Opowiem Ci o ekstremalnym głodzie występującym przy wychodzeniu z zaburzeń odżywiania. Nie mam tutaj na myśli wilczego głodu, który odczuwasz będąc na dietach, a który napędza tylko Twoje błędne koło. Ekstremalny głód to coś zupełnie innego – i to jest pierwsza ważna informacja jaką chcę tutaj przekazać.

A więc dzieje się tak:
Postanowiłaś wyjść z bulimii, anoreksji, głodówek i diet. Masz już po prostu serdecznie dosyć. Poczytałaś trochę mojego bloga, a zwłaszcza posty o tym, że jedząc normalnie nie da rady przytyć i teraz czujesz, że Ty też możesz to zrobić.
Wyliczyłaś swoje zapotrzebowanie kaloryczne i złapałaś się za głowę: Jak ja mogłam próbować jeść 1500 kcal przez całe lata (dekady), skoro przy moim trybie życia potrzebuję ponad 2000!?

Przechodzisz więc co prędzej na rozsądny jadłospis i wszystko robi się nagle jasne i proste. Ustaje większość kompulsywnych myśli, wieczorne napady na lodówkę, obsesja, smutek. Już od pierwszego dnia zmienia się cały świat. Jak cudownie! Jak chce się żyć!
A tu nagle przykra niespodzianka. Przychodzi on: ogromny, niewytłumaczalny, zwierzęcy głód.

Nagle te 2000 kcal przestaje wystarczać; wstajesz głodna od stołu, budzisz się głodna w nocy, jesteś głodna cały czas tak strasznie, że ledwo możesz wstać.

I do jakich wniosków dochodzisz?
Jestem nienormalna. Wcale z tego nie wyszłam i nigdy z tego nie wyjdę, a to co się ze mną dzieje to najlepszy dowód na to.
Wilk wrócił.

W końcu ulegasz swojemu instynktowi jedzenia, a potem ze strachu żeby nie przytyć, kompensujesz. I wracasz do punktu wyjścia.

Słyszałam tę smutną historię tak wiele razy… A to nic innego jak tak zwany ekstremalny głód – dla wielu nieodzowna i zupełnie normalna część wychodzenia z zaburzeń odżywiania.

Po co, na co i dlaczego?

U normalnej osoby (i u zwierząt), ilość przyjętego jedzenia reguluje ciało. Mamy wbudowany mechanizm głodu i sytości, który sam o siebie dba. Sygnał głodu – trzeba zjeść, sygnał sytości – trzeba przestać. Zero dalszego rozkminiania.
Bardzo dobrze widać go u małych dzieci. Nawet jeżeli coś im smakuje, potrafią odłożyć to w połowie niedojedzone i pójść się bawić.

Ty także urodziłaś się z tym mechanizmem i, o dziwo, dalej masz go w sobie w nienaruszonej formie. Tylko teraz jest on uśpiony. Ograniczając sobie jedzenie i wpadając tym samym w zaburzenia odżywiania, przeszłaś w awaryjny tryb odżywiania.
Ciało ze wszystkich sił usiłuje przeżyć w tej nowej sytuacji i teraz zamiast działać na zasadzie głód – sytość działa tak: dieta – ataki.
Jako, że te ataki są zazwyczaj na słodycze (dużo cukru i tłuszczu – dużo niezbędnej energii), z roku na rok jesteś co raz bardziej niedożywiona.

No ok, ale robiłam sobie badania i wszystko jest w porządku, a mam przecież bulimię od X lat. Jak to wyjaśnić?

I tutaj kolejna ważna informacja: Wyjaśnia to niezwykła mądrość ciała. Ono wie, że jeżeli zabraknie witamin, mikro i makro elementów, organizm po prostu umrze. Dlatego zrobi wszystko by ją pozyskać. A wiesz skąd?
Tak, na pewno część z tego jedzenia, co tam jednak wpada, ale przede wszystkim z własnych tkanek.

Bo awaryjny tryb odżywiania się to nie tylko ataki. To także autokanibalizm (mój autorski termin), czyli zwiększenie procesów katabolicznych, kosztem anabolicznych.

Co to znaczy? To bardzo proste.
Anabolizm to proces budowy, katabolizm – rozpadu. Zachodzą one w ciele równocześnie, przez całe życie. Cały czas powstają nowe komórki, a stare umierają i są metabolizowane. Jak jesteś dzieckiem, anabolizm dominuje – rośniesz, rozwijasz się. Im człowiek starszy tym więcej procesów rozpadu. Dlatego się starzejemy.

No chyba że postanowimy nie czekać na starość, tylko wpaść w zaburzenia odżywiania. Wtedy mamy go szybciej.
Nasze ciało zaczyna zjadać własne tkanki, ponieważ w nich zmagazynowane są wszystkie substancje odżywcze. Z nich zostały przecież zbudowane w lepszych czasach.
Takie na przykład białko – pogardziłaś kotletem (zwykłym, czy sojowym), na obiad będzie kotlet z własnego mięśnia sercowego. Nie ma cynku i żelaza, chlaśniemy sobie kawałek jajnika i będzie.
Miałaś tak czasami, że byłaś bardzo bardzo głodna, a nagle przestałaś? To właśnie organizm zjadł kawałek siebie. Mniam.

Może pamiętasz z artykułu o eksperymencie głodowym w Minnesocie, że w przypadku długotrwałego głodu wszystkie organy zmniejszają swoją objętość – serce kurczy się, zanika macica, ilość krwi spada o 10%.
To jest właśnie katabolizm– odżywianie własnym ciałem.

Ekstremalny głód uderza po czasie

Kanibalizowałaś się  w najlepsze całymi latami, ale teraz zrozumiałaś, że to droga donikąd i postanowiłaś zacząć jeść więcej. Brawo! To najlepsza decyzja jaką mogłaś podjąć!
Co się wtedy dzieje w środku? Na początku jest sondowanie: Jedzenie było już w zeszłym tygodniu, przedwczoraj, wczoraj i dzisiaj też przyszło, hmm… chyba minął kryzys! Zobaczymy jeszcze przez kilka dni.
Mija kilka dni i mózg decyduje: Ok! to jest to! Wyłączamy zasilanie awaryjne i przestawiamy się na regularne jedzenie głód- sytość!
Na co organizm odpowiada: Spoko, jasne, panie kierowniku, ale najpierw trzeba naprawić wszystkie szkody, które zrobiły lata zaburzeń. Mamy tutaj dziury w kościach, mięśniach, tkanka łączna w ubytkach, hormony leżą. Wystawiam w takim razie fakturkę na trzy pierdyrliardy nowych komórek. Proszę dostarczyć je ekspresem w trybie natychmiastowym.
Robi się! Zamówienie jest w trakcie realizacji – odpowiada mózg – właśnie maszerujemy do lodówki po niezbędne cegiełki.

W tym czasie Twoja ręka otwiera lodówkę, a Ty myślisz: Zaraz zaraz, przecież ja właśnie zjadłam! Co u licha?
I zaczyna się jazda zwana ekstremalnym głodem.
Organizm czuje, że niebezpieczeństwo minęło, więc zaczyna proces intensywnej odbudowy tego co zniszczone. Naprawdę tego potrzebuje zanim będzie mógł ruszyć do przodu. Tak jak zbombardowane miasto potrzebuje odbudowy zanim wróci do życia.
Musisz jeść.

Ale tutaj powstają dwa problemy

Po pierwsze, ekstremalny głód to bardzo nieprzyjemne, dziwne doświadczenie.
Z żołądka dochodzą do mózgu sygnały: Ok, organ pełny. Wstrzymać dostawę pokarmu.
Czujemy to fizycznie – tam już naprawdę nie ma miejsca.
Zaś ze wszystkich komórek ciała płynie przekaz odwrotny: Dawać tutaj budulec! Więcej!!! My tu pracujemy na pełnych obrotach!
Wszystko to dochodzi do mózgu na raz, a on dostaje kręćka. I ty razem z nim.
Czujesz się najedzona, przejedzona, na granicy mdłości, ale wcale nie czujesz się SYTA.
Ani trochę. Masz totalnie napchany żołądek, ale ciągle głodną głowę.

Kiedy uczestnikom eksperymentu w Minnesocie w końcu zniesiono restrykcje i pozwolono jeść, zaczęli oni napychać się do nieprzytomności, tylko po to by wrócić do kuchni pół godziny później. Tak samo postępowali więźniowie uwolnieni z obozów koncentracyjnych.
Ale żaden z uprzednio głodzonych nie zastanawiał się nad tym jak będzie wyglądał w bikini na plaży, tylko jadł. A u nas? U nas odzywa się nasz stary dobry profesorek – Twoja kora przedczołowa, gdzie kiedyś zapadła decyzja o diecie, i mówi: OSZALAŁAŚ??? PRZYTYJESZ!!! – i to jest ten drugi problem.

Boimy się. Jesteśmy przerażone. Przecież to podważa sens naszych wieloletnich wysiłków; diet, głodówek, odwołanych wyjść z przyjaciółmi, zerwanych związków…
I nagle co? Jeść? I to jeszcze tyle? Ja rozumiem 2200 kcal, co i tak jest ciężkie, ale 5000!?
Tymczasem niestety to właśnie jest konieczne, gdy pojawia się ekstremalny głód.

I teraz uwaga: ON SOBIE NIE PRZEJDZIE, jeżeli nie zostanie zaspokojony. Musisz przeżyć te dni czy nawet tygodnie, kiedy organizm uzupełnia narobione przez lata braki. Zaufaj i jedz.

I co? Mam niby przytyć? Toczyć się jak beczka?

Nie.
Posłuchaj, czy na serio sądzisz, że Twoje ciało nie ma nic lepszego do roboty niż robienie teraz zapasów z tłuszczu? Przecież tutaj trzeba odbudować większość narządów! W tym „domu” wali się dach, nie działa elektryka, kanalizacja i ogrzewanie. To jest priorytetem, a nie wypełnianie spiżarki na później!

Nawet jeżeli coś przytyjesz, to bardzo nieznacznie. Potem szybko zrzucisz w naturalny sposób, bo ciału nie zależy na tym by być grube i niesprawne. Ono chce być w końcu zdrowe. Warto jest nawet przemęczyć się chwilę z dodatkowym kilogramem czy trzema!
Inaczej jest, jeżeli jesteś bardzo wychudzona. Wtedy tkanka tłuszczowa też musi się odbudować, chociażby po to byś mogła zacząć normalnie miesiączkować.
Ale domyślam się, że jeżeli zdecydowałaś skończyć z ED to rozumiesz już, że TAKA chudość jest szkodliwą głupotą.

Ale jeżeli nie jestem chuda, to co?

Fakt, najczęściej ekstremalny głód dotyka dziewczyn z anoreksją. Właśnie dlatego wpadają one w bulimię, przy próbie powrotu do normalnego jedzenia. Zaczynają jeść więcej, po czym to normalne jedzenie przeradza się ekstremalne jedzenie (z powodów opisanych powyżej). Wszystko prędzej czy później wróciłoby do normy, ale tutaj wchodzi sprawa nieszczęsnego bikini. Zaczynają się kompensacje oraz dalsze restrykcje.

Ale nie tylko zdrowiejące anorektyczki doświadczają tego problemu. Wcale nie musisz być chuda, by Ciebie to też spotkało. Wystarczy, że jesteś niedożywiona. Nie ważne ile faktycznie ważysz. Możesz mieć olbrzymią nadwagę i w dalszym ciągu być niedożywiona. Ba! To zazwyczaj jest norma! Osoby otyłe nie dorobiły się tych kilogramów jedząc dużo za dużo wartościowych rzeczy. Zrobiły je zazwyczaj na słodyczach i fast foodach. Ich ciało od dawana nie dostało żadnych normalnych substancji odżywczych, a jedynie puste kalorie. Szerzej pisałam o tym tu: Pseudojedzenie

Więc naprawdę nie sugeruj się tym, że wcale nie jesteś wychudzona i Ciebie to nie powinno dotyczyć. Jeżeli dotyczy, to znaczy, że powinno.

Ile to potrwa?

Zazwyczaj kilka  lub kilkanaście dni, ale może trwać i dłużej. Moja mentee – Karolina jadła i po 5000 kcal prawie przez cały miesiąc. Kiedy próbowała jakkolwiek się przystopować, dostawała wręcz drgawek.
Jadła, jadła i jadła, aż nagle z dnia nadzień przestała. Jak ręką odjął. Co zaskakujące (oczywiście nie dla mnie), w ogóle nie przytyła. Dalej normalnie wchodzi w te same ciuchy. Jedyna zmiana, którą zauważyła to to, że… zaczęła czuć się sexy! I nie, nie poszło jej w cycki. Też zapytałam.

Proces zdrowienia Karoliny to było po prostu coś pięknego. Obserwowałam jak ona daje zgodę ciału na zaspokojenie swojego głodu. Po raz pierwszy od dwudziestu lat.
Apetyt szalał i cichł, szalał i znowu odpływał. Nagle przychodziła ochota na orzechy, więc były orzechy – cała paczka, albo i dwie. Szły całe opakowania hummusu, pasty z fasoli, dwie miski owsianki z opakowaniem malin, banany, kostka tofu, pół bochenka chleba ziarnistego, całe opakowanie musli z jogurtem… I było dobrze. Karolina czuła mistyczny wręcz spokój.

Dzień Karoliny na ekstremalnym głodzie.

No i co? Żyje i ma się dobrze.

WAŻNE: Ekstremalny głód zaspokajaj prawdziwym, wartościowym jedzeniem, a nie słodyczami!!! Inaczej wylądujesz z jeszcze większym niedożywieniem niż do tej pory.
Niech to także nie będzie wymówką do kolejnych ataków objadania się. Pamiętaj, mówimy o ekstremalnym głodzie w procesie zdrowienia, a nie wilczych kompulsjach.

Piszę to wszystko, by zapewnić Cię, że to co czujesz, jest normalne. Często widzę jak dziewczyny wchodzą na dobrą drogę, a potem ekstremalny głód zbija je z pantałyku. Dochodzą do wniosku, że jednak są nienormalne i nigdy z tego nie wyjdą, albo bronią się przed zjedzeniem więcej rękami i nogami. A tak jak podkreślam: ten głód nie przejdzie, jeżeli go nie nakarmisz.
Nie bój się, on nie zrobi Ci krzywdy, on jest dobry i minie, kiedy wszystkie szkody zostaną naprawione, a Ty raz na zawsze powrócisz do równowagi.

Jeżeli masz wątpliwości czy to właśnie ekstremalny głód, napisz o nich w komentarzu lub wyślij mi maila na wilczoglodna@gmail.com

PS. Pytacie poniżej jak odróżnić wilczy głód od ekstremalnego. Wilczy jest skutkiem restrykcji, ekstremalny pojawia się po jakimś czasie od zaprzestania restrykcji.

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0