Kiedy dostałam wypełnioną ankietę Gosi, która miała przyjść do mnie na mentoring, aż usiadłam z wrażenia.
Widziałam już naprawdę wszystko w swoim życiu, ale zawsze zaskakuje mnie stan do jakiego potrafimy się, bez mrugnięcia okiem, doprowadzić.
To był jeden z takich przypadków.

Czy mogłabym określić go jako ciężki? Mogłabym. Na szczęście wiem lepiej, że nie ma czegoś takiego jak „ciężki przypadek”.
Nie ważne przez ile lat w tym siedziałaś i co zdążyłaś sobie zrobić, ZAWSZE jesteś o jeden posiłek, o jeden krok od sukcesu. Każdy może z tego wyjść.
Zobacz jak dokonała tego Gosia.

*

Cześć Aniu,

Zwlekałam jakiś czas z tym listem, bo ciągle jeszcze nie dowierzałam, że TO JUŻ się stało.
Kiedy napisałam do Ciebie na początku grudnia, po 10 latach w zaburzeniach odżywiania, byłam wychudzona, wyniszczona, spuchnięta jak piłka lekarska, bez miesiączki, ciągle trzęsąca się z zimna i już z wymienionymi zębami (moje prawdziwe rozpuściły się do samych dziąseł i zniknęły). Jadłam wtedy po 400 kcal dziennie.

Żyłam w klatce swojego chudego ciała ciągle wynajdując nowe fałdki. I choć zjechałem już do wagi 38 kg, wałów tłuszczu widziałam multum!
Jadłam 1 kromkę dziennie i upijałam się wieczorami piwami. To było przeplatane napadami obżarstwa. Piłam, żeby nie myśleć i przede wszystkim spać, bo moje ciało było w takim stanie, że prawdopodobnie nie produkowało nawet melatoniny w naturalnej ilości i sen bez % byłby niemożliwy.

Oczy otworzyłam 2,5 roku temu, kiedy zaczęłam sinieć i tracić czucie w kończynach, tracić przytomność, a czasem i nawet świadomość swoich zachowań. W momencie gdy już schudłam do 30 kg i nie widziałam końca, gdy siedzenie sprawiało mi ból poprzez wbijające się w krzesło kości, wtedy po prostu zaczęłam jeść 3 kromki dziennie…. WOW, co nie? Piłam dalej i tak szybko przytyłam 8 kg.

Napisałam do Ciebie kilka miesięcy temu i od razu wcieliłam w życie Twoje rady, choć było mi bardzo ciężko. Do tej pory nie mogę uwierzyć w to, ile można jeść i NIE TYĆ!
Jednak ciągle byłam ostrożna. Po naszym mentoringu w weekendy dalej robiłam diety. Uważałam, że jak jest łóżko, telewizor i brak ruchu to i jeść nie można.
To była część procesu, bo każdy musi przekonać się na własnej skórze do wielu rzeczy. Jednak każdy potrzebuje pomocnej ręki, by to zrobić.

Teraz mijają w sumie 4 miesiące. Aktualnie śmigam chętnie na siłownię. Pokochałam ten styl życia i daje mi on mnóstwo energii. Jem – uwaga – 2500 kcal!!! Dodam, że wciąż jestem szczupła, 159 cm i X kg. Czemu tyle kcal? Okazało się, że najprawdopodobniej mam całkiem dobrą przemianę materii!

Mam teraz trenera personalnego, który mi pomaga z ćwiczeniami i dietą i cały czas się ze mnie śmieje, że żeby stworzyć mi nadwyżkę do „budowy mięśni” skali mu zaraz zabraknie, bo mój organizm świetnie sobie z tymi kaloriami radzi!

Nie piję też alkoholu. Nie że wcale, ale sporadycznie lampkę wina albo 1 piwo raz na kilka tygodni. O dziwo spać po nim nie mogę!
Jestem pełna sił i wiecznie najedzona, czasem aż zbyt! Ale czuję się fantastycznie i wiem, że jeszcze troszkę przytyć muszę. W końcu w planach rodzina, więc hormony muszą pracować na 100%.

Dziękuję Ci Aniu, że pokazałaś mi to światełko w tunelu i wzięłaś za rękę. Dziękuję, że otworzyłaś mi oczy. To wcale nie było takie trudne! My sobie po prostu nie zdajemy sprawy z tego, jak niesamowite jest nasze ciało!

Gosia

*

Jeżeli chcesz zostać moją podopieczną, spiesz się kochana; przyjmuję nowe osoby jeszcze tylko przez trzy dni. Potem dopiero od końca czerwca.