Niedawno naszą społecznością Wilczego Stada, wstrząsnęła śmierć Dominiki.
Szok i łzy. Pamiętacie? Padały deklaracje, że ja już nigdy więcej, że teraz to już na pewno koniec itd.
Potem wszystko wróciło do normy: diety, napady, rzyganie, ćwiczenia- słowem, stary dobry Wilk.

Dla niewtajemniczonych: Dominika była śliczną i drobną licealistką z anoreksją bulimiczną. Pod koniec maja jej rodzice zaniepokojeni tym, że tak długo się nie budzi, weszli do jej pokoju i znaleźli ją martwą w łóżku. Nie żyła już od kilku godzin.
Dzień wcześniej nic nie wskazywało na to, że stanie się coś złego. Dominika wzięła po prostu prysznic i poszła spać. Zgon nastąpił  z powodu niewydolności krążenia. Pogrzeb odbył się w dzień dziecka.
Bum! A miała tylko schudnąć kilka kilo na lato.

Kilka dni temu kolejna Wilczyca trafiła do szpitala, unikając śmierci o włos.
Dlatego napiszę dzisiaj o tym, o czym zbyt często milczymy:
Na bulimię też się umiera, moje drogie.

Zazwyczaj na serce.
Bardzo częsta jest arytmia, czyli zaburzenia rytmu serca. Nawet nie zliczę, ile razy czytałam o tym w listach od was.
A arytmia to nie katar. To poważna sprawa. Jeżeli nie bierzesz leków i nadal wymiotujesz, kopiesz sobie grób.

Zanim to jednak sprawy zajdą tak daleko, przychodzą symptomy ostrzegające; nagłe kołatania. Ni stąd, ni zowąd serce zaczyna tłuc się w piersi jak szalone, ciało zalewa zimny pot, a Ty czujesz jakbyś zapadała się w sobie.
Skąd to wiem? Bo sama czułam to nie raz. Absolutnie przerażające doświadczenie.

Dzieje się tak z powodu zaburzenia gospodarki wodno – elektrolitowej w organizmie.
Podczas wymiotów wypłukujemy jony soli (potas, sód, magnez, wapń), które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania narządów wewnętrznych, w tym serca.

Ale to zdarza się rzadko i mi się na pewno nie przytrafi.
Guzik prawda.
Od śmierci Dominiki naliczyłam pięć przypadków hospitalizacji z powodu powikłań po bulimii.
Zakładając, że nie każda leci mnie poinformować, że właśnie o mało się nie przekręciła, mogę śmiało powiedzieć, że jest ich o wiele więcej. Ile z nich kończy się tragicznie? Nie wiem.

Często to właśnie kryzys zdrowotny ostatecznie motywuje do szukania pomocy. Niedawno przyszła do mnie na mentoring młoda mama, która prawie zemdlała, gdy była sama w domu z rocznym dzieckiem. Serce zaczęło jej galopować, mroczki przed oczami…
W takich momentach problem zmieszczenia się w rozmiar XS natychmiast schodzi na dalszy plan.

No i teraz znowu: Tym razem padło na Judytę (lat 19), z którą gadam od jakiegoś czasu.
Wyszła z łazienki blada, z sinymi ustami i osunęła się w ramiona narzeczonego.
Gdyby nie natychmiastowy przyjazd karetki, doszłoby do migotania komór, a wtedy nara i do widzenia.

Zapytałam, czy wymiotowała w tej łazience.

Tak, właśnie wtedy była ta jedna wpadka. Przegięłam z jedzeniem, potem jeszcze chłopak truł o kolacji, więc zjadłam i poszło. Już jak zwracałam to czułam że coś jest nie halo, czułam jakieś mrowienie, straszne zawroty głowy, walenie serca. Nawet to mnie nie zatrzymało, myślałam, że jak przestanę to przejdzie, a było gorzej.

Zapytałam, czy odważy się jeszcze zwymiotować:

W życiu. Wie Pani jakie to dziwne uczucie? Taka świadomość, że prawie mogło mnie już nie być. Teraz moje myślenie jest zupełnie inne, jakby poprzestawiało mi się w głowie, w sensie pozytywnym. Teraz wiem, jestem pewna w stu procentach że nigdy w życiu tego nie zrobię. Za żadne skarby świata. Zrozumiałam to bardzo dosadnie.
W jakimś poście pisała Pani, że jest Pani pewna że nigdy więcej tego nie zrobi. A ja takie trochę zdziwienie, bo skąd można wiedzieć co będzie za X czasu, że przecież są nawroty. Ale teraz już wiem jak to jest być pewnym że się tego więcej nie zrobi. Choćby nie wiem co.

Judyta wyraziła zgodę na podanie jej maila, jeżeli ktoś chciałby z nią pogadać: judyta983@wp.pl

Albo taki list:

Cześć Ania

Przez 6-7 lat chorowałam na bulimię. Postanowiłam, że wyjdę z tego… to znaczy… hmm czy postanowiłam? Raczej to moje zdrowie postanowiło. Ania już prawie pięć lat nie wymiotuję; naprawiam co zniszczyłam.

Myślę, że moja bulimia była taka jak i innych dziewczyn a jednak moje serducho trochę się poddało. Mówiłaś wielokrotnie o arytmii, że można umrzeć przy rzyganiu ja zawsze myślałam, że choruję na jakąś „łagodniejszą bulimię”, serio. Ale nie nie nie; moje wymioty spowodowały arytmię serca.
W szpitalu odnotowano u mnie ponad 22 TYSIĘCY dodatkowych pobudzeń komorowych! Ania ja myślałam, że umieram, naprawdę. O dziwo jakoś wtedy zachciało mi się żyć.

Trafiłam na wspaniała lekarkę która się wyjątkowo mną zajęła. Wzięła mnie na szpital, porobiła masę badań, zleciła holter (to takie badanie które 24 godziny na dobę bada pracę serca. Masz kabelki przyczepione do takich plastrów, które nakleja się na klatkę piersiową i do tego tak jakby telefon który rejestruje pracę serca) i wyszło po ok 7500 i 11000 dodatkowych pobudzeń komorowych.

Ta pani doktor wysłała mnie do bardzo dobrego specjalisty od zaburzeń rytmu w Lublinie i wiesz wstyd mi było znowu się przyznać do mojej bulimii, ale tylko jak weszłam okazał się wyjątkowo miły. Nie pukał się w głowę, tylko popatrzył na wyniki i na mnie i mówi: To za dużo tych zaburzeń jak na tak młody wiek, pewnie musiała Pani coś zmajstrować w sobie. Był taki spokojny i opanowany, że powiedziałam „Tak, przez sześć lat chorowałam na bulimię”
Jakby ktoś z tonę zdjął ze mnie…
On popatrzył na mnie i mówi że w tym przypadku poleca ablację.
To zabieg, który polega na wprowadzeniu do serca diody z prądem przez pachwinę udową do serca i wtedy wypalenia miejsca arytmii. Jeżeli serce dobrze się pokaże, będzie możliwe wykonanie ablacji. Liczę na to że się uda. W tym zabiegu będę świadoma, nie będę w narkozie. Ale zabieg niesie zagrożenia. Może zrobić mi się krwiak w miejscu wkłucia lub, co najgorsze, ta dioda może przebić mi serce!!!

Tak, doprowadziłam serducho do ruiny.

Ania ta choroba zabija, pisz o tym, naprawdę. Wiem jaką masz siłę przebicia i mów o tym bo mi nikt nigdy o tym nie mówił, a teraz muszę spłacić dług, który zaciągnęłam na swoje zdrowie. Ogromnie chciałabym cofnąć czas, ale nie można, trzeba patrzeć w przód.

Bulimia zabrała mi ogrom zdrowia. Dwa razy miałam robioną gastroskopie; nadżerki na żołądku, refluks. Na same zęby poszło około 2000 zł, żeby wyglądały teraz jako tako, no i to serce. Mam dopiero 26 lat, od pięciu nie wymiotuje, a chorowałam ok 6-7 lat. Wcześniej oczywiście diety, potem objadanie się i błędne koło bulimii.

Ola

I poproszona o słowo do was:

Dziewczyny nie warto, posłuchajcie mnie. Mi nikt nigdy nie mówił o takim czymś, a teraz wiem czym to się kończy. Uzupełniajcie niedobory magnezu potasu nie dopuście do takiego stanu, jak ja siebie doprowadziłam. Czasu nie cofnę, ale mam nadzieję że komuś otworzę oczy. Badajcie się, dbajcie o siebie i kochajcie siebie, bo nikt tego za was nie zrobi.

Co mogę dodać? Pijcie elektrolity? Nie przepłukujcie żołądka wodą? Wymiotujcie z umiarem?

Nie, zróbcie coś o wiele prostszego i bardziej efektywnego; skończcie z tym raz na zawsze. To jest możliwe.

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com