Kochana, jesteś moim aniołem!!!
Trochę, się rozpiszę, jak będziesz miała czas to przeczytasz ;), ale muszę Ci o tym wszystkim opowiedzieć.
Naprawdę dziękuję za dzień, w którym natknęłam się na Twojego bloga na facebook’u. Szczerze Ci powiem, że na początku myślałam sobie: „Eee tam pewnie znowu jakaś Pani idealna z nierealnego świata, która wszystko najlepiej wie, a tak naprawdę nie przeżywa tego co ja”. Jednak mimo to coraz częściej czytałam Twoje wpisy i coraz bardziej zaczynałam wierzyć, że nie jestem jednak nienormalna, że istnieją osoby, które mają tak samo jak ja! To niesamowite! Jeszcze język, którym piszesz, według mnie jest po prostu genialny!!!

Czytałam bloga około 2-3 miesiące, próbowałam wprowadzać jakieś zmiany, trzymałam się, ale i tak gadzi mózg brał górę. Wtedy tradycyjnie wściekałam się na siebie, mówiłam sobie, że jestem beznadziejna i koło się zamykało. Jeszcze zanim zaczęłam czytać bloga próbowałam walczyć z tym na własną rękę; miałam rozpisaną dietę przez dietetyka. Dzisiaj wiem, ile krzywdy sobie tym zrobiłam, bo sama dietetyczka mi mówiła, że dieta jest rozpisana pode mnie i ma 1500-1800kcal bo tak najlepiej się chudnie. Pode mnie!? Gdzie teraz wiem, że moje zapotrzebowanie wynosi 2400kcal!!!

Po tej diecie, stosowałam swoje diety cud, brnęłam w swoje paranoje, traciłam swoje zdrowie, ale też traciłam mój związek…Opowiedziałam o tym mojemu chłopakowi, który jako jedyny o wszystkim wie, chciał dla mnie jak najlepiej, mówił: „zacznij jeść w końcu normlanie”, pocieszał, był przy mnie, ale ja nadal nie wiedziałam co robić.

Dosyć długo zastanawiałam się nad kupieniem kursu, no bo jednak pieniądze…Ale wiedziałam już ile krzywdy sobie zrobiłam, ile kasy wydałam na swoje jedzenie, więc postanowiłam zaryzykować. Jak sama stwierdziłam, jeżeli to mi nie pomoże, to nic mi już nie pomoże.

Zaczęłam kurs. Naprawdę się do niego przykładałam. Na początku było mi ciężko, z trzymaniem się jadłospisu, bo wróciły moje wspomnienia z „diety cud” od dietetyczki, ale nauczyłam się podchodzić do tego bardziej na luzie. Zamieniałam niektóre składniki, dodawałam coś od siebie itp.

Czasami gadzi jeszcze się odzywał, bo nie zawsze dodam tyle kalorii, ile powinnam, ale nie patrzę już na siebie tak czarno-biało!!! Wiem, że to normalne co ze mną się dzieje, czuję jak mój organizm się zmienia- cieszy się, że w końcu go nakarmiam, a nie tylko karmię. Zapomniałam już jak to jest zostawić coś na talerzu, nie móc już czegoś zjeść, dlatego zdziwiłam się, bo powoli to się u mnie pojawia!!!

Nie tylko ja sama zauważyłam w sobie zmiany. Mój chłopak mówi, że wyglądam lepiej, niż kiedykolwiek, że więcej się uśmiecham, cieszę się z wielu rzeczy. Ja sama „przyłapałam się” już nie raz, że uśmiecham się sama do siebie, bez powodu. Budzę się rano i czuję się wolna. Jadę na rolkach, biegam i uśmiecham się do ludzi, których mijam, a nie katuję się za to co zjadłam.

Może jeszcze nie do końca, ale wracam do życia, czuję to. Dziękuję Ci z całego serca, za wszystkie rady. Można powiedzieć, że nauczyłaś mnie życia na nowo, przypomniałaś jak powinno ono wyglądać. Jeszcze raz dziękuję, nie przestawaj robić tego co stworzyłaś, coraz więcej osób powinno się o Tobie dowiedzieć, bo moim zdaniem, pomożesz jeszcze wielu osobom.

*

Sprawdź, jak kurs może pomóc i Tobie. Zobacz darmową lekcję, z której dowiesz się na start kilku przydatnych rzeczy. Kliknij w poniższy link.