem najedzona. I te ciasta i lody na stole wcale nie mówią do mnie ‘zjedz mnie’. Wtedy uświadomiłam sobie, że mentoring to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć.

Co się zmieniło w kwestii

Jadłospisu:
Najważniejsze, co się zmieniło to ilość spożywanych kalorii. Mam jeść około 2000 a nie jakieś 1800. Bo już teraz dla mojego organizmu to nieważne czy jem 1400 czy 1800 jak sobie wymyśliłam, że będzie to idealna podaż kalorii, żeby schudnąć. Prędzej czy później po obcinaniu kalorii pojawiały się wycieczki do sklepu po słodycze. Bo to głównie słodyczami się objadłam. Poza tym pojawił się u mnie większy luz w podejściu do jedzenia.

Ćwiczeń:
Zainspirowana moją historia napisałaś artykuł o stawianiu za wysoko poprzeczki. Namawiałaś mnie do ćwiczeń 5 minut dziennie. Ja mając w głowie, że żeby mieć efekty to trzeba katować się na siłowni i spalać po 400-500 kalorii na bieżni po prostu nie potrafiłam się zmobilizować do ćwiczeń.
Podczas jednej z naszych rozmów powiedziałam ci wszystkie moje wymówki i już w tym samym czasie zorientowałam się jak głupio i irracjonalnie one brzmią. Ale po tylu latach wzlotów i upadków, po kilku miesiącach przerwy od ćwiczeń, było trudno ot tak zacząć ćwiczyć. No i ja w tym moim perfekcjonizmie od razu zrobiłam 20 minut ćwiczeń. Kolejny dzień i kolejny też po 20 min. Później nastąpił spadek nastroju i zapomniałam o ćwiczeniach. A ty ciągle pytałaś mnie jak idą ćwiczenia i podczas kolejnej rozmowy, kolejny raz wytłumaczyłaś mi, że mam zacząć od 5 a nie 20 czy 50 minut. Bo ważniejsze jest, że zrobię 5 min dziennie, codziennie niż dwa dni po 20 minut a później 10 dni przerwy. Na 5 min nie chciało mi się nawet ruszyć noga i rozkładać maty do ćwiczeń. Ale ty uświadomiłaś mi, że jednak ten sens jest i że to 5 minut dziennie to pierwsze kroki do tworzenia nawyku. Tym razem bez spiny i katowania się w moim perfekcjonizmie.

Stosunku do jedzenia:
Muszę przyznać, że na początku czułam się trochę uwiązana i podporządkowana pod jedzenie. Bo jak tu gdzieś wyjść, gdy w tym czasie ma się zaplanowany posiłek. Wracałam do domu z miasta, żeby tylko coś zjeść. No bo, jak kupie coś w sklepie i zjem to będzie podjadanie i już cały plan dnia się zawali no nie? Albo jak zjem jakąś kanapkę na mieście to będzie miała pewnie milion kalorii i już zjem cały przydział na dany dzień. Później nauczyłam się, że przygotowanie posiłku i zabranie ze sobą w pudełku to chwila pracy a daje mi komfort i swobodę. Kupienie sałatki na mieście i zjedzenie jej teraz, bo jestem głodna w tym momencie a nie za 1.5 godziny jak dotrę do domu to też nie tragedia. To całkowicie normalna rzecz.

Absurdy, które pokonałam:
Jedzenie co 3 godziny z zegarkiem w ręku. Jeszcze na początku mentoringu prawie co do godziny miałam zaplanowane posiłki. Każde jedzenie, które zjadłam na mniej niż 3 godziny po poprzednim posiłku traktowałam jako podjadanie I coś zabronionego. Bo przecież jak to. Nie mogę być tak szybko głodna, coś poszło nie tak. Bałam się, że będę studnią bez dnia i jeśli pozwolę sobie na zjedzenie teraz, a nie za 15 minut, kiedy to mina 3 godziny to ruszy machina i będę jadła i jadła. I kolejny raz olśnienie! Jeśli się najem teraz, bo jestem głodna, nie będę myślała później o jedzeniu, a dopiero w momencie, kiedy mój organizm znów będzie potrzebował pożywienia!

Największa bariera, którą przełamałam:
Wpisywanie jedzenia do aplikacji liczącej kalorie, co było swego czasu moją obsesją. Czy zjadłam za dużo? A może za mało i teraz na pewno będzie atak. Kolejna – sprawdzanie kaloryczność każdego produktu, który kładę do koszyka w sklepie. Mam teraz większy luz ale jednocześnie wybieram produkty z głową.

Muszę popracować jeszcze nad:
Muszę popracować nad tym, aby nie ważyć niektórych produktów. Płatki owsiane, makaron, ryż, kasza. Powoli odstawiam wagę na bok i zaczynam nakładać sobie porcje intuicyjnie. Kolejna rzeczą, która chce poprawić jest celebrowanie posiłków i jedzenie bez korzystania z telefonu czy oglądania filmów czy wiadomości.

Wiem, że:
Wiem, że czeka mnie jeszcze dużo pracy. Wiem, że nadejdzie gorszy dzień, spadek nastroju, ale nie obawiam się go. Nie żyje już w strachu przed jedzeniem.

Czuję się:
Czuję się wolna i szczęśliwsza niż byłam miesiąc temu.

Wierzę, że:
Wierzę, że dzięki mojej pracy nad sobą, nadejdzie dzień, w którym spojrzę w lustro i będę się sobie podobała.

Jestem:
Jestem szczęśliwa, zadowolona i dumna z siebie, że w końcu zdecydowałam się na współpracę z Tobą, że pokonałam swoje bariery i że Ci zaufałam!

*

Jeżeli też zastanawiasz się nad skorzystaniem z mojej pomocy, śmiało zadaj mi pytanie: wilczoglodna@gmail.com. Odpowiadam na każdy list, a napisanie do mnie do niczego nie zobowiązuje. Czekam!

*