Podzielę się z Tobą częścią wiadomości, jaką dostałam wczoraj od mojej – beznadziejnie uzależnionej od słodyczy – podopiecznej.
Oczywiście było to jej przekonanie do niedawna. Teraz jest tak:

W ogóle zauważyłam bardzo dziwna rzecz; kiedy nie mam słodyczy, to ciągle mam na nie ochotę i myślę, że tu bym zjadła naleśniki z batonem, tu owsiankę z czekolada itd. A teraz mam ich od groma w domu. Serio, dawno tyle nie miałam ze strachu, że wszystko zjem. Nie ufałam sobie, więc wolałam mieć jedną wielką czekoladę i… objeść się nią, a dalej to już kanapkami. A teraz, kiedy mam ich pod dostatkiem nie mam totalnie ochoty! I tak sobie leżą leżą i leżą

Mam te Ferrero wciąż, płatki czekoladowe, paczkę Oreo, czekoladę mleczną, batonika, a dziś kupiłam lody, bo jakoś mi się ich chce.

Bo jak to jest, to ta ochota mija. Jak ich wcześniej nie miałam w domu, to o nich myślałam. Jak je miałam w domu, to też myślałam i od razu zjadałam. I to było błędne koło, bo tak źle i tak niedobrze.
A teraz jest tak normalnie. Jest sobie jakaś szafka z takimi rzeczami – jak w większości domów – i nic w związku z tym. Jest i już.

Co to za czary się tu odprawiły? Dlaczego mojej podopiecznej tak zobojętniały słodycze, które przez lata były jej największą słabością? Jak Ty możesz powtórzyć ten magiczny trik?

1. Zlikwiduj deficyt kaloryczny

To najczęściej popełniany błąd wszelkich dietetycznych recydywistów, osób jedzących w sposób zaburzony, rzucających się na jedzenie, „zajadających emocje”, kompensujących wymiotami, głodówkami czy sportem – słowem Wilczyc i Wilków.

Jak pisałam niejednokrotnie; zaburzenia odżywiania powstają przede wszystkim przez kontynuowany latami deficyt kaloryczny. Jemy za mało – rzucamy się na jedzenie – kompensujemy – jesteśmy niedożywione, bo jemy za mało – rzucamy się na jedzenie…. I tak się toczy błędne koło.
Ponadto dzięki tym wszystkim dietom, mamy do tego stopnia wyprany mózg, że nawet nie wiemy, że jemy za mało. Nasze ciało nam to powtarza każdego dnia, ale my nie potrafimy go usłyszeć.

I to jest największa zmiana, jaką widzę szybko u moich nowych podopiecznych. Kiedy zaczynają jeść normalnie, ochota na obżeranie się przetworzonymi produktami spada o około 90% w ciągu pierwszego tygodnia (o ile w ogóle mogę to zmierzyć i wyrazić w procentach). A nawet zanika zupełnie.

2. Skończ z mentalnością zakazanego owocu.

Jak wiadomo, to co zakazane kusi najbardziej. Jeżeli powiesz sobie, że już nigdy nie zjesz danego produktu, to jaki będzie tego efekt? Hmm…
Wyobraź sobie taką sytuację; od dzisiaj – do końca świata, nie będzie można nigdzie kupić lodów. Lody zostają zdelegalizowane, przykro nam bardzo. Do widzenia przenośne kramy na plaży, lodziarnie, zamrażalki stojące w każdym sklepie i budki serwujące ten przysmak. Nie ma, finito, koniec.

Co byś zrobiła na wieść o tym rozporządzeniu? Pobiegłabyś do sklepu po ostatnie w swoim życiu lody, prawda? No widzisz, ja też, mimo że jakoś za nimi nie przepadam. No ale jak NIE WOLNO, to… można ten ostatni raz…

I tutaj jest ta pułapka, w którą potrafimy wpadać raz po raz przez całe lata, a nawet dekady.
Kierujemy się błędnym przekonaniem, że jak sobie na coś „pozwolimy”, to będziemy obżerać się tym przez cały czas. A jest zupełnie odwrotnie; jak sobie na coś pozwolimy, to stracimy tym zainteresowanie.

3. Nie nadawaj słodyczom mocy i znaczenia, którego one nie mają.

Zacytowana powyżej mentee pytała mnie jeszcze kilka dni temu, czy może kupić sobie swoje przysmaki, bo boi się, że jak one będą w szafce, to będą ją kusić.
Zapytałam ją więc jak myśli, skąd pochodzi to kuszenie? Ze słodyczy, które mają jakąś magiczną moc hakowania naszych fal mózgowych i wysyłania sygnału „zjedz mnie” poprzez ściany szafki, w której leżą? Czy może pochodzi ono z jej myślenia o tym, że słodycze mają jakąś magiczną moc?

Ja osobiście uważam, że to nasze myślenie, aczkolwiek mogę się mylić. Możliwe, że słodycze mają w sobie jednak jakieś tajne nadajniki synchronizujące się do częstotliwości naszego mózgu i dzięki temu zmuszają nas do jedzenia ich. Jestem otwarta i na taką możliwość i jeżeli ktoś mi to udowodni, odszczekam swoje słowa pod stołem.

Ale przy obecnym stanie wiedzy, śmiem twierdzić, że tak nie jest. To nasze myśli o tych niewinnych cukierniczych wyrobach, robią z tych wyrobów istne potwory. To my nadajemy im takie znaczenie, powołujemy do życia, a potem uciekamy przed nimi z krzykiem, jakby to była prawda. My tworzymy swoją rzeczywistość, w której słodycze obezwładniają naszą wolną wolę i same wskakują nam do buzi.

Jeżeli to zobaczymy – ale tak naprawdę, na głębokim poziomie – takie zachowanie straci dla nas sens. Moja podopieczna załapała to od razu i od tamtego czasu żadne słodycze jej nie straszne.

Bo prawda jest taka, że kto zobaczy to raz, już nigdy tego nie od-zobaczy. A więc wszystko przed Tobą, moja kochana.

A Ty co zrobisz ze swoim wolnym czasem, kiedy walka z jedzeniem straci rację bytu?

*

Jeżeli także chcesz zostać moją podopieczną, zobacz jak to wygląda: https://wilczoglodna.pl/mentoring/ i skontaktuj się ze mną.
Pamiętaj, trwanie w nałogu konsumuje o wiele więcej czasu, pieniędzy i życia niż wyjście z niego.