Kiedy Ania przyszła do mnie na mentoring, jej głowa była pełna dziwnych idei na temat odżywiania (koniecznie chciała uskuteczniać dietę Keto) i strachu.
Strachu przed życiem, przed wzięciem odpowiedzialności, przed małymi przyjemnościami, spontanicznością…

Do tego dużo było zamartwiania się i autosabotażu. Na przykład w kwestiach sportu czy rysowania. To ostatnie to pasja i profesja Ani, ale ona wbiła sobie do głowy, że nie będzie rysować, bo… no właśnie, co? I tak nie wyjdzie? Po co więc zaczynać? Może lepiej od razu się objeść, skoro jest się takim beznadziejnym?
Nie było w mojej podopiecznej radości z małych rzeczy, z życia w ogóle; tylko samokrytyka i wieczne niezadowolenie.

A przecież to wspaniała, wesoła, mądra i utalentowana osoba. Zobaczyłam to na samym początku i sprawa od razu była prosta: nasza praca polegała tylko na tym, by Ania też to zobaczyła.

I oto jest: Ania, jako diament, którym zawsze była, tylko przykrywała ją warstwa zasklepionego, starego myślenia. A teraz może świecić jasno swoim blaskiem:

*

Hej Aniu

Ciężko mi coś napisać, ponieważ nie ma takich słów wyrażających to, jak bardzo jestem Tobie wdzięczna.

Zaczynałam mentoring z nastawieniem, że to niemożliwe, żeby jeść normalnie.
Z nastawieniem i głębokim przekonaniem, że niemożliwym jest wyjść na miasto ze znajomymi i zjeść bez policzenia kalorii. Że niemożliwe jest nie myśleć ciągle o jedzeniu, a kompulsywne napychanie się nie zniknie nigdy z mojego życia i że to mnie zabije od środka, a za kilka lat wyląduje w jakimś zakładzie psychiatrycznym. Bo nie umiem sobie poradzić z tak prostą rzeczą – przecież to nie fajki ani alkoholizm, przecież już tyle razy próbowałam to zmienić i zawsze to samo dno… dno… dno…

I mimo, że minął dopiero miesiąc od kiedy jestem „bez Ani”, to czuje się tak jakby wszystko w końcu wskoczyło na właściwy tor, a z mojej głowy ktoś wyciągnął w końcu korek i cały syf po woli spływa w siną dal.

Tak, to najlepiej obrazuje to, jak czuje się po mentoringu. Nie ma biadolenia, pierdzenia w koc, z nosem na kwintę ani użalania się nad sobą.
Pojawiła się cierpliwość, która dopiero kiełkuje, ale wiem, że w końcu zostanie na dobre.
Oraz wyrozumiałość i miłość do siebie – ponieważ tak jak Ania mówi zawsze – jeśli coś robiłyśmy przez lata, niemożliwym jest, aby wszystko od razu zaskoczyło i wróciło do normy.
Dajmy sobie czas. Slow baby, slow.

A więc cóż; po prostu chciałam zaraportować, że czuje się wyśmienicie!

Zaraz po mentoringu jeszcze trochę walczyłam, żeby jednak ćwiczyć, ale odpuściłam całkiem na następne tygodnie.
I wtedy zdarzył się cud. Zaczęłam oglądać pięknych, wysportowanych panów na Youtube i ich tylko podziwiać i wtedy mi się zachciało ćwiczyć, tak z siebie i dla siebie, taka miłość <3

Dotarło do mnie, jakoś bardziej, że właśnie jak będę sobie tak ćwiczyć, to za rok mogę schudnąć dzięki temu z 10 kg, a moja miednica nie będzie smutna i bez ruchu i to mi zrobiło tak dobrze jak nic.
Jak mam gorszy dzień to czytam sobie mój mentoringowy zeszyt ze złotymi myślami i jest git, akceptacja i dalej jedziemy.

Jestem wdzięczna tak bardzo!
Myślę, że mój chłopak też, bo mówi, że widzi, że ciągle rysuje i nie pierdziele o jedzeniu i nie płacze nad tym co jeść i nastawienie jakiś inne, nie ma cierpiętnictwa. A najbardziej to się cieszę, że idą święta, a ja się tym nie stresuje, ani trochę!
I że mogę z koleżankami na obiady chodzić na miasto. I zjeść kawałek ciasta! Matko nawet nie wiesz, jak za tym tęskniłam! To jest po prostu super!

Dziękuje z całego serca Aniu,

Ania

*

I wiesz, co? Zdradzę Ci mały sekret, a co tam. KAŻDA moja podopieczna jest takim właśnie diamentem, przykrytym grubą warstwą obornika. I praca z każdą polega na tym samym – na wydobyciu jej piękna i zdrowia, które tam jest, było i będzie, aż do skończenia świata. Tego się nie da zniszczyć ani zapomnieć. To można tylko bardzo dobrze schować i żyć, jakby się faktycznie było jakąś kupą g. A to nieprawda!
By zobaczyć najpiękniejszą osobę na świecie, trzeba spojrzeć w lustro.

A może też chcesz zaliczyć taką samą przemianę, jak Ania i wkroczyć w nowy rok już BEZ wilka? Zgłoś się do mnie: wilczoglodna@gmail.com