Pani Aniu, w sobotę (21.09.2019) jechałam samochodem i przez przypadek włączyłam radio VOX przy kawie. Był wywiad z Panią. Opowiadała Pani o walce z bulimią… nie wierzę w przypadki. To moje wewnętrzne Ja tak bardzo wołało o pomoc, że musiałam usłyszeć co ma Pani do powiedzenia.

Od ponad trzech lat mam problem z jedzeniem. A właściwie nigdy nie uważałam tego za problem, bo jedząc czuję się bezpieczna i wiem, że zaraz zwymiotuję i będzie dobrze, wszystko wróci do normy. Ale te wyrzuty sumienia, które przychodzą jak tylko skończę, ten wstręt do siebie, po tym co zrobiłam jest nie do opisania. Zawsze powtarzam sobie, że to już ostatni raz… ostatni, do następnego razu.

Zajrzałam na Pani bloga i chcę po raz kolejny podjąć walkę wierząc, że tym razem się uda.
Dziękuję za ten wywiad. Na koniec powiedziała Pani, że to taki zbieg okoliczności, że była Pani akurat wtedy w Warszawie, miała Pani czas… a ja myślę, że tak właśnie miało być. Ja też „przez przypadek” jechałam, włączyłam radio, którego nigdy nie słucham. Jak już pisałam, nie wierzę w przypadki. Musiałam to usłyszeć i dziękuję za to bardzo.

*

15.11. 2019

Po ostatnim mailu do Ciebie załamałam się i w rezultacie moich głupich działań wylądowałam w szpitalu. Byłam tak wypłukana ze wszystkiego, że serce się zbuntowało. Było źle. Ale powiedziałam sobie, że albo biorę się w garść albo nie ma sensu już walczyć.

I podziałało. Przeczytałam całego bloga, niektóre wpisy po kilka razy i efekt jest taki, że nie wymiotuję już od 3 tygodni. Tak to mój rekord, bo wcześniej wytrzymywałam całe dwa dni bez wymiotowania. A teraz wow, 3 tygodnie!

Jem normalnie. Wiem na co mam ochotę i te rzeczy kupuję. Któregoś razu jadłam jak oszalała orzechy włoskie aż do momentu, gdy usłyszałam w głowie „Stop. Wystarczy”. I wiesz co? PRZESTAŁAM.
Przytyłam trochę podczas tego początkowego przebudzenia, ale mimo tego, że mam kilka kilogramów nadwagi, nie robię z tego tragedii. Jakoś tak wiem, że to mój organizm szykuje się na kolejne fazy głodu (dlatego gromadzi zapasy), ale powoli uświadamiam sobie, że tych kolejnych faz głodu nie będzie! I to jest cudowne.

Czuję się dobrze, nie wchodzę obsesyjnie na wagę, bo nie czuję takiej potrzeby. Jem to, co lubię i nie myślę cały dzień o jedzeniu.
A teraz najlepsze: w poniedziałek miałam wpadkę z pizzą. Bardzo bardzo chciałam ją zjeść. Kupiłam ją i zjadłam tylko dwa kawałki. Resztę zostawiałam. Kiedyś pochłonęłabym ją całą od razu, potem wyrzuty sumienia i wymioty. Następnego dnia oddałam resztę chłopakowi, bo nie miałam już na nią ochoty. Normalnie szok!
Sama siebie nie poznaję, ale jestem szczęśliwa, że tak teraz do tego podchodzę. I to dzięki Tobie kochana.

Ania! Włosy mi nie wypadają, wyglądam o niebo lepiej.
Dziękuję Ci bardzo. Dzięki Tobie wiem, że teraz mogę wszystko.
Ach, zdecydowałam się też na zmianę pracy, bo ta poprzednia strasznie mnie dobijała i stresowała. A teraz jestem jak nowo narodzona. Zapamiętam te cudowne uczucia i będę je wywoływała w chwilach słabości.

Dziękuję raz jeszcze.

Agnieszka

P.S. Chyba jednak bałam się do Ciebie napisać, bo myślałam, że to wszystko jest sen i jak powiem o tym głośno to się obudzę i wszystko co stare wróci. Guzik prawda, nic nie wróciło i dalej jest cudownie!

*

Ostatnia szansa!