Zawody w diecie

Ostatnio na Wilczym Stadzie pojawił się ciekawy wpis, pod którym rozpętała się jeszcze ciekawsza dyskusja.

Dziewczyny rozmawiałyśmy tak swobodnie o posiłkach z laskami z pracy i wyszło na to, że jem jak smok. One tylko po bułce rano i obiad z pracy i tyle. Jestem w szoku :/obie są grubsze ode mnie.

Widzę tu kilka ważnych wątków, które warto poruszyć, a więc uwaga, poruszam:

1. Porównywanie się

Czy kiedykolwiek pomyślałaś tak: O rany, jem więcej niż mój chłopak! Jestem prosiakiem!
Jeżeli tak, to witaj w klubie. Ja też nie raz miałam ten „problem”. Jednak co się często okazywało, gdy podrążyłam temat? Że on po śniadaniu zjadł paczkę M&Msów, na obiad wziął i zupę i deser, a potem poprawił drożdżówką w biegu. Teraz po prostu nie jest aż taki głodny jak ja – pilnująca regularnych  posiłków. Stąd zupełnie błędne wrażenie, że niby jem jak smok, a on sobie tylko dziubie.

Może też się tak okazać, co wcale nie jest takie rzadkie, że macie podobne zapotrzebowanie kaloryczne. Jeżeli codziennie latasz na siłownie i a do tego masz wymagającą pracę, to jest całkiem prawdopodobne. A jeśli jeszcze na obrazku pojawia się małe dziecko i cały dom na Twojej głowie, to już w ogóle.

Proszę Cię, nie sugeruj się tym co je Twoje otoczenie. Jesteś głodna? Jedz!
Powtarzam: głodna, a nie znudzona, czy w nastroju na czekoladkę. Bądź ze sobą szczera – to raz. Dwa – jedz zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem kalorycznym na daną wagę. Trzy – Jedz w większości jedzenie nieprzetworzone.

2. Biurowy kult diety

Sytuacja z życia wzięta – lunch w pracy; każda otwiera swoje pudełko, odwija kanapki i jedna drugiej zapuszcza żurawia w szamę.
O kurcze, pani Kasia ma dzisiaj jedną kanapkę, a Grażynka to tylko jogurcik. Lepiej nie będę wyjeżdżać ze swoją wypasioną jaglanką, za to zjem jabłko co miało być na deser. 
I każda z nas je jakieś śmieszne porcyjki, po których aż nam słabo z głodu. Fakt ten jednak owiewa święta zmowa milczenia. A przecież to bez sensu.
Posiłek ma Cię posilić, a nie zapewnić czołową pozycję w wyścigu o koronę królowej diety.
Zresztą zobacz jakie efekty mają Twoje koleżanki. Czy któraś z nich faktycznie zdołała trwale schudnąć? A Ty?
Od lat słyszysz tylko to samo narzekanie na wagę i jak to trzeba się „wziąć za siebie, bo lato tuż tuż”.
Nie bierz przykładu z tych osób. Bądź mądrzejsza i wypisz się z wyścigu pod tytułem „Kto zje mniej i nie padnie”.

3. One są grubsze ode mnie. Szok!

Czyżby? Jeżeli czytasz regularnie Wilczą to doskonale wiesz dlaczego tak się dzieje.
Jeżeli nie czytasz, to spieszę z pomocą:
Te dziewczyny „oficjalnie” jedzą jak ptaszek, nieoficjalnie zaś regularnie czyszczą lodówkę. Skąd to wiem? Z własnego doświadczenia, z waszego doświadczenia, oraz… z logicznej dedukcji.
No bo przecież jeżeli ktoś je mało to niemożliwe, że waży więcej niż ktoś kto je dużo, prawda? Kilogramy nie biorą się z powietrza, ani nie przyklejają się do nas w ramach kary za grzechy. Każda dodatkowa fałdka ma swoją przyczynę, a bardzo często ona nazywa się DIETA.

Przypomnijmy; nie ma czegoś takiego jak kaloria zaoszczędzona. (Nie zjadłam ani drugiego śniadania, ani obiadu, hurra schudnę!)
Jest tylko kaloria pożyczona, o której zwrot organizm upomni się prędzej czy później. Mało tego, odbierze ją sobie z dużą nawiązką. W pracy z moimi dziewczynami zaobserwowałam, że będzie to nawiązka mniej więcej podwójna. Jeżeli zrobisz sobie deficyt na 500 kalorii, objesz się na 1000, jeżeli na 1000, objesz się na 2000, jeżeli na 50 000 (np. po anoreksji) doświadczysz na własnej skórze co to znaczy ekstremalny głód.

A więc jak to wygląda w praktyce? Jesteśmy na diecie od poniedziałku do czwartku a w weekend nadrabiamy. W późniejszej fazie diety, po kilku latach takiego męczenia organizmu, nadrabiamy jeszcze tego samego dnia, rzucając się na lodówkę wieczorem. I tak w kółko.

I na co się rzucamy? Na brązowy ryż z sałatką? Nie; na słodycze. Organizm wie, że właśnie w nich jest największa koncentracja cukru i tłuszczu, czyli tego, czego on desperacko potrzebuje.
Co jak co, ale jeszcze nie słyszałam żeby ktoś objadał się brokułami.

Co też bardzo ważne, organizm zdążył już spowolnić metabolizm. Przecież to logiczne; jeżeli brakuje odpowiedniej ilości jedzenia, to trzeba gospodarować oszczędnie tym co się ma.
Pomyśl, jeżeli dostałabyś nagle połowę swojej pensji, to bardzo ograniczyłabyś budżet (dla ciała to brak miesiączki, wypadające włosy), bo to by wystarczyło Ci na najpilniejsze opłaty (dla ciała to praca serca, oddychanie) Jest to rozsądne i zrozumiałe. Dlaczego więc dziwimy się, że organizm robi dokładnie to samo?

Co dzieje się potem? Na ten spowolniony metabolizm wpada tabliczka czekolady, ba! zjadasz tylko zwykła kanapkę, a ciało łapie w popłochu wszystkie możliwe kalorie i magazynuje je w biodrach i na brzuchu w postaci tłuszczu. Nie stałoby się tak, gdyby wszystko działało normalnie, na pełnej parze.

I to jest właśnie proste wyjaśnienie fenomenu tycia mimo ograniczania jedzenia.
Tyjesz DLATEGO ŻE ograniczasz jedzenie, a nie MIMO tego.

Jeżeli więc następnym razem, ktoś będzie głupio komentował, że tak dużo jesz, zaproponuj wspólne przejrzenie się w lustrze w ramach sprawdzenia czyja strategia działa skuteczniej. Albo wiesz co? Nic nie mów, po prostu poleć Wilczą.

*

Jeżeli czujesz się zagubiona, nie wiesz co i jak jeść, dołącz do naszego wyzwania z wegańskim jadłospisem. Robię go w całości od 15.03, ale Ty możesz wskoczyć w każdej chwili.
Pełną relację zdaję na Instagramie i Instagram stories (wilczoglodna)

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2018-03-16T13:21:03+00:00 16 Marzec, 2018|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , , |

12 komentarzy

  1. Kasia Marzec 17, 2018 w 7:39 am - Odpowiedz

    Aniu super wpis i jak zawsze trafiłaś w dziesiątkę. Umnie bardzo często gościły takie myśli i potworne wyrzuty sumienia lub strach, że przytyję. Widzimy tylko urywek z życia innych osób i myślimy, że to ich standard, a jak moi najbliźsi spojrzą na mój całodniowy jadłospis to są dumni i zazdroszczą (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), że odżywiam się tak zdrowo i pełnowartościowo;)

  2. M Marzec 17, 2018 w 9:44 am - Odpowiedz

    Kilka lat temu miałam śmieszną sytuację związaną z porcjami jedzenia. Spotykałam się z chłopakiem, on jakieś 120 kg (z czego 40 kg nadwagi), ja w tamtym czasie jakieś 47-48 kg. Odwiedził mnie raz w porze kolacji, na którą była kasza gryczana z duszonymi warzywami. Nie mógł się nadziwić, że zjadam takie „ogromne porcje”. Kaszy było jakieś 50-60 g, do tego może ze 250 g różnych warzywek, plus olej, ale on akurat nie zmieniał objętości. Co kilka minut rzucał uwagi „ależ ty dużo jesz”.Wtedy faktycznie trochę mnie to zaniepokoiło, ale pomyślałam sobie: popatrz na siebie, później na mnie i wtedy możemy pogadać kto je rozsądniej. I przestałam się przejmować co ktoś sobie pomyśli o moich porcjach.

  3. Cat Marzec 17, 2018 w 7:14 pm - Odpowiedz

    Ja też tak mam kiedy moja siostra mało je i myślę sobie, że jakaś nienajedzona ciągle, a ona 2 kanapki i na kilka godzin nic, tylko ogląda seriale, ćwiczy, gada z kimś i o tym nie myśli, potem coś tam jeszcze zje, do tego kilka słodyczy, nie chciała schudnąć i niby waży przy 163 cm 52 kg, a widać jej kości, chce przytyć, ale nie bardzo jej idzie jedzenie, rano nie je w szkole też, wgl tego nie rozumiem, do tego przez to by zaslabla 2 razy i namawiam ja by jadła rano. A propos wagi, czy u mnie jest dobra 56kg 170cm? Jeszcze takie pytanie czy był post o thin gap?

    • Wilczo Glodna Marzec 18, 2018 w 10:02 pm - Odpowiedz

      To ta dziura między nogami, tak?

  4. Milki Marzec 17, 2018 w 7:56 pm - Odpowiedz

    Dla mnie to krepujace jeść przy kimś.. 🙁 jestem po anoreksji i anoreksji bulimicznej. Nie jem wszystkich produktow z wyboru, dbam o jakosc jedzenia. Wagę mam już ok od roku. Ale tego się nie pozbylam. Takiego.. uczucia wstydu? Kiedy jem, albo chce coś zjeść. Jest mi głupio że ja wybieram kaszę i warzywa A moi znajomi pizzę i burger. wolę zjeść sałatkę owocową a inni wybierają ciastka.. problem pojawia się też podczas wyjścia – nie jem paluszków, chipsów i słodyczy a zwykle to jest na imprezach, spotkaniach. Przez to ograniczylam mocno wyjścia. Czuje się przez to źle.. czasem czuje że nie mogę być sobą. Chociaż to niedorzeczne.. 🙁
    Czy to we mnie jest problem? Wszyscy są normalni.. Ja nie potrafię być „normalna” 🙁

  5. Anianowa Marzec 18, 2018 w 6:48 am - Odpowiedz

    Cześć wszystkim 🙂 ja mam dokładnie tak jak dziewczyny powyżej, Aniu proszę poradź nam coś na to 🙂
    ja również porównuję się czasem z moim chłopakiem (mega szczupłym), porównuję to że czasem jem więcej niż on, że ona ma szczuplejsze nogi niż ja itd. Ale staram się zdystansować do tego i nie zagłębiać w ten bezcelowe rozważania 🙂
    Aniu, robisz bardzo fajne insta story, bardzo mi się ten pomysł podoba i dodatkowo to, że dzielisz się z nami rodzajami aktywności i treningów jakie wykonujesz, dziękujemy 🙂
    Mam jeszcze jedno pytanie, propozycję na post – może coś o finansach? jak je ogarnąć w kontekście diety, wynagradzania sobie niefajnych sytuacji w życiu (zamiast jedzeniem to zakupami – jak mam tak teraz) ?
    Z góry dziękuję i pozdrawiam 🙂

    • Wilczo Glodna Marzec 18, 2018 w 10:01 pm - Odpowiedz

      Pisałam o tym w poście „Pępek świata” o tym że nikt na to nie zwraca uwagi absolutnie.
      Co do finansó to dużo o tym pisałam w książce „Ja, wersja 2.0” Może kiedyś też wrzucę jakiś post 🙂

  6. Joanna Marzec 18, 2018 w 10:33 am - Odpowiedz

    Nigdy nie przeszkadzało mi, że inni przy mnie jedzą. Czipsy, ciastka, czekolada… przecież jadłam to samo gdy miałam napady, a nawet bez napadów tylko w małych ilościach, więc dlaczego miałabym żałować innym. Każdy ma prawo decydowania o sobie, w tym również na co przeznacza pieniądze. To by była hipokryzja.

  7. Karolina Kwiecień 3, 2018 w 12:55 pm - Odpowiedz

    „….każda otwiera swoje pudełko, odwija kanapki i jedna drugiej zapuszcza żurawia w szamę”.Już dzięki temu zdaniu mam wesoły cały dzień. Aniu, mam 160 cm i 71 kg. Boję się pytać czy to dużo czy nie….Nie umiem schudnąć, mimo licznych diet, dietek, prób jedzenia i niejedzenia, a nawet, a może przede wszystkim Twoich porad. Dorzucam ruch, ćwiczenia i ta waga stoi….Piszę nieraz do Ciebie maile. Boje się. Wydaje mi się, że jestem gruba. Moje wyliczone zapotrzebowanie kaloryczne to ok.2137 ale na pewno je przekraczam bo głodna chodzę cały czas, nawet w te dni co przepisowo jem co 3 godziny i tylko zdrowo (ser biały, kasza, jakieś domowe gryczane naleśniki, etc.) bez podjadania. Aniu, co ze mną jest nie tak, że nic nie działa?. Czy ja schudnę? Nadmienię, że jestem osobą strasznie nerwową, nerwica to moje drugie imię. Wszystko wokół nie tak się układa i dla mnie jedzenie jest jakąś formą rekompensaty. Twoja książka w poszerzonej formie to moja druga Biblia, ale do pustej głowy nadal nie wszystko dociera….:(Pomocy dziewczyny i Aniu!

    • Wilczo Glodna Kwiecień 4, 2018 w 9:53 am - Odpowiedz

      Kochana, a jak jesz dobrze, to jesz TYLKO zdrowo? To też nie dobrze. Sprawdzałaś hormony tarczycy, insulinę?

  8. Karolina Kwiecień 5, 2018 w 1:12 pm - Odpowiedz

    Niestety albo stety, wyniki badan mam idealne; i hormony, i próby wątrobowe i cukier. Jem nie tylko zdrowo-pozwalam sobie na grzeszki, nie jestem osobą, która nie jada w ogóle cukru bo bardzo go lubię. Ja też grzeszę.Moim problemem jest po prostu nadmierny głód.Mój organizm jakby potrzebuje więcej jedzenia niż wyliczone kalorie i nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Jak się trzymam sztywno dziennej liczby kalorii (2137 kcal) to chodzę głodna, ale też nie chudnę (a chciałabym schudnąć), dlatego też nie wyobrażam sobie jeszcze tego ucinać…..

Zostaw komentarz