Rewolucja myśli

Teraz troszeczkę zboczę z głównego tematu bloga, bo chciałabym podzielić się z Tobą odkryciem, które naprawdę odmieniło moje życie. Dla niego warto zostawić na chwilę temat jedzenia, aczkolwiek jedno z drugim też bardzo się łączy.

Pamiętasz jak w moim dorocznym poście o książkach, polecałam pozycję „Inside Out Revolution”? Pisałam tam, że jeżeli ją przeczytasz i załapiesz o co chodzi, mój blog nie będzie Ci już do niczego potrzebny. Twój problem wyparuje jak kamfora.

Dalej podtrzymuję to stwierdzenie, aczkolwiek istnieje tutaj pewna trudność; książka nie jest przetłumaczona jeszcze na polski, a czytanie angielskiego oryginału może być problematyczne. Dlatego chciałabym w skrócie opisać jedną z prawd, która pomogła mi (tak jak obiecuje autor w tytule) wywrócić moje rozumienie świata na nicę i zacząć wieść o niebo spokojniejsze i wyluzowane życie.
Aczkolwiek stwierdzenie „o niebo spokojniejsze i wyluzowane” nie oddaje ogromu zmian jakie zaszły na dosłownie każdej płaszczyźnie mojej egzystencji.

Pojęcia takie jak „stres”, „irytacja” czy „przytłoczenie” w ogóle wyparowały z mojego słownika i doświadczenia. Nic mnie nie wkurza, nic nie budzi w nocy. Jeżeli pojawia się jakiś „problem” to go rozwiązuję, a jeżeli nie mogę nic zrobić w tej sprawie, po prostu odpuszczam i więcej o tym nie myślę. Nie frustruję się rzeczami, na które nie mam wpływu. W domu panuje harmonia, a w pracy luzik, nawet jeżeli mam dużo do zrobienia.
W sumie mogłabym napisać cały post o tym co się zmieniło, ale myślę, że ten krótki opis wystarczy.

No dobrze, co to za magiczne sztuczki sprzedała mi ta książka?
Ano żadne. Nie nauczyłam się z niej ani nowych technik radzenia sobie z problemami, ani nowych metod medytacji, afirmacji czy przedefiniowania problemu. Mało tego, wszystkie techniki jakie do tej pory stosowałam np. mindfulness czy medytacja, poszły w odstawkę. Nie są mi już do niczego potrzebne, bo przez większość czasu żyję w tu i teraz, a jeżeli czasami się zapomnę, łagodnie powracam do stanu spokoju.

Co się więc stało? Zrozumiałam (i było to jak grom z jasnego nieba) prostą prawdę: Każde nasze doświadczenie nie pochodzi z zewnątrz – z obiektywnej rzeczywistości, ale z wewnątrz – z naszych myśli. Postaram się wytłumaczyć o co chodzi najlepiej jak mogę.

Co mówiono nam do tej pory? To, że ludzie czy sytuacje mogą spowodować, że czujemy się w taki a nie inny sposób. Na przykład szefowa może nas wkurzyć, mąż obrazić, praca zestresować, a wygląd w lustrze załamać. Oczywiście działa to także w drugą stronę – ktoś czy coś może nas uszczęśliwić i nadać sens naszemu życiu.

Zawsze tak było, prawda? Rzeczywistość wpływa na nasze samopoczucie, więc jeżeli chcemy mieć lepsze życie musimy:
a) Kontrolować naszą rzeczywistość – unikać ludzi i sytuacji stresujących, za to doświadczać więcej sytuacji i obecności ludzi miłych.
b) Przedefiniować to co się z nami dzieje – np. zobaczyć utratę pracy jako okazję do znalezienia nowej, lepszej. (Hurra!) Czyli jak to się mówi w świecie coachingu: Jeżeli życie daje Ci cytryny, zrób z nich lemoniadę.

Wszystko fajnie, ale napotykamy się tu na kilka problemów.
Tak zwanej rzeczywistości nie zawsze da się kontrolować albo da się to zrobić tylko w pewnym stopniu. Są ludzie, którzy starają się tego dokonać za wszelką cenę, ale na nich mamy niezbyt sympatyczną nazwę „control freak”. Zresztą to bardzo męczące zajęcie. A i tak na koniec wydarzy się coś totalnie nieprzewidywalnego i tyle z tej kontroli.
Tak po prostu wygląda życie.

„Przedefiniowanie” problemu brzmi zaś czasami jak wierutne kłamstwo. Na pewno przekonała się o tym każda z was, która usłyszała, że oj coś ty nie przejmuj się, czas leczy rany i nie ma się co załamywać zerwaniem z (na ten moment) jedyną i absolutną miłością naszego życia.

Co zaś jest prawdą, którą odkryłam dzięki tej lekturze?
Nikt i nic nie może sprawić, że czujemy się w jakikolwiek sposób. Sprawiają to nasze myśli, które mamy w tym momencie.

Podam przykład. Wyobraź sobie, że utknęłaś w autobusie w strasznym korku. Samochody poruszają się w żółwim tempie i nic nie zapowiada poprawy sytuacji. Na domiar złego strasznie się spieszysz.
I co, wkurzasz się, prawda? Korek jest faktem wkurzającym.

A teraz wyobraź sobie, że utknęłaś w tym samym korku, w tym samym autobusie, ale z chłopakiem, który od dawna Ci się podoba. Wywiązuje się między wami ciekawa rozmowa i widzisz, że on także zaczyna być Tobą zainteresowany. Jak dla Ciebie, ten korek mógłby tu stać do nocy, bo nie chcesz przerywać tej cudownej chwili! Korek jest okolicznością sprzyjającą.

A więc czym jest korek; przekleństwem czy błogosławieństwem? Czy jest w nim coś takiego co nieodzownie wkurza? Czy  korek jest tylko Twoją myślą, którą w danej chwili czujesz i nie ma nic wspólnego z sytuacją na drodze?

Albo inaczej: Jesteś zmęczona po całym dniu pracy. Wracasz do domu a tu okazuje się, że mąż zapomniał zrobić zakupy i nie ma nic do jedzenia. Denerwujesz się.
Sytuacja numer dwa: Wracasz do domu z pracy, w której udało Ci się zamknąć ważny projekt, szef Cię pochwalił i zasugerował możliwość awansu. Mąż zapomniał o zakupach. Kochanie, to nawet lepiej! Idziemy do restauracji!

myśli

Czy jest coś nieodzownie złego w zapomnianych zakupach? Nie. To jest wszystko w Tobie, w środku.

Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Raz coś Cię strasznie zdenerwuje, raz będzie Ci obojętne, raz będzie to fajne. Pisałam o tym już wiele lat temu w artykule „Deszcz”, o tym jak zrozumiałam, że ten padający mi na głowę opad atmosferyczny to nie złośliwość Wszechświata, a tylko WODA. Pamiętam jaki spokój opadł na mnie, jak cicho zrobiło się w mojej głowie. (Koniecznie przeczytaj podlinkowany post.)

To właśnie był przebłysk tego o czym mówię teraz – naszą rzeczywistość tworzą nasze myśli, a nie odwrotnie. Tylko wtedy nie rozumiałam, co się ze mną stało i dlaczego nagle taki spokój. Wówczas myślałam jeszcze, że mam problem z rzeczywistością, podczas gdy w rzeczywistości miałam problem z myśleniem. Jak każdy z nas. Teraz w pełni to rozumiem i nie kupuję swojego własnego myślenia na żaden temat. Przenikam je na wskroś i widzę czym ono jest – yyy… myśleniem.

Dlaczego jest to ważne dla Ciebie?

Dlatego, że – bagatela – też możesz wieść super spokojne życie gdzie nie ma czegoś takiego jak „stres” czy „wkurzający szef”. Ale jest coś jeszcze; twój problem z jedzeniem.
Ten mechanizm widzę jak na dłoni, u moich podopiecznych. Mówią mi, że czasami ta sama rzecz wywoła „atak”, a czasami nie, że raz zjedzą ciastko i jest ok, a raz wymiatają całą lodówkę. I od czego, Ania, to zależy?
Ano zależy to od myśli właśnie. Zawsze natychmiast czujemy to, co sobie myślimy. Jeżeli jest to „Nie wytrzymam! Rozniesie mnie!” – czujemy napięcie, jeżeli nie ma w nas takiej myśli – to go nie czujemy.

I tak ze wszystkim; jeżeli myślimy coś szczęśliwego – czujemy się szczęśliwe, smutnego – smutne, wkurzającego (korek!) – wkurzone, ekstatycznego (korek!) – w ekstazie itd.
Nie można myśleć czegoś nieszczęśliwego i czuć się szczęśliwym To po prostu niemożliwe. Myśl i uczucie są ZAWSZE dwiema stronami tej samej monety.
Z tego wynika, że NIGDY nie czujemy jakiejś obiektywnej rzeczywistości, która nam coś „robi”. Czujemy tylko to, co myślimy.

Jaka jest w tym dobra jeszcze nowina? Taka, że myśli zawsze się zmieniają. One są jak chmury na niebie – zawsze przychodzą nowe i nowe. Jeżeli teraz cierpisz, gwarantuję Ci na 100%, że nie będziesz cierpieć wiecznie, bo żadna myśl nie trwa wiecznie.
I myśl w kształcie wilka, nie jest wcale straszniejsza niż myśl w kształcie słodkiego baranka, jeżeli WIE SIĘ ŻE TO TYLKO MYŚL, a nie rzeczywistość. Kiedy człowiek sobie to uświadomi, zrozumie, że nie musi bać tego co nam przychodzi mu głowy, bo po pierwsze nie mamy na to wpływu, po drugie, to zaraz przejdzie i pojawi się coś innego. Oczywiście jeżeli damy tej myśli odpłynąć. Bo jeżeli uczepimy się jej i będziemy wałkować w głowie (Jak on mógł mi tak powiedzieć?!) nasz nastrój będzie adekwatny do tego, czego się uczepiłyśmy.

I po ostatnie, to że jakaś myśl jest w naszej głowie nic nie znaczy. Ja ostatnio wyciągałam klucze z torebki, mijając samochód sąsiada. Nagle wpadła mi do głowy taka wizja: wyciągam rękę, przyciskam klucze do karoserii i robię długą na cały pojazd szramę.
I co? Czy to znaczy, że jestem nienormalna? Czy to znaczy, że to zrobię? Że w ogóle rozważę możliwość zrobienia tego? Czy jestem złym człowiekiem? Czy muszę się teraz jakoś przed nią chronić i na przykład zajeść ją czekoladą, aby jej nie czuć???
Nie. To znaczy tylko tyle, że wpadła mi do głowy taka myśl. Co ja na to poradzę?

To samo mówię moim podopiecznym; to, że wpadła Ci myśl, by zjeść to czy tamto, wcale nic nie znaczy. Nie musisz się ani tego bać, ani za tym iść, ani martwić się dlaczego znowu to czujesz. To znaczy tyle, że masz w głowie myśl w kształcie wilka. I ona minie. I znowu wszystko będzie ok.

Mam nadzieję, że jest to chociaż trochę bardziej jasne. Domyślam się, że padnie teraz sporo pytań, np. a co z tak zwanymi realnymi problemami jak wspomniana strata pracy.
Albo, jak w takim razie nie stresując się mam zrobić wszystko na czas? Czy to nie znaczy że sobie wszystko oleję i pójdę na zieloną trawkę? itd.
Co przychodzi wam do głowy? Jakie wnioski i pytania? Napiszcie w komentarzach, a ja postaram się odpowiedzieć najlepiej ja mogę.

Nie twierdzę jednak, że ja sama rozumiem już wszystko. Widzę tylko tyle, ile widzę na ten moment, ale wiem, im dłużej patrzę w tym kierunku, dostrzegam coraz więcej. Napisałam już dwa artykuły w tym duchu (Ostateczna technika na oszukanie bóluMyśli i bulimia) i nawet na ich przykładzie obserwuję, jak zgłębia się moje rozumienie sprawy.

Czasami żałuję, że nie wiedziałam tego wcześniej. Zaoszczędziłabym sobie wielu kłótni, dramatów, agresji, nieprzespanych nocy, łez, stresu, złych decyzji, zerwanych relacji itd . I pewnie bulimii też.
No ale, oj tam, cóż robić?

Wrzucam wspaniały TED talk Michaela Neila, autora wspomnianej książki.

Published On: 2 kwietnia, 2019Kategorie: Psychologiczna rozkminkaTagi:
ania gruszczynska wilczoglodna mentoring banner

Zobacz program, który pomoże Ci odzyskać kontrolę nad jedzeniem

Ze swoimi zaburzeniami byłaś już nawet u wróżki?
 Zobacz program, który w końcu Ci pomoże! 
Odzyskaj 100% kontroli nad jedzeniem, swoim ciałem, zdrowiem, czasem i życiem.

53 komentarze

  1. Karolina 2 kwietnia, 2019 at 3:41 pm - Odpowiedz

    Myśle ze pytania mogą się pojawić ludzi sflustrowanych i nieszczęśliwych . Wiadomo ciężko samotnej matce która straciła prace powiedzieć żeby była szczęśliwa nawet kak nie ma na dom i na jedzenie ale chyba nie o to w tym chodzi tylko o to żeby mimo wszytsko znaleźć pozytywy nie dołować się bardziej swoją nawet najbardziej beznadziejna sytuacja w życiu . Myśle ze trzeba nad tym pracować ale gdy już uda nam się to osiągnąć będziemy poprostu szczęśliwi .

    • Wilczo Glodna 2 kwietnia, 2019 at 4:28 pm - Odpowiedz

      Kochana, nie do końca o to mi chodziło. Ja nie piszę o pozytywnym myśleniu, tylko o fakcie, że myślimy. Bez oceny tego. Ludzie sfrustrowani i nieszczęśliwi są tacy bo mają sfrustrowane i nieszczesliwe myślenie, bez względu na okoliczności w jakich żyją. Znam samotne biedne matki, które żyją ok i niesamotne, bogate, które są totalnie nieszczęśliwe.
      To o czym ja mówię, to nie pracowanie nad zobaczeniem pozytywów (ta lemoniada z cytryn), ale zobaczenie natury myśli jako takiej. A to wyzwala.

  2. Edyta P. 2 kwietnia, 2019 at 5:35 pm - Odpowiedz

    Albo jestem opita dzisiejszym jedzeniem,albo już nic nie rozumiem…zaczełam panikować ,że mam chore myśli bo mam totalnego doła i póki co nie che minąć a chce myśleć inaczej…

    • Wilczo Glodna 2 kwietnia, 2019 at 5:38 pm - Odpowiedz

      Ło rany, kochana, tak jak mówię, nie masz na to wpływu, myśli przychodzą i odchodzą. Poczekaj chwilę, a to przejdzie. Nie panikuj, każdy tak ma czasem. Po prostu wiedz, że ten smutek nic Ci nie zrobi. On nie jest Twoim wrogiem, ale po prostu częścią ludzkiego doświadczenia.

    • Marta 4 kwietnia, 2019 at 9:11 pm - Odpowiedz

      Ania, ten tekst powinien wisieć w każdej przychodni psychologicznej! Wielkie dzięki Kochana!

  3. Ilia 2 kwietnia, 2019 at 6:58 pm - Odpowiedz

    A jak ktoś ma uzasadnione obawy o bliskich, ich zdrowie, to co wtedy? Bo nie mamy na innych ludzi i ich zachowanie zbytniego wpływu, nie możemy nic zrobić i jakoś ciężko sobie powiedzieć że ten strach to tylko myśl, ktora minie

    • Ilia 2 kwietnia, 2019 at 9:27 pm - Odpowiedz

      poza tym co to ma za znaczenie czy myśl nam robi krzywdę czy nie, złę rzeczy się zdarzają i żadna tego typu racjonalizacja nam w takich chwilach nie pomoże. Nie mówię o korku czy braku obiadu, bo to drobiazgi, mówię o prawdziwych nieszczęściach. Fajnie ze żyjemy w czasach pokoju i mamy problemy pierwszego świata, bo ta teoria w Syrii albo Somalii brzmiałaby po prostu niedorzecznie czy nawet nie szukają c daleko na jakimkolwiek oddziale onkologii dziecięcej. Ogólnie sprawdzi się przy drobiazgach ale nie jest uniwersalna, to na pewno

      • Wilczo Glodna 2 kwietnia, 2019 at 10:00 pm - Odpowiedz

        Kochana, tu się nie zgodzę. Znasz np Dagmarę Skalską (Pozytywna Egoistka). Kilka lat temu umarł jej mąż i ona w obliczu tej tragedii mówiła to co ja teraz. Myślałam że zwariowała, teraz ją rozumiem.

        • Ilia 2 kwietnia, 2019 at 10:31 pm - Odpowiedz

          Dla mnie mało autentyczna, nie wiadomo czy byli kochajacym małzeństwem bo zwyczajnie ich nie znamy. Nie da sie tak po prostu zapanować nad cierpieniem np po stracie bliskiej osoby stosujac racjonalizacje, że to tylko myśli które mina. Takiej straty nie da sie ustawić w zadnym innym kontekście tak jak to zrobiłas w przykładzie z korkiem czy brakiem obiadu. Bo zwyczajnie ten inny kontekst nie pojawia sie gdy myślimy np o stracie dziecka, ukochanego itd

          • Wilczo Glodna 2 kwietnia, 2019 at 10:46 pm

            Kochana, wiedza że to tylko myśl wcale niczego nie racjonalizuje, ani nie umniejsza poczucia straty. Nie o tym mówię. I nie o tym jest ten post.

          • Ilia 3 kwietnia, 2019 at 8:58 am

            Aniu rozumiem Twoje dobre intencje, po prostu wybrałaś kiepskie, trywialne przykłady które słabo oddają tę ideę. Każdy wie, że można na takie drobiazgi jak korek patrzeć z dwóch stron, mnie zastanawia jak to ma działać w obliczu prawdziwych nieszczęść i wyzwan losu, a tego ten post nie tłumaczy/ Co innego korek, co innego strata dziecka na przykład. Taka strata jest nieodwołalna i nic się nie da z nia zrobić ani ustawić w innym kontekście. Dopóki żyjemy albo żyja obiekty naszej miłości możemy na wszystko patrzeć w tym lepszym kontekście – nawet na bulimię czy kilka straconych lat, ale trwałe straty przygniataja nas – jednych na krócej, innych na dłużej.

          • Wilczo Glodna 3 kwietnia, 2019 at 10:08 am

            Ok, to napiszę później drugi post o tym, bo ja w tym okresie straciłam moją babcię. Gdyby nie to rozumienie, które mam teraz, pewnie zarzuciłabym pisanie na kilka tygodni i pogrążyła się w depresji. Korek jest przykładem który każdy zrozumie (aczkolwiek jak widzę, nie do każdego to przemawia), ale można cierpieć, wiedząc że cierpienie przejdzie. Można odczuwać ból, wiedząc, że jego źródło nie jest tak, gdzie myślałyśmy że jest.
            Przeczytaj książkę kochana, nie skreślaj tego co piszę jako bynajmniej naiwne i hurraoptymistyczne próby „zracjonalizowania” ludzkiego doświadczenia. To nie o to tu chodzi. A w podejściu, które już na zawsze stało się częścią mojego życia, jest uwalniająca prawda. To jak dotarcie do domu.

          • Ilia 3 kwietnia, 2019 at 11:40 am

            Przeczytam w takim razie, jestem ciekawa

  4. Ada 2 kwietnia, 2019 at 7:20 pm - Odpowiedz

    Pamiętam, jak pod jednym z postów poleciłaś mi przeczytanie tej książki, ale przejrzałam wiele recenzji na jej temat, obejrzałam też wystąpienia autora na YouTube i… sama nie wiem, czy chcę ją czytać. Z jednej strony za bardzo mi się to kojarzy z new age’owym, egocentrycznym, spirytualnym coachingiem, który działa tylko na dobrze sytuowanych ludzi z krajów rozwiniętych. Coś jak modne parę lat temu „prawo przyciągania”. Z drugiej strony, przypomina też filozofię stoicyzmu, może nawet trochę zen w stylu Alana Wattsa. Może po prostu przeczytam i wtedy wyrobię sobie opinię…

    W każdym razie, nie przepadam za konceptem odrywania myśli od rzeczywistości, bo myśl JEST częścią rzeczywistości – można ją nawet zmierzyć, bo potrafimy mierzyć natężenie prądu. Jeśli sobie dożylnie wstrzyknę serotoninę, to będę mieć pozytywne myśli. Jeśli będę się przez tydzień głodziła, to niezależnie od stopnia odseparowania się od moich myśli, ciało i tak rzuci się na jedzenie. Jeżeli potrąci mnie samochód, to zareaguję serią negatywnych emocji, które są dobre, ważne i potrzebne – bo fakt, że je odczuwam to sygnał, że ciało stawia siebie w tryb awaryjny i bierze się za prace naprawcze.

    W podanych przykładach korka i powrotu do domu emocje zmieniają się właśnie dlatego, że zmienia się otoczenie. Chłopak z autobusu jest przecież częścią „zewnętrznej rzeczywistości”, a zgodnie z podanym przykładem to jego obecność warunkuje ocenę korka jako pozytywne, a nie negatywne doświadczenie. Podobnie z powrotem do domu – dobry dzień w pracy jest częścią zewnętrznej rzeczywistości, która warunkuje reakcję na niezrobienie zakupów przez męża.

    Uważam, że koncepcje, które przedstawiałaś do tej pory, czyli wyciszanie Gadziego, uświadomienie sobie że myśl o ataku nie jest równoznaczna z dokonaniem ataku, czy nawet rozkmina z artykułu „Deszcz” (jeden z moich ulubionych) były rewelacyjne. Mnie osobiście bardzo pomogły. To dobre, skuteczne techniki, których wyjaśnienie na dodatek zachowuje naukowość.
    Natomiast pomysły Michaela Neila wydają mi się trochę przekroczeniem granicy. Może też mam uraz do „amerykańskich coachów”, bo już nieraz się sądownie udowadniało różnorodnym „Tonym Robbinsom” czy prorokom „prawa przyciągania” oszustwa, matactwa i kompletną nienaukowość.

    • Wilczo Glodna 2 kwietnia, 2019 at 9:54 pm - Odpowiedz

      To w ogóle nie ma nic wspólnego z new age czy Sekretem, absolutnie. Przeczytaj kochana i mam nadzieję, że doświadczysz tego co ja.
      A myśl, owszem jest rzeczywistością, nie zaprzeczam. Ale prąd jest też rzeczywistością, można nim oświetlić ulicę, albo zabić człowieka. Taką samą moc ma myśl.
      Co do rozumienia outside in, a nie inside out, to jeszcze raz, przeczytaj książkę.

      • Ada 2 kwietnia, 2019 at 10:35 pm - Odpowiedz

        No dobra, przekonałaś mnie. W najgorszym wypadku po prostu stracę parę złotych i parę godzin, w najlepszym dowiem się czegoś ciekawego. :P

        • Wilczo Glodna 2 kwietnia, 2019 at 10:46 pm - Odpowiedz

          Super!

  5. Flora 2 kwietnia, 2019 at 9:11 pm - Odpowiedz

    Mam takie same odczucia jak Ada. Ja jestem bardzo racjonalna i żadne teorie new age nigdy do mnie nie przemawiały. Natomiast fascynuje mnie plastyczność mózgu, jego zdolność do przejmowania funkcji, mechanizm tworzenia nałogów itp.
    Czytałam kiedyś słynny „Sekret” i nie dobrnęłam do końca …ale… ja to ja…różne teorie przemawiają do różnych ludzi i zawsze interesuje mnie to co zadziałało na innych…dlatego pewnie sięgnę po polecana książkę, jestem ciekawa.

    • Wilczo Glodna 2 kwietnia, 2019 at 9:55 pm - Odpowiedz

      Koniecznie. To nie Sekret, absolutnie.

  6. Edyta P. 3 kwietnia, 2019 at 10:17 am - Odpowiedz

    Rozumiem Ania,ale tez mysle ze takie myślenie sprawdza się w drobnych sprawach i kazdy raczej ma tego świadomosc jak może do tego podejsc ale w grubszych sprawach dla mnie to jest śmiechu warte bo kiedy np ktoś mnie zranił i wyje od kilku dni to nie wmówie sobie,że to minie i że w sumie to żaden problem bo cholernie boli i dosłownie nie da się tego odebrać inaczej ani wmówić sobie(czy siebie oszukać)że jest ok kiedy świat się wali.
    Pozdrawiam:*

    • Wilczo Glodna 3 kwietnia, 2019 at 10:49 am - Odpowiedz

      Ojej, to też nie o to chodzi, żeby sobie coś wmawiać czy oszukiwać się. Mówię, że można w KAŻDEJ sytuacji zachować spokój i pogodę ducha, jeżeli wie się skąd pochodzi nasze doświadczenie.
      Polecam książkę, bo artykuł na 1500 słów nie odda tego co spis czyjegoś 30letniego doświadczenia z takim podejściem :)

      Przeczytaj moją odpowiedź do Ilii, straciłam teraz babcię i przyjęłam to z totalnym spokojem, mimo bólu i żalu. Nie rozpadłam się na kawałki i mogłam dalej pracować i funkcjonować. Więc nie zgodzę się, że to sprawdza się w małych sprawach. Właśnie w sprawach „wielkich” ta wiedza jest jak przystań.

      Także kto określa „kaliber” sprawy, jak nie my same? Gdzie w ogóle istnieje jakaś hierarchia wydarzeń małych i dużych, jak nie w naszej głowie tylko?
      Jeżeli teraz czujesz się dotknięta, to poczekaj, bo dam Ci przykład: Zaburzenia odżywiania. Pewnie chociaż dla jednej osoby z Twojego otocznia jest to wymysł i widzimisię. A dla Ciebie jest to tragedia. A więc czy jest coś nieodzownie tragicznego w ED czy może to tylko taka pierdoła? Rozumiesz co chcę Ci powiedzieć?
      Także to, że ktoś Cię zrani jakimś słowem nie jest nieodzownie raniące. Może w innej sytuacji nie zwróciłabyś uwagi na to? Nie ma nic w słowach czy sytuacjach, wszystko jest w tym, co myślimy.

  7. Edyta P. 3 kwietnia, 2019 at 11:48 am - Odpowiedz

    Ania rozumiem,ale ja śmierci babci nie przyjełabym z pogodą ducha.To kwestia percepcji-indywidualnego odbioru spraw.Słowa ranią np: nie chce się z Tobą spotykać.To przykre i jakbym tego nie nazwała będzie źle i będzie mnie to trapiło.Tak dla innych mój problem z jedzeniem jest śmieszny,ale dla mnie samej wyczerpujący.Tak więc ja to odbieram tak jakbym miała negować i bagatelizowac to co myśle,czuje ,to że jestem bardzo smutna.To nie bierze się z nikąd i mam w sobie ogrom pozytywnego podejścia,ale cały czas uważam,że jak dzieje się coś ponad nasze siły to wszystkie teorie i książki biorą w łeb.

    • Wilczo Glodna 3 kwietnia, 2019 at 11:58 am - Odpowiedz

      Tak, jeżeli jesteśmy przekonane, że to ponad nasze siły.
      Też jest różnica stosowania czegoś jako techniki np, pozytywne myślenie, a życia czymś.
      Np ja kiedyś starałam się przestać palić papierosy stosując techniki, ale jak przychodził tzw stres to wszystko brało w łeb. Dopiero kiedy zrozumiałam, ale tak naprawdę zrozumiałam w środku, jakie palenie jest głupie i niepotrzebne i że ja mam moc by tego po prostu nie robić – stres nie stres, ja już nigdy nie zapaliłam.
      Tak samo jest z tym, jeżeli nie kliknęło, można to widzieć jako sprytną technikę, jeżeli kliknie, nic już nie jest takie samo. Nawet jeżeli wali się świat,a on nie chce się z Tobą spotykać. Naprawdę. Polecam, bo każdemu życzę takiego stanu, każdej mojej czytelniczce i ludziom mijanym na ulicy.

  8. Kamila S. 3 kwietnia, 2019 at 12:23 pm - Odpowiedz

    przepraszam,ale zdecydowanie nie w każdej sytuacji można zachować pogodę ducha….chyba,że jest się socjopatą,który ma duży problem z emocjami i ich odczuwaniem. Nie w każdej sytuacji znajdziesz też tę ” dobrą ” strone, bez względu na to jak wiele ksiązek przeczytałaś i jak wiele teorii przyswoiłaś. Czy osoba ,która została zgwałcona zachowa spokój i pogodę ducha i będzie postrzegala to jako kolejne doświadczenie,które ją tworzy? no nie. Na pewno nie w krótkim czasie po takiej sytuacji. Czy samotna mama,o której wspomniala któras z dziewczyn wyżej , która znalazła się w sytuacji,kiedy nie wie czy jutro będzie miała co dać dziecku do jkedzenia i patrzy w oczy tego dziecka,które nie rozumie sytuacji i musi wytłumaczyć mu ją….będzie miała pogodę ducha i spokój w sobie? nie,nie będzie i żeby to zrozumieć trzeba przezyc taką sytuację samemu, bo niemożliwe jest wytłumaczenie poczucia ospowiedzialności za własne dziecko i jego życie komuś,kto sam dzieci nie ma. Czy ta sama samotna mama ,która ma nad sobą groźbę utraty dachu nad głową i wylądowanie z dzieckiem na bruku zachowa pogodę ducha i spokój? Nie ,nie zachowa – z podobnych przyczyn,jak w poprzednim przypadku. Czy ta matka po śmierci swojego dziecka zachowa pogodę ducha? musiała by być psychopatką.Jasne ,można pozornie ten spokoj miec,ale jakkolwiek by sobie takich sytuacji nie tłumaczyć,jakiejkolwiek filozofii życia nie przyjąc- człowiek CZUJE,ma emocje i w tak dramatycznych sytuacjach zadna teoria i sposób myślenia nie jest w stanie spowodować,że nie będziesz odczuwała paraliżującego strachu,lęku,bezsilności,frustracji…i tak ogromnego smutku,że jest on nie do opisania. Myślę,że naprawdę trzeba by samemu doświadczyć pewnych sytuacji,żeby zrozumieć co się w nich czuje. Po jakimś czasie ,jeśli czlowiek pracuje nad tym- osiąga stan względnego spokoju…ale nie w trakcie trwania tego typu dramatów.

    • Wilczo Glodna 3 kwietnia, 2019 at 12:57 pm - Odpowiedz

      Kochana, ale nikt tu nie mówi o „szukaniu dobrej strony” czy o socjopatycznym nie czuciu niczego. Mówię o głębokim zrozumieniu skąd ten smutek czy ból przychodzą.
      Pomyśl także, to że Tobie się nie mieści w głowie zachować spokoju wobec takich sytuacji, nie znaczy że tak jest u każdego. Pamiętam jak byłam dzieckiem, była taka piosenkarka Eleni. Zamordowali jej córkę, a ona potem mówiła w telewizji że wybacza mordercy. A więc są i tacy ludzie.
      Może właśnie Twoje przekonanie, że nie można CZUĆ, naprawdę czuć spokoju i zaufania do losu, nawet w najcięższych chwilach, sprawia, że nigdy nie będziesz go czuć.
      Naprawdę można iść głębiej i płakać, ale wiedzieć, że będzie dobrze, że już jest dobrze i tak jak powinno być.
      I nie zrozum mnie źle, nie odbieram Ci prawa do Twoich poglądów, pokazuję tylko inną stronę.

      • Kamila S. 3 kwietnia, 2019 at 1:18 pm - Odpowiedz

        Aneczko, a propos Eleni i wybaczeniu mordercy… tak,jak mówiłam wcześniej- po jakimś czasie można osiągnąć spokój i tego nie kwestionuje absolutnie. Nie wyobrażam sobie,żeby skupiać się na nienawiści do swojego oprawcy do konca życia i też ten spokój osiągnęłam jak najbardziej,ale to jest proces,wymaga czasu. Nigdy nie będzie prawdziwego spokoju w człowieku w trakcie trwania takich dramatów,,nawet jeśli dobrze rozumie źródło swojego bólu etc.i wie,że ten ból kiedyś minie. Spokój ducha można zachować w sytuacjach „delikatniejszych”, kiedy straci się praće, ma się rozsterki miłosne czy ma sie zwyczajne problemy finansowe itp. ,ale uwierz mi,że w sytuacjach kiedy w gre wchodzi np. twoje dziecko . ….człowiek nie czuje spokoju,po prostu jest w stanie pogodzić się z sytuacją po jakims czasie i tyle.

        • Wilczo Glodna 3 kwietnia, 2019 at 1:26 pm - Odpowiedz

          Kochana, dobrze, to zostańmy przy swoim zdaniu, bo nie będziemy się tu przerzucać. Myślę, że rozumiemy coś innego pod pojęciem „spokój ducha’po prostu.

        • Ag. 3 kwietnia, 2019 at 10:29 pm - Odpowiedz

          Kamila S.zgadzam się całkowicie! Rozumiem Anię, wiem że świadomość własnych myśli może wpłynąć na nasze emocje i często przez to pomóc w wielu sytuacjach. Ale są zdarzenia,typu śmierć bliskiej osoby, które nie do końca wpisują się w tą logikę. Choć wiem,że cierpię bo ona umarła i rozumiem że ten ból kiedyś będzie mniejszy, to w danym momencie mi ta wiedza nie pomaga: buntuję się, krzyczę, rozpaczam… bo taki jest pierwszy etap żałoby i każdy kolejny następny MUSZĘ przejść, wolniej lub szybciej,ale tego nie przeskocze- od razu przechodząc do pogodzenia się ze stratą i „zwykłego” już tylko smutku..

          • Wilczo Glodna 4 kwietnia, 2019 at 8:50 am

            Kochana, tu nikt nie wyklucza możliwości przeżycia żałoby. Jesteśmy przecież ludźmi, nie robotami. Właśnie nie o to mi chodziło, by sobie coś zracjonalizować i nie czuć.

  9. Kate 3 kwietnia, 2019 at 12:46 pm - Odpowiedz

    Aniu, przypomniałaś mi post „DESZCZ” , ŁZY MI SIĘ W OCZACH ZAKRĘCIŁY…BO TEN POST BYŁ PRZEŁOMEM…był opublikowany w październiku 2016….pamiętam jak go czytałam i płakałam…bardzo….we wrześniu przestałam wymiotować, oczywiście czytając wcześniej TWOJE posty, oglądając filmiku na youtube. Słowa: „TO TYLKO DESZCZ” były przełomem i pożegnaniem z wilkiem po kilkunastu latach….

    • Wilczo Glodna 3 kwietnia, 2019 at 1:24 pm - Odpowiedz

      Tak, to dla mnie też było oświecenie. Cieszę się! <3

  10. Paulina 3 kwietnia, 2019 at 1:07 pm - Odpowiedz

    Aniu a ja przeczytalam ksiazke. Nawet dwa razy, drugi raz z nadzieja ze moze jednak cos pierwszym razem nie zrozumialam, nie dotarlo… Ale nic sie nie zmienilo, malo tego dalej trudno mi zrozumiec jak mam sie odeseparowac od swiatla zewnetrznego tak zeby nie wplywal na moje samopoczucie…Wydaje mi sie, ze tak jak kiedys byl tu taki komemtarz ze to dziala tylko dla czlowieka z pelnym brzuchem, portfelem I ogolnie bez wiekszych problemow. Chciala bym spojrzec na to inaczej, ale jakos nie mam tego „olsnienia”

    • Wilczo Glodna 3 kwietnia, 2019 at 1:25 pm - Odpowiedz

      O kurcze, to szkoda. Mi kliknęło od razu i tak że spadłam z fotela. Nie wiem od czego to zależy w takim razie.

  11. Iza 3 kwietnia, 2019 at 6:24 pm - Odpowiedz

    Mam wrażenie, że większość z Was przypisuje swoją ideologię temu postowi. Dla mnie był on jak absolutne objawienie, odnoszące się do mojego problemu z obżarstwem. Mianowicie ja każdą chwilę, w której pomyślałam, że mam ochotę na frytki, lub nie daj boże z rana, co kładło się cieniem na całym już dniu, miałam ochotę zjeść pączka, albo najlepiej pięć pączków, traktowałam jako profanację swojej diety, swojej czystości. Uważałam, że grzeszę nawet nie dlatego, że się najadłam, ale że śmiałam o tym pomyśleć. Uważałam, że moje myśli muszą „być czyste”, bo inaczej dzień będzie stracony. A tu w jedej chwili zrozumiałam, głupia Ty, czasami poprostu za myślami nie nadążysz. Ale to, że pomyślisz, żeby naładować się tłuszczem i cukrem, w ogóle nic nie znaczy, bo z jakiej racji. Puść tę myśl wolno, nie przywiązuj się. Jedyne w co ciężko mi uwierzyć, to, że to takie proste. Zawsze takie było. Dzięki Aniu :*

    • Wilczo Glodna 4 kwietnia, 2019 at 8:49 am - Odpowiedz

      Bardzo się cieszę, że pomogłam Ci to zrozumieć.

  12. Anna 3 kwietnia, 2019 at 9:24 pm - Odpowiedz

    Póki co obejrzałam tylko spicz, jest OK, bo w przystępny sposób wyjaśnia idee, ale trochę nie podoba mi się styl wypowiedzi- bardzo chwytliwy, jak gadka sprzedawcy a trochę jak one-man show i trochę jak ksiądz na kazaniu. Kolejna rzecz deprymujaca jest taka, ze facet mowi na serio o doświadczeniach ze swojego życia (typu natretna nasilona myśl o samobójstwie), a publika zaczyna się śmiać :o Tak jakby nie kumali przekazu. No i pokazywanie złudzeń optycznych żeby lepiej sprzedać idee, czy facet naprawdę myśli, ze ludzie sa tak głupi, ze „poki nie zobaczą, nie uwierzą”? ;> Ale mimo tych zastrzeżeń przekaz ciekawy. Oczywiście to wiadomo tak na zimno, ale dobrze sobie takie rzeczy przypominać. Pozdrawiam

    • Wilczo Glodna 4 kwietnia, 2019 at 8:48 am - Odpowiedz

      Kochana, a teraz obejrzyj to jeszcze, ale tym razem z filtrem „znajduję pozytywy”, ok? I weź sobie do serca przesłanie <3

      • Anna 4 kwietnia, 2019 at 8:11 pm - Odpowiedz

        Aniu, ale przecież to jest oczywiste, że świat zewnętrzny jest „neutralny”, a nasz jego odbiór jest przez pryzmat emocji. Ja wczoraj rano (to było przed przeczytaniem tego Twojego wpisu) utknelam rano w korku, jadąc do pracy, i byłam lekko spóźniona. Zaczęłam być zirytowana więc powiedziałam sobie: „hej, to tylko korek, normalne, że zaczynam się robić zła, tym bardziej, że jest duszno. Trzeba wziąć to na miękko, wszystko jest normalnie, to minie”. I tak oczywiście bylo:)) Więc nie trzeba studiować tego kilkanaście lat – jak mówca/autor – aby do takich wniosków dojść. Że nasz sposób postrzegania kształtuje nasz świat, nie odwrotnie. Ja rozumiem, że autor/mówca utrzymuje się z tego, że publikuje takie treści, ale dla mnie – nie będąc Amerykanka – jego sposób mowienia, gestykulacja, bardzo wyrazista, przerysowana, jest trochę razaca. To jest dobrze się tego slucha – rozumiem, ze retoryka to sztuka – ale trudniej mi to brac na powaznie. Poza tym publika się smieje, więc efekt chyba nie ten, o który mu chodziło. No i wrzucanie zludzen optycznych do tego wydaje mi sie duzym uproszczeniem tematu, tj. nie do końca się zgadzam z tym, ze mozemy postawic znak równości między postrzeganiem czysto wzrokowym, a percepcja swiata „ogolna” wszystkimi zmyslami typu ocena tego, co nas spotyka. Piszę to tylko po to, aby wyjaśnić, że nie obejrzalam tego spicza „plytko” czy bezmyślnie. Pozdrawiam serdecznie

  13. PaulinaJ 3 kwietnia, 2019 at 10:44 pm - Odpowiedz

    Od razu pomyslalam o terapii ACT (ktorej jestem wielka zwolenniczka). Dla mnie rowniez rewolucja bylo zaprzestanie WALKI z (negatywnymi) myslami. Kiedys, gdy tylko czulam sie zla, albo smutna, albo nieszczesliwa, natychmiast staralam sie zmienic ten stan rzeczy. „Musialam” cos zrobic, zeby poczuc sie „lepiej”. Dzisiaj daje sobie prawo do tego, zeby czuc sie zle albo miec kiepski dzien. Bez samobiczowania sie i wyzywania siebie samej od… (tu mozna uzupelnic, wedlug wlasnej woli). Dzisiaj zauwazam, ze mi smutno, i to jest ok. Mysle sobie „ale mi smutno” i juz. I ide dalej. To mija.
    Tyle energii marnujemy na walke z myslami, ktore – jak zauwazylas Aniu – przychodza i odchodza.

    Nie chodzi mi o banalizowanie tragedii, chodzi mi o akceptacje tego, ze nasz mozg produkuje rozne przemyslenia. I ok.
    Zdanie sobie z tego sprawy to naprawde rewolucja.
    (Ale temat poruszylas, to na dluzsza rozmowe, a nie na komentarz :)

    • Wilczo Glodna 4 kwietnia, 2019 at 8:47 am - Odpowiedz

      Kochana, tak, dokładnie to samo pisałam w podlinkowanym poście o bólu. Akceptować to co jest.

  14. Ilona 3 kwietnia, 2019 at 11:16 pm - Odpowiedz

    Bardzo ciekawy temat choć trochę skomplikowany.. Może nagrałaby Pani filmik na ten temat…moze wtedy byłoby to łatwiej zrozumieć.. Pozdrawiam.

    • Wilczo Glodna 4 kwietnia, 2019 at 8:46 am - Odpowiedz

      Możliwe :*

  15. Julia 3 kwietnia, 2019 at 11:17 pm - Odpowiedz

    A ja bardzo chciałabym ci podziękować za ten post :) bardzo wiele mi dał! Jesteś wspaniała.

    • Wilczo Glodna 4 kwietnia, 2019 at 8:46 am - Odpowiedz

      Dziękuję, bo już zaczęłam wątpić <3

  16. Paulina 4 kwietnia, 2019 at 10:59 am - Odpowiedz

    Dziwi mnie to że tak wiele komentarzy jest: a co jeśli? bo to jest takie! bo nie zadziała kiedy…! Hej stop nakręcacie się, a nawet nie spróbowałyście! negujecie ten nurt myślowy, ale nie przetestowałyście go. Czytając tu komentarze, jak i posty w grupie wilczogłodne to mam wrażenie że ED programuje człowieka w ten sposób, że wszystko neguje ale nie przetestuje. Racjonalne żywienie – Mi to nie pomorze. Uprawianie codziennie sportu – na pewno nie znajdę na to czasu. Weganizm – kocham mięso nie ma mowy. Same wymówki, moim zdaniem to strach przed szczęśliwym życiem. I nie mówię tego złośliwie bo ja sama dopiero zdecydowałam się na szczęście niedawno.
    Mam nadzieję że i wy się na nie otworzycie.
    Ps. Aniu, bardzo Ci dziękuję za każdy wpis i każdą książkę, to wszystko + cudowna psycholog pozwoliły mi na zarzucenie diet i zostanie po prostu szczęśliwym człowiekiem.

    • Kamila S. 4 kwietnia, 2019 at 11:31 am - Odpowiedz

      no wiesz…co do programowania przez ED…. ja zaburzeń odżywiania nie mam od dawna a i tak uważam całą tę „filozofę” życia ,o której mowa wyżej za (eufemistycznie mówiąc) przeznaczoną dla osób,które mająw miarę ulożone życia, żadnych poważnych problemow ( i nie,nie mówię tu o utracie pracy czy problemach z facetem, chwilowych problemach finansowych czy nawet o ED w samym sobie …ale o prawdziwych życiowych dramatach,które czasami mają miejsce). Książkę również czytałam,zagłębiałam się mocniej w temat ,więc nie neguję czegoś,czego nie znam. Poza tym, to zdecydowanie nie jest ” co by było gdyby”….ja te dramaty przezyłam , miałam niestety okazję doświadczyć je na własnej skórze i uwierz mi,że nikomu tego nie życzę. Więc dla mnie,jako osoby,która była ofiarą gwałtów,molestowania, przezyła bezdomność,przemoc fizyczną i pdychiczną, biedę,codzienne zastraszanie przez komorników, śmierć mężczyzny,którego kochałam i wiele innych zdarzeń,o których nie chcę nawet pisać,bo są zbyt drastyczne- ten „sposób na życie” jest niczym innym,jak tylko zwykłym bezwartościowym gadaniem,które ma się nijak do czasami naprawdę trudnej rzeczywistości. Myślę,że punkt widzenia zmienia się po prostu w zależności od punktu siedzenia. Jeśli innym takie „myślenie życzeniowe” daje coś pozytywnego – to ok, naprawde…natomiast podchodzę do tematu z trochę innej perspektywy,niż większość ludzi,bo dokładnie wiem ,jak człowiek przeżywa,co czuje w poszczególnych traumatycznych sytuacjach.

  17. też szukam 5 kwietnia, 2019 at 10:23 pm - Odpowiedz

    Człowiek to „maszyna” produkująca myśli.Mamy „stanąć z boku tych myśli” i obserwować je jak widz na ekranie. Czyli być na pozycji obserwatora. Zwróćcie uwagę jak inne będziecie mieć odczucia w swoim ciele gdy poczujecie całą sobą czyli będziecie się identyfikować z pojawiająca się myślą:” ale mi się chce żreć słodkiego” a jak inaczej zareaguje wasze ciało gdy popatrzycie na tę sama myśl myśl jak na wyświetlona na ekranie w kinie czyli nie będziecie się z nią identyfikować, bo zobaczycie ją z pozycji obserwatora jako coś zewnętrznego. Przestaniecie wierzyć że ta myśl to Wy. Jest książka- „W pułapce myśli” ona to wyjaśnia. nikt nagle nie będzie odczuwał radości i szczęśliwości, bo to nie jest możliwe, tyle tylko że uświadomimy sobie ten program w głowie który tworzy myśli. Nie oczekujcie że teraz już będziecie tylko fajnie myśleć i dobrze się czuć bo to nie o tym.

    • Wilczo Glodna 6 kwietnia, 2019 at 12:50 pm - Odpowiedz

      Ta książka, którą polecam mówi dokładnie to samo co „W pułapce myśli”, dzięki za przypomnienie! Tylko, że pułapka jest dosyć ciężka w odbiorze, nie sądzisz? Język jest strasznie ciężki.

      • też szukam 6 kwietnia, 2019 at 8:53 pm - Odpowiedz

        Ja czytam ją na raty bo wykonuję ćwiczenia które są tam polecane, szczerze mówiąc nie potrafię ocenić czy jest ciężka… :)

  18. Mary 6 kwietnia, 2019 at 7:00 am - Odpowiedz

    Aniu, proszę więcej takich postów! ❤❤❤

  19. Marta 15 kwietnia, 2019 at 10:15 am - Odpowiedz

    Aniu, a jak to pogodzić z chęcią bycia ze sobą w kontakcie, słuchania siebie? Nie wiem, czego się chwytać, czasem przecież mówi się: „twoje ciało ci podpowie”, jest też intuicja itd. Jak rozpoznać, że myśl to tylko myśl, którą można trochę olać, a nie ważna wskazówka?

    Jasne, czasem wiadomo, że ta pobudzająca chęć wyjścia po ciasto to wilk, ale – zwłaszcza jeśli masz chaos w życiowym sensie i brak celów i ram – nie zawsze to jest takie oczywiste.

    Poza tym co z tym: „masz ochotę na ciasto, to zjedz i żyj dalej”? Ja zwykle nie mam ochoty na ciasto, jeśli jest dobrze, a jednak i tak mnie to potem dopada. Ochotę mam zwykle wtedy, gdy jest już patologicznie.

    • Wilczo Glodna 15 kwietnia, 2019 at 4:18 pm - Odpowiedz

      Kochana, to co jest prawdziwym głodem to po prostu tzw „no brainer”, a jak kombinujemy, to czujemy że kombinujemy.
      Co do ciasta to zjedz i tyle. Jeżeli nie masz ochoty, to też nie ma sensu o tym myśleć, prawda?

      • Marta 16 kwietnia, 2019 at 11:03 am - Odpowiedz

        Ha, niby tak, ale kombinowania się tak łatwo nie wypleni :D Jednak to wszystko kręci się wokół wewnętrznej zmiany, innego podejścia, innej świadomości… Więc – do celu. Okazuje się, że mój angielski ogarnia „The Inside-Out Revolution”, może wyjdzie z tego coś fajnego :)

        Na sam początek oderwałam ręce od twarzy podczas czytania, przerywając „zaklęty krąg” nałogowego skubania i wyciskania niedoskonałości. Jupi!