Jak do tej pory unikałam tego tematu z powodu jego kontrowersyjności. Już nie raz zarzucono mi, że się wymądrzam i zniechęcam ludzi do wizyty u lekarza. Dlatego do takich artykułów muszę się zebrać w sobie i przygotować na ewentualne cięgi. No to się zebrałam i piszę.

Zanim jednak zacznę, muszę uprzedzić o jednym: to jest post zawierający moje wnioski, jakie wyciągam z waszej korespondencji do mnie, oraz tego co czytam na Wilczym Stadzie. Moje słowo nie jest święte, a ja nieomylna.
Ok, to zaczynamy.

Co sądzę na temat leków psychotropowych zapisywanych na zaburzenia odżywiania?

Większość z nas zaliczyła przynajmniej jeden taki epizod w przeciągu swojej wilczej kariery. I często wygląda to mniej więcej tak:

Przychodzi baba do lekarza. Baba cierpi na bulimię, albo objada się kompulsywnie. Lekarz ma dla niej 10 minut czasu w których to musi ustalić co się dzieje, co jej dolega i jak temu zaradzić. Zapisuje więc jej Seronil (lub inny preparat zawierający fluoksetynę) – lek powszechnie stosowany na te właśnie przypadłości i woła następnego pacjenta. I wcale tu nie wjeżdżam na lekarza. On postępuje w zgodzie ze swoją wiedzą, sumieniem i – miejmy nadzieję – dobrem pacjenta. Po prostu tak jest; wizyty u psychiatry trwają raczej krótko.

A czym taki Seronil jest i jak on działa?

Cytując ulotkę:

Substancją czynną preparatu jest fluoksetyna, należąca do grupy inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny (można spotkać skrót SSRI dla określenia tej grupy leków, pochodzący od angielskiego selective serotonin reuptake inhibitor). Serotonina jest jednym z neuroprzekaźników, substancji odgrywających istotną rolę w komunikacji pomiędzy neuronami. Miejsce połączenia dwóch neuronów zwane jest synapsą. Komórka przekazująca informację, znajdująca się przed synapsą, uwalnia do szczeliny synaptycznej tak zwany mediator, czyli substancję, która jest wychwytywana i rozpoznawana przez komórkę odbierającą informację, znajdującą się za synapsą. W tym przypadku mediatorem jest serotonina. Niektóre cząsteczki serotoniny zostają wychwycone z powrotem przez receptory neuronu znajdującego się przed synapsą, co nazywamy wychwytem zwrotnym. Działanie fluoksetyny polega na hamowaniu procesu wychwytu zwrotnego serotoniny, a co za tym idzie na wydłużeniu czasu działania serotoniny w synapsie i czasu pobudzenia komórki odbiorczej. Impulsy nerwowe wysyłane są częściej. Większa stymulacja zależnych od serotoniny komórek wiązana jest z działaniem przeciwdepresyjnym.

Uwaga: Nie tylko Seronil zawiera fluoksetynę, ale także Andepin, Bioxetin, Deprexetin, Fluoksetyna, Fluoxetin, Salipax, Fluxemed, Apo-Flox I w końcu sławetny Prozac.

No dobrze, ale dlaczego zapisywany jest on na bulimię?

Niestety nie doszukałam się w żadnych źródłach – łącznie z danymi publikowanymi na stronach wszelkich organizacji zdrowotnych (zawsze szukam po polski i po angielsku) – JAK dokładnie IISR działają na mózg, że… nie chce nam się jeść (?)
Nawet nie wiem czy to ma za zadanie hamować apetyt na poziomie hormonalnym, neuronalnym czy innym? Sprawiać, że jesteśmy na to jedzenie obojętne? A może tyle że nasz nastrój jest podniesiony, więc nie staramy się podnieść go sztucznie jedzeniem?

To co się powtarza na stronach informujących o tym leku to lakoniczne „Prozac/ Seronil/ Bioxetin hamuje apetyt”. Jak to się dzieje? Nie wiem. Jeżeli znasz odpowiedź na to pytanie, podziel się z nami w komentarzu.

No dobrze, powiedzmy więc, że tabletka faktycznie hamuje apetyt i sprawia, że rządze jedzenia maleją.
Ale czy właśnie to potrzebne jest osobie z bulimią? Nie mieć apetytu? Czyż nie od walczenia z naturalnym apetytem to wszystko się zaczęło? I teraz mu jeszcze dowalić lekami?

Oczywiście, rozumiem tok rozumowania za tym stojący: Skoro się objadasz się, co znaczy że masz chorobliwy apetyt. Trzeba więc dać Ci lek, który go obniży. No a że masz do tego depresję, to antydepresant będzie tu jak znalazł.

Ale dlaczego masz ten chorobliwy apetyt? Dlaczego masz depresję? Yhmmyy, bo zajadasz emocje spowodowane traumą z dzieciństwa?
Nie, masz go ponieważ jesteś w błędnym kole zaburzeń odżywiania – głodzisz się, objadasz, albo po prostu nie potrafisz już normalnie jeść. Dlatego masz też depresję.
Głodzenie się i restrykcje przyczyniają się do jej powstania, co udowodniono już w latach 40stych ubiegłego wieku w największym w historii głodowym eksperymencie. Pisałam o nim tutaj. Oczywiście nie mówię, że tylko dieta wywołuje depresję. Są dziesiątki innych przyczyn, ale jeżeli masz ED, to raczej w Twoim przypadku, była to dieta.

Przypomnijmy o czym był ten eksperyment: trzydziestu sześciu zdrowych na ciele i umyśle ochotników zamknięto na rok w specjalnie zbudowanym laboratorium i głodzono. Prawie wszyscy bardzo szybko zaczęli mieć poważne problemy z nastrojem, z wybuchami agresji, manii czy nawet epizodami bulimii. Jeden z tysięcy wniosków jaki z tego wyciągnięto to taki, że głód powoduje poważne problemy psychiczne.
Niestety z niezrozumiałych dla mnie powodów, o eksperymencie niejako zapomniano i przyczyny naszego złego stanu upatruje się wszędzie tylko nie w jedzeniu.

*

No dobrze, a co z naszą babą?
Baba wykupuje tabletki, zaczyna je brać i… no właśnie co?
Ano różnie. Zacytuję tutaj odpowiedzi dziewczyn z Wilczego Stada, które odpowiedziały mi na to pytanie:

„Seronil dla mnie ok jeśli chodzi o psychikę, ale na apetyt zupełnie nie ma wpływu. Ale biorę mała dawkę.
Za to zaczęło mi się znów chcieć cokolwiek robić, bo miałam już czas ze nawet wstanie z łóżka było problemem. Teraz wracam do dawnych pasji, śmieje się, rozmawiam z ludźmi.”

„Ja byłam bardzo zadowolona z Seronilu. W koncu byłam w stanie normalnie funkcjonować i normalnie jeść.”

„Seronil. Nie pomagał w jedzeniu, ale na pewno w chęci do życia”

„Brałam Seronil i dosłownie po nim oszalałam. Wylądowałam w psychiatryku, wyszłam z diagnoza ChAD, teraz zmieniła mi się na zaburzenie schizoafektywne. Jeśli chodzi o zaburzenie schizoafektywne to leki trzeba brać, bo naprawdę pomagaja! Jeśli chodzi o zaburzenia odżywiania to w moim przypadku lek mi nie pomogły w żaden sposób. Ja te dwa zaburzenia oddzielilam od siebie. Zaburzenie schizoafektywne-leki. Zaburzenia odżywiania-własna praca, Twoje rady Aniu i terapia. To się sprawdza akurat w moim przypadku! „

„Brałam fluoksetynę przez pół roku. W moim przypadku sprawdziła się bardzo dobrze. Efekty uboczne były praktycznie niezauważalne. Można powiedzieć, że ustabilizowała moje emocje – nie miałam już takich huśtawek od całkowitego załamania do skrajnej euforii. Chyba też zmniejszył się mój apetyt. Odstawiałam bardzo powoli, stopniowo, dzięki czemu nie odczulam, że już nie biorę. Od tego momentu czyli od 1.5 roku jest ze mną dobrze.”

„U mnie nasila nerwowość i wybuchowość, nie wpływa na kontrolę jedzenia, choć niby powinien.”

„Nie wiedziałam żadnych zmian ani pozytywnych ani negatywnych szczerze mówiąc pokusiłabym się o efekt placebo, bo chciałam żeby to jakoś działało, już obojętnie ale chciałam zmiany, wiec przez chwilę miałam takiego pozytywnego powera jak przy zakochaniu lub podnieceniu jak się na coś fajnego czeka ale to szybko minęło i to tyle.”

„Ja używałam seronil- na początku byłam wyciszona, nie czuła w ogóle łaknienia, więc kontrolowałam napady. Ale po kilku miesiącach poczułam się na tyle „pewnie”, ze zafundowałam sobie kolejną dietę 1200 kcal, „bo przecież nie czuje łaknienia to super”. Napady wróciły (wiadomo), złe samopoczucie, depresja, prócz tego zaczęłam przysypiać wszędzie, mimo że chodziłam spać o 20! Doszła do największej możliwej dawki- później tylko hospitalizacja i leczenie szpitalne. i powiedziałam dość, sama siebie oszukuję. Stopniowo odstawiłam to świństwo i teraz daje radę sama bez „wspomagaczy”. Zapomniałam- moje libido spadło do 0, a nawet niżej, pociłam się i kręciło mi się w głowie, nawet w trakcie snu- miałam wrażenie, że latam.- dostałam leki na zawroty głowy. I to mnie przeraziło, ze coraz więcej leków a tu zero poprawy.”

„Bioxetin trochę mi pomógł bo nuż tyle nie wymiotuje bo wcześniej wymiotowałam po kilkanaście razy dziennie, ale cały czas mam wilczy apetyt i biorę po 1 tabletce 3 razy dziennie.”

„Miałam dokładnie to samo- niekompetentny lekarz przepisał mi 60 (!) mg fluoksetyny na depresje i przy silnej nerwicy lękowej + borderline. Dwa tygodnie później wylądowałam w szpitalu po próbie samobójczej, bo ta dawka fluoksetyny pobudziła mnie w bardzo negatywny sposób i nasiliła wszystkie dotychczasowe objawy.”

„Brałam Bioxetin, na początku straszna senność, ale później to minęło. Humor znacznie mi się poprawił, pomogło też na nadmierny apetyt. Teraz już odstawiam i radzę sobie bez tego. Myślę że nie było to rozwiązanie mojego problemu ale znaczna pomoc. Wprowadzałam je pod okiem lekarza więc wszystko było pod kontrolą, bezpiecznie.”

I tak dalej i tak dalej. Część komentarzy pozytywnych, część negatywnych, część obojętnych.
A jak było u mnie? Bo ja także byłam taką „babą” na lekach. Miałam 16 lat kiedy dostałam psychotropy – bez żadnych badań, bez wyjaśnienia co to po co i na co. Tak po prostu, jak pastylki. „Niech łyka i niech za miesiąc przyjdzie na kontrolę”.
I co się stało w moim przypadku? Ano nic. Dalej sobie wymiotowałam. Dlaczego? Bo się obżerałam. A dlaczego się obżerałam? Bo jak twierdzi mój pamiętnik z tamtych lat, jadłam 500 kcal dziennie.
Proste.

Kolejna sprawa to wspominany wielokrotnie na Wilczym Stadzie efekt placebo. Teraz udowodnię Ci, że lek ten ma – poza realnym działaniem chemicznym – także takie właśnie działanie.
Nie raz, nie dziesięć dostałam wiadomość lub przeczytałam komentarz w stylu:
„Mi Seronil pomaga. Już od pierwszego dnia przestałam się objadać.” Albo „Jak czuję że zbliża się atak, to biorę tabletkę i przechodzi” albo „Trzy dni temu zaczęłam brać Fluoksetynę i poprawa jest niesamowita. Nie wymiotowałam ani razu”

Do tej pory milczałam, bo nie miałam serca rozwiewać tych iluzji i wywołać czyjegoś ataku. No ale teraz powiem: Inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny potrzebują od 2 do 4 tygodni na „zainstalowanie” się. Ich obecność w organizmie musi się niejako skumulować. Dopiero wtedy działają. To nie jest Ibumprom, że łykasz i przechodzi. Na to trzeba trochę czasu.
Jeżeli przechodzi od razu, to tylko dlatego, że – jak to było powiedziane w jednym z komentarzy – tak się nastawiasz. Siła umysłu.

*

A więc gdzie zmierzam z tym artykułem? Do tego, że jestem przeciwko lekom? Nie. Nie jestem. One jak sama widzisz, mogą wspomóc wychodzenie na prostą. Mogą też zaszkodzić. I mogą nie zrobić nic. Ale na pewno nie zrobią za Ciebie ani śniadania, ani obiadu, ani kolacji – a to warunek konieczny, żeby z tego wyjść.

Powtarzam po raz kolejny – jeżeli jedzenie będzie leżeć i kwiczeć, nie będziesz sobie dostarczać wystarczającej ilości kalorii, to ani leki, ani najlepsza na świecie terapia nie pomogą. To jest PODSTAWA. Niekoniecznie ESENCJA, ale podstawa właśnie.
Zajmij się przede wszystkim problemem błędnego koła – jego aspektem i fizycznym i psychicznym (nie, bulimia to nie TYLKO jedzenie), a masz dużą szansę, że przestaniesz się objadać, a depresja wyparuje jak komfora. Oczywiście jeżeli miałaś ją tylko z tego powodu.

Chcę także, abyś zapamiętała z tego artykułu jedną ważną rzecz: leki to wytwór człowieka. A człowiek jest omylny. Nawet naukowiec, co ma łeb jak sklep, biały kitel i pracę w koncernie farmaceutycznym wartym miliardy. Nawet lekarz psychiatra po drugiej stronie biurka nad którym wiszą jego liczne dyplomy.
To tylko ludzie, mądrzy bo mądrzy, ale NIE mądrzejsi niż twoje ciało, które te tabletki przyjmuje.

Wiele moich czytelniczek zarzuca mi, że krytykuję „oficjalne” metody leczenia bulimii.
Nie, ja krytykuje bezkrytyczność w stosowaniu tych metod.
Bo psychotropy to nie cukierki i oprócz tego, że mogą pomóc, to mogą naprawdę zrobić dużo złego.
To że coś jest oficjalnym, przetestowanym lekiem wcale nie oznacza że działa na wszystkich, a idąc dalej – że nie można o jego skuteczności polemizować (a już na pewno jak się nie jest lekarzem, tylko blogerką z internetu).

Tak jak pisałam wcześniej, podważaj autorytety, pytaj, myśl samodzielnie. Ile znanych jest przypadków kiedy to medycyna się – ups – pomyliła. Ile razy coś co miało być bezpieczne, okazywało się totalnie nieskuteczne, szkodliwe czy śmiertelne. Czytałyście na pewno nie raz chociażby o skandalu z lekiem Talidomid zalecany w latach pięćdziesiątych ciężarnym kobietom, a powodujący okropne uszkodzenia płodów.
Historia pełna jest takich „wypadków”. A w tym przypadku chodzi przecież o nasze zdrowie psychiczne, o nasz mózg.

I jeszcze raz podkreślę: nie jestem przeciwniczką leków jako takich. Dla osób z depresją, manią czy innym cholerstwem może i będzie to rozwiązanie. Wiem to z pierwszej ręki, bo mam w swoim najbliższym otoczeniu osoby z depresją. Widziałam depresję z bardzo bliska. WIEM co to znaczy. A raczej nie wiem, nie potrafię sobie wyobrazić takiego cierpienia. Widziałam jednak co ona robi z człowiekiem.

I widziałam także jak ten człowiek zdrowieje pod wpływem leków, jak odzyskuje błysk w oku. Na samą myśl chce mi się płakać ze wzruszenia. Więc nie, nie jestem im przeciwna i nikogo nie będę od nich odwodzić.
Ale błagam, zanim łykniesz pierwszą dawkę, zastanów się czy nie lepiej łyknąć porcję śniadania.