alkohol

Jak rzucić alkohol?

Często wspominam w moich wypowiedziach, że nie piję alkoholu.
Wtedy zawsze pojawiają się pytania:
Ania, powiedz, jak to zrobiłaś. Ja próbowałam, ale nie mogę.
Ania, napisz o tym, proszę.

A ja zawsze myślę, że nie mam na ten temat za wiele do powiedzenia. Po prostu przestałam i już.
Nie potrafię rozbić tego na kolejne kroki i, tak jak w przypadku jedzenia – stworzyć łatwy do zreplikowania proces.
Zapytana o radę, przystaję i drapię się po głowie: Co ja mam takiego powiedzieć? Po prostu przestań? Wiem, że oczekujesz ode mnie czegoś bardziej konkretnego.
Dlatego niewiele pisałam do tej pory o alkoholu.

No ale dobra, mogę coś dla Ciebie zrobić.
Opowiem po prostu o moim personalnym doświadczeniu oraz przełomowym wydarzeniu, po którym pożegnałam się z piciem raz na zawsze.
Bo tak, był taki jeden moment, w którym wszystko uległo przewartościowaniu.

*

Tak na serio zaczęłam pić na studiach.
W liceum wpadało czasem jakieś piwko, czy tanie wino, ale tego nawet nie liczę.
Najpierw były imprezy, a potem co raz więcej imprez. Na jednej z nich poznałam mojego pierwszego poważnego chłopaka i co za tym idzie, jego rozrywkową paczkę. Wpadłam w sam środek studenckiego życia.
Niestety zaczęłam pić także w domu. Mój były, zawsze do filmu otwierał piwko i to szybko stało się też moją normą. Jedna puszka na pierwszym roku, dwie na drugim, trzy na trzecim, cztery na czwartym…

Wzrastała moja tolerancja, a alkohol zaczął wychodzić jakoś tak niepostrzeżenie na pierwszy plan.
Wychodziło się z ludźmi by się napić, oglądało się film by się napić, weekend był by się napić…
I nawet jak byłam sama, to też otwierałam sobie browarka dla relaksu.
Aż w końcu zorientowałam się, że piję codziennie od kilku dobrych lat. Ale tak na serio – codziennie.
Nie byłam w stanie przypomnieć sobie dnia bez alkoholu.

Nie to, że mnie to jakoś zmartwiło. W sumie wszyscy moi znajomi tak robili.
(A może jednak nie?)
Z tyłu mojej głowy zaczęła kiełkować myśl, że to chyba nie jest normalne.
Jednak zawsze miałam dla niego gotową odpowiedź:
No ale Ania, daj spokój, masz ważniejsze problemy! Masz hardcorową bulimię, co się będziesz przejmować alkoholem. Jesteś na studiach. Jak skończysz szkołę to przestaniesz. Wyluzuj są juwenalia. Zobacz, każdy się tak bawi.
(Ale czy na pewno?)

W sumie to nawet nie wiem co ja sobie wtedy myślałam. Chyba nie za wiele. Żyłam w jakieś mgiełce, we śnie.
Wiem, że czasami się tym martwiłam, czasami nawet byłam przerażona swoim zachowaniem, gdy rano dopijałam wygazowane piwo, ale nigdy nie na tyle, żeby serio rozważyć rzucenie picia.

Alkohol miał też dla mnie ważną rolę w rozładowywaniu strasu związanego z jedzeniem. Po prostu znosił wszystkie nakazy i zakazy. Fala piwa wlewała się do mojej głowy i rozwalała pieczołowicie budowane tamy, którymi się ograniczałam.
A w cholerę z nimi! Teraz mogę się obżerać bez wyrzutów sumienia, bo jestem pijana i jest mi po prostu WSZYSTKO JEDNO!

Kiedy rozstałam się z chłopakiem i zamieszkałam sama, moim wieczornym zestawem rozrywkowym została góra słodyczy, zgrzewka piwa i film, w połowie którego zasypiałam, albo traciłam wątek z powodu częstych wizyt w toalecie.
Potem spanie do 12.00, Ibuprom i oczekiwanie na kolejny wieczór. Po drodze coś tam trzeba było odwalić – jakieś studia czy praca, ale minimum wysiłku wystarczyło.
Dni upływały mi na niczym, chociaż bardzo starałam się przekonać siebie, że coś wartościowego robię – uczę się, mam swoją firmę…
Chyba mi się to nawet udawało, bo byłam przekonana, że jestem taka super. Gdybym spojrzała prawdzie w oczy i zobaczyła jak w rzeczywistości wygląda moje życie, myślę, że wyskoczyłabym z okna. I nie wiem czy teraz żartuję, czy nie.

*

I tak sobie fruwałam dwa metry nad ziemią jak najebana artystka na trapezie. Wydawało mi się, że jestem taka sprytna, że oszukuję cały system i wygrywam. Aż spadłam na twarz.
W wieku dwudziestu siedmiu lat poznałam mojego obecnego partnera. W ciągu miesiąca wyprowadziłam się za nim do Belgii i dopiero tam zaczęła docierać do mnie cała nędza mojego życia.
Zobaczyłam, że ja nie potrafię nic konkretnego, mam bulimię, piję, palę, nie potrafię obchodzić się z pieniędzmi, mam długi.
Tak już na nikim nie robiła wrażenia moja elokwencja, bo nie znałam języka. Jedyna praca jaką z łaski mogłam dostać, to sprzątanie lub knajpa. Mocna konfrontacja z rzeczywistością.
Zrozumiałam, że natychmiast muszę coś z tym zrobić, albo… nie wiem co.

Wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo zależna od alkoholu jestem.
Mój Toon, nie jest taki jak mój były – nie otwierał piwka do telewizji. Dla mnie był to szok. Myślała, że każdy facet tak robi.
Kiedy na początku proponowałam pójście po browar – bo przecież zaraz rozsiadamy się na kanapie – patrzył na mnie jak na kosmitkę; Ale po co pić? Przecież oglądamy film. Pije się w barze, w sobotę, ze znajomymi. No co ty?

Pamiętam jakie napięcie to we mnie wywoływało: Jak to, wieczór bez alkoholu?
Ale wiedziałam, że ma racje i było mi wstyd. Potem jakoś mi przeszło i zaakceptowałam fakt, że nie pije się przed telewizorem.
Jednak dalej powtarzałam swoje weekendowe wyskoki. Piłam całą noc, kiedy mój chłopak jechał do domu na weekend, a ja zostawałam sama w mieszkaniu.
Do północy pracowałam w barze, a po zamknięciu szło się z kolegami do konkurencji naprzeciwko.
Wracałam o czwartej nad ranem, kompletnie zalana. Wstępowałam do nocnego sklepu i za kosmiczną kasę kupowałam żarcie. W Belgii nocne sklepy są trzy razy droższe niż te normalne. A te z kolei są trzy razy droższe niż te w Polsce. A więc policz sobie ile to mogło być pieniędzy…
Pomogę Ci: Moja cała dniówka plus napiwki.
Nie obchodziło mnie to.
Mój chłopak nie mógł się nadziwić, że tak ciężko pracuję, a w ogóle nie przybywa mi żadnych pieniędzy na koncie. Były poważne rozmowy i płacze, ale nie potrafiłam mu powiedzieć co z nimi robię… Wszystko przejedzone i przepite.
Związałeś się człowieku z totalną kretynką.

Zastanawiające jednak, że nawet wtedy, nigdy nie myślałam o sobie jak o alkoholiczce.
Zaczęłam, kiedy zobaczyłam jedną scenę z filmu „The Imaginarium of Doctor Parnassus”: bohater ze karę wpada do morza pustych butelek, które w swoim życiu opróżnił. I tonie w nich.
Pomyślałam: Mój Boże, ja też bym utonęła w swoich.
Wtedy po raz pierwszy stwierdziłam, że na serio trzeba przestać.
Ale nie podjęłam ku temu żadnych konkretnych kroków.
Jedyne co się zmieniło to to, że od tej pory zawsze jak piłam, miałam wyrzuty sumienia.

*

Wszystko sobie tak trwało w najlepsze, dopóki któregoś pięknego dnia, nie postanowiłam rzucić tę cholerną bulimię.
Nie będę się teraz nad tym rozwodzić, bo o tym jest cały ten blog.
Dość powiedzieć, że jak postanowiłam, tak zrobiłam.

Wtedy też zrozumiałam, że jeżeli na zawsze chcę być wolna od kompulsywnego jedzenia, nie mogę więcej pić.
Wiedziałam, że to mi nie służy; powoduje wpadki, rozstraja mnie. Do tego zmienia się mój stan emocjonalny; zaczynam płakać, albo robię się werbalnie agresywna. No i to poczucie bezkarności wobec jedzenia: Ja mam z tym problem? A gdzie tam! Hahaha!
Czułam, że przez to stoję w miejscu, więc po raz pierwszy mocno ograniczyłam alkohol.
Jednak nie mogłam skończyć z nim zupełnie.
Potrafiłam nie pić przez kilka miesięcy, ale zawsze było to na dupościsku, z poczuciem, że coś tracę.
A potem nagle ni z gruchy ni z pietruchy stwierdzałam że Przecież to tylko jedna lampka wina, nic się nie stanie.
I wszystko zaczynało się na nowo.

Aż do maja zeszłego roku.
Wypiłam na koncercie kilka browarów, zjadłam za dużą paczkę frytek i po raz pierwszy od wielu miesięcy, na poważnie przemknęła mi myśl, żeby się tego pozbyć z żołądka.
Przestraszyłam się.
Nie po to władowałam tyle pracy w wychodzenie z wilka i w mój blog, żeby pokonała mnie puszka piwa!

Następnego dnia tak się złożyło, że leciałam do Hiszpanii odwiedzić przyjaciółkę. Zaopatrzyłam się lekturę na podróż. Ktoś kilka dni wcześniej polecił mi „Nową Ziemię” Eckharta Tolle.
Jest to książka – uwaga – o przebudzeniu duchowym.
Cokolwiek sobie teraz myślisz, to nie, nie jestem nawiedzona.
Po prostu interesują mnie tematy medytacji i świadomego życia. Może dlatego, że tak długo żyłam jak we śnie?

Książka wciągnęła mnie po uszy. (Potem przeczytałam ją jeszcze kilka razy)
I tak siedząc w samolocie, ponad linią chmur, znalazłam w niej kilka zdań, które na zawsze zmieniły moje życie.
Nie przytoczę ich tutaj dokładnie, ale sens był mniej więcej taki:
Alkohol cofa cię do poziomu świadomości zwierzęcia, które działa pod wpływem pierwotnych impulsów i instynktów. Jest to stan, który ludzie opuścili setki tysięcy lat temu.

Ta prawda walnęła mnie między oczy jak obuch.
To ja tu staram się żyć w pełni świadomie i odpowiedzialnie, a raz na czas schodzę do poziomu troglodyty? Małpoluda??? Ooooooo nie! NIGDY więcej!

I przestałam.

Mój T. jakoś nie chciał wierzyć moim zapewnieniom, że to koniec, bo słyszał je już setki razy. Ja zaś wiedziałam, że teraz jest inaczej.
Po prostu zamknęła mi się w głowie raz na zawsze jakaś klapka. Wiem, że tak samo będę się czuła wobec alkoholu i jutro i za miesiąc i za dziesięć lat. To jest wewnętrzna pewność.
Taka sama jak pewność, że nigdy nie zwymiotuję, nie zapalę papierosa, nie wstrzyknę sobie heroiny, nie zabiję człowieka itd.

Jak to wygląda w praktyce?
Kiedyś próbowałam nie pić. Mówiłam głośno: Ja nie piję alkoholu, a w sercu dodawałam ale chciałabym go pić . Czułam boleśnie, że jest mi coś odebrane; jakieś doświadczenie, miły wieczór ze znajomymi, przyjemne szumienie w głowie.
Nie piję, ale żałuję.

A teraz, nie piję tak po prostu.
W ogóle się nad tym nie zastanawiam. Nie ma we mnie ani jednej myśli, żeby to zrobić.
A jeżeli już się pojawia na zasadzie a co by było gdybym teraz zamówiła wino zamiast mineralnej, od razu wyobrażam sobie te wszystkie okropne konsekwencje: kłótnie z chłopakiem, ból głowy, kac, opuchnięta twarz.
Ble.

Myślę, że ten przełom, którego doświadczyłam, polegał na ostatecznym zrozumieniu, że koszty jakie ponoszę pijąc alkohol, dawno przekroczyły wynikające z tego korzyści.
A szale przeważyło te kilka zdań z książki.

Więc jak widzisz, nie mam dla Ciebie jakiejś złotej rady. To jest po prostu moje doświadczenie.
Nie wiem, czy możesz się utożsamić z tym co piszę, ale mam nadzieję, że chociaż trochę będzie to pomocne.

Daj mi znać jak wygląda Twoja relacja z alkoholem. Czy też sprawia Ci tyle problemów?

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com

33 komentarze

  • Ana

    Piłam mocno całe studia, bo były dla mnie za łatwe, miałam czas na picie nawet jak zaczęłam studiować drugi kierunek. Po studiach poszłam od razu do pracy i po prostu przestałam pić, z dnia na dzień. Obecnie – lampka wina do uroczystego obiadu, grzane winko w zimie ze znajomymi, jedno wystarczy, nie mam ciągu. Wódki i drinków nie piję w ogóle. Łatwo poszło, nie to co z żarciem – tutaj jest sporo trudniej.

    Czerwiec 23, 2017 at 9:23 am
  • Ag

    Smuci mnie to, że mamy społeczeństwo „pijące”. W życiu nie wypiekami ani łyka alkoholu, nie zapalilam ani jednego papierosa. Mam 24 lata. I najmniejszej ochoty na spróbowania tego. Straszne jest to, ze tak gloryfikuje sie allohol. Ze to napoj bogow. Tylko poczekaj, aż dorosnieciem zasluzysz na ten niezwykły przywilej. Chciałabym, żeby społeczeństwo zaczęło dawać dzieciakom wybór. Możesz nie pić. Po prostu. „Dlaczego nie pijesz?” – „A dlaczego Ty pijesz?”
    Jak do tego dochodzą jeszcze dodatkowe atrakcje, kiedy ma się ED, to naprawdę… bo tu chyba chodzi o wybór i świadomość konsekwencji wyboru.

    Czerwiec 23, 2017 at 9:39 am
  • Paulette

    Też tak miałam – „rozrywkowi” znajomi, rodzina. Do korzyści zaliczałam jeszcze to, że po alkoholu z introwertyczki zmieniam się w szaloną duszę towarzystwa. Rozmawiam ze wszystkimi, tańczę, nie myślę, mówię co wiem i się nie zastanawiam, wiele osób mówiło mi wtedy, że jestem mega interesującą osobą, jest o czym pogadać, pośmiać się… Zaczęłam się zastanawiać czy wtedy jestem naprawdę sobą, bo bariery puszczają czy bez alkoholu – cicha myszka. Nie wiem. Ale na drugi dzień kac był nie do wytrzymania, zawsze się kończył obżarstwem i po prostu mocno ograniczyłam. Zaczęliśmy z chłopakiem jeździć na rowerach, w góry – szkoda nam marnować wolnego dnia na kaca. Teraz piję rzadziej, nie smakuje mi już tak.

    Czerwiec 23, 2017 at 10:52 am
  • Edyta

    Ja natomiast alkoholu się się nie tykam praktycznie w ogóle ( jak już to kieliszek szampana na jakimś weselu). Nigdy mnie do tego nie ciągło,ale też dlatego,że mój tata był alkoholikiem,zmarł a ja zawsze miałam świadomość,że jakbym zaczęłam popłynełabym na tym tak sama jak teraz płynę ne jedzeniu.Dlatego zawsze wolałam nawet nie zaczynać.

    Czerwiec 23, 2017 at 11:15 am
  • M

    Studia- to wtedy zaczęłam pić. Zawsze piwo, lub wino. Do towarzystwa, lub gdy spotykam się z koleżankami. Taki sposób na wieczór, popołudnie. Jak zdam egzaminy- pijemy. Jak nie zdamy- ta sama historia. Inaczej jest kiedy przyjeżdżam do domu na weekend. Wtedy alkohol jest mi nie potrzebny. Ale czasem jestem przerażona liczbą napojów alkoholowych, no i kasą która na to jest wydana. Co do bulimii i alkoholu- mam odwrotną reakcje. Kiedy piję, wiem że nie muszę jeść a wszystkie problemy odchodzą. Czipsy, paluszki, pizza, kebab gdy wracam z imprezy- potrafię sobie odmówić, nawet nie mam na to ochoty. Łapię się na tym, że dla świętego spokoju-jedzeniowego wolę się napić..

    Czerwiec 23, 2017 at 11:50 am
    • Monika

      Ja też czesto piję bo wiem że wtedy nie bedzie chcialo mi sie jeść.. W zasadzie to codzienna norma. Kieliszek wina,dwa-dla ZDROWIA. Ciężka sprawa z tym alkoholem w moim przypadku. I masa wymowek.. Po ciężkim dniu,bo weekend,bo nie moge zasnąć,bo cos mi sie od zycia należy,bo mam nad tym pełną kontrolę. Taaa…

      Czerwiec 23, 2017 at 12:43 pm
  • Aglow

    piję w piatki i soboty wino. zazwyczaj 1 butelke czerwonego. fakt, łatwiej po alku się najeść itd. W tygodniu natomiast wogóle nie piję, ale nie wyobrażam sobie, że miałabym cąłkowiciwe odstawić alko. Lubię smak i zapach mojego ulubionego wina w piątkowy wieczór po całym ciężkim tygodniu pracy…. Lubie ten szmerek w głowie, lekkość bytu 🙂 Jakoś nie czuję potrzeby odstawienia alko, chociaż po im łatwiej się je….

    Czerwiec 23, 2017 at 12:16 pm
  • Dablju

    Aniu, właśnie z alkoholem mam problem… Pomimo tego, że nie objadam się od półtora miesiąca (tak jak napisałam w komentarzu pod Twoim ostatnim postem), to praktycznie codziennie piję. Jestem teraz na etapie, w którym Ty byłaś mając swojego chłopaka, który pił piwo do filmów. Identycznie. Kilka piw dziennie to u mnie norma, wyjątkiem są dni w których nie piję zupełnie nic w ciągu doby. Wkurzam się na siebie, bo widzę że picie jest zamiennikiem objadania (chociaż jak miałam napady kompulsywnego objadania się również piłam, niekiedy więcej niż teraz…). Boję się skończyć pić, bo boję się sama siebie, tego ciągłego niepokoju, nieumiejętności odpuszczenia i odpoczywania na trzeźwo. Któraś z dziewczyn napisała, że z introwertyczki zmienia się w duszę towarzystwa – mam tak samo; bez tego wśród wielu ludzi po prostu nie mogę przestać być spięta. Jestem wkurzona też dlatego, że powielam schemat z domu. Mój tata jest funkcjonującym alkoholikiem, teraz tak jak on piję zawsze wieczorami, kiedy odbębnię inne rzeczy w ciągu dnia. Boję się co dalej.

    Czerwiec 23, 2017 at 1:09 pm
  • Ilia

    U mnie rodzice alkoholicy – do alkoholu mnie nie ciągnie, w ogóle nie kusi mnie na imprezach, nie rozumiem jak można za tym tęsknić, wiem że można, ale nie rozumiem. Zapach piwa mnie bardzo irytuje, przypomina mi najgorsze chwile z dzieciństwa. Pijani ludzie denerwują mnie. Nie lubię wesołkowatości po alkoholu i nie lubię tego jak nieśmiali na codzien ludzie albo tacy którzy nie mają jaj czegoś na trzeźwo zrobić, powiedzieć nagle opowiadają o jakichś bardzo intymnych rzeczach albo łapią tą „pijacką odwagę” i chojraczą. To żałosne.

    Czerwiec 23, 2017 at 1:47 pm
  • Gosia M.

    Mój tata był alkoholikiem-był, bo zmarł. Przeszłam kilka etapów:
    nigdy nie tknę tego świństwa, picie na umór przez dwa lata studiów-no, bo co to, że ojciec miał z tym problem to ja mam sobie teraz odmawiać? no i teraz, piję czasem rzadziej czasem częściej, różnie mi to wychodzi, chciałabym mniej. Alkohol jednak nie wywołuje u mnie kompulsów, wręcz przeciwnie, kiedy piję nie muszę się już objadać, więc czasem ciężko z niego zrezygnować.

    Czerwiec 23, 2017 at 3:02 pm
  • Emilia

    A ja mialam inaczej. Alkohol jest dla mnie pewnego rodzaju symbolem, kojarzy mi sie z milymi chwilami. Chlodne piwo w cieniu lipy po dlugim spacerze, lampka wina w blasku zachodzacego slonca, porto w Portugalii, wino na winobraniu we Francji, wódka na weselu, cytrynówka w górach. Te chwile w jakims sensie podkreślił ten alkohol. I moze z zewnatrz wyawac sie ze nie potrafie sie bez niego bawic, ale to nieprawda. To tylko pojedyncze okazje a nie codziennosc, poza tym widze po moich znajomych ktorzy czesto umieraja ze smiechu bo cos powiem a nie pijemy w tym czasie. Odkad jestem czysta doceniam kazdy smak, w tym tez smak alkoholu. Pije kawe bez cukru bo chce pic kawe a nie napoj kawopodobny. Pije wino wytrawne a nie syrop winopodobny. U mnie to nigdy nie byl problem chyba dlatego ze ja nie lubie jesc kiedy pije, wiec po prostu tego nie robilam nawet jak mialam ED. Mysle ze okazyjnie nie ma w tym nic zlego. Mysle ze nawet co tydzien jesli nie jest to picie dla samego picia jest ok. Trzeba sluchac wlasnego ciala. Jesli lubisz alkohol to z niego nie rezygnuj, ale przyjrzyj sie sobie jak reagujesz. I najwazniejsze: przyznaj sie sama przed soba czy na pewno mowisz stop wtedy kiedy trzeba. To powinno wystarczyc!przynajmniej u mnie dziala 🙂

    Czerwiec 23, 2017 at 5:11 pm
  • Olga

    Może stworzyłabyś post podobny, ale o rzuceniu słodyczy? Problemów z alkoholem nie mam, ale słodycze działają na mnie na podobnej zasadzie

    Czerwiec 23, 2017 at 10:02 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana… cały mój blog jest o tym! 😀

      Czerwiec 24, 2017 at 5:58 am
  • Ania N.

    Aniu, co mam robić? Przepraszam, że nie ma temacie postu.
    kupiłam wczoraj masło orzechowe 470 g i zjadłam całe !
    Mam 2 tys nadprogramowych kcal i kusi mnie kompensowanie.
    Proszę o pomoc.

    Czerwiec 24, 2017 at 5:51 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Nic kochana. Ciało sobie z tym poradzi. Żeby przytyć kg musisz mieć 7 tyś nadprogramowych kalorii, wiec spokojnie.
      I na razie nie kupuj masła, ok?

      Czerwiec 24, 2017 at 5:58 am
      • Ania N.

        Dobrze, na pewno nie kupię, nie kompensuję. Słucham się Ciebie 🙂
        Najgorsze jest u mnie to że nie chce mi się dupy ruszyć i ćwiczyć i żeby nie przytyć to jem za mało tzn. 1700 – 1900 kcal. Wiem, że zalecasz jeść co najmniej 2 tys. kcal, ale ja jak jem tyle, to tyję. (158 cm, 55 kg, praca siedząca, żadnych ćwiczeń, małe mieszkanko do sprzątania, a obiady jadam w pracy więc raczej nie gotuję).
        Co z tym robić?

        Czerwiec 24, 2017 at 5:52 pm
  • J_woi

    Aniu, skończyłaś psychologię? Skąd ty tyle wiesz?

    Czerwiec 24, 2017 at 8:15 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      A w życiu! 🙂 Gdybym skończyła psychologię, mówiłabym to czego tam by mnie nauczyli. Wiedzę mam z kilkuset książek, opracowań, badań, podcastów, filmów dokumentalnych. Nic innego nie robię, tylko w tym siedzę. Uwielbiam!
      Dziękuję za komplement :*

      Czerwiec 24, 2017 at 10:57 am
      • Magda

        No i najważniejsze… wiedzę masz, bo sama to przerobiłaś w praktyce.

        Czerwiec 30, 2017 at 8:40 pm
  • EwaZWilczegoStada

    Nigdy w życiu nie spróbowałam alkoholu. Rok temu przekroczyłam magiczną granicę 18 lat i co? I nic… Dlaczego mam robić coś wbrew sobie? Bo wszyscy dawno już spróbowali? Serio? Odpycha mnie sam zapach alkoholu i to jak ludzie potrafią się po nim zachowywać. Nie piję i nie mam zamiaru w najbliższej przyszłości. Poza tym jedno uzależnienie od jedzenia wystarczy. Dziękuję. Witam w klubie niepijących 🙂

    Czerwiec 24, 2017 at 11:57 am
  • KasiaKasia

    A ja mam to szczęście (?), że nie lubię i nie potrzebuję alkoholu. W OGÓLE mnie do niego nie ciągnie. Mogłabym wypić, ale skoro nie daje mi to przyjemności, to po co? Kiedyś zdarzało mi się coś sączyć dla towarzystwa, ale teraz daję sobie z tym spokój. Przyznaję, że wywołuje to zdziwienie i pytania, ale mówię wtedy po prostu, że nie przepadam za alkoholem i tyle.
    Cieszę się, że chociaż kwestie alkoholu mam z głowy. 🙂

    Czerwiec 24, 2017 at 2:39 pm
    • amaria

      Ja też nie piję, bo… nie chcę. Tak po prostu. Życie o wiele lepiej wygląda na trzeźwo 😉

      Czerwiec 24, 2017 at 2:43 pm
  • amaria

    Aniu, jesteś tak bardzo potrzebna! Twój blog jest tak bardzo potrzebny! Dziękuję.

    Czerwiec 24, 2017 at 2:41 pm
  • Daria

    Któraś z dziewczyn napisała ,że pije wieczorami kiedy ODBĘBNI WSZYSTKO W CIĄGU DNIA-u mnie jest tak samo!! Ostatnio nawet łape się na tym,że około południa myśle już,że po 20ej -pyszny słodki drineczek ( nie upijam się-wiem, to nie jest wytłumaczenie)
    Alkohol od zawsze często był w moim domu-mogę powiedzieć’wyniosłam to z domu’ ….ale to by było tylko głupie tłumaczenie! Jestem dorosła i sama odpowiadam za swoje czyny np. picie zamiast kolacji….

    Dziewczyny -dobrze,że jesteście 🙂

    Czerwiec 24, 2017 at 7:04 pm
  • Joanna

    Nie znoszę, że w naszym społeczeństwie jest takie przyzwolenie na picie. Przestałam chodzić do knajp ze znajomymi, bo miałam dość pytania ‚dlaczego nie pijesz z nami?’. Ciągle musiałam się usprawiedliwiać, tłumaczyć, wyjaśniać. ‚Kurwa, nie piję i już!’ Nie piję, więc nie umiem się bawić. Przestałam chodzić na domówki, bo nie miałam do kogo gęby otworzyć. Największą atrakcją było rzyganie kto więcej i dalej. Na studiach miałam swoją paczkę, która nie miała nic przeciwko właśnie NIEpiciu. W zeszłym roku zaczęłam pić wino i piwo gdy jest jakaś prawdziwa okazja. Prawdziwa, ale nie byle jaka. Byle jaka zawsze się znajdzie.

    Czerwiec 25, 2017 at 6:55 am
  • Karolina

    Czesc, swietny post. Czesto czytajac te posty mam wrazenie jakbym czytala o sobie. Jedno mnie jeszcze zastanawia Ok udalo mi sie juz w duzym stopniu bulimie pokonać, nie wymiotuje ale czasem mam mysli o objedzenou sie. Pomaga mi wtedy metofa fali. Alkoholu tez nie pije tak jak wczesniej. Problem w tym ze brak bulimi i alkoholu to koniecznosc radzenia sobie z emocjami, ktore u mnie przez prawie 15 lat tonely wc i uchodzily ze sciekami. Plum i frustracji zwiazana z praca nie ma, plum smutku i zlosci bo jestem glupia nie ma…a teraz? Teraz emocje i uczucia zostaja a ja placze codziennie. Sport uprawiam regularnie wiec nie pomaga. Mam 27 lat, nie umiem nic i nienawidzę mojego zycia kiedys jednak mialam sposob zeby pozbyc sie uczucia tej frustracji..

    Czerwiec 25, 2017 at 7:18 am
  • klaudiajużniegłodna

    Kochana Aniu:) nie będę sie rozpisywała na temat tego jak doszło u mnie do zaburzeń odżywiania – twoje posty wszystko wyjaśniają, mechanizm ten sam. Chciałam Ci baaaardzo serdecznie podziękować za ro co robisz. Pół roku dzieki Twoim postom i własnej determinacji wróciłam do żywych. Bylo bardzo zle, a dzieki zrozumieniu jak proste mechanizmy kierują naszym ciałem i umysłem zrozumiałam o co w końcu do cholery chodzi:) nareszcie cieszę sie życiem i obcowaniem z innymi ludźmi. Za post na temat żołnierzy z Minnesoty i te dotyczące idealnej wagi, pseudojedzenia oraz wcześniejszy, w ktorym umieściłaś tak bardzo osobisty list do swojego ciała powinnaś dostać nobla. Zycie jest piękne:) po 4 latach robienia sobie krzywdy odkrywam na nowo swój charakter. Zapomniałam normalnie jak to być sobą 🙂 dzieki dzieki dzieki 🙂 sciskam i życzę Ci powodzenia w życiu zawodowym i prywatnym 🙂

    Czerwiec 25, 2017 at 5:02 pm
  • http://www.ladymademoiselle.pl/

    Bardzo ciekawy post, ja staram się unikać alkoholu po obejrzeniu filmiku o tym, jakie zmiany powoduje w naszym ciele:) Uwielbiam książki i wykłady Eckharta Tolle, bardzo pomagają w życiu:)
    https://ladymademoiselle.pl/

    Czerwiec 26, 2017 at 7:51 pm
  • https://trendfabryka.eu/

    Bardzo lubię tego typu wpisy:) alkohol bardzo szkodzi wątrobie, piję tylko na specjalne okazje:)
    https://trendfabryka.eu/

    Czerwiec 26, 2017 at 8:02 pm
  • Sucha

    Napiłam się tylko dwa razy w życiu i to było największy ciąg obzarstwa w moim życiu

    Czerwiec 27, 2017 at 12:16 pm
  • Paula

    Ehhh…. tak jak ktoś wcześniej wspomniał „odbebnic swoje „… od alkoholu przybyło mi duuuzo kg, wątroba w opłakanym stanie… piję codziennie… nie dla smaku, nie dla przyjemności… żeby nie jeść, nie myśleć, odciąć się i obudzić dnia następnego 🙁 wstaję codziennie rano i powtarzam sobie „dziś już nic, nie mogę, szkoda zdrowia, kasy, w końcu stracę wszystko…” nadchodzi wieczór i głód i zamiast do lodówki, sięgam po butelkę…… ojciec alkoholik… od kilkunastu lat walczy z rakiem… chleje do upadłego… nie chce skończyć jak on… a nie potrafię przestać…

    Lipiec 4, 2017 at 2:52 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, to może czas stuknac sie w bańkę i zjeść po prostu kolację, zamiast się upijac? Jak widzisz, alkohol Cie tylko utyczył, a chyba nie takie było założenie, prawda?

      Lipiec 6, 2017 at 12:50 pm
  • PrincessofPuppets

    Po alkoholu mam wrażenie że mój mózg zaczyna pracować. Mam wrażenie że mogłabym napisać tuzin wierszy i malowac obrazy. Wiem jakie to śmieszne 🙂 Może to dziwne, ale to piwo czy dwa ulubionej marki raz ze rozluźnia mnie czego nie jestem w stanie dokonać na sucho-po prostu jestem wiecznie spiętym człowiekiem. Co ciekawe nie mam kompletów po alkoholu, wręcz przeciwnie wieczorne piwo zastepowalo mi nieraz kolację, chociaż puzniej odpuscilam to sobie ponieważ rano budziłam się odwodniona i z bólem mięśni. Poza tym piwo właśnie pozwala mi się nie obzerac. Miseczka chipsów do tego do filmu w weekend i mój apetyt jest zaspokojony. A następnego Dnia mam wrażenie że jeszcze i tak schudłam.

    Lipiec 28, 2017 at 1:48 pm

Skomentuj

INSTAGRAM