AJoty

Co sądzę o Anonimowych Jedzenioholikach (dawniej Żarłokach)?

Byłam w tej organizacji jakiś czas temu, przez około pół roku. Opiszę Ci jak to wszystko wyglądało.
Uwaga, opowieść będzie długa.

W kwietniu 2015, z listu mojej czytelniczki, dowiedziałam się o istnieniu AŻ i natychmiast postanowiłam pójść na mityng.
Zrobiłam to tylko i wyłącznie z ciekawości i pod kątem mojego zainteresowania tematem. Niedawno zaczęłam pisać bloga i pomyślała, że z tego będzie piękny artykuł.
Osiem miesięcy wcześniej przestałam obżerać się zwracać, miałam więc wrażenie, że wszystkie rozumy – prawie że dosłownie – pozjadałam.
Nie sądziłam, że  w AJ mogę znaleźć tam coś dla siebie.
Idiotycznie wydawało mi się, że jest to organizacja dla otyłych, a mnie przecież to akurat nie dotyczy. Szłam tam trochę jak do zoo i nawet było mi głupio z tego powodu.
W życiu nie podejrzewałam, że to co tam usłyszę, zwiąże mnie z nimi na dłużej.
Ale tak się stało.

Jestem osobą, która łatwo się wkręca – z czego doskonale zdaję sobie sprawę i powinnam o tym zawsze pamiętać.
To czyni mnie podatną na wszelkie nałogi i sugestie.
Ale czasami nie chcę przywołać się do porządku.
Chcę dać się oczarować i ponieść.
(Na marginesie – dlatego zawsze instynktownie unikałam narkotyków, gier i gierek na telefonie. Daj mi coś takiego, a jestem uzależniona.)

To wtedy, na tym mityngu, po raz pierwszy spotkałam na żywo ludzi, którzy czuli dokładnie to co ja.
Wszyscy przemawiali tak łagodnie i pewnie i zdawało się, że naprawdę znaleźli coś, czego ja szukałam – spokój wewnętrzny.
Tego właśnie potrzebowałam, bo w tym momencie życia, byłam ciągle jeszcze zagubiona.
Niby skończyłam z bulimią, ale raz na czas miałam epizody objadania się – powidoki starego nawyku.
Wtedy nie wiedziałam jeszcze, jak sobie z nimi radzić, raczkowałam w temacie.
Czasami czułam się taka bezsilna i przytłoczona tą „nową sobą”, a w AŻ usłyszałam, że to normalne.
Mało tego, przyznanie się do bezsilności wobec jedzenia, to pierwszy krok, by zacząć zdrowieć!
Jedzenie – nasz nałóg, uzależnienie na które nie możemy nic poradzić – to tak bardzo do mnie przemawiało.
Tak, jestem bezsilna! Tak, jestem chora! Tak, tylko Siła Wyższa może mnie uzdrowić!
Poczułam się jak w domu.

Ania Żarłok

Na każdym mitingu trzeba się tak przedstawić. To znaczy nie trzeba, ale każdy tak robi.
No to się tak przedstawiałam.
Skoro każdy jest żarłokiem, to jesteśmy wspólnotą, a skoro jesteśmy wspólnotą, nikt nie jest już sam.
To było dla mnie niezmiernie budujące.

Druga, jeszcze ważniejsza rzecz, to uporządkowanie mojego chaosu jedzeniowego.
Nie jadłam normalnie tak właściwie nigdy. No może do dwunastego roku życia. Potem zaczęło się kombinowanie.
Zabrałam się za dietetyczne książki mojej mamy i to z nich dowiedziałam się, że jem ZA DUŻO i źle.
Wszystko źle! Trzeba jeść marchewkę z grejpfrutem i zagryzać sałatą!
Od diety zaczęły się moje zaburzenia odżywiania (jak każde zresztą).
I tak już zostało.
Nie wiedziałam jak, ile i co je, tak zwany normalny człowiek, (za którego oczywiście się nie uważałam.)

I wyobraź sobie, że nagle na to wszystko, dostaję do ręki trzystronicową broszurkę, gdzie wszystko stoi jak wół: jasno i wyraźnie – jesz trzy razy dziennie, ewentualnie cztery. Możesz jeść to, a tamtego nie. Do widzenia.
Tego mi właśnie było trzeba! Żeby ktoś wziął mnie za rękę i pokazał: tak masz robić.

Ten plan jedzenia nazywał się

Abstynencja.

A ja weszłam w to cała.
Nagle z totalnego pomieszania, podjadania i ogólnej konfuzji wyłonił się nowy wspaniały człowiek – abstynent.
Naprawdę czułam się jakbym złapała Pana Boga za nogi, albo raczej Siłę Wyższą.
No więc zbawiała mnie ona tylko dzisiaj, a ja byłam niezwyciężona.
A najlepsze, że to przyszło mi tak lekko. No bo skoro mam plan, który ktoś mądrzejszy za mnie wymyślił, niczego nie muszę się już obawiać. Wystarczy, że będę się trzymać i będzie ok.

Myślałam, że tak zostanie na zawsze.
Skończyło się skubanie i podjadanie, skończyły się za duże porcje i dokładki, skończyło się przejadanie i płacz, że zjadłabym więcej, ale będę gruba.
To wtedy nauczyłam się jeść do momentu Uff i spoglądać prawdzie w oczy, oraz tego, że jeżeli poczekam do swojej pory posiłku, nie umrę z głodu (odkrycie roku).

No i wtedy sporo schudłam.
Za dużo.
Oglądam swoje zdjęcia z tamtego okresu i widzę patyczka – bez tyłka i biustu.
Ale wtedy tego nie widziałam. Miałam jeszcze skrzywione myślenie o własnym ciele i dopiero teraz widzę, jak długą drogę musiałam jeszcze do przejścia (a pewnie ciągle mam – jak każdy z nas).

Miesiąc miodowy

Słyszałam na mityngach o czymś takim jak miesiąc miodowy w abstynencji – czujesz się silna i wszystko przychodzi ci tak łatwo – aż do momentu, kiedy to się po prostu kończy.
Nie sądziłam jednak, że może to dotyczyć i mnie. Ja? Ja mam się złamać? Ja mam zjeść na przykład ciasto? („Zakazana” w AŻ biała mąka i cukier)
Hahahah, nigdy!

A jednak.

Wszystko skończyło się wraz z naszym wyjazdem do Indonezji.
Jeszcze w samolocie w tamtą stronę, powiedziałam do Toona, że nic mnie już nie zmieni, a na pokładzie jako jedyna odmówiłam obiadu – no przecież już jadłam mój abstynencki posiłek.
Komuś kto nie jest wtajemniczony w samolotową etykietę, wyjaśnię, że nikt nie odmawia posiłku w samolocie. Tego się po prostu nie robi. Przemiły steward był autentycznie zszokowany.

No ale na miejscu szybko okazało się, że regularne jedzenie jest po prostu niewykonalne. Nie da się podróżować po kraju, gdzie panuje wolna amerykanka w życiu, obyczajach i… na drodze (podróż autokarem z Jakarty do Yogyakarty – 500 km – zamiast rozkładowych 12 godzin, zajęła nam 36 – ciurkiem, bez przesiadek) i jeść regularnie, tak jak w domu.
No i sorry, są wakacje – wszędzie lody i słodkie koktajle z parasolką.
A ja jedna biedna poszkodowana.
I tak, któregoś dnia z przerażeniem stwierdziłam, że „straciłam ażetowską abstynencję”*

* Nie mówię tu o abstynencji od objadania się jako takiej – którą uważam za konieczny etap w wychodzeniu z nałogu, ale o złamaniu sztywnych zasad AŻ, co do ilości, pór i składów posiłków.

I mimo, że byłam w raju poczułam się z niego

Wygnana

Sama świadomość straty abstynencji wywołała we mnie niesamowite poczucie winy i ból.
To co? Wypadłam z łask? Jestem gorsza! Nie potrafię! Jestem skazana na objadanie się do końca życia! (Napomknę, że już wcale się nie objadałam, ewentualnie sporadycznie.)

Toon racjonalnie powtarzał mi: Przestań myśleć czarno – biało, nic nie straciłaś – co to za nowa głupota? Zjadłaś po prostu jedną gałkę loda. Przecież to nie jest na równi z objadaniem się, czy wymiotowaniem. Daj spokój, nie jesteś bezsilna wobec jedzenia. Kto kieruje Twoimi rękami? Sąsiad???
Ale ja nie chciałam tego słuchać, ja byłam AŻetką i to najlepszą! (Mówiłam, że się łatwo wkręcam) i w głowie mi się nie mieściło, że mogę zjeść coś spoza PLANU i odpuścić.
Nie mogę bo jestem chora! Choooooraaaaaaa, rozumiesz?

Właśnie – w AŻ powtarza się ciągle, że kompulsywne objadanie się to choroba – taka jak na przykład rak.
I jak rak, śmiertelna.
Domyślasz się, że byłam przerażona.
Nawet za czasów bulimii się tak nie bałam jak teraz.

Toon tylko kiwał głową i czekał, aż sama dojdę do bardziej logicznych wniosków i przestanę panikować.
Musiał jeszcze poczekać…

 

Resztę moich przygód z AJ opowiem w następnym poście.

A Ty? Masz jakieś doświadczenia z Ażetami? Podzielisz się?

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2017-04-18T07:09:52+00:00 11 Kwiecień, 2017|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , , , |

21 komentarzy

  1. Edyta Kwiecień 11, 2017 w 10:30 am - Odpowiedz

    Moje odczucia są takie:jak trafiłam do AŻ byłam bardzo słaba i zagubiona i bardzo wierzyłam w zasady tam panujące,uważałam za święte.Wiele mi to pomogło,ale też zaszkodziło.Bo czasem usłyszałam”oho,zjadłaś batonika to teraz pójdziesz w ciąg” i szłam..teraz wiem,że mogłam brać z tej wspólnoty to czego szukałam a nie wszystko jak leciało.Za poważnie do tego podchodziłam a jak słyszałam,że objadanie się to postępująca choroba i ,że tak naprawdę zawsze będę żarłokiem to po prostu pozwalałam sobie na obżarstwo i nie walczyłam,bo przecież walka z góry przegrana..Wtedy dopiero byłam bezsilna.Ostatnio miałam kontakt z jedną osobą z AŻ ,której waga skoczyła aż 30 kg.Dlaczego?przez to,że sobie wszystkiego odmawiała,poszła w skrajności.Dlatego uważam,że do wszystkiego trzeba mieć zdrowy dystans.Ania dobrze,że poruszyłaś ten temat:*

  2. Ana Kwiecień 11, 2017 w 11:15 am - Odpowiedz

    Aniu, jednak na początku drogi ci pomogli? wtedy, kiedy byłaś w chaosie – dostałaś rozpiskę i wszystko sobie uporządkowałaś, może chodzi o to, by umiejętnie wyjść z programu, który nie jest przecież przewidziany na całe życie.

    • Wilczo Glodna Kwiecień 11, 2017 w 12:00 pm - Odpowiedz

      Tak pomogli, no przecież mówię 🙂
      O tym jak wyszłam z AŻ będzie w kolejnym odcinku.

  3. Monia Kwiecień 11, 2017 w 11:23 am - Odpowiedz

    podoba mi się nazwa miesiąc miodowy. A po tej euforii zaczyna się normalne życie i wtedy najłatwiej o porażkę

  4. Ola Kwiecień 11, 2017 w 4:29 pm - Odpowiedz

    Nie mogę się doczekać dalszego ciągu

  5. Mona Kwiecień 11, 2017 w 5:43 pm - Odpowiedz

    Czekam z niecierpliwością na cz.2!!kiedy bedzie ??:))

    • Wilczo Glodna Kwiecień 11, 2017 w 8:51 pm - Odpowiedz

      W piątek 🙂

  6. Marta Kwiecień 11, 2017 w 7:31 pm - Odpowiedz

    Ja byłam na spotkaniu dwa razy. Nawet na jedno umówiłam się z dwoma wilczycami, które poznałam;)
    Odważyłam się odkryć część siebie jednak coś mi nie pasowało. Nawet dokładnie nie umiem powiedzieć co.
    Aniu trochę przeraża mnie narzucenie restrykcji. A może właśnie tego nam na początku trzeba? Mocnej regularności w posiłkach i kształtowanie naszej silnej woli?

  7. Konstancja Kwiecień 11, 2017 w 9:05 pm - Odpowiedz

    Ja byłam raz i na więcej nie miałam ochoty. Generalnie nie czułam się tam dobrze, trochę jak w jakiejś sekcie :/ No i nie przemawiały do mnie te zasady… Ja po prostu nigdy nie chciałam i nie chcę żyć według jakichś tam spisanych, sztywnych zasad. Może dlatego, że nie wszystko da się przewidzieć. Raczej pozwalam się ponieść życiu, pracuję nad sobą i nie skupiam się przesadnie na jedzeniu 🙂 Twój blog pomógł mi też uświadomić sobie parę istotnych rzeczy, (zdaje się, że trafiłam tutaj pod koniec prawie rocznego „epizodu” bulimicznego, wtedy też poznałam mojego obecnego chłopaka, który – nie ukrywam – też mi ogromnie pomógł <3), w tym chyba najważniejszą prawdę: "żeby schudnąć trzeba jeść"! Dzisiaj nie wyobrażam sobie nawet jednego dnia głodzenia, a pochłanianie ogromnych ilości jedzenia Z ZAMIAREM jego zwrócenia to jedna z największych głupot, jakich się w życiu dopuściłam… Wracając do AŻ jeszcze – uważam, że warto spróbować wszystkiego w imię własnego zdrowia, szczęścia i spełnienia, jednak nie promowałabym tej formy pomocy jakoś przesadnie.

  8. Stokrotka Kwiecień 11, 2017 w 9:10 pm - Odpowiedz

    Pomiędzy „mimo” i „że” nie używa się przecinków. 😉
    Koło mnie, w domu kultury, są spotkania aż. Ale słyszałam o jakiś 12 krokach, coś związanego z religią i skutecznie mnie to zniechęciło. Czy one naprawdę są?

  9. Karolina Kwiecień 12, 2017 w 8:35 am - Odpowiedz

    Jestem w AJ od 1,5 roku. Regularnie czytam Twojego bloga i jestem Ci bardzo wdzięczna za to co robisz. Jednak czuję ,że muszę trochę obronić AJ……Nie spotkałam się przez cały AJ by mi ktoś nakazywał co mam jeść, gardził mną za zjedzonego batona.Wiem ,że istnieją grupy gdzie jest stosowane dokładne odmierzanie posiłków itd. …ale w mojej grupie (Wrocław- spotkania wtorkowe) abstynencję ustala się samemu …dla mnie są to 4-5 posiłki w ciągu dnia (unikanie zapalników), jedzenie przy stole w ciszy i spokoju i tyle…Czasem jem na mieście,zdarza mi się ,że posiłkiem są lody czy ciasto…… Nie piszesz nic o 12 krokach w AJ, a to jest według mnie ważniejsze niż abstynencja.Pozwalają one stać się bardziej świadomą osobą, poszerzają świadomość . AJ zachęca do medytacji i kontaktu ze sobą samym oraz do kontaktu ze Siłą Wyższą ( każdy inaczej ją pojmuje). Jest kilka rzeczy które mi tam nie bardzo pasują (część opisałaś w artykule)…ale dla mnie połączenie AJ( chodzę co 2 lub 3 tygodnie), Twój blog, Twój kurs świąteczny, Twoje książki ….to abstynencja (czasem mam lekkie wtopy 🙂 , 52 kg wagi, spokój, i rosnąca samoświadomość.
    Miłego dnia 🙂

    • Wilczo Glodna Kwiecień 12, 2017 w 9:20 am - Odpowiedz

      Kochana, zwróć uwagę że ja nie atakuję AJ. Nie musisz więc ich bronić.
      Piszę tylko o swoich subiektywnych przeżyciach. Ten artykuł będzie miał też dalszy ciąg i tam opowiem resztę.
      :*

      • Karolina Kwiecień 12, 2017 w 10:20 am - Odpowiedz

        Może rzeczywiście mnie poniosło z tą obrona AJ. Nie było ataku, tylko opinia , a ja się tu zbroję…hahaha… mam tu lekcję dla siebie do przemyślenia :). Czekam na kolejny artykuł 🙂 :*

  10. Joyce96 Kwiecień 12, 2017 w 1:21 pm - Odpowiedz

    Aniu, mam takie pytanie … Jak długo trwały u Ciebie sporadyczne epizody objadania się w wychodzeniu z bulimii? Jak częste one były i jakiego typu produkty podczas nich jadłaś? Od 3 lat nie wymiotuję, odżywiam się teraz racjonalnie a jednak tak mniej więcej 2 razy na miesiąc zdarzają mi się takie dni, że się rzucam na jedzenie. Nie są to ogromne ilości, ale po prostu fatalnie się po nich czuję i nie mam pojęcia jak ich unikać… Jak udało Ci się całkowicie je porzucić?

    • Wilczo Glodna Kwiecień 13, 2017 w 7:26 pm - Odpowiedz

      Tak z pół roku.
      Po prostu powiedziałam: NIE.
      Jeżeli nie głodzisz się i nie przetrenowujesz, jest to o niebo łatwiejsze.
      Czytałaś mój post o dobrym rodzicu?

  11. Ewa Kwiecień 17, 2017 w 10:39 pm - Odpowiedz

    Moja historia z Overeaters Anonymous (Anonimowymi Jedzenioholikami) jest zupełnie inna, a w tym tekście odnajduję wiele swoich starych, bardzo destrukcyjnych przekonań. Potrzeba wiele desperacji, determinacji i otwartości, aby móc korzystać z programu zdrowienia, który proponuje wspólnota. AJ nie narzuca niczego odnośnie planu jedzenia, która nie jest tożsama ze słowem abstynencja. Nie każdy kto ma abstynencję planuje swoje posiłki (stosuje plan jedzenia). Abstynencja to inaczej równowaga odniesiona do wielu wymiarów życia. Myśli kompulsywne na temat jedzenia i poczucie winy z powodu „niezaplanowanych posiłków” są powszechnie znanym zapalnikiem stymulującym chęć jedzenia o wiele bardziej, niż jedzenie samo w sobie. Jedzenie jest tylko objawem emocjonalnych trudności, a rozwiązaniem jest poszukiwanie czegoś nadrzędnego, niż siła własnej woli. Nieustanne pogłębianie świadomości, uważności, praca nad redukcją swojego egoizmu, który doskonale doradza i mówi innym jak powinni żyć, reducja dumy i omnipotencjalności stanowią program samorozwoju jakim jest Dwanaście Kroków.
    Zastanawia mnie jakie przesłanki stoją za tym postem. Wiele tu o „zależności” z naciskiem na to jak sugestywne są opinie innych. Dzięki AJ nauczyłam się mieć otwarty umysł i sprawdzać, doświadczać. Brać to co mi służy i zostawiać resztę, skupiać się na podobieństwach, a nie na różnicach i mieć dużo pokory.
    Ten post odbieram jako wypowiedź kategoryczną i w sposób zdezawuowany krytyczną.

    • Wilczo Glodna Kwiecień 18, 2017 w 5:28 am - Odpowiedz

      Słońce, to dobrze odebrałaś. Prywatne opinie są zazwyczaj kategoryczne, a skoro tam nie przynależę – to także z jakiegoś powodu 🙂
      Między innymi dlatego, że przestałam się zgadzać ze stwierdzeniem, że jedzenie to objaw emocjonalnych trudności i coś wyższego od nas może rozwiązać nasz problem. No i właśnie to ciągłe mówienie o egoizmie, dumie, omnipotencji – ja się nigdy tak nie czułam, a w AŻ zaczęłam się doszukiwać w sobie takich cech, co wywoływało wyrzuty sumienia. Teraz pozwalam być sobie po prostu sobą, ale nie objadającą się. Nie muszę do tego majstrować przy moim charakterze.
      Przesłanki stojące za tym postem: chęć opowiedzenia mojej historii i głos poparcia dla zdrowego rozsądku.

  12. Ewa Kwiecień 20, 2017 w 9:40 pm - Odpowiedz

    Zachęcam cię w takim razie do lektury literatury fachowej w temacie leczenia uzależnień i psychiatrii, bo wnioskuje na podstawie twojej wypowiedzi, że nie znasz merytorycznie sposobów leczenia zaburzeń odżywiania. To do czego się odnosisz w swojej wypowiedzi powyżej to nie są założenia AJ jako wspólnoty ale psychologiczno – medyczne podstawy leczenia uzależnień.

    Jeśli interesuje cię dlaczego AJ nie działa to jest to wyjaśnione w rzetelny sposób w linku poniżej:
    http://sheirakahn.com/articles.html?bpid=16
    Z wieloma aspektami tego artykułu się zgodzę. Kiedy przyszłam do AJ miałam wysoki poziom wglądu, dzięki czemu świadomie korzystałam w dobry dla siebie sposób z programu, ale nie każdy jest na tym etapie co ja. To podważa również twoją tezę dla kogo jest AJ, a dla kogo nie.

    Opinie nie muszą być autorytarne, kiedy kierują się tym, co powiedział kiedyś Fritz Pearls:
    „Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
    A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
    Jeśli uda nam się spotkać – to cudownie.
    Jeśli nie – to nic się nie stanie”

    W moim poczuciu zwroty „słońce” są zarezerwowane dla ludzi bliskich sobie, a ciebie nie znam.

    • Wilczo Glodna Kwiecień 21, 2017 w 11:07 am - Odpowiedz

      Szanowna Ewo, to źle wnioskujesz.
      Pozwól jednak, że skorzystam z wolności wyrażania moich osobistych opinii na moim osobistym blogu.
      Pozdrawiam.

      • Ewa Kwiecień 23, 2017 w 11:59 am - Odpowiedz

        Zacytuję jeszcze raz: „Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania. A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.”
        Napiszę tylko wyjaśniając, na koniec, że jestem trochę skonsternowana, bo powyżej odpisałaś Karolinie, że nie krytykujesz AJ/ AŻ , a mnie już zupełnie coś innego, stąd mój komentarz.
        Chciałam jeszcze dodać, że w pewnym czasie, dzięki tobie, przyszło do wspólnoty wiele nowych osób. Kilka znam osobiście, udało im się załapać równowagę w jedzeniu i powoli układać swoje życie czerpiąc z niego radość. Za to jestem ci wdzięczna. Pozdrawiam cię serdecznie.

        • Wilczo Glodna Kwiecień 23, 2017 w 1:21 pm - Odpowiedz

          Ewo, opowiedziałam swoją historię z AŻ i tyle – pokazując i plusy i minusy. Proszę Cię, nie doszukuj się treści, których tam nie ma.

Zostaw komentarz