Zostałam poproszona, przez moją dawną podopieczną, żebym napisała post dla bliskich, o oczywistej dla nas sprawie:
O tym, że osoba z ED wcale nie musi być chuda. Waga nie definiuje stopnia zaburzenia.
Boli nas bardzo, że ignoruje się nasz problem, no bo „przecież jemy i o co nam chodzi” albo „żremy za dużo i to tylko brak silnej woli”, no albo po prostu „w d. nam się poprzewracało i wydziwiamy”.
Tak to może wyglądać z perspektywy osoby stojącej z boku, niestety nie jest to takie proste.

Drogi rodzicu, partnerze, przyjacielu kogoś, kto twierdzi, że ma zaburzenia odżywiania:
Prawdopodobnie tak właśnie jest. To subiektywne odczucie, z którym bliska Ci osoba żyła od miesięcy, albo i lat, zanim o tym głośno powiedziała. Jeżeli teraz usłyszy „A tam, wymyślasz” wyobraź sobie jak się poczuje. Tak samo jak Ty byś się poczuł/poczuła gdyby tak skwitowano Twój największy życiowy problem. Jeżeli słyszysz takie wyznanie, to po prostu w nie uwierz. Nie oceniaj i nie bagatelizuj. Nie dawaj dobrych rad. Pisałam o tym tu: Jak pomóc bliskiej osobie z bulimią.

No ale wcale ona nie jest chuda.

Dziecko, co Ty mi tu opowiadasz, widziałaś kiedyś anorektyczkę? – Tak powiedziała mama szesnastoletniej dziewczyny ważącej 40+ kg, która przyznała w końcu, że ma problem. Teraz, za moją namową zaczęła jeść więcej i weszła w fazę niezbędnego, ekstremalnego głodu. Za każdym razem gdy idzie do kuchni musi tłumaczyć się dlaczego ZNOWU coś chce podjadać, przecież powinna najeść się talerzem zupy.  Anoreksja i Ty??? No bez przesady! A Marta siedzi w pokoju, trzęsie się i płacze.

odżywiania

 

A przecież zaburzenia odżywiania to nie tylko BMI 14 i wygląd chodzącego szkieletu. Osób, które doprowadziły się do takiego stanu jest w sumie niewiele. Ten wizerunek to medialna twarz ED. Weźmie się taką, ustylizuje na motylka, zrobi sesje zdjęciową i wywiesi na billboardach: Uważaj, anoreksja zabija!
W ten sposób, w świadomości społeczeństwa utrwala się przekonanie, że dopóki córka, dziewczyna, żona, syn, mąż, nie wyglądają jak ta z plakatu, jest ok.
A to wielka, krzywdząca nieprawda! Po świecie chodzi cała masa bardzo zaburzonych ludzi, którzy absolutnie nie pasują do tego obrazka. Ile razy pracowałam ze „zdrowo” wyglądającymi dziewczynami, których życie było w totalnej ruinie!
Ci ludzie męczą się samotnie, pod nosem bliskich, przez lata ukrywając prawdę o sobie.

Zidentyfikuj zaburzonego:

1. Wygląda normalnie
Ma zupełnie normalną wagę ciała; na ulicy nie zwróci niczyjej uwagi.
Dlaczego udaje mu się zachować przeciętną sylwetkę? Ponieważ kompensuje swoje napady obżerania się. Na przykład potrafi głodzić się całe dnie, co oczywiście napędza kolejne napady (takim typem była moja Kasia) albo ekstremalnie uprawia sport, albo wymiotuje, chociaż typ wymiotujący zazwyczaj…

2. Ma ciągłe jo-jo
Może nie jest ono duże, ale jednak na tyle przykre, by zmienić życie w koszmar. Takim typem byłam ja; bujałam się od rozmiaru 34, do rozmiaru 38 wciskanego na styk i znowu głodowanie do rozmiaru 34, a potem objadanie się i wymioty do 38 i znowu… I tak przez 15 lat.

3. Jest gruby
Tak zwany wstrętny grubas, sam sobie winny. A to często w ogóle nie tak.
Zauważyłam, że moje podopieczne z nadwagą to często osoby obdarzone żelazną wolą, tylko skierowaną niestety nie tam gdzie trzeba. Takie dziewczyny potrafią być na diecie miesiącami. I to jak! 1000 kcal, Dąbrowska, głodówki inne hardcory.
Efekty przychodzą szybciej niż można by się było tego spodziewać, niestety nie takie, jakich oczekiwano. Zaczynają się nieuniknione ataki obżarstwa i wzrost wagi.
Taki scenariusz widziałam wiele razy: wystarczy skierować dziewczynę w dobrą stronę (jedz normalnie, zaufaj swojemu ciału) i wszystko szybko wracało do normy.

odżywiania

Więc co wskazuje na zaburzenia odżywiania?

Na pewno nie wygląd, nie zawsze. Raczej charakterystyczne przekonanie, że nie potrafi się/ nie może normalnie jeść.
Dlatego taka osoba tkwi po uszy w dietach i co raz dziwniejszych rytuałach związanych z jedzeniem: wyklucza produkty, je tylko o wyznaczonych godzinach bez względu na to czy jest głodna czy nie, wymiotuje, nadmiernie ćwiczy itd.
To daje namiastkę bezpieczeństwa i kontroli.

Skąd się takie przekonanie wzięło? Z osobistego doświadczenia. Było tak: Twoja Wilczyca przeczytała kiedyś w kolorowej prasie o nowej diecie cud – powiedzmy na 1500 kcal. Artykuł był zilustrowany zdjęciami szczupłych, uśmiechniętych kobiet w sportowych strojach. Ten sam przekaz pojawiał się w różnych odsłonach, przez całe jej życie.
Dlaczego by nie spróbować – pomyślała? Efekty pojawiły się szybko, niestety na krótko. Po kilku tygodniach takiego żywienia zaczęło się objadanie. Jak to? Przecież w kolorowej prasie nic nie wspominano o żarciu jak świnia! Trzeba teraz zbić dodatkowe kilogramy, tym razem NA SERIO; zero podjadania, zero słodyczy, zero zdrowego rozsądku. A potem jeszcze raz i jeszcze raz… do obsesji, do krwi, do śmierci.

Tak rozpoczęła się jej (jego) walka z własnym ciałem, które po prostu broniło się w ten sposób przed niską dawką kalorii.
Niestety mało kto ma tę świadomość; my, zaburzeni, jesteśmy przekonani, że to nasza wina. Nie wpadnie nam do głowy (bo niby skąd), że to wina tych wszystkich głupich diet – tego, że one są NIEMOŻLIWE do zrealizowania, bo nasz organizm po prostu na to nie pozwoli.
Przecież jak wszyscy mówią i piszą, że dieta X działa, to to musi być prawda. No bo co? Wszyscy się mylą? To ze mną w takim razie coś jest nie tak…

I tak, drogi rodzicu, partnerze, przyjaciółko, to wszystko zaczęło się bardzo niewinnie, a skończyło na poważnym problemie. To że nie ma się wagi kościotrupa, o niczym nie świadczy!
Odsyłam do moich innych postów z kategorii „dla bliskich” gdzie opisuję jak widzi świat osoba uwięziona w tej matni, jak wykrzywia się jej postrzeganie siebie i rzeczywistości.
Zobacz też artykuł o tym, jak to się dzieje, że człowiek potrafi wpaść w takie absolutne bagno: Jak powstaje bulimia, krok po kroku.

A więc proszę, nie mów jej, że przesadza, że inni mają gorzej, że przecież wystarczy jeść więcej i już, że nie ma się co przejmować.  Zrozum, to nie widzimisię, ani głupota. To uzależnienie i pułapka, w którą można wpaść na lata.

*

A teraz dziewczyny, prośba do was. Na ten post trafi wiele osób żyjących z Wilczycą lub Wilkiem pod jednym dachem. Opiszcie w komentarzu jak to było z wami. Jakie słowa i działania pomogłyby wam stanąć na nogi, a co wgniotło was w ziemię.
Pomóżmy naszym bliskim nas zrozumieć.